Witam, z racji iż cały weekend spędzam w domu z gorączka mam dużo czasu do przemyśleń.Próbuje sobie odpowiedzieć na pytanie jaki jest sens życia, co tak naprawdę jest dla mnie ważne, co jest kluczem do
szczęścia.
Chciałem również Was zapytać w czym odnajdujecie/szukacie sensu swojego życia?
Życzę miłej niedzieli i zachęcam do dyskusji 
Dla mnie jednym z głównych czynników dla których żyjemy jest realizowanie swoich zainteresowań. W moim przypadku jest to turystyka. Po prostu kocham podróżować, zarówno po Polsce, jak i krajach zagranicznych.
Na pewno sensem życia nie jest posiadanie kobiety, bo aby być szczęśliwym w związku pierw trzeba być szczęśliwym samemu ze sobą.
''Na pewno sensem życia nie jest posiadanie kobiety, bo aby być szczęśliwym w związku pierw trzeba być szczęśliwym samemu ze sobą.''
a co jezeli zagubionemu, nieszczesliwemu facetowi kobiet wskaze drogę i go troszkę ' poprowadzi' :>
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Szczerze to wątpię by wartościowa, pozytywnie nastawiona do życia kobieta zainteresowała się nie szczęśliwym i smutnym facetem. A jeśli nawet to będzie to złudne szczęście, bo gdy się rozstaną to mężczyzna znów złapie doła i będzie nie szczęśliwy. A dlaczego? Bo uzależniał on swoje szczęście od partnerki.
Zapomniałem jeszcze napisać o czymś innym co daje mi sens życia. Jest to sport. Uwielbiam to uczucie kiedy wracam zmęczony z treningu bokserskiego. Nie rozumiem ludzi, którzy nic nie trenują ponieważ ruch to nie zbędny sposób aby cieszyć się dobrym zdrowiem i samopoczuciem.
Masz burdel w głowie, powtarzasz to co ktoś, kiedyś, gdzieś napisał. Zero samodzielnego myślenia. Będą tacy, dla których ten cały sens to druga osoba i tyle. Przestań generalizować i powtarzać ślepo, zasłyszane frazesy.
www.noru7es.wordpress.com
Czy to Twój problem? Czy "jego" sens musi być Twoim sensem? No właśnie. Niech się rozbija tak długo, aż w końcu zacznie tym rzygać i zechce przewartościować pewne sprawy. Dopóki mu z tym dobrze, dopóty niech w tym trwa. Amen.
www.noru7es.wordpress.com
''Znaczenie życia jest takie, że ma być przeżywane, nie sprzedawane, konceptualizowane lub wciskane w jakiś schematyczny system.''
Pozwole sobie ponownie wykorzystac ten niezwykle trafny cytat.
Tworzenie TUTAJ schematów jest błędem a podążajac za czyimis wytycznymi to już na starcie przegrałeś. Niedość ze ograniczasz sie do schematu, to w dodatku czyjegoś.
Nie można powiedziec ze bycie szczesliwym jest sensem zycia. Dlatego ze to zwykle przez nieszczescie czerpiemy nauke. Nie mozna powiedziec ze podroze sa sensem, bo tracimy wartosci stałe takie jak rodzina czy dom.
Najsensowniejsza odpowiedzia dla mnie jest- bycie swiadom tego co robimy, czerpanie uczuć i wiedzy.
Znaczenie życia jest takie, że ma być przeżywane, nie sprzedawane, konceptualizowane lub wciskane w jakiś schematyczny system.
Ale ja nie mam zamiaru tworzyć żadnych schematów.
Po prostu chciałem dowiedzieć się, co czyni Wasze życie sensownym.
Ja widzę dwie drogi szukając sensu życia. Pierwszą jest ateizm/nauka a drugą jest wiara w Boga. Dla mnie prawda leży gdzieś pośrodku.
Prowadzę samotne życie od jakiegoś dłuższego czasu i miałem dużo okazji podumać sobie nad sensem istnienia.
Z perspektywy mojego ateistycznego "ja" świadomość rodzi dużo pytań. Odkąd jesteśmy świadomi że żyjemy zaczynamy kwestionować wszystko, w tym sens istnienia. Gdyby nie świadomość nie głowilibyśmy się nad tym co nas "stworzyło" co stworzyło świat i co jest po śmierci. Żylibyśmy jak np. psy. Głód = polowanie, popęd seksualny = szukanie partnerki do seksu, stado = ochrona stada itp. itd.
Jeżeli ktoś jest ateistą po co bawi się w moralność? Tak z punktu widzenia kogoś kto to obseruje. Po co ateista przestrzega zasad skoro one nie mają sensu. Jaki według ateisty jest sens moralności i godności? Po co nam sumienie? Dla ateisty jesteśmy zwierzęciem. Trochę bardziej inteligentnym od reszty. Według ateisty kierujemy się emocjami, miłość to przecież jakaś reakcja chemiczna.
Dlatego uważam siebię za pół wierzącego bo nie dokońca wierzę w Biblię. Wierzę że czas to po prostu coś co stworzył Bóg. I my nie pojmiemy tego "co było przed" bo czas to dzieło Boga. Ale wiele pytań pozostało bez odpowiedzi. Najwięcej absurdów znalazłem w biblii. Więc trzymajmy się wielkiej księgi teraz. Czemu nikt Jezusa nie pytał o sens istnienia? Czemu Jezus nic o tym nie mówił? Czemu Bóg skazuje nas na ziemię za grzechy innych? Czy nie mam prawa wierzyć, że ja bym nie zerwał Edeńskiego jabłka? Bowiem przez incydent w raju Bóg nas pokarał. I według logiki Biblii każdy człowiek popełniłby ten grzech. Skoro tak to czemu jesteśmy Bożym eksperymentem?
Gardzę watykanem i jakąkolwiek władzą. Nie potrzebni mi "oficjalni przedstawiciele Boga" żeby mówić co i jak mam myśleć. Nie potrzebny mi kościół bo kojarzy mi się to tylko i wyłącznie z rytuałami masonów. Szukam Boga w sobie i w miłosierdziu i w miłości i wierzę że to jedyny dowód dla mnie.
Jaki jest sens istnienia ze strony osoby wierzącej? Dla mnie niema sensu istnienia. Mam żyć by pokazać Bogu jak sobie radzę z różnymi sytuacjami? Bo czytając Biblię na to wygląda. Ciągle nas niby testuje. A ja się ostro na takiej ślepej wierze przejechałem. Prawie rok spędziłem jak najlepiej mogłem. Nastawiałem swój policzek itp. A to wszystko budzi w tobie poczucie winy. Niby robisz to dla NIEBA. A czym jest niebo? Ja bym wolał życie na ziemiii. W niebie będziesz musiał być święty. Podobno sama obecność Boga jest dla ciebie nagrodą. A dla mnie to egoistyczny Bóg. Który sprawi że jak po narkotykach w ewentualnym niebie będę odurzony jego obecnością. Że nic nie będzie mieć dla mnie znaczenia tylko Bóg. Ja bym wolał niebo na ziemii z ludźmi którzy mnie szanują i tymi którzy mnie nienawidzą. Z niesprawiedliwością. Nie zależy mi na bogactwach i innych takich rzeczach. Więc już tu za życia szykuję sobie w miarę możliwości niebo.
Całe życie chcą bym czuł się, że po śmierci będę osądzony.
Do usunięcia.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
zasadniczo życie sensu nie ma, bo finałem jest śmierć
zobaczcie jak wygląda życie przeciętnego uświadomionego ssaka
-wstaje, kupa, jedzenie, praca, przerwa, jedzenie, kupa, praca, powrót, dom, prysznic, jedzenie, kupa, trochę tv, może piwko, kolacja, spanie
w weekend czasami jakiś wyjazd czy impreza, bzykanie itp.
i tak w kółko, lekarstwa na raka nie wymyślisz, w kosmos nie polecisz, życia po życiu nie odkryjesz
zobaczysz to co już zostało zobaczone, ba nawet pokazane i to w full HD
nawet Dalajlama ostatnio pytany o sens zaczął się jąkać
they hate us cause they ain't us
No to widzisz Dalajlama nie jest specem we wszystkim, bo są tacy, którzy na to pytanie z powodzeniem rozważali i napisali o tym książki.
"Tylko od samego człowieka zależy jaki będzie sens jego życia i czy w ogóle go nada" Frankl.
Zadales pytanie nad ktorym od wiekow główkują filozofowie, i przecietni ludzie podczas siedzenia na kiblu. Dla mnie sens zycia wiaze sie z ciagla walka, zdobywaniem doswiadczenia i osiaganiem celow by w koncu czuc sie spelnionym i usatysfakcjonowanym - zrealizowanym. Kazda jednostka dazy za wszelka cene do zaspokojenia wlasnych potrzeb taka jest nasza natura, wlasnie przez zaspokajanie tych potrzeb osiagamy ten stan i czerpiemy satysfakcje i szczescie z zycia.
Kazdy czlowiek jednak ma swoje priorytety ktore stawia nad innymi, dla jednych jest to zalozenie rodziny, dla innych dymanie jak najwiecej lasek, dla innych sport i realizacja w tej dziedzinie.
Jaką to zwartą grupę niby tworzy naród? Wspólna tradycja i historia to trochę za mało, żeby na tej podstawie tworzyć jakieś ogólne i abstrakcyjne schematy dla całej populacji. Równie dobrze możesz stworzyć takie coś dla wielbicieli parówek.
Zdecydowanie goraczka nie sluzy takim rozmyslaniom.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
To jest właśnie ten problem w dyskusji z ludźmi wierzącymi (religijnymi), że mają swoje arbitralne argumenty, a polemikę kwitują tym, że się jest zamkniętym na Boga/ma się zamknięty umysł(serce) itp. itd. Typowy mechanizm obronny.
Tak się składa, że byłem przez dłuższy okres mojego życia zaangażowany religijnie, miałem ciągły kontakt z religią, obrzędami. Z perspektywy czasu związek z religią oceniam podobnie jak związek z toksyczną kobietą - niby są pozytywy, ale wszystko jest budowane na cierpieniu i na dłuższą metę kiepsko się na tym wychodzi.
DOŚĆ!!!
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Zainteresowała mnie ta wasza dyskusja, więc pozwólcie że wtrące swoje 3 grosze. I to chyba nie jest dywagacje o wierze (Guest ☺) tylko o takim społecznym podejściu. Jestem jako tako wierzący ale nie religijny, natomiast wg mnie wiara z nauką się nie kłuci. Kłuci się fanatykom i dewotom. Założenia naukowe się kończą w pewnym punkcie pozostawiając miejsce np. na wiarę (co wcale nie jest argumentem za wiarą tyle że jest jakby "wolne pole") Taka fizyka np. zakłada prawa przyrody ale ich nie wyjaśnia. W każdym modelu fizycznym prawa fizyki są założone. Takie a nie inne, i finito. Natomiast wyjaśnienie, skąd się biorą, już bardziej należy do filozofii czy teologii. Można powiedzieć, że to po prostu Pan Bóg stworzył? No można i też nikt nie udowodni że tak nie jest. Ostatnio oglądałem film o Einsteinie, nie uznawał on Boga w formie chrześcijańskiej, ale używał hasła „zamysł Boga” – the Mind of God. Uważał, że zestaw praw przyrody to jest właśnie the Mind of God. I mówił: nie chciałbym nic więcej wiedzieć, tylko znać the Mind of God. Facet który jako jeden z nielicznych był w stanie tak całkiem pojąć teorie względności...
