no niestety pracujemy razem i dlatego nadal się widujemy - w przeciwnym wypadku nie mielibyśmy takiej możliwości. Wcześniej mnóstwo maili pisaliśmy. A właśnie... siedzieliśmy od powrotu z pracy do 4 rano i jemu to nie przeszkadzało.. kilka dni z rzędu.. więc i to o czymś świadczy jak wyglądał ich związek.
Widzisz, problem w tym, że ja chcę to uszanować i powiedziałem jej, że nie będę przeszkadzał. Że dam im szansę na naprawienie bo tyle czasu była nieszczęśliwa, że chciałbym żeby się coś zmieniło i nawet jeśli będzie potrafiła być szczęśliwa z nim to będę się cieszył. Wiem, że to takie górnolotne i zaraz dostanę zjebki od innych ale naprawdę w jej oczach były tyle nieszczęścia i smutku.
Pewnie po tym wszystkim co pisałem uważacie, że jestem jakimś ciapasem który czepi się cokolwiek dostanie a tak nie jest. Wiem, że mam powodzenie u kobiet i że się za mną oglądają. Mam niezłą sytuację materialną. Jak tak patrzę wstecz to chyba mogłem mieć każdą kobietę którą chciałem. Problem w tym, że nigdy nie czułem tego co teraz. Jedno dwa spotkania i zastanawiałem się co ja tutaj robię. A z nią jest inaczej. Ja się chyba teraz boję, że mogę przegapić coś ważnego. Pewnie znowu dostanę śmiechy w twarz ale kilka miesięcy z mojego życia nie zrobi mi różnicy... leczyć się będę później
"no niestety pracujemy razem i dlatego nadal się widujemy"
Hm. Ciężka sprawa.
A ten jej mąż wie, że to o Ciebie chodzi? Że w Tobie ona się zakochała? Bo wiesz, możesz "zarobić" od niego jakąś plombę i po co Ci to?
No nic. Żyj dalej. W takiej sytuacji ochłodziłabym relacje do układu "koledzy z pracy". Tyle.
I jeśli chce Ci się czekać, czekaj.
Ale szczerze mówiąc teraz zaczynam się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens, bo ta kobieta jest okropnie niezdecydowana, a to potrafi bardzo zryć beret.
jeśli chcesz poznać moją ostateczną opinię, to powiem Ci tak:
a) uważam z ich małżeństwa nic nie będzie (a jeśli już, to wspólne męczenie dupy przez lata).
b) uważam, że z taką kobietą szczęścia nie znajdziesz. wydajesz się być bardzo empatyczny i przypuszczam, że przy tak rozchwianej emocjonalnie kobiecie - wykończysz się nerwowo.
powiem Ci, że i tak za dużo myślę. Myślę o tych wszystkich wypowiedziach które słyszałem i które w jakiś sposób same sobie przeczą. Czasem mam wrażenie, że wyciąga tylko po to teraz rękę do mnie bo gdy widzi, że ja się odwracam to czuje, że coś traci więc nie jest do końca fair. Niby niczego już nie obiecuje ale daje znaki i gest że chce żebym był. Zapytałem się po co to robi skoro się zdecydowała na naprawianie małżeństwa na co mi odpowiedziała, że ona sama siebie do końca nie rozumie. Myślę, że to tak naprawdę jest koniec tej całej przygody ale chcę poczekać co będzie dalej. Czasem przez to wszystko gdy na nią patrzę to sam już nie wiem kim jest. Mówi, że się pogubiła i o tym rozumie i sercu i czasem fakt - rozumiem ją a czasem totalnie nie.
Ona się czuła takim brzydkim kaczątkiem a gdy dwóch facetów zaczęło o nią walczyć to wydaje mi się, że nabrała pewności siebie i to ją trochę zmieniło... na gorsze.
Wydaj mi się, że za krótki czas nie będę w niej już widział tej dziewczyny w której się zakochałem i samo się wszystko zacznie układać.
Nie rozkminiaj za dużo.
Ochłoń.
Trzymanie kogoś "w zapasie" jest bardzo nie fair.
Jeśli ona tak robi, czyli jednocześnie próbuje naprawić małżeństwo i utrzymywać z Tobą bliski kontakt, nie zachowuje się w porządku.
tylko powiedz mi dlaczego jestem taki głupi, że potrafię sobie wytłumaczyć czasem właśnie takie jej zachowanie tym "rozum walczy z sercem" ? Powiedz mi patrząc na to z boku niejako obserwator... czego ona chce ?
Nie wiem czego ona chce, bo im więcej detali podajesz, im więcej szczegółów (opisów sytuacji, jej słów itd.) tym pani coraz mniej mi się podoba.
Może i nie robi tego specjalnie (manipulacja Tobą), a raczej chce mieć trochę przyjemności w życiu, chce poczuć się lepiej itd. ale mimo wszystko nie powinna wykorzystywać Ciebie do poprawy własnego samopoczucia, bo to nie jest ok.
