Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Związek, zakochanie, zaangażowanie i jak jej nie kochać

7 posts / 0 new
Ostatni
estore
Nieobecny
Wiek: 23
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2011-11-16
Punkty pomocy: 14
Związek, zakochanie, zaangażowanie i jak jej nie kochać

Siemasz wszystkim
Już dawno nie pisałem żadnego posta na forum, ale postanowiłem po pierwsze podzielić się swoim doświadczeniem, a po drugie zapytać też bardziej doświadczonych o radę Wink.
No to jedziemy!

Jestem z Sylwią już prawie rok. Mówię "już" bo to mój pierwszy tak długi związek i co najważniejsze, ociekający od samego początku wielką miłością. Jaka jest nasza historia? Bardzo filmowa i czasem ciężko w to wszystko uwierzyć Smile. Znamy się z Sylwią od dawna. Chodziliśmy do tej samej podstawówki, do tego samego gimnazjum, razem chodziliśmy na angielski gdzie btw się poznaliśmy. W gimnazjum zaczęliśmy się przyjaźnić, a była to bardzo bliska przyjaźń: spędzaliśmy razem wieczory, oglądaliśmy filmy, przytulaliśmy się na łóżku godzinami. Zawsze mi się podobała, bo jest piękną, wysoką blondynką o brązowych, lśniących oczach Smile. Choć poglądy i charaktery zawsze mieliśmy inne, to mieliśmy te same potrzeby i w gruncie rzeczy, na płaszczyźnie emocjonalnej byliśmy dopasowani w 100% (ona tj ja wolała być razem nad rzeką w dziczy niż w głośnym klubie w centrum jeśli wiecie co mam na myśli Wink). przyjaźń trwała całe 2 lata, a potem się popsuło... Poznała chłopaka, z którym spędzali coraz więcej czasu, brakło go dla mnie, on był chorobliwie zazdrosny w końcu kontaktu było na prawdę mało, aż (nie ukrywam, z zazdrości) powiedziałem jej, że nasza przyjaźń nie ma sensu i koniec z jakimkolwiek kontaktem. Byłą w tym konsekwentna i ja też - kontakt urwał nam się na całe 2, kolejne lata. Zostawiła go, bo zdominował jej całe życie, był zazdrosny o wszystko, na nikogo i na nic nie miała czasu. I tak się stało, że w końcu się znów spotkaliśmy. Ale ja już byłem inny - nie byłem dzieciakiem co biegał za dupeczkami, ale w jej oczach dojrzałym mężczyzną. Przyjaźń pojawiła się na nowo, ale już zupełnie inna, bliższa... W końcu będąc u mnie, pocałowałem ją, namiętnie tuląc do siebie (po ok. 2 miesiącach od odnowienia kontaktu, więc sporo czasu). To był najwspanialszy pocałunek w moim życiu i z tego co ona mówi, w jej też... Panowie, tak wielkiej namiętności przy całowaniu życzę wam wszystkim! Dalej już poleciało... Początkowe niedowierzanie zamieniło się w związek, potem pierwszy seks, pierwsze kocham Cię w trakcie bójki w tramwaju z dwoma pijanymi typami, którzy się do niej podwalali, potem seks 3 razy dziennie ;D. Co w tej historii dla Was może być znaczącego? Że to ja wszystko kontrolowałem. To ja małymi kroczkami pchałem ten związek do przodu. Sam się starałem, ale jak trzeba było to szedł chłodnik i starała się ona. W jej oczach byłem niezależnym facetem, który jak chciał to jechał na imprezę bez niej. W jej oczach byłem kimś, kto zanim się z nią spotykał miał każdą pannę na zawołanie. Kiedy zrobiła coś nie tak, nie kłóciłem się z nią tylko po prostu odchodziłem z dumną miną, a za dwa dni ona dzwoniła płacząc, że mnie kocha i bym nie odchodził. To ja wprowadziłem zasady szacunek, wierność, zaufanie, szczerość, których skrzętnie oboje przestrzegaliśmy. Prowadziłem ją, pokazywałem różne ciekawe miejsca, robiłem niespodzianki, ale nigdy nie przekupowałem! Na urodziny dostała ode mnie płytę z piosenkami, które ja zapowiadałem czułymi słowami. Tysiące razy rozmawialiśmy całe noce patrząc sobie w oczy i kochając się pomiędzy rozmowami.

To była ta pierwsza, szczęśliwa część... Co działo się dalej?