Podobno jest też sporo luk w teorii ewolucji; pewien professor z Cambridge (albo Oxford, one mi się zawsze mylą) powiedział coś mn w takiego : „Jakim cudem samo przypadkowe
połączenie się substancji chemicznych w pierwotnej zawiesinie organicznej miałoby wyprodukować 2 tysiące enzymów niezbędnych do życia? To absurd!” To tyle mojej prywatnej filozofii co do (nie)wiary ☺☺
A co do tego kleru; był czas że mocno mnie wkurwiało całe to mieszanie się kościoła do życia społecznego, ale tak się złożyło że mam w kręgu znajomych ziomka który ma niepełnosprawne dziecko którego terapia wiąże się z naprawdę dużą kasą i jemu właśnie pomaga jedna kościelna organizacja charytatywna. Jak się nieco zgłębi temat, to okazuje się że to nie do końca tak jest że to tylko kler, że Rydzyk, że dawaj na tace księdzu itp. Ktoś z tej organizacji charytatywnej zadał takie pytanie: " wyobraź sobie nasz kraj w dniu, w którym chrześcijanie przestają angażować się społecznie i zostawiają pomoc instytucjom. Przestają pracować z dziećmi i młodzieżą, z chorymi i starszymi, z niepełnosprawnymi, więźniami, uzależnionymi i tysiącami innych pokrzywdzonych i błądzących. Nagle to wszystko znika i co wtedy?" No moim zdanie wiele biednych i pokrzywdzonych było by poprostu w ciemnej dupie..
Także no nie wszystko jest takie czarno białe z nimi. ..
Np on jest autorem, on jest ! I do dziś udowadniają jego teorie..., że to on wiedział co mówi!? Jestem blisko, czy też zazwyczaj zgadzam się z "opcją naukową" - bliżej mi do niej osobiście, ale też nie jestem przeciw!
Dla mnie luki nie oznaczają "NIE" bo jest ku temu za mało argumentów.
Ogólnie; uważam że religia jako taka ma pozytywny wpływ na społeczeństwo, daje więcej dobrego niż złego.
Wiara jako taka nie jest lepsza, gorsza! Nie świadczy o mądrości ani o jej braku na jakiejkolwiek płaszczyźnie..
Ja jako "JA" nie krytykuje wiary lub jej braku. ..
Snoof, nie udowodnisz, że Bóg jest albo że go nie ma! (IMHO (Elba) ) może jest....I to wystarczy żeby nie 'krytykować' wiary..
Ja mam w tym temacie więcej pytań niż odpowiedzi. TYLKO tyle...
Ktoś o mnie mówił?

Rzadko wchodzę w dysputy o wierze (religiach) zwłaszcza w sieci, ale moje stanowisko jest dosyć proste.
Nie wierzę, że Boga nie ma.
Trochę pokrętnie to ujęłam. Ale tak właśnie ma być.
Nie piszę: wierzę, że Bóg istnieje.
Po prostu nie wierzę absolutnie, że to wszystko co nas otacza powstało przypadkiem, ot tak sobie, komóreczki się poukładały z atomów i proszę jak jest cudnie.
Nie ma przypadków.
Są tylko skutki określonych działań różnych sił.
Ale nie powiem, mam czasem chwile zwątpienia (zwłaszcza gdy dzieje się coś, wobec czego czułam się całkowicie bezradna, np. ciężka choroba jednego z moich rodziców i śmierć).
Choć paradoksalnie, właśnie ta śmierć pozwoliła mi jeszcze mocniej nie wierzyć w to, że Boga nie ma.
Poprosiłam zmarłego rodzica o znak, i dostałam go, i to tak, że nie ulega wątpliwości, że nie był to przypadek (których moim zdaniem nie ma, choć inni twierdzą że są), ani też zbieg okoliczności.
Na pewno inne osoby przeżyły podobną sytuację
Co nie zmienia faktu, że te "nasze" sytuacje są najbardziej cenne dla nas, bo przeżyliśmy je sami, aczkolwiek mój "znak" był taki, że mogłam go "pokazać" na drugi dzień mężowi i przyjaciółce (osobom, które nie były bezpośrednim świadkiem sytuacji).
Przepraszam za ortografie. Nie przystoi* wiem !
Dzięki za wszystkie odpowiedzi.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie ma jednoznacznej i dobrej odpowiedzi na to pytanie.
Dyskusja o istnienia boga/bogów może trwać w nieskończoność, nie mamy żadnych mocnych argumentów ani w jedną ani w drugą stronę.
