Jesteśmy ze sobą pół roku. Od jakiegoś czasu zaczęło się mocno psuć między nami. Ja pracuje z samymi kobietami i o to w większosci ona ma pretensje.Że kogoś poznam itd itp. Jest na tyle oporna i uparta że nie działają na nią teksty typu : "kochanie jeśli będziesz wobec mnie ok to nigdy żadna z tych dziewczyn nie zagrozi naszemu związkowi :)". Ona się obraża i nic nie kuma. Odwraca kota ogonem i mówi że jak mogę tak mówić, foch i wyjebane. Ja to zlewam ale ona zamiast pomyśleć, to się jeszcze dystansuje i wszystko później wypomina. Jestem świadomy, że jej zachowanie jest spowodowane zdradami jej byłego, ale co mnie to interesuje? Jestem wobec niej w porządku, a ona na każdym kroku chce wejść mi na głowę. Szantażami fochami i nadal jej się to nie nudzi. Może dlatego że jeszcze nie zrobiłem nic co wstrząsneło nią na tyle. Wiem że powodzenie ma ten kto jest gotów kobietę stracic, ale ta dziewczyna jest na tyle odporna na wszelkie znane mi techniki (a już nie jedna dziewczyne udało mi się ładnie mówiąc "przekierowac") że mam wrażenie, że jeśli z nią zerwę, to ona sobie to tak wytłumaczy, że jestem taki jak jej były, że jej nie szanuje i że w związku ludzie się kloca zawsze, a ja poszedłem na łatwiznę bla bla bla. Uniesie się honorem i bóg wie czy się odezwie. Już brakuje mi słów do niej, technik.. Do tego mam dość jej nieokazywania uczuc. Jest zimna. W 90 proc. ja wszystko inicjuje. Sex, przytulanie, godzenie się. Ona jest wiecznie dumna. Od zawsze tak było. Staram się to zmienić od pół roku ale ona się obraza i tłumaczy że powinno się kochać kogo za to jaki jest, a nie go zmieniac. Czasem są to błahostki typu napisanie czegoś miłego. W końcu nie wymagam cudów a czasem są to rzeczy typu żeby nie stroila się w pracy, bo mnie to denerwuje. Zwłaszcza że wiem że wielokrotnie ja ktoś zaczepiał. A tym wyglądem tylko to prowokuje. Ona za to się broni że ja pracuje z kobietami i że też ona się denerwuje i jakoś pracy nie zmieniam. Łącze z ta praca przyszłość, bo to moja pasja, ale ona znowu odwraca kota ogonem, że to jest gorsze że tam pracuje, niż to ze ona się stroi do pracy. Czyli szpilki obcisle spodnie czy legginsy i dekoldy. Tylko że mnie klientki nie podrywają w pracy, bo baby tego nie robią często albo wogóle, a faceci tak. Ona tego nie rozumie. Po prostu nie jaży i zdania nie zmieni. Nie wiem może się za bardzo pieszczę. I coraz częściej przez tą jej upartosc i zbokowane myślenie podnoszę głos i wychodzi to co ze mnie najgorsze. Moja despotyczna postawa. Lubię mieć racje, ale jak ona olewa moje prośby to jak widać tylko krzyk pomaga. Nie jestem z tego dumny, ale już mi brakuje słów. Chce spokojnie konflikt rozwiązać, ale ona nie pozostawią mi wyboru. Wyprowadza mnie z rownowagi. Potrafi to doskonale. Może to głupie ale od paru tygodni, gdy się widywalismy będąc ze mną ubierala się bardzo przeciętnie. Czasem jak szara mycha. Myślę sobie, dobra przyjechała samochodem do mnie więc może dlatego nie ubrała wysokich butów te kilka razy itd. Ja wchodzę we wtorek do sklepu, a ona totalna przemiana. Najlepsze rzeczy jakie miała ubrała. Wysokie buty mega opiete czarne rurki i dekold. Myślałem ze szalu dostane. A prosiłem jak człowiek. Zaczęła się kłótnia. I jeszcze do tego miała iść tego dnia do baru z kolażanką. Rozmawiam z nią trzymając nerwy na wodzy, a ona na to że trudno, mam problem, ja jej nie będę mówił jak ma się ubierać, bo ona chce dla siebie ładnie wyglądać. Mowie jej żeby chociaż te buty zmieniła. A ona ze jestem śmieszny i ze nie będzie się wracała do domu. Mowie jej ze skoro pracuje w sklepie z butami to wierze ze coś wymyśli. I wyszedłem. Tak żeby zasada była zasada. Napisała smsa, że to niemożliwe i że nie będę mówił co ma robić . No to odpowiedziałem że skoro miała gdzieś to o co ja prosiłem jakiś czas temu, to dziś nigdzie nie idzie i nic mnie to nie interesuje skoro ją też nie. Mega się wkurwila. Że jak ja mogę nią tak manipulowac. Że przeze mnie nigdzie nie pójdzie, że jestem nienormalny, bo ona nie miała jak tych butów przebrac i że jej sklep to nie wypożyczalnia. Ze zapamięta to sobie. powiedziałem jej krótko że jeśli się pewne rzeczy nie zmienia i dopóki nie zaczniemy się na wzajem szanować i trzymać zasad, to ten związek nie potrwa długo. I że nie strasze tylko mowie jak będzie.Że nawet nie chodzi mi o to jak chodzi ubrana. Chodzi mi o zasady które ona ma gdzieś. Oczywiście znowu puściła mi wiązanke odwracając kota ogonem, normalnie nie mam siły do tej panny. Co ja mam robić z tak odporna na wiedzę laską?
"Co ja mam robić z tak odporna na wiedzę laską?"
Zmienić.
Showtime, motherfucker, it's on.
Może w tym wypadku zachowuje sie jak dziecko ale nie bez powodu.Akcja-reakcja.
Latwo jest zerwac , trudniej coś naprawić, proszę a jakąś konstruktywną radę, dzięki;)
Hej!
Po tym, co napisałeś widzę, że jesteście ze sobą tylko po to, aby coś sobie udowadniać, sprzeczać, docinać sobie itp. Jesteście razem zaledwie pół roku, a już macie takie spięcia dosłownie o bzdury.
Widzę, że tylko Ty się starasz, chcesz poprawy obecnej sytuacji, chcesz, aby było lepiej, a ona mało tego, że robi Ci wyrzuty, to jeszcze sama nie jest do końca fair, bo tylko ona może czegoś od Ciebie wymagać, strzelać fochy, a wręcz usiłuje, abyś robił to, co ona chce, zaś gdy Ty ją o coś prosisz, czy czegoś oczekujesz, to ona to olewa i robi swoje. Nie uważasz, że to trochę dziwne? Ona ciągle narzuca Ci swoją wolę, a od siebie nie daje w ogóle nic - to już nie jest nawet dziwne, a raczej pojebane. Ogranicza Cię zawodowo, usiłuje postawić wasz związek, a bardziej siebie, nad Twoimi pragnieniami, pasją, celami, czy aspiracjami zawodowymi. Bardzo dużo chce brać i czerpać, a jednocześnie nie dając nic w zamian. Ma to sens? Dla niej jak najbardziej - