Wczorajszego wieczoru postanowilem sie przejsc do sklepu, kupic sobie pare browcow i napic sie przed kompem. Macie czasem takie wieczory? Piwko, lekki szum w glowie, muzyczka, ulubione witryny. Czasem lubie sobie tak do pozna posiedziec. 
Mam ten luksus, ze o doslownie rzut beretem z domu mam calodobowy monopol, tak wiec, mimo, ze bylo juz grubo po polnocy moglem sie bez problemu zaopatrzyc w to co trzeba :) Gdy zblizalem sie do sklepu zauwazylem dwoch klocacych sie gosci. Jeden to wlasciciel sklepu, drugi jakis mlody dres. Nie wnikalem o co chodzi, nie przystanalem na chwiele ani nic takiego, ale z tego co mi sie obilo o uszy wyniakalo, ze drechol zabral telefon wlascicielowi sklepu i stwierdzil, ze go odda dopiero, jak ten wypusci z pracy, zatrudniona u niego dziewczyne.