Dlatego powinieneś dać sobie z nią spokój (czyli ochłodzić relacje). A już na pewno nie rozmawiać z nią o jej mężu. Skoro zadecydowała, że jest z nim, niech będzie konsekwentna.
Zadbaj o siebie, bo się wykończysz (powtórzę jak mantrę).
a wiesz, że to mnie najbardziej wkurza żeby nie powiedzieć ostrzej. A mówić "to" mam na myśli to, że powiedziała mi, że chce spróbować naprawić swoje małżeństwo bo teraz zobaczyła coś na co czekała bardzo długo (ale mnie to boli). Ja powiedziałem, że rozumiem i że się odsunę. Powiedziałem też, że nie jest mi łatwo ale nie dam po sobie poznać, że mi źle. I byłem (udawałem) zadowolony i to ją chyba zabolało bo zapytała się czy po mnie to wszystko spłynęło jak po kaczce bo ona nie może sobie z tym poradzić a po mnie widać jakby się nic nie wydarzyło. Powiedziałem, że nie chcę przeszkadzać i że jeśli podjęła decyzję to nich uszanuje to co czuję i że może być mi źle i żeby pozwoliła mi odejść. Na co odparła, że pozwoli i że przeprasza ale na drugi dzień czy dwa dnie później znowu sygnały i znowu... myślałem, że coś się zmieniło więc zapytałem. Na co ona, że przeprasza, że tak się zachowuje ale nie kontroluje tego i że niczego mi nie może obiecać bo sama nie wie co i jak więc znowu pytam po co to robisz i znowu przeprosiny i znowu to samo. Więc boli mnie to, że za nic ma to co czuję i jak się czuję. Że ważniejsze jest dla niej jej własne samopoczucie niż moje i jego bo przecież w taki sposób oszukuje nas obu.
Wojtek, sam widzisz jaka ona jest, więc sam też podejmij decyzję
Ja bym to ucięła.
"żeby pozwoliła mi odejść"
Bez przesady, nie jesteś jej niewolnikiem, żeby Ci pozwalała odejść. Zakończ to definitywnie, chyba że masz masochistyczne zapędy.
To co piszesz - maluje coraz gorszy obraz tej kobiety, szkoda że na początku nie opisałeś dokładnie tej sytuacji, bo niepotrzebnie poruszaliśmy niektóre kwestie. Na dodatek ja patrzę na sprawę przez pryzmat własnego charakteru (a mam o 180 stopni inny niż ona) i to jest błąd.
to skorzystam jeszcze z tych 2cm
Sama wiesz, jak to jest gdy nie chce się dopuścić czegoś do siebie. Sam się człowiek przed tym broni i zadaj pytanie "jak ja bym się zachował w takiej sytuacji" i usprawiedliwiam ją sobie, że też pewnie miałbym wyrzuty sumienia i takie tam... tyle, że prawda jest taka, że nie da się już na tym nic zbudować. Domyślam się też, że jak zacznę ochładzać stosunki to mi powie, że nie spodziewała się tego, że tak szybko mi przejdzie albo że tak szybko znajdę pocieszenie albo że celowo tak zrobiła żeby zobaczyć czy będę czekał. I z kolesia zakochanego po uszy zrobi ze mnie jakąś świnię która chciała zaciągnąć ją tylko do łóżka
wiem, że jak się będę koło niej kręcił i wysyłał sygnały jak ciota to pomyśli, że fajnie bo ma i jednego i drugiego. Prawda ? Nie będzie czuła, że musi czy że chce coś zrobić. Dlatego pytam jak mam się zachowywać żeby sama chciała coś zrobić bo jakiś czas temu powiedziała, że nie potrafi podjąć decyzji i że będzie.... oj coś w stylu z nurtem rzeki.
A jak się będzie czułą zagrożona, że coś traci to częściej będzie myślała i może to ją skłoni do jakiegoś działania.
Piękna platoniczna miłość, tylko pocałunki, zrozumienie itede. Nie będę cię jechał, bo wyglądasz na uczciwego i porządnego faceta (41 l). Tylko sam widzisz, trafiłeś do roli pocieszyciela. Ma cię za takie koło zapasowe. Jak zepsuje się pierwsze koło, to je zmieni. Tylko teraz pierwszym kołem jest ślubny.
To nie jest zła wola, tak wyszło. Jakie masz opcje.
Pierwsza. Czekanie jako przyjaciel aż koło się zepsuje, mąż coś odjebie. Jak babka zajdzie, to niedobrze.
Druga. Wymuszenie na niej zamieszkania u ciebie.
