W kwestii tego przed ślubem to zrozumiałem kilka dni temu że logiką nic nie wygram.
Ale co masz na myśli z tymi emocjami zeby , ją narazie zatrzymać i ogólnie jak najmniej się jej teraz podporządkować? Bo narazie to jeśli w ogóle będzie to tak jak guest powiedział...?
Omówiliśmy problem itd. kto kogo w jaki sposób skrzywdził, ze sie nie dogadywaliśmy , za dużo czasu spędzaliśmy tylko siedząc i nic nie robiąc(mało aktywności, duzo siedzenia ,namiętności itp).
I teraz ona mówi że przez ten długi czas niewie czy mnie kochala, czy chciała ze mną byc,że to może było zauroczenie a nie miłość. Cały czas miała wątpliwości, mimo to ciągnęła tą znajomość,czegoś jej brakowało, nie potrafiła tego powiedziec od razu. Mówi że byly momenty kiedy byliśmy szczęśliwi,gdy razem spędzalismy czas ,a kiedy indziej jakoś tak nijak - Ja za to powiedziałem/przytoczyłem wiele momentów kiedy byliśmy szczęśliwi itd. (i faktycznie przez jakiś czas miałem takei wrażenie że ona nawet stara się bardziej niż ja, dbała o mnie.
Ostatnia kłótnia ją dobiła a przyjacióleczka dołożyła swoje 5 groszy.
Teraz chwila ciszy i nieoczekiwany zwrot. Łapię ją za ręke,milczymy. i ona mówi zeby ją przytulić.Potem sie pocałowaliśmy i mówi ze ona chciała ale teraz nie potrafi odejść, ze chce żebyśmy zaczęli od nowa, a ja ze niewiem czy jest sens to ciągnąć.
I teraz pytanie : Ogólnie musze sprawić zebyśmy byli szczęśliwi a zarazem prowadzić związek i mieć większy wpływ na to co sie dzieje,kontrolowac i prowadzić, zeby ona poczuła ze ja moge odejść , a nie ona, zeby się starała... jak to uczynić?
Ulrich sugeruje, ze masz cos wspolnego z gender i jestes Dulcyneą... Ja bym mu tryknął normalnie z dyńki albo cóś...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
1. Twoja wiara to TWOJA SPRAWA
2. Ilości poświęconej komuś uwagi ciężko konkretnie zdefiniować - ktoś do szczęścia potrzebuje mniej a ktoś więcej.
3. Skoro ona już Cie nie kocha - olej sprawę,kulturalnie podziękuj za znajomość - z autopsji wiem, że jak Cie naprawdę kochała to po jakimś czasie będzie chciała wrócić lub zwyczajnie 'nadmiernie myśleć o Tobie". Jeśli tak Ci zależy wykorzystaj to.
pozdrawiam i życzę powodzenia
ps. jeśli poważnie Ci na czymś zależy to jesteś gotów to stracić
Takie kręcenie nosem przez kobietę jak dla mnie oznacza jedno. Równia pochyła jak ktoś wyżej wspomniał. Nie ważne co zrobisz, co powiesz, ona już wie, że nie chce z Tobą być, serce może mówi jej jeszcze co innego, dlatego jeszcze ze sobą rozmawiacie. Nie słuchaj tego co mówi, bo to kompletnie nieistotne. Istotne jest to, że kręci nosem, a to się z czegoś bierze. Możesz próbować rozpalić jej serce, czule przytulić, namiętnie pocałować, wysłuchać, poświęcić swój czas, ale skoro jej serce mówi jedno a rozum drugie, to daleko i tak nie zajedziesz. To, że jej ojciec Cię nie lubi też jest nie bez znaczenia. Na pewno uciął sobie z córeczką niejedną pogawędkę o Tobie.
Więc ostatnio podjąłem z nią rozmowe o naszym związku -jak wygląda ostatnio i czy ma sens.
W skrócie : Mówie że widze ze raz z nią jest ok , a innym razem nie...Ona to potwierdziła.
(Faktycznie np kilka dni temu jak od niej wychodziłem, to widac było że jest szczęśliwa, czule sie zachowywala ,szczerze i mocno przytulała itd. A z kolei przed wczoraj była dość obojętna ,nieczuła.)
