Nie będzie to historia związana ani z podrywem, ani z lekcjami, z moimi problemami też nie będzie miała nic wspólnego. Jednakże jest ona tak nieprawdopodobna, jak niektóre wpadki Hanka Moody'ego w "Californication".
W ten weekend pojechałem wraz ze znajomymi na mały wypad do Czech. Nic konkretnego, po prostu zwykły wyjazd by na chwilę odpocząć od codzienności. Razem z nami pojechała jedna dziewczyna, której wcześniej nie znałem. Jeśli w głowie macie już wizje co to się tam nie działo, to wyluzujcie. Nie miałem zamiaru wkraczać z nią głębiej niż relacje koleżanka-kolega. Pobyt minął nam szybko i w niedzielę trzeba było już wracać. Gdy dojeżdżaliśmy do miasta, kumpel-kierowca spytał się:
- Zuza, a gdzie ty mieszkasz?
- Na Angorskiej. - odpowiedziała.
Kojarzyłem tą nazwę ulicy i powiedziałem:
-Wiem, to na Woli jest.
- Nie, na Saskiej Kępie. - poprawiła mnie Zuza.