Trzecia. Koniec pocieszania. Powiedz uczciwie, że się zakochałeś, ale masz też prawo do szczęścia w swoim życiu. Nie chcesz być drugim, możesz być pierwszym albo żadnym. Nie wymuszasz, zostawiasz jej decyzje.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
pierwsza. myślę, że chyba o to jej chodzi i że z takiego rozwiązania byłaby zadowolona bo miałaby jego jako męża i ze spokojnym sercem wiedząc, że jestem ja, naprawiałaby sobie małżeństwo a ja nie umiem być idiotą bo pomimo zaślepienia i tak dużo widzę. Więc odpada.
drugie. już raz ją przymusiłem i jak widać spowodowało to, że on się bardzo stara a jej to odpowiada (nowe buty, wyjścia na miasto a jeszcze niedawno na mandat pożyczała) więc nawet wiem co by mi odpowiedziała bo w sumie już to zrobiła "mam nadzieje, że rozumiesz, że nie mogę teraz go zostawić bo nigdy bym się nie dowiedziała czy on mnie kocha czy nie). Więc odpada i w jakiś sposób już mi powiedziała, że pozamiatane
trzecie. chyba najrozsądniejsze tylko, że razem pracujemy i boję się, że te kontakty będą strasznie sztuczne ale i byłoby to najuczciwsze postawienie sprawy.
Choć... no właśnie... nadzieja umiera ostatnia może ona teraz chce mnie bardziej poznać i upewnia się ?
Myślę, że powinienem się powoli odsuwać. Widzę, że jej się spodobał flirt bo teraz to robimy i o dziwo już nie ma z tym problemów bo chętnie to robi. Tak, to świadczy o tym, że mam być kołem zapasowym - taką alternatywą na wypadek gdyby coś. Chujowe uczucie.
już raz ją przymusiłem i
Oj stary, nie przymusiłeś jej do zainwestowania w ciebie. Ona coś powiedziała, mąż spanikował. Zmusiłeś jej męża do zainwestowania w związek.
to świadczy o tym, że mam być kołem zapasowym - taką alternatywą na wypadek gdyby coś. Chujowe uczucie.
Niestety. Alternatywą albo tylko straszakiem na męża. a jej to odpowiada (nowe buty, wyjścia na miasto a jeszcze niedawno na mandat pożyczała)
Widzisz, wojteq, nie samą platoniczną miłością się żyje. Buty też są potrzebne. I seks.
kontakty będą strasznie sztuczne Dotąd było straszniej sztucznie.
może ona teraz chce mnie bardziej poznać i upewnia się
Ty masz zapracować na związek - złe podejście.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
chodzi o to, że jeżeli to jest "ta" to nie chciałbym tego przegapić.. ale szczerze to jak na to patrzę to sam już nie wiem czy sobie tego nie wymyśliłem w głowie. Za dużo takich niejasności, za dużo niedomówień... dużo mówiła o szczerości a czasem widziałem jak niezdarnie próbuje ukryć prawdę albo z czasem się wygadywała z czymś, że np. sam jej zaproponował żeby sobie zrobili przerwę, na to ja dlaczego tego nie zrobiłaś przecież na to czekałaś a one że kiedyś sobie powiedziała, że jak się wyprowadzi od niego kolejny raz to będzie już ostatni raz i na zawsze więc ja na to, że przecież tak właśnie chciałaś i miał być to ostatni raz bo mieliśmy być razem i dlatego zmusiłem ją żeby mu powiedziała i odeszła i na następny dzień powiedziała mi, że nie wie co zrobić po tej rozmowie z nim bo powiedział, że się zabije i ja nie wierzyłem w tą rozmowę więc napisała przy mnie do niego smsa "nie spotkam się z nim. nie zawiedź mnie" na co ja więc jednak już wiesz co zrobić skoro dałaś mu szansę i że ma cię nie zawieść na to ona, że wcale nie... i tak to po chuju wygląda jak sam teraz na to patrzę to widzę to czego nie widziałem wcześniej. I już po bajce.
spoko... tylko muszę się pozbyć tej z głowy ale jak widzę to nie dużo mi już brakuje. Dobrze, że jest kilka dni wolnego to może jak wrócę do pracy to się nie rozpłynę w jej oczach jak przeważnie
rozum bierze górę nad sercem powoli ale zawsze to coś
wiesz co mnie najbardziej przeraziło ? To, że była osobą zdradzaną i strasznie ją to męczyło... a teraz wydaje mi się, że nauczyła się zdradzać i że jeśli tylko bym chciał to bym ją zaciągnął do łóżka. Aż boję się pomyśleć, że ja do tego wszystkiego dopuściłem i że to ja ją zmieniłem. Nie wiem co gorsze... czy to, że była taka nieszczęśliwa czy to, że stała się inną osobą.
Tak czy inaczej to nie ma sensu. Wiem, że nie zaufałbym jej bo nauczyła się już zdradzać i posmakował jej flirt.
He, chyba ona by cię zaciągnęła, aby nie stracić straszaka na męża.
