Panowie, czytam sobie stare blogi i jak znacie historie Bane (w skrócie: rozleniwił się podczas związku, na początku było zajebiście, potem zaczęły się z jego strony fochy, pretensje i zazdrość) to odpowiedzcie mi jakim cudem faceci w związkach zmianiają się w pizdy? Bane pisał, że laska mu mówiła: nigdy cię nie zostawię, jesteś najlepszy, zawsze będę cię kochać i to sprawiło, że on stał się ciepłą kluchą. Jaki to ma związek? Jak już się ma kobietę to nic innego do szczęścia nie potrzeba? Jakoś sobie nie wyobrażam tego, że mając koboietę nawet długi czas nie chodzę na piwko z kolegami ani nie pracuję, nie studiuję czy też nie rozwijam swoich zainteresować. Nagle rzucam siłownię, nie rozmawiam z nikim czy jak? Co się takiego dzieje, że zapewnienia laski powodują brak chęci na rozwój? Czy wam się też coś takiego przytrafiło? Zacząłem się nad tym zastanawiać i może sam trochę przystanąłem (troszkę częsciej się widzę z dziewczyną, ale to nie znaczy, że rzucam pracę i studia albo że przestałem zajmowac się hobby - częsciowo moje hobby wykonuję razem z nią) Czy muszę się pilnować?
Jestem w związku i widze po sobie ,że stałem się całkiem inny niż byłem.
Od kiedy to zauważyłem zmieniam się w osobę którą byłem przed związkiem, osoba która lubiła wyjść ze znajomymi a nie kobietą na impreze, podrywać kobiety co w związku jest nie możliwe.
Ktoś powie jest możliwe ale przywiązanie do kobiety mnie blokuje, nie uczucie lecz przywiązanie.
Sex mam kiedy mi się podoba czego chcieć więcej? No właśnie, ale brakuje mi tego zapoznania kobiety zaczęcie relacji od początku. Tego mi brakuje.
Dlatego uważam ,że związek zmienia, jeśli jesteś w związku i zauważysz ,że się zmieniasz pora popatrzeć na to z perspektywy innej osoby wtedy uznasz jak to wygląda i co chcesz w sobie zmienić, czy w ogóle ta kobieta jest Ci potrzebna do czegoś innego niż ruchania.
"Pierwsza minuta może być ostatnią dlatego ceń jak ostatnią."
Będąc w związku też kompletnie się zatraciłem z tą różnicą, że nie wiedziałem wtedy o tej stronie. Miałem wtedy wpojone iluzje, że tak trzeba. Wszystko we dwoje, cały czas razem itd.
Skąd to się bierze? Hm. Na pewno po pierwsze głupie iluzje, dwa fochy dziewczyny i nasza uległość.
Fajnie, bo jesteś świadomy tego wszystkiego
Skoro masz swoje hobby, czas dla kumpli to jest dobrze.
---------
Nigdy porażka. Zawsze lekcja.
