Tyle tylko, że nie mówimy o sytuacji życiowej, tylko o wzajemnej relacji tych ludzi.
Akurat ja odbieram to wszystko jakby to był właśnie związek dojrzałych szczeniaków.
Facet wszedł na forum i żale wylewa na poziomie panienek z "kafeterii" czy innego "wizaz".
Wystarczy poczytać ze dwa posty i masz obraz straszliwej hetery, dwa lata go gnębiącej - a tak właściwie, to cokolwiek facet na forum nie przeczyta, to uzna za rację.
Po sposobie, w jaki facet opisuje problem, ja - osoba do bólu logiczna i mało empatyczna - widzę, że problem leżał w braku jakiejkolwiek równowagi emocjonalnej w tym "związku" - i tak, uważam, że był to związek szczeniacki, ze strony faceta.
Nie potrafił stworzyć lasce stabilnej sytuacji emocjonalnej, zapewniał lasce nerwowy rollercoaster w życiu codziennym (o ile codziennym nazwiemy obecność raz na 4 dni). Tyle wystarczy, żeby po pewnym czasie każdej siadło na banię.
Czego więcej tu szukać?
"Wypadków życiowych" w ten temat nie mieszajmy, bo mowa jest o stałym wzajemnym podejściu do siebie, a nie efekcie zawirowań życiowych.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
Ona pierwsza powiedziała mi że chce to skończyć. i żę sie wyprowadzi( po akcji jak dałem jej skarpetkę..)- w sumie mnie to nawet z tą skarpetką rozśmieszyło..
od rana jak wstałem to wyglądło tak:
Kochanie chodź wstajemy i jedziemy w końcu obrączki wybrać.
ona ze jeszcze trochę pośpi.. to ok. później wstała i taki problem z tą ściereczką. wg mnie coś takiego nie powinno mieć miejsca.
czy aby na pewno powieniem ją przytulić mimo ze wyjmuje ścierkę ze śmietnika i podtykała mi pod nos..? pytała się ciągle śmierdzi ? śmierdzi? to normalnie jak powiedziałem 3 razy że tak a ta ciągle swoje... to trochę dziwne. poczułem sie jak gówniarz.
Gdy Kota nie ma.. a to co na piwo do kumpla raz na miesiac nie mozna wyjsc? ona się cieszyła że będzie mogła wyjść w tygodnu bo skoro ja sobie wyszedłem.. i w sumie nie miałbymnic przecież przeciwko, ale ten sposób myślenia taki dziwny trochę.
Stary po 6 miesiącach praktycznir kłótni to te posty z blogów pokrywają się w dużej mierze z moimi myślami więć nie myślę tak jak mówisz.
Akurat piwo nie ma tu nic do rzeczy.
Znam sporo naprawdę ciężkich przypadków, gdzie kobiety zaciągnęły kumpli pod pantofel, ale wyrwać się na piwo zawsze okazja się znajdzie.
U Ciebie to było:
"3 tyg. mnie nie ma, tydzień może jestem."
Twoje miejsce, zajęły koleżanki, którym się żaliła - sorry, takie życie.
Jakiej sobie na przyszłość kobiety nie znajdziesz, schemat będzie ten sam - szlag ją trafi, bo Ty wiecznie w pracy (ja w tym dylemacie już raz wybrałem pracę).
Tłumaczenie, że pracujesz dla waszej przyszłości, nie ma znaczenia, babka jak jest w związku, to chce tego faceta ze 3 razy w tyg. mieć na 2-3 godziny (nie musisz nawet nic robić, ważne, żebyś był pod ręką).
W tej chwili mój brat przechodzi podobne piekło - ma, jak na polskie warunki, nieźle płatną pracę (7k netto), kobietę i jej 3 zwierzaki.
On ma charakter mało konfliktowy, a mimo to są spiny, cały czas o to, że on ciągle pracuje, a gdy ma wolne, to musi coś zrobić, albo do rodziny zajrzeć, albo coś innego. Nigdzie nie pójdą, nie zaplanują urlopu itp. bo ma taki a nie inny tryb pracy.
Podejrzewam, że jeszcze z rok i ten związek szlag trafi (podobnie jak 3 innych chłopaków z jego firmy, którzy obecnie są albo w separacji, albo w trakcie formalności rozwodowych - ten sam schemat, dobrze płatna praca, ale mało czasu dla rodziny).