Jest taki mit szlachetnej ofiary. Gówno prawda. Ofiara czasem chce się odkuć.
Dobrze, że zobaczyłeś ją inaczej, to pomoże ci wyjść ze stanu "rycerza ratującego nieszczęśliwą królewnę". Tylko nie rozkminiaj ciągle o niej. Dziwaczne poczucie winy, rozczulanie się nad swojim rozczarowaniem. Obsadzasz siebie w roli "sprawcy przemiany nieszczęśliwej królewny w złą królewnę", czy w roli "ofiary złej królewny". Nieprzyjemne role, wyrzuć je z głowy.
Wymyśl sobie jakieś role, przyjemne dla ciebie. Potem szukaj kobiet, które będą chciały zagrać w takim filmie. Kobiet, które będą gotowe dopasować się do twoich oczekiwań i będą szczęśliwe, że ty jesteś szczęśliwy.
EOT.
PS. dobrym ludziom nastukaj górnych trójkątów przy ich wpisach.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
nie wiem, mówiłam już to wcześniej - innymi słowami, ale mówiłam.
A Ty mówiłeś, że wiesz jak to jest. Że człowiek podejmuje jakąś decyzję, a sam nie wie czy dobrze robi.
Powiedziałeś, że też byś tak zrobił na moim miejscu, po czym powiedziałeś, że chcesz żeby było jak dawniej.
Więc wzięłam te słowa sobie do serca, po czym znów usłyszałam, że się Tobą bawię. Że nie umiem wybrać.
Nie wiem, nie wiem czy w obecnej sytuacji uda nam się zachować te przyjacielskie relacje - bo się nie udaje póki co.
Ja ranię Ciebie, a Ty mnie. Może faktycznie na jakiś czas trzeba to w sobie zdusić mocniej żeby nie dopuszczać żadnych innych myśli.
Chcesz żebym była z Tobą szczera, żebym nie wysyłała mylnych sygnałów - a co jeśli ja taka jestem? Czy wtedy nie jestem szczera sama ze sobą?
Czy Ty zawsze wiedziałeś co dla Ciebie najlepsze? I czy nie miałeś nigdy wrażenia jakby rozum z sercem przeciągały linę?
Jeśli nie znasz tego uczucia to zazdroszczę, bo jest chujowe za przeproszeniem.
no to widzisz, mamy odpowiedź - poznała mnie jako innego faceta a okazałem się romantykiem a kobiety szukają jak widać innych typów. tak czy inaczej temat już dawno rozstrzygnięty
Nie chodzi o to, czy kobiety lubią romantyków czy też nie, bo są takie które lubią kolesi rozkminiających każdą pierdołę. I o ile mogłabym mieć takiego kolegę/koleżankę, który by se tak coś opowiadał, o tyle nie znoszę tzw. ofiar na życzenie.
Ofiara na życzenie siedzi z mężem/żoną niezadowolona, nieszczęśliwa, marudzi, szuka okazji żeby dorwać jakiegoś nieszczęśnika (najlepiej kogoś energicznego, dynamicznego, zdecydowanego) i stęka mu wtedy jak to ma źle w życiu, a gdy ten ktoś próbuje pomóc (proponuje różne wyjścia z sytuacji itd.) - wtedy zaczyna się litania do świętego "ale"...
I to rzeczywiście jest niefajne, a ta Twoja nieTwoja pani jest klasycznym przykładem ofiary na życzenie.
A Ty się dajesz wkręcać w to, a ona Cię wysysa z soków (i nie chodzi tu bynajmniej o płyny ustrojowe), aż kompletnie Cię wycycka.
I prawda jest taka, że o ile na początku historyjki było mi jej żal, o tyle teraz (gdy spisaliśmy II tom Pana Tadeusza) - wiem na pewno, że to taki właśnie typ i że nie warto jej pomagać, bo ona po prostu tak lubi.
Uwaga! Tematy odzyskiwania ex, powrotów do byłych kobiet - są tu zabronione i będą USUWANE. Jeśli już chcesz, to szukaj rozwiązania na www.jakodzyskacbyla.pl
no niestety pracujemy razem i dlatego nadal się widujemy - w przeciwnym wypadku nie mielibyśmy takiej możliwości. Wcześniej mnóstwo maili pisaliśmy. A właśnie... siedzieliśmy od powrotu z pracy do 4 rano i jemu to nie przeszkadzało.. kilka dni z rzędu.. więc i to o czymś świadczy jak wyglądał ich związek.
Widzisz, problem w tym, że ja chcę to uszanować i powiedziałem jej, że nie będę przeszkadzał. Że dam im szansę na naprawienie bo tyle czasu była nieszczęśliwa, że chciałbym żeby się coś zmieniło i nawet jeśli będzie potrafiła być szczęśliwa z nim to będę się cieszył. Wiem, że to takie górnolotne i zaraz dostanę zjebki od innych ale naprawdę w jej oczach były tyle nieszczęścia i smutku.
Pewnie po tym wszystkim co pisałem uważacie, że jestem jakimś ciapasem który czepi się cokolwiek dostanie a tak nie jest. Wiem, że mam powodzenie u kobiet i że się za mną oglądają. Mam niezłą sytuację materialną. Jak tak patrzę wstecz to chyba mogłem mieć każdą kobietę którą chciałem. Problem w tym, że nigdy nie czułem tego co teraz. Jedno dwa spotkania i zastanawiałem się co ja tutaj robię. A z nią jest inaczej. Ja się chyba teraz boję, że mogę przegapić coś ważnego. Pewnie znowu dostanę śmiechy w twarz ale kilka miesięcy z mojego życia nie zrobi mi różnicy... leczyć się będę później
"no niestety pracujemy razem i dlatego nadal się widujemy"
Hm. Ciężka sprawa.
A ten jej mąż wie, że to o Ciebie chodzi? Że w Tobie ona się zakochała? Bo wiesz, możesz "zarobić" od niego jakąś plombę i po co Ci to?
No nic. Żyj dalej. W takiej sytuacji ochłodziłabym relacje do układu "koledzy z pracy". Tyle.
I jeśli chce Ci się czekać, czekaj.
Ale szczerze mówiąc teraz zaczynam się zastanawiać, czy to w ogóle ma sens, bo ta kobieta jest okropnie niezdecydowana, a to potrafi bardzo zryć beret.
jeśli chcesz poznać moją ostateczną opinię, to powiem Ci tak:
a) uważam z ich małżeństwa nic nie będzie (a jeśli już, to wspólne męczenie dupy przez lata).
b) uważam, że z taką kobietą szczęścia nie znajdziesz. wydajesz się być bardzo empatyczny i przypuszczam, że przy tak rozchwianej emocjonalnie kobiecie - wykończysz się nerwowo.
powiem Ci, że i tak za dużo myślę. Myślę o tych wszystkich wypowiedziach które słyszałem i które w jakiś sposób same sobie przeczą. Czasem mam wrażenie, że wyciąga tylko po to teraz rękę do mnie bo gdy widzi, że ja się odwracam to czuje, że coś traci więc nie jest do końca fair. Niby niczego już nie obiecuje ale daje znaki i gest że chce żebym był. Zapytałem się po co to robi skoro się zdecydowała na naprawianie małżeństwa na co mi odpowiedziała, że ona sama siebie do końca nie rozumie. Myślę, że to tak naprawdę jest koniec tej całej przygody ale chcę poczekać co będzie dalej. Czasem przez to wszystko gdy na nią patrzę to sam już nie wiem kim jest. Mówi, że się pogubiła i o tym rozumie i sercu i czasem fakt - rozumiem ją a czasem totalnie nie.
Ona się czuła takim brzydkim kaczątkiem a gdy dwóch facetów zaczęło o nią walczyć to wydaje mi się, że nabrała pewności siebie i to ją trochę zmieniło... na gorsze.
Wydaj mi się, że za krótki czas nie będę w niej już widział tej dziewczyny w której się zakochałem i samo się wszystko zacznie układać.
Nie rozkminiaj za dużo.
Ochłoń.
Trzymanie kogoś "w zapasie" jest bardzo nie fair.
Jeśli ona tak robi, czyli jednocześnie próbuje naprawić małżeństwo i utrzymywać z Tobą bliski kontakt, nie zachowuje się w porządku.
przeczytaj poniżej... wiem, że jest nie fair. Chyba nie chciałem sam do siebie tego dopuścić ale tak jest.
No to już wiesz wszystko
Powodzenia w poszukiwaniach nowego obiektu westchnień
tylko powiedz mi dlaczego jestem taki głupi, że potrafię sobie wytłumaczyć czasem właśnie takie jej zachowanie tym "rozum walczy z sercem" ? Powiedz mi patrząc na to z boku niejako obserwator... czego ona chce ?
Nie wiem czego ona chce, bo im więcej detali podajesz, im więcej szczegółów (opisów sytuacji, jej słów itd.) tym pani coraz mniej mi się podoba.
Może i nie robi tego specjalnie (manipulacja Tobą), a raczej chce mieć trochę przyjemności w życiu, chce poczuć się lepiej itd. ale mimo wszystko nie powinna wykorzystywać Ciebie do poprawy własnego samopoczucia, bo to nie jest ok.
Dlatego powinieneś dać sobie z nią spokój (czyli ochłodzić relacje). A już na pewno nie rozmawiać z nią o jej mężu. Skoro zadecydowała, że jest z nim, niech będzie konsekwentna.
Zadbaj o siebie, bo się wykończysz (powtórzę jak mantrę).
a wiesz, że to mnie najbardziej wkurza żeby nie powiedzieć ostrzej. A mówić "to" mam na myśli to, że powiedziała mi, że chce spróbować naprawić swoje małżeństwo bo teraz zobaczyła coś na co czekała bardzo długo (ale mnie to boli). Ja powiedziałem, że rozumiem i że się odsunę. Powiedziałem też, że nie jest mi łatwo ale nie dam po sobie poznać, że mi źle. I byłem (udawałem) zadowolony i to ją chyba zabolało bo zapytała się czy po mnie to wszystko spłynęło jak po kaczce bo ona nie może sobie z tym poradzić a po mnie widać jakby się nic nie wydarzyło. Powiedziałem, że nie chcę przeszkadzać i że jeśli podjęła decyzję to nich uszanuje to co czuję i że może być mi źle i żeby pozwoliła mi odejść. Na co odparła, że pozwoli i że przeprasza ale na drugi dzień czy dwa dnie później znowu sygnały i znowu... myślałem, że coś się zmieniło więc zapytałem. Na co ona, że przeprasza, że tak się zachowuje ale nie kontroluje tego i że niczego mi nie może obiecać bo sama nie wie co i jak więc znowu pytam po co to robisz i znowu przeprosiny i znowu to samo. Więc boli mnie to, że za nic ma to co czuję i jak się czuję. Że ważniejsze jest dla niej jej własne samopoczucie niż moje i jego bo przecież w taki sposób oszukuje nas obu.
Zaraz będziemy mieć posty o szerokości 2cm.
Wojtek, sam widzisz jaka ona jest, więc sam też podejmij decyzję
Ja bym to ucięła.
"żeby pozwoliła mi odejść"
Bez przesady, nie jesteś jej niewolnikiem, żeby Ci pozwalała odejść. Zakończ to definitywnie, chyba że masz masochistyczne zapędy.
To co piszesz - maluje coraz gorszy obraz tej kobiety, szkoda że na początku nie opisałeś dokładnie tej sytuacji, bo niepotrzebnie poruszaliśmy niektóre kwestie. Na dodatek ja patrzę na sprawę przez pryzmat własnego charakteru (a mam o 180 stopni inny niż ona) i to jest błąd.
to skorzystam jeszcze z tych 2cm

Sama wiesz, jak to jest gdy nie chce się dopuścić czegoś do siebie. Sam się człowiek przed tym broni i zadaj pytanie "jak ja bym się zachował w takiej sytuacji" i usprawiedliwiam ją sobie, że też pewnie miałbym wyrzuty sumienia i takie tam... tyle, że prawda jest taka, że nie da się już na tym nic zbudować. Domyślam się też, że jak zacznę ochładzać stosunki to mi powie, że nie spodziewała się tego, że tak szybko mi przejdzie albo że tak szybko znajdę pocieszenie albo że celowo tak zrobiła żeby zobaczyć czy będę czekał. I z kolesia zakochanego po uszy zrobi ze mnie jakąś świnię która chciała zaciągnąć ją tylko do łóżka
Może tak być.

Ale nic to
Uszy do góry.
Idą święta, a w związku z tym wesołego jajka
i koniec rozważań na dzisiaj.
przykre ale dziś to tak naprawdę już jutro

wszystkiego naj...
To był sarkazm koleżko
wiecej zdecydowania sam zdecyduj jak sie masz zachować 
wiem, że jak się będę koło niej kręcił i wysyłał sygnały jak ciota to pomyśli, że fajnie bo ma i jednego i drugiego. Prawda ? Nie będzie czuła, że musi czy że chce coś zrobić. Dlatego pytam jak mam się zachowywać żeby sama chciała coś zrobić bo jakiś czas temu powiedziała, że nie potrafi podjąć decyzji i że będzie.... oj coś w stylu z nurtem rzeki.
A jak się będzie czułą zagrożona, że coś traci to częściej będzie myślała i może to ją skłoni do jakiegoś działania.
wojteq,
dobrze kombinujesz.
Piękna platoniczna miłość, tylko pocałunki, zrozumienie itede. Nie będę cię jechał, bo wyglądasz na uczciwego i porządnego faceta (41 l). Tylko sam widzisz, trafiłeś do roli pocieszyciela. Ma cię za takie koło zapasowe. Jak zepsuje się pierwsze koło, to je zmieni. Tylko teraz pierwszym kołem jest ślubny.
To nie jest zła wola, tak wyszło. Jakie masz opcje.
Pierwsza. Czekanie jako przyjaciel aż koło się zepsuje, mąż coś odjebie. Jak babka zajdzie, to niedobrze.
Druga. Wymuszenie na niej zamieszkania u ciebie.
Trzecia. Koniec pocieszania. Powiedz uczciwie, że się zakochałeś, ale masz też prawo do szczęścia w swoim życiu. Nie chcesz być drugim, możesz być pierwszym albo żadnym. Nie wymuszasz, zostawiasz jej decyzje.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
o ktoś nowy
pierwsza. myślę, że chyba o to jej chodzi i że z takiego rozwiązania byłaby zadowolona bo miałaby jego jako męża i ze spokojnym sercem wiedząc, że jestem ja, naprawiałaby sobie małżeństwo a ja nie umiem być idiotą bo pomimo zaślepienia i tak dużo widzę. Więc odpada.
drugie. już raz ją przymusiłem i jak widać spowodowało to, że on się bardzo stara a jej to odpowiada (nowe buty, wyjścia na miasto a jeszcze niedawno na mandat pożyczała) więc nawet wiem co by mi odpowiedziała bo w sumie już to zrobiła "mam nadzieje, że rozumiesz, że nie mogę teraz go zostawić bo nigdy bym się nie dowiedziała czy on mnie kocha czy nie). Więc odpada i w jakiś sposób już mi powiedziała, że pozamiatane
trzecie. chyba najrozsądniejsze tylko, że razem pracujemy i boję się, że te kontakty będą strasznie sztuczne ale i byłoby to najuczciwsze postawienie sprawy.
Choć... no właśnie... nadzieja umiera ostatnia
może ona teraz chce mnie bardziej poznać i upewnia się ?
Myślę, że powinienem się powoli odsuwać. Widzę, że jej się spodobał flirt bo teraz to robimy i o dziwo już nie ma z tym problemów bo chętnie to robi. Tak, to świadczy o tym, że mam być kołem zapasowym - taką alternatywą na wypadek gdyby coś. Chujowe uczucie.
już raz ją przymusiłem i
Oj stary, nie przymusiłeś jej do zainwestowania w ciebie. Ona coś powiedziała, mąż spanikował. Zmusiłeś jej męża do zainwestowania w związek.
to świadczy o tym, że mam być kołem zapasowym - taką alternatywą na wypadek gdyby coś. Chujowe uczucie.
Niestety. Alternatywą albo tylko straszakiem na męża.
a jej to odpowiada (nowe buty, wyjścia na miasto a jeszcze niedawno na mandat pożyczała)
Widzisz, wojteq, nie samą platoniczną miłością się żyje. Buty też są potrzebne. I seks.
kontakty będą strasznie sztuczne
Dotąd było straszniej sztucznie.
może ona teraz chce mnie bardziej poznać i upewnia się
Ty masz zapracować na związek - złe podejście.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
chodzi o to, że jeżeli to jest "ta" to nie chciałbym tego przegapić.. ale szczerze to jak na to patrzę to sam już nie wiem czy sobie tego nie wymyśliłem w głowie. Za dużo takich niejasności, za dużo niedomówień... dużo mówiła o szczerości a czasem widziałem jak niezdarnie próbuje ukryć prawdę albo z czasem się wygadywała z czymś, że np. sam jej zaproponował żeby sobie zrobili przerwę, na to ja dlaczego tego nie zrobiłaś przecież na to czekałaś a one że kiedyś sobie powiedziała, że jak się wyprowadzi od niego kolejny raz to będzie już ostatni raz i na zawsze więc ja na to, że przecież tak właśnie chciałaś i miał być to ostatni raz bo mieliśmy być razem i dlatego zmusiłem ją żeby mu powiedziała i odeszła i na następny dzień powiedziała mi, że nie wie co zrobić po tej rozmowie z nim bo powiedział, że się zabije i ja nie wierzyłem w tą rozmowę więc napisała przy mnie do niego smsa "nie spotkam się z nim. nie zawiedź mnie" na co ja więc jednak już wiesz co zrobić skoro dałaś mu szansę i że ma cię nie zawieść na to ona, że wcale nie... i tak to po chuju wygląda jak sam teraz na to patrzę to widzę to czego nie widziałem wcześniej. I już po bajce.
A widzisz. Pomaga spojrzenie z boku. Sam siebie obsadziłeś w roli. A inni zobaczyli twoją rolę inaczej.
Napisałeś wcześniej, że masz skłonność do problemowych kobiet. Szukaj tych z poukładanym życiem.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
spoko... tylko muszę się pozbyć tej z głowy ale jak widzę to nie dużo mi już brakuje. Dobrze, że jest kilka dni wolnego to może jak wrócę do pracy to się nie rozpłynę w jej oczach jak przeważnie
rozum bierze górę nad sercem
powoli ale zawsze to coś 
Zobaczyłeś inaczej ją i waszą miłość. Dobrze, tylko nie wystarczy. Jeszcze zobacz inaczej siebie.
Przez kilka dni zastanów się, czy za bardzo nie lubisz grać rolę rycerza ratującego królewnę od złego smoka.
