Zebrało się ostatnio parę wartych opisania historii w życiu tylera durdena.
Zimowa niedziela. Jadę pksem, siadam przed panną. Światło było przyćmione, ale wydawała się ładna. Zagadałem do niej, okazała się fajną, otwartą kobietą. Przez półtorej godziny bez przerwy rozmawialiśmy, atmosfera była świetna. Kiedy ona miała już wychodzić mówię jej, że nadszedł ten moment kiedy wypada wymienić się wizytówkami. Zgadnijcie co? Ona wyciąga z portfela swoją wizytówkę (sic!)
Głupio mi się zrobiło, bo sam nie mam swojej, ale napisałem swój kontakt na odwrocie. Nie pociągnąłem tego dalej, bo...
Pojawiła się M.-młodsza siostra koleżanki ze studiów. Byliśmy razem na imprezie, pogadałem z nią, okazała się strasznie wygadaną pyskulą;) Dissowałem ją, ona odbijała, no to ja jazda kolejnym negiem! Na pożegnanie ucałowałem ją, co nieźle ją zdziwiło. Parę dni później telefon: Hej, to ja, M., czy chciałbyś pójść ze mną na moją studniówkę?