Tez tak miałem jak byłem w związku (nawet dość długim z resztą..) Na początku dużo sportu, znajomych, wypadów w rózne miejsca a potem została mi tylko szkoła/uczelnia. Rozleniwiłem sie strasznie nic mi się nie chciało. U mnie to na pewno wynikało z tego, że miałem całkiem niezła laską. Później jeszcze z nia zamieszkałem, gotowała mi, spedzialiśmy baardzo dużo czasu. Dodatkowo masa jej iluzji typu "Kocham Cię na zawsze, nigdy z Tobą nie zerwę..". Przestałem się rozwijać a kontakt z dziewczynami miałem praktycznie zerowy. Oczywiście moje zachowanie było główną przyczyną rozstania. I dzięki niebiosom, że to nastąpiło i zacząłem nowe, zupełnie inne 100 razy lepsze życie. Jednak brak flirtu, wypadów do klubow itp z kobietami spowodował, że teraz musze do nowa poprawiac relację z nimi ale to tez się zmieni i pewnie pod tym względem też wyjdzie mi to rozstanie na dobre
Niedawno zakończył się mój 2-letni związek. Wiążąc się z dziewczyną byłem niesamowicie energiczny i pełen entuzjazmu jeśli chodziło o jakiekolwiek działanie. Podsumowując wszystko po dwóch latach mój wypełniony do granic możliwości tydzień zmienił się w wieczne wakacje i leżakowanie. To jest tak, że jak już masz tą swoją lubą imprezy tracą swój cel, bo i po co jak seks masz, flirt masz a i alkoholu pić się nie chce, bo kacyk złapie i dzień spędzony z lubą w plecy. Powoli zaczynasz mięknąć, bo dziewczyna akceptuje Cie takiego jakim jesteś - kocha Cie i przecież to się nigdy nie skończy. Mi osobiście zaczęło to przeszkadzać kiedy nawet do miasta nie chciało mi się jechać z kumplami, bo oni wyrywali a ja smsowałem z moim skarbem popijając wódeczkę. Weekendy wypełnione atrakcjami zastąpiła kanapa i film, a kontakt y z kobietami stały się zbędne, bo przecież miałem tą jedyną. I tutaj wchodzi kwestia, że wiele zależy od dziewczyny. Mi się niestety trafiła kura domowa, która sama też nie lubiła robić więcej niż leżeć na kanapie, a kiedy moja inicjatywa się skończyła to leżeliśmy we dwójkę
I co Elevator, wkurwiles sie i rzuciles to?
Zazwyczaj bywa tak, że ta bardziej rozwinięta osoba dociąga do swojego poziomu partnera. Mi niestety trafiło się jak w tym powiedzeniu "nigdy nie walcz z głupim, bo najpierw ściągnie do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem"

Dziewczyna mimo tego, że sama w sobie cudna to bez ambicji i jakbym nie krzesał nic nie mogłem zrobić więc sam leniuszkiem się zrobiłem. Pomijając fakt, że brakuje mi jej towarzystwa, przyzwyczaiłem się... To jednak jak feniks z popiołu się odrodziłem , ba wróciłem
Ja dla odmiany powiem, że związek mnie zmienił na lepsze. Mam dużo więcej motywacji do działania teraz, niż wtedy kiedy byłem singlem. Po czterech latach moja kobieta jest jak mój najlepszy kolega. Jeżeli trafiliśmy na odpowiednią osobę, dzięki której czujemy te "pozytywne wibracje", to może nam to jedynie dodać skrzydeł.
Gdy byłem sam, moje życie wyglądało tak, że wracałem ze szkoły/pracy do domu, odpalałem x-klocka, jakiś fb, w weekend impreza, a każdy pomysł jaki miałem w głowie odkładałem na "kiedyś". Było mi dobrze, ale z perspektywy czasu, nigdzie by mnie to w życiu nie zaprowadziło. Kiedy natomiast poznałem swoją kobietę, z czasem nabrałem dużo więcej chęci do działania. Zacząłem chcieć budować swoją przyszłość. Spełniłem dużo swoich planów, i dużo wciąż przede mną.
Mój plan na udany związek jest właśnie taki, że techniki podrywu stosuję na swojej dziewczynie, i mimo tego, że znamy się jak łyse konie, mieszkamy razem, to i tak to wciąż działa
Tak, zauważyłem pewne rozleniwienie, stracenie ognia w sercu, przybicie a nawet "obumarcie".
Brakuje mi "mnie sprzed związku" , możliwości podejścia i po flirtowania z każdą, moje pasje i motywatory weszły w stan hibernacji i coraz częściej się zastanawiam "a może by tak się rozstać i znów żyć?" i to jest okropne
Zastanawiam się, może to jeszcze nie czas na związek dla mnie? Albo, może związek to droga nie dla mnie?
Macie tak?
_________________________
A poza tym, bądź jak Łysy z Brazerss ( ͡° ͜ʖ ͡°)