Wymyśl sobie inne role i zacznij je grać.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
wiesz co mnie najbardziej przeraziło ? To, że była osobą zdradzaną i strasznie ją to męczyło... a teraz wydaje mi się, że nauczyła się zdradzać i że jeśli tylko bym chciał to bym ją zaciągnął do łóżka. Aż boję się pomyśleć, że ja do tego wszystkiego dopuściłem i że to ja ją zmieniłem. Nie wiem co gorsze... czy to, że była taka nieszczęśliwa czy to, że stała się inną osobą.
Tak czy inaczej to nie ma sensu. Wiem, że nie zaufałbym jej bo nauczyła się już zdradzać i posmakował jej flirt.
He, chyba ona by cię zaciągnęła, aby nie stracić straszaka na męża.
Jest taki mit szlachetnej ofiary. Gówno prawda. Ofiara czasem chce się odkuć.
Dobrze, że zobaczyłeś ją inaczej, to pomoże ci wyjść ze stanu "rycerza ratującego nieszczęśliwą królewnę". Tylko nie rozkminiaj ciągle o niej. Dziwaczne poczucie winy, rozczulanie się nad swojim rozczarowaniem. Obsadzasz siebie w roli "sprawcy przemiany nieszczęśliwej królewny w złą królewnę", czy w roli "ofiary złej królewny". Nieprzyjemne role, wyrzuć je z głowy.
Wymyśl sobie jakieś role, przyjemne dla ciebie. Potem szukaj kobiet, które będą chciały zagrać w takim filmie. Kobiet, które będą gotowe dopasować się do twoich oczekiwań i będą szczęśliwe, że ty jesteś szczęśliwy.
EOT.
PS. dobrym ludziom nastukaj górnych trójkątów przy ich wpisach.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
dzięki, postaram się zdusić to w sobie i spojrzeć na to takim trzeźwym okiem jak potrafiłem wczoraj. Nikt nie lubi jak się nie ktoś inny bawi.
nie wiem, mówiłam już to wcześniej - innymi słowami, ale mówiłam.
A Ty mówiłeś, że wiesz jak to jest. Że człowiek podejmuje jakąś decyzję, a sam nie wie czy dobrze robi.
Powiedziałeś, że też byś tak zrobił na moim miejscu, po czym powiedziałeś, że chcesz żeby było jak dawniej.
Więc wzięłam te słowa sobie do serca, po czym znów usłyszałam, że się Tobą bawię. Że nie umiem wybrać.
Nie wiem, nie wiem czy w obecnej sytuacji uda nam się zachować te przyjacielskie relacje - bo się nie udaje póki co.
Ja ranię Ciebie, a Ty mnie. Może faktycznie na jakiś czas trzeba to w sobie zdusić mocniej żeby nie dopuszczać żadnych innych myśli.
Chcesz żebym była z Tobą szczera, żebym nie wysyłała mylnych sygnałów - a co jeśli ja taka jestem? Czy wtedy nie jestem szczera sama ze sobą?
Czy Ty zawsze wiedziałeś co dla Ciebie najlepsze? I czy nie miałeś nigdy wrażenia jakby rozum z sercem przeciągały linę?
Jeśli nie znasz tego uczucia to zazdroszczę, bo jest chujowe za przeproszeniem.
no to widzisz, mamy odpowiedź - poznała mnie jako innego faceta a okazałem się romantykiem
a kobiety szukają jak widać innych typów. tak czy inaczej temat już dawno rozstrzygnięty
Nie chodzi o to, czy kobiety lubią romantyków czy też nie, bo są takie które lubią kolesi rozkminiających każdą pierdołę. I o ile mogłabym mieć takiego kolegę/koleżankę, który by se tak coś opowiadał, o tyle nie znoszę tzw. ofiar na życzenie.
Ofiara na życzenie siedzi z mężem/żoną niezadowolona, nieszczęśliwa, marudzi, szuka okazji żeby dorwać jakiegoś nieszczęśnika (najlepiej kogoś energicznego, dynamicznego, zdecydowanego) i stęka mu wtedy jak to ma źle w życiu, a gdy ten ktoś próbuje pomóc (proponuje różne wyjścia z sytuacji itd.) - wtedy zaczyna się litania do świętego "ale"...
I to rzeczywiście jest niefajne, a ta Twoja nieTwoja pani jest klasycznym przykładem ofiary na życzenie.
A Ty się dajesz wkręcać w to, a ona Cię wysysa z soków (i nie chodzi tu bynajmniej o płyny ustrojowe), aż kompletnie Cię wycycka.
I prawda jest taka, że o ile na początku historyjki było mi jej żal, o tyle teraz (gdy spisaliśmy II tom Pana Tadeusza) - wiem na pewno, że to taki właśnie typ i że nie warto jej pomagać, bo ona po prostu tak lubi.
jeśli nawet tak jest, że pociągają mnie takie a nie inne kobiety to przecież nie łatwo jest skorygować tok swojego myślenia prawda ?
jeśli nawet tak jest, że pociągają mnie takie a nie inne kobiety to przecież nie łatwo jest skorygować tok swojego myślenia prawda ?