Ona to potwierdziła ze czasem jestem jej obojętny a momentami jej bardzo zalezy, myśli o mnie itd... Np ostatnio jak wyszedłem na uczelnie to mówi ze czuła jakiś dziwny nie pokój ,a gdy wróciłem to już było wszystko ok. Mówi że zastanawia się dalej czy to to.
Sam po nie widzę ze nie zawsze jest wporządku. Ona jak powiedziała nie umie się do końca określić.
W przewadze są momenty gdzie jest szczęśliwa, tęskni , ale czasem też wieje obojętnością...
Sam nw co tym sądzic, powiedziałem że jakby nic nie czuła to by sie tak nie zachowywała , nie myślała omnie , tęskniła, nie całowala tak mocno itp. Wtym jest caly problem z tym jej niezdecydowaniem.
To dlaczego (przeważnie tak jest) ona się tak stara, okazuje uczucia, przytula się? widać po niej że jest szczęśliwa wtedy.
Nie było by tak że jakbym był taki obojętny to by tego nierobiła?
co robić by w końcu wiedziała? Jak sie za to wziąć?
To dlaczego (przeważnie tak jest) ona się tak stara, okazuje uczucia, przytula się? widać po niej że jest szczęśliwa wtedy.
Nie było by tak że jakbym był taki obojętny to by tego nie robiła przeciez?
Jak to ty interpretujesz ? Jak sprawić żeby sie sama określiła?
NO nawet jeśli bym narazie zaakceptował, to ona się dalej waha co z nami jest /będzie. Ona się zastanawia , raz chce być razem , raz chyba nie. Więc co myślisz?
Fakt , można przyjąć tak jak napisał MrSnoofie ale jednak musze jakoś odpowiedziec na te jej wachania... jakoś zareagować, lub przynajmniej wiedzieć na czym stoje - bo to jest ważne, pisze o jej zachowaniu tutaj bo sam niewiem jak to do końca odbierać. Bo jeśli jest tak że nic do mnie czuje to bym odpuścił i kulturalnie odszedł, ale z drugiej strony ciągle sie uśmiecha, angażuje, myśli, tęskni, więc jeśli to coś jest to trzeba o to walczyć.
Moim zdaniem laska jest do Ciebie przywiązana i tyle. Boi się Ciebie stracić, ale nie jako partnera tylko kumpla...
W tym przypadku to lęk przed stratą.
Oczywiście przepraszam za ortograf.
To nie chodzi o to teraz żebym podejmował decyzje , co ja zrobie... Tylko jak sie zachowywać żeby rozbudzić to coś w niej na nowo , na 100% ? Jakąs date sobie wyznaczyłem kiedy decyzje podejme.
Powinienem teraz stać się trochę niedostępny, oddalony od niej? Jak właściwie ją naprowadzić, ogarnąć ? Żeby po prostu ruszyła ona w którąs strone.
Kiedy czytam taki temat o takim gościu i widzę, że większość roztropnych komentarzy nie może przebić muru to się zastanawiam, czy warto dokładać swoją cegiełkę (w tej alegorii raczej kulę armatnią). Ale legenda głosi, że kiedyś jakiś nieogarnięty użytkownik podrywaja się 'nawrócił', więc jadę z tematem. Pozwól, że zacznę od paru cytatów:
'I teraz pytanie : Ogólnie musze sprawić zebyśmy byli szczęśliwi a zarazem prowadzić związek i mieć większy wpływ na to co sie dzieje,kontrolowac i prowadzić, zeby ona poczuła ze ja moge odejść , a nie ona, zeby się starała... jak to uczynić?'
'Tylko jak sie zachowywać żeby rozbudzić to coś w niej na nowo , na 100% ?'
Na 100% to sczeźniesz na tym padole. 'Smutna' prawda jest taka, że życie to nie system binarny. Nie rozwodząc się dłużej nad tym, że nikt nie ma magicznej różdżki ani recepty na TWOJE szczęśliwe życie w tym związku przechodzę dalej.
Jakiego ziomeczku chcesz związku? Takiego, w którym będziesz 'kontrolować' i być górą ('zeby ona poczuła ze ja moge odejść , a nie ona')? Ty nie chcesz mieć zdrowej relacji, tylko jakąś popierdoloną rozgrywkę, w której planujesz każdy ruch, aby przypadkiem nie spaść z piedestału. Ba, byłeś na nim, a teraz srasz po gaciach, kiedy jest na odwrót. Abstrahując od tej dziewczyny uważam, że to Ty jesteś toksyczny i masz kiełbie we łbie. Zamiast partnerki chcesz mieć pionek na planszy.