Po ok. pół roku zakochałem się na umór. Zaczęliśmy spędzać ze sobą coraz więcej czasu, do tego stopnia, że inne spotkania i sprawy przekładałem by być z nią. Spędzaliśmy ze sobą niemal każdy dzień, a nawet jeśli nie byliśmy razem to zostawaliśmy w kontakcie telefonicznym. Zacząłem powoli łamać swoje zasady, pokazywać słabości, zaczęliśmy się kłócić wielokrotnie kiedy np. byłem zazdrosny, a potem jak idiota przy niej płakałem, a ona razem ze mną... Raz było dobrze, raz źle, pomyślałem wtedy że to normalne. Ale w końcu stało się tak, że coraz częściej było źle a rzadziej dobrze... Niby wszystko było ok, ale zaczęliśmy się od siebie oddalać. I w cale nie fizycznie, ale mentalnie. Pojawiły się kłótnie o światopogląd, o religię (ona jest protestantką, ja nie wierzący), zaczęliśmy się kłócić o to, że ona dzwoni do mnie mniej razy niż ja, o to że przychodząc do niej np. z pracy ona się nie cieszy, nie daje mi uczucia, zacząłem wiele jej wygarniać, krytykować... Doszło do tego, że zaczęliśmy kłócić się niemal o wszystko, o każde krzywe spojrzenie... Jest tak od ok. dwóch tygodni. Dziś, po wczorajszym pogodzeniu, znów się pokłóciliśmy, a ja zdegustowany tym wszystkim wyszedłem i na odchodne rzuciłem jej, że musimy zrobić sobie przerwę... Panowie i tutaj pytanie! Co ja teraz mam zrobić... Sami wiecie jaka to trudna sytuacja... Kochasz kogoś tak bardzo, że odczuwasz ból na samą myśl, że tej osoby nie ma... Kocham ją i nie chcę stracić tego związku, dlatego teraz zastanawiam się co dalej, jak to naprawić... Wielokrotne szczere rozmowy nic nie pomogły, bo następnego dnia znów była kłótnia...

Czekam na wasze odpowiedzi i mam nadzieję też, że mój długi wywód Wam się do czegoś przydał...

niebo
Nieobecny
Wiek: 22
Miejscowość: Białystok

Dołączył: 2011-07-02
Punkty pomocy: 34

proponuje zastosować chłodnik , innego wyjścia nie widzę !

Ten
Portret użytkownika Ten
Nieobecny
Ta osoba pomogła w składce na serwer
Wiek: 23
Miejscowość: Wrocław

Dołączył: 2009-11-30
Punkty pomocy: 572

kolego nie naciska się c+v jak się coś chce wkleić tylko ctrl+v

Edit:

o widzę pomogłem ; o

Kiedyś usłyszałem jedną bardzo mądrą rzecz, że na świecie nie ma ludzi normalnych i nienormalnych, tylko są ci pozamykani w zakładach i ci którzy nie zostali przebadani.

estore
Nieobecny
Wiek: 23
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2011-11-16
Punkty pomocy: 14

Smile) bardzo! ;D

czesio199029
Nieobecny
Wiek: 22
Miejscowość: Tu i tam

Dołączył: 2010-05-17
Punkty pomocy: 27

Noo stary ładnie to wyglądało.
Jak dla mnie odpowiedź w zasadzie masz na początku tego co napisałeś.
Na nowo musisz pokazać że jesteś tą osobą którą znała z przed tego jak napisałeś "zakochałem się na umór", a na razie ograniczenie kontaktów będzie najlepsze, nie żaden chłodnik tylko rzadziej się spotykajcie, pokaż że masz własne życie.

Jak wiadomo co za dużo to nie zdrowo, ciebie było za dużo i ją zemdliło.
Rób tak żeby ona się starała, zostaw jej trochę miejsca, żeby na nowo poczuła że brak jej ciebie.

Opisałeś jak "wróciliście do siebie" po jakimś tam czasie, przypomnij to sobie. Czy wtedy naciskałeś, byłeś potrzebujący? No raczej NIE
Jeśli ona nie zachce zpowrotem wrócić to wiadomo że to nie będzie zbyt ciekawe

Moje mysli tworzą moją rzeczywistość.

Prawdziwa wolność jest w umyśle.

Rzeczywistość jest taka jaka powinna być, ona jest moim przewodnikiem i wskazuje mi co powinno być zrobione.

Mento5
Nieobecny
Wiek: 24
Miejscowość: Rzeszów

Dołączył: 2011-09-11
Punkty pomocy: 293

Odkochać się, zerwać na ten czas kontakt, poznać inne, skończyć z jazda na ręcznym do jej fotki;) bo jeśli mnie przeczucie nie myli to sexu zero:)
i na koniec- PRZESTAN JA IDEALIZOWAĆ!!! Normalna dziewczyna jakich pełno na świecie.

BAYT
Portret użytkownika BAYT
Nieobecny
Wiek: 666
Miejscowość: Dziki Wschód

Dołączył: 2011-08-12
Punkty pomocy: 1417

cóż przerwa wam dobrze zrobi. Jak macie do siebie wrócić to wrócicie. Wszystko przez te częste kontakty ze sobą i brak swojego życia i łamanie zasad. Chociaż ja jeszcze bym spróbował szczerą rozmowę.

''...Facet jesteś czy pipka? Jeśli facet, to weź samego siebie za mordę i ... nie oczekuj od życia zbyt wiele, bo rzeczywiście nie dostaniesz od niego więcej, niż sam sobie weźmiesz...."