"Stary po 6 miesiącach praktycznir kłótni to te posty z blogów pokrywają się w dużej mierze z moimi myślami więć nie myślę tak jak mówisz."
Ciągłe kłótnie, to objaw tego, że robisz gdzieś błąd w sztuce, nie biorą się same z siebie.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
Teraz pytanie, czy wyobrażasz sobie w takiej sytuacji stanąć na ślubnym kobiercu i powiedzieć sakramentalne TAK? Więc? Tylko szczerze... Sam wiesz co myślisz i na pewno rozsądek podpowiada Ci co trzeba zrobić. Teraz to tylko kwestia wprowadzenia tego w życie.
PS. Nie idź na połowiczne rozwiązania w stylu - OK, przełóżmy datę ślubu na kilka miesięcy, bo panienka przywdzieje baranią skórę na czas próby, Ty się uspokoisz i zrelaksujesz bo afery, konflikty i zmiany są Ci nie na rękę i wolisz święty spokój, a jak ona znowu poczuje że CIĘ MA (ślub, dziecko, kredyt, mieszkanie), to będziesz miał brudną ściereczkę, ale na talerzu. Wtedy już nie obejdzie się bez strat i będziesz mógł mieć pretensje tylko do siebie bo byłeś świadomy jak sytuacja wyglądała przed ślubem. Nie daj boże ona zajdzie w ciążę, to będziesz musiał patrzeć jak Twoje dziecko wychowuje się u boku wariatki, która zrobi z niego takiego samego nieszczęśnika, jakim ona sama jest. Z drugim tatusiem u boku of course.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Wedlug mnie z tą panną normalnej relacji już sobie nie ułożysz. Po ślubie będzie gorzej. Nawet jeśli się zmieni, to nie będziesz wiedział czy tylko nie udaje, a potem wrócą stare jazdy.
Rozstań się, szukaj panny z lepszym charakterem. Nie zołzy, dominatorki.
Jest też druga strona medalu. Brak ułożenia relacji to też twoja wina.
Przemyśl wypowiedz Magona. Wyglądasz na gościa zbyt emocjonalnego, dającego się ponieść. Razem z nią przeżywasz śmierdzącą ściereczkę. Nie umiesz zarządzać kłótniami.
Żle ustawiłeś związek, że ona ma jakieś niespełnione oczekiwania. Nauczyła się rozmawiać z tobą poprzez kłótnie. Ma twoją uwagę wtedy, gdy robi awanturę.
Nie przenoś błędów z poprzedniego związku do następnego. Musisz popracować, by jednocześnie po męsku prowadzić związek i jednocześnie być empatycznym, dostarczać pozytywne emocje, nie tylko dostarczać dobra materialne.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
Akcja ze skarpetką? Popłakałabym się ze śmiechu.
Niezłe.
O co jej chodzi?
Są dwie opcje: albo panna ma bardzo konfliktowy charakter i całe życie będzie Ci ciosać kołki na głowie (ale nie wiem, czy taka była zawsze, czy ostatnio się jej tak zrobiło), albo coś zaniedbaliście po drodze. Gdzieś, przez te dwa i pół roku zgubiliście się wzajemnie i teraz ona już to zauważyła - Wasze oddalenie - stąd próbuje usilnie zwrócić Twoją uwagę dzikimi zagraniami.
Ciężko ocenić sytuację po opisie jakiejś akcji ze ściereczką (która była pewnie przysłowiową kroplą, przechylającą czarę), bo to maleńki fragment Waszego życia.
Co bym zrobiła?
Usiądźcie, pogadajcie, niech każde z Was określi o co mu chodzi, co mu pasuje, a co nie. Szczerze do bólu - porozmawiajcie, jakie macie oczekiwania, co się złego podziało, że jest jak jest - czyli kiepsko.
Jeśli się nie dogadacie, odwołaj ślub i każde w swoją drogę. Bywa.
Pierdolnik nieziemski. Dajcie chociaż Ojcu żyć w spokoju i niech tą operację jak najszybciej zrobi bo jeszcze się okaże, że drugą na serce będzie musiał robić;)
Uwaga! Tematy odzyskiwania ex, powrotów do byłych kobiet - są tu zabronione i będą USUWANE. Jeśli już chcesz, to szukaj rozwiązania na www.jakodzyskacbyla.pl
Tyle tylko, że nie mówimy o sytuacji życiowej, tylko o wzajemnej relacji tych ludzi.
Akurat ja odbieram to wszystko jakby to był właśnie związek dojrzałych szczeniaków.
Facet wszedł na forum i żale wylewa na poziomie panienek z "kafeterii" czy innego "wizaz".
Wystarczy poczytać ze dwa posty i masz obraz straszliwej hetery, dwa lata go gnębiącej - a tak właściwie, to cokolwiek facet na forum nie przeczyta, to uzna za rację.
Po sposobie, w jaki facet opisuje problem, ja - osoba do bólu logiczna i mało empatyczna - widzę, że problem leżał w braku jakiejkolwiek równowagi emocjonalnej w tym "związku" - i tak, uważam, że był to związek szczeniacki, ze strony faceta.
Nie potrafił stworzyć lasce stabilnej sytuacji emocjonalnej, zapewniał lasce nerwowy rollercoaster w życiu codziennym (o ile codziennym nazwiemy obecność raz na 4 dni). Tyle wystarczy, żeby po pewnym czasie każdej siadło na banię.
Czego więcej tu szukać?
"Wypadków życiowych" w ten temat nie mieszajmy, bo mowa jest o stałym wzajemnym podejściu do siebie, a nie efekcie zawirowań życiowych.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
Ona pierwsza powiedziała mi że chce to skończyć. i żę sie wyprowadzi( po akcji jak dałem jej skarpetkę..)- w sumie mnie to nawet z tą skarpetką rozśmieszyło..
od rana jak wstałem to wyglądło tak:
Kochanie chodź wstajemy i jedziemy w końcu obrączki wybrać.
ona ze jeszcze trochę pośpi.. to ok. później wstała i taki problem z tą ściereczką. wg mnie coś takiego nie powinno mieć miejsca.
czy aby na pewno powieniem ją przytulić mimo ze wyjmuje ścierkę ze śmietnika i podtykała mi pod nos..? pytała się ciągle śmierdzi ? śmierdzi? to normalnie jak powiedziałem 3 razy że tak a ta ciągle swoje... to trochę dziwne. poczułem sie jak gówniarz.
Gdy Kota nie ma.. a to co na piwo do kumpla raz na miesiac nie mozna wyjsc? ona się cieszyła że będzie mogła wyjść w tygodnu bo skoro ja sobie wyszedłem.. i w sumie nie miałbymnic przecież przeciwko, ale ten sposób myślenia taki dziwny trochę.
Stary po 6 miesiącach praktycznir kłótni to te posty z blogów pokrywają się w dużej mierze z moimi myślami więć nie myślę tak jak mówisz.
Akurat piwo nie ma tu nic do rzeczy.
Znam sporo naprawdę ciężkich przypadków, gdzie kobiety zaciągnęły kumpli pod pantofel, ale wyrwać się na piwo zawsze okazja się znajdzie.
U Ciebie to było:
"3 tyg. mnie nie ma, tydzień może jestem."
Twoje miejsce, zajęły koleżanki, którym się żaliła - sorry, takie życie.
Jakiej sobie na przyszłość kobiety nie znajdziesz, schemat będzie ten sam - szlag ją trafi, bo Ty wiecznie w pracy (ja w tym dylemacie już raz wybrałem pracę).
Tłumaczenie, że pracujesz dla waszej przyszłości, nie ma znaczenia, babka jak jest w związku, to chce tego faceta ze 3 razy w tyg. mieć na 2-3 godziny (nie musisz nawet nic robić, ważne, żebyś był pod ręką).
W tej chwili mój brat przechodzi podobne piekło - ma, jak na polskie warunki, nieźle płatną pracę (7k netto), kobietę i jej 3 zwierzaki.
On ma charakter mało konfliktowy, a mimo to są spiny, cały czas o to, że on ciągle pracuje, a gdy ma wolne, to musi coś zrobić, albo do rodziny zajrzeć, albo coś innego. Nigdzie nie pójdą, nie zaplanują urlopu itp. bo ma taki a nie inny tryb pracy.
Podejrzewam, że jeszcze z rok i ten związek szlag trafi (podobnie jak 3 innych chłopaków z jego firmy, którzy obecnie są albo w separacji, albo w trakcie formalności rozwodowych - ten sam schemat, dobrze płatna praca, ale mało czasu dla rodziny).