Co masz zrobić? Zastanów się nad sobą, pisałeś, że zepsułeś wszystko swoim zachowaniem, brakiem czułości itd.. W takim razie bądź sobą i skoro podobno ją kochasz to kochaj, a nie próbuj być panem i władcą. W takie rzeczy można się w łóżku bawić, a w prawdziwym życiu odradzam. Co prawda u niektórych się sprawdza i jakoś to działa, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że takie osobniki szczęśliwe w swoim życiu nie są.
Gdybyś przeoczył:
- zastanów się nad sobą
- przestań manipulować
- wypisz sobie czego oczekujesz od związku
- jeszcze raz się zastanów
Dzięki za dużo szczerych słow.
Więc , z tym kontrolowaniem związku przesadziłem co tu napisałem , bo wcale tak nie jest. Tutaj w końcu wyczytałem ze facet powinien w związku być stroną prowadzącą , proponującą,podejmującą pewne decyzje - napisałem to za ostro , nie mam i nie miałem zamiaru sprawować jakiejś chorej kontroli nad kimkolwiek...
Co do zepsucia czegoś swoim zachowaniem - to przez 2 dni sie może tak poważnie kłóciliśmy, parę rzeczy wygarnąłem za dużo,.... ale tak nie jest na co dzień.
Właśnie że zależy mi na zdrowej relacji , nie na żadnej rozgrywce, czasem po prostu chciałem mieć wpływ na więcej rzeczy niż mogłem czy powinienem. To co napisałem wynikło może z zazdrości,niepewnośći itd.
W związku mi wystarczy szczerosc, miłość, radość uczucie.
Co do bycia na piedestale masz racje. Za dużo myślałem, kombinowałem. Właśnie że nie manipuluje, nie gram już, stawiam teraz na szczerą rozmowę, dobrze spędzony czas itp..
Uwaga! Tematy odzyskiwania ex, powrotów do byłych kobiet - są tu zabronione i będą USUWANE. Jeśli już chcesz, to szukaj rozwiązania na www.jakodzyskacbyla.pl
a Jak wg Ciebie powinno wyglądać to ,,działanie na emocje" ?
W kwestii tego przed ślubem to zrozumiałem kilka dni temu że logiką nic nie wygram.
Ale co masz na myśli z tymi emocjami zeby , ją narazie zatrzymać i ogólnie jak najmniej się jej teraz podporządkować? Bo narazie to jeśli w ogóle będzie to tak jak guest powiedział...?
Omówiliśmy problem itd. kto kogo w jaki sposób skrzywdził, ze sie nie dogadywaliśmy , za dużo czasu spędzaliśmy tylko siedząc i nic nie robiąc(mało aktywności, duzo siedzenia ,namiętności itp).
I teraz ona mówi że przez ten długi czas niewie czy mnie kochala, czy chciała ze mną byc,że to może było zauroczenie a nie miłość. Cały czas miała wątpliwości, mimo to ciągnęła tą znajomość,czegoś jej brakowało, nie potrafiła tego powiedziec od razu. Mówi że byly momenty kiedy byliśmy szczęśliwi,gdy razem spędzalismy czas ,a kiedy indziej jakoś tak nijak - Ja za to powiedziałem/przytoczyłem wiele momentów kiedy byliśmy szczęśliwi itd. (i faktycznie przez jakiś czas miałem takei wrażenie że ona nawet stara się bardziej niż ja, dbała o mnie.
Ostatnia kłótnia ją dobiła a przyjacióleczka dołożyła swoje 5 groszy.
Teraz chwila ciszy i nieoczekiwany zwrot. Łapię ją za ręke,milczymy. i ona mówi zeby ją przytulić.Potem sie pocałowaliśmy i mówi ze ona chciała ale teraz nie potrafi odejść, ze chce żebyśmy zaczęli od nowa, a ja ze niewiem czy jest sens to ciągnąć.
I teraz pytanie : Ogólnie musze sprawić zebyśmy byli szczęśliwi a zarazem prowadzić związek i mieć większy wpływ na to co sie dzieje,kontrolowac i prowadzić, zeby ona poczuła ze ja moge odejść , a nie ona, zeby się starała... jak to uczynić?
znasz powieść Don Kichot ?
podpowiem ci, nie jesteś Sancho Pansa, ani nawet wiatrakiem
they hate us cause they ain't us
Co masz na myśli bo nierozumiem?
Ulrich sugeruje, ze masz cos wspolnego z gender i jestes Dulcyneą... Ja bym mu tryknął normalnie z dyńki albo cóś...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
1. Twoja wiara to TWOJA SPRAWA
2. Ilości poświęconej komuś uwagi ciężko konkretnie zdefiniować - ktoś do szczęścia potrzebuje mniej a ktoś więcej.
3. Skoro ona już Cie nie kocha - olej sprawę,kulturalnie podziękuj za znajomość - z autopsji wiem, że jak Cie naprawdę kochała to po jakimś czasie będzie chciała wrócić lub zwyczajnie 'nadmiernie myśleć o Tobie". Jeśli tak Ci zależy wykorzystaj to.
pozdrawiam i życzę powodzenia
ps. jeśli poważnie Ci na czymś zależy to jesteś gotów to stracić
"you must burn before you can shine"
Takie kręcenie nosem przez kobietę jak dla mnie oznacza jedno. Równia pochyła jak ktoś wyżej wspomniał. Nie ważne co zrobisz, co powiesz, ona już wie, że nie chce z Tobą być, serce może mówi jej jeszcze co innego, dlatego jeszcze ze sobą rozmawiacie. Nie słuchaj tego co mówi, bo to kompletnie nieistotne. Istotne jest to, że kręci nosem, a to się z czegoś bierze. Możesz próbować rozpalić jej serce, czule przytulić, namiętnie pocałować, wysłuchać, poświęcić swój czas, ale skoro jej serce mówi jedno a rozum drugie, to daleko i tak nie zajedziesz. To, że jej ojciec Cię nie lubi też jest nie bez znaczenia. Na pewno uciął sobie z córeczką niejedną pogawędkę o Tobie.
Więc ostatnio podjąłem z nią rozmowe o naszym związku -jak wygląda ostatnio i czy ma sens.
W skrócie : Mówie że widze ze raz z nią jest ok , a innym razem nie...Ona to potwierdziła.
(Faktycznie np kilka dni temu jak od niej wychodziłem, to widac było że jest szczęśliwa, czule sie zachowywala ,szczerze i mocno przytulała itd. A z kolei przed wczoraj była dość obojętna ,nieczuła.)
Ona to potwierdziła ze czasem jestem jej obojętny a momentami jej bardzo zalezy, myśli o mnie itd... Np ostatnio jak wyszedłem na uczelnie to mówi ze czuła jakiś dziwny nie pokój ,a gdy wróciłem to już było wszystko ok. Mówi że zastanawia się dalej czy to to.
Sam po nie widzę ze nie zawsze jest wporządku. Ona jak powiedziała nie umie się do końca określić.
W przewadze są momenty gdzie jest szczęśliwa, tęskni , ale czasem też wieje obojętnością...
Sam nw co tym sądzic, powiedziałem że jakby nic nie czuła to by sie tak nie zachowywała , nie myślała omnie , tęskniła, nie całowala tak mocno itp. Wtym jest caly problem z tym jej niezdecydowaniem.
To dlaczego (przeważnie tak jest) ona się tak stara, okazuje uczucia, przytula się? widać po niej że jest szczęśliwa wtedy.
Nie było by tak że jakbym był taki obojętny to by tego nierobiła?
co robić by w końcu wiedziała? Jak sie za to wziąć?
To dlaczego (przeważnie tak jest) ona się tak stara, okazuje uczucia, przytula się? widać po niej że jest szczęśliwa wtedy.
Nie było by tak że jakbym był taki obojętny to by tego nie robiła przeciez?
Jak to ty interpretujesz ? Jak sprawić żeby sie sama określiła?
NO nawet jeśli bym narazie zaakceptował, to ona się dalej waha co z nami jest /będzie. Ona się zastanawia , raz chce być razem , raz chyba nie. Więc co myślisz?
Fakt , można przyjąć tak jak napisał MrSnoofie ale jednak musze jakoś odpowiedziec na te jej wachania... jakoś zareagować, lub przynajmniej wiedzieć na czym stoje - bo to jest ważne, pisze o jej zachowaniu tutaj bo sam niewiem jak to do końca odbierać. Bo jeśli jest tak że nic do mnie czuje to bym odpuścił i kulturalnie odszedł, ale z drugiej strony ciągle sie uśmiecha, angażuje, myśli, tęskni, więc jeśli to coś jest to trzeba o to walczyć.
Moim zdaniem laska jest do Ciebie przywiązana i tyle. Boi się Ciebie stracić, ale nie jako partnera tylko kumpla...
W tym przypadku to lęk przed stratą.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Oczywiście przepraszam za ortograf.
To nie chodzi o to teraz żebym podejmował decyzje , co ja zrobie... Tylko jak sie zachowywać żeby rozbudzić to coś w niej na nowo , na 100% ? Jakąs date sobie wyznaczyłem kiedy decyzje podejme.
Powinienem teraz stać się trochę niedostępny, oddalony od niej? Jak właściwie ją naprowadzić, ogarnąć ? Żeby po prostu ruszyła ona w którąs strone.
Kiedy czytam taki temat o takim gościu i widzę, że większość roztropnych komentarzy nie może przebić muru to się zastanawiam, czy warto dokładać swoją cegiełkę (w tej alegorii raczej kulę armatnią). Ale legenda głosi, że kiedyś jakiś nieogarnięty użytkownik podrywaja się 'nawrócił', więc jadę z tematem. Pozwól, że zacznę od paru cytatów:
'I teraz pytanie : Ogólnie musze sprawić zebyśmy byli szczęśliwi a zarazem prowadzić związek i mieć większy wpływ na to co sie dzieje,kontrolowac i prowadzić, zeby ona poczuła ze ja moge odejść , a nie ona, zeby się starała... jak to uczynić?'
'Tylko jak sie zachowywać żeby rozbudzić to coś w niej na nowo , na 100% ?'
Na 100% to sczeźniesz na tym padole. 'Smutna' prawda jest taka, że życie to nie system binarny. Nie rozwodząc się dłużej nad tym, że nikt nie ma magicznej różdżki ani recepty na TWOJE szczęśliwe życie w tym związku przechodzę dalej.
Jakiego ziomeczku chcesz związku? Takiego, w którym będziesz 'kontrolować' i być górą ('zeby ona poczuła ze ja moge odejść , a nie ona')? Ty nie chcesz mieć zdrowej relacji, tylko jakąś popierdoloną rozgrywkę, w której planujesz każdy ruch, aby przypadkiem nie spaść z piedestału. Ba, byłeś na nim, a teraz srasz po gaciach, kiedy jest na odwrót. Abstrahując od tej dziewczyny uważam, że to Ty jesteś toksyczny i masz kiełbie we łbie. Zamiast partnerki chcesz mieć pionek na planszy.
Co masz zrobić? Zastanów się nad sobą, pisałeś, że zepsułeś wszystko swoim zachowaniem, brakiem czułości itd.. W takim razie bądź sobą i skoro podobno ją kochasz to kochaj, a nie próbuj być panem i władcą. W takie rzeczy można się w łóżku bawić, a w prawdziwym życiu odradzam. Co prawda u niektórych się sprawdza i jakoś to działa, ale stawiam dolary przeciwko orzechom, że takie osobniki szczęśliwe w swoim życiu nie są.
Gdybyś przeoczył:
- zastanów się nad sobą
- przestań manipulować
- wypisz sobie czego oczekujesz od związku
- jeszcze raz się zastanów
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Dzięki za dużo szczerych słow.
Więc , z tym kontrolowaniem związku przesadziłem co tu napisałem , bo wcale tak nie jest. Tutaj w końcu wyczytałem ze facet powinien w związku być stroną prowadzącą , proponującą,podejmującą pewne decyzje - napisałem to za ostro , nie mam i nie miałem zamiaru sprawować jakiejś chorej kontroli nad kimkolwiek...
Co do zepsucia czegoś swoim zachowaniem - to przez 2 dni sie może tak poważnie kłóciliśmy, parę rzeczy wygarnąłem za dużo,.... ale tak nie jest na co dzień.
Właśnie że zależy mi na zdrowej relacji , nie na żadnej rozgrywce, czasem po prostu chciałem mieć wpływ na więcej rzeczy niż mogłem czy powinienem. To co napisałem wynikło może z zazdrości,niepewnośći itd.
W związku mi wystarczy szczerosc, miłość, radość uczucie.
Co do bycia na piedestale masz racje. Za dużo myślałem, kombinowałem. Właśnie że nie manipuluje, nie gram już, stawiam teraz na szczerą rozmowę, dobrze spędzony czas itp..