Ja osobiście nie szukam sensu życia w sprawach religijnych, staram się stawiać sobie cele najpierw długofalowe, a te potem rozdzielam na mniejsze i staram się to realizować.
"Prawdziwi podróżnicy to ci tylko, którzy wyruszają, aby wyruszyć."
~ Charles Baudelaire
Sensem życia jest przeżywanie, czucie otaczającego Ciebie świata. Patrząc wstecz, tylko to się liczy.
Kroczymy ku śmierci tak czy siak. Sensem jest to, czym się tą drogę wypełni. A ta decyzja, cóż się zobaczy, leży w dłoniach każdego.
PS. Baudelaire - myślałem, że sobie ten nick wymyśliłeś. Ale dzisiaj czytałem chwilę Marcela Prousta, i tam była wzmianka o "Baudelaire". Aż sobie poszukałem kimże ten człowiek był.
i...
Autorze tematu, jak masz chwilę czasu i nie wiesz co z nim zrobić.
Obejrzyj sobie ten film:
Rzucam Trailer:
https://www.youtube.com/watch?v=...
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
MrSnoofie - A Ty jak zwykle chcesz udowodnić, że masz rację... swoją rację, naj-rację.
Sam mataczysz i nie szanujesz tu wielu ludzi (potrzebne Ci to widocznie).
Sam mówisz, że masz trudny charakter, jednocześnie to akceptując. Sam żeś kiedyś tam napisał, że Ciebie to wkurwia, żeś taki zgryźliwy jak stary komendant milicji na emeryturze.
W dodatku spytałem Ciebie kiedyś o Zosiowatość - powiedziałeś, że nie masz ze sobą większego problemu. A w ostatnim wpisie Konstantego w ostatnim komentarzu wyraźnie powiedziałeś, że miałeś (masz?) ze sobą problem.
Może czas zastanowić się nad samym sobą zamiast odsyłać po rozum innych? hm?
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Reagujesz na krytykę jak rozhisteryzowana kobieta, robiąc z igieł widły i zaokrąglając kilka pytań do stówy.
Co to? koniec świata jak ktoś Ciebie zaatakuje?
Beczysz jak rozkapryszony bachor, gdy ktoś zamiast Ci bić brawa, coś Ci wytknie.
Jeszcze jakieś płacze "atakujo mnie i moja kobieta! Bo mam dużo plusów!" Proszę Cię... zważ swoją bajerę.
Na pw Ci rzucam linki gdzie publicznie zadaje Ci pytania, bo gram fair. Nie, nie czuję, że to żałosne. Gram w otwarte karty i nie gadam na Ciebie za plecami tylko w twarz.
Gdzieś mnie kiedyś szturchnąłeś więc Ci oddałem, bo nie lubię jak ktoś się rozpycha moim kosztem.
Pisze pusto acz sensownie, moje wpisy to nie Twoje, które czyta się z wypiekami na twarzy i przy których niemalże zapomina się o czym właściwie się czyta, bo i tak czyta się zajebiście.
Tacy jak Ty moich tekstów nie lubią czytać, bo tam emocji nie ma. To ani złe, ani pozytywne, po prostu tak jest.
To, że potrzebuję do równowagi czyjejś uwagi wiem nie od dziś, pracuję nad tym lecz nie chwalę się wynikami bo wiem, że reszta w dupie to ma.
Od intelektu też odchodzę bo jak trafnie zauważyłeś, po jakimś czasie interakcji włącza mi się gadka a'la'profesorska i wiem, że mnie to bardziej odpycha od ludzi niż przyciąga.
Od cierpienia i beczenia nad własnym stanem oraz poczuciem wyjątkowości z tym związanej również konsekwentnie odchodzę.
Kobietę swoją mam, nie potrzebuje się tym po prostu chwalić jak Ty i karmić się zazdrością prawiczków na forum.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
no podoba mnie się to
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Mnie też się podoba, mam podobne podejście do życia.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Wrzuć to jako blog. Dobre to jest ☺
Sens życia ?
Przetrwanie i przedłużenie gatunku.Nad czym się tu zastanawiać?...