"Stary po 6 miesiącach praktycznir kłótni to te posty z blogów pokrywają się w dużej mierze z moimi myślami więć nie myślę tak jak mówisz."
Ciągłe kłótnie, to objaw tego, że robisz gdzieś błąd w sztuce, nie biorą się same z siebie.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
No OK.
Teraz pytanie, czy wyobrażasz sobie w takiej sytuacji stanąć na ślubnym kobiercu i powiedzieć sakramentalne TAK? Więc? Tylko szczerze... Sam wiesz co myślisz i na pewno rozsądek podpowiada Ci co trzeba zrobić. Teraz to tylko kwestia wprowadzenia tego w życie.
PS. Nie idź na połowiczne rozwiązania w stylu - OK, przełóżmy datę ślubu na kilka miesięcy, bo panienka przywdzieje baranią skórę na czas próby, Ty się uspokoisz i zrelaksujesz bo afery, konflikty i zmiany są Ci nie na rękę i wolisz święty spokój, a jak ona znowu poczuje że CIĘ MA (ślub, dziecko, kredyt, mieszkanie), to będziesz miał brudną ściereczkę, ale na talerzu. Wtedy już nie obejdzie się bez strat i będziesz mógł mieć pretensje tylko do siebie bo byłeś świadomy jak sytuacja wyglądała przed ślubem. Nie daj boże ona zajdzie w ciążę, to będziesz musiał patrzeć jak Twoje dziecko wychowuje się u boku wariatki, która zrobi z niego takiego samego nieszczęśnika, jakim ona sama jest. Z drugim tatusiem u boku of course.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
pracownik28,
Wedlug mnie z tą panną normalnej relacji już sobie nie ułożysz. Po ślubie będzie gorzej. Nawet jeśli się zmieni, to nie będziesz wiedział czy tylko nie udaje, a potem wrócą stare jazdy.
Rozstań się, szukaj panny z lepszym charakterem. Nie zołzy, dominatorki.
Jest też druga strona medalu. Brak ułożenia relacji to też twoja wina.
Przemyśl wypowiedz Magona. Wyglądasz na gościa zbyt emocjonalnego, dającego się ponieść. Razem z nią przeżywasz śmierdzącą ściereczkę. Nie umiesz zarządzać kłótniami.
Żle ustawiłeś związek, że ona ma jakieś niespełnione oczekiwania. Nauczyła się rozmawiać z tobą poprzez kłótnie. Ma twoją uwagę wtedy, gdy robi awanturę.
Nie przenoś błędów z poprzedniego związku do następnego. Musisz popracować, by jednocześnie po męsku prowadzić związek i jednocześnie być empatycznym, dostarczać pozytywne emocje, nie tylko dostarczać dobra materialne.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
Akcja ze skarpetką? Popłakałabym się ze śmiechu.
Niezłe.
O co jej chodzi?
Są dwie opcje: albo panna ma bardzo konfliktowy charakter i całe życie będzie Ci ciosać kołki na głowie (ale nie wiem, czy taka była zawsze, czy ostatnio się jej tak zrobiło), albo coś zaniedbaliście po drodze. Gdzieś, przez te dwa i pół roku zgubiliście się wzajemnie i teraz ona już to zauważyła - Wasze oddalenie - stąd próbuje usilnie zwrócić Twoją uwagę dzikimi zagraniami.
Ciężko ocenić sytuację po opisie jakiejś akcji ze ściereczką (która była pewnie przysłowiową kroplą, przechylającą czarę), bo to maleńki fragment Waszego życia.
Co bym zrobiła?
Usiądźcie, pogadajcie, niech każde z Was określi o co mu chodzi, co mu pasuje, a co nie. Szczerze do bólu - porozmawiajcie, jakie macie oczekiwania, co się złego podziało, że jest jak jest - czyli kiepsko.
Jeśli się nie dogadacie, odwołaj ślub i każde w swoją drogę. Bywa.
Pierdolnik nieziemski. Dajcie chociaż Ojcu żyć w spokoju i niech tą operację jak najszybciej zrobi bo jeszcze się okaże, że drugą na serce będzie musiał robić;)
A ja myślę, że ona robi Ci jazdy, bo nie jest do końca pewna tego ślubu i Ciebie.
Dam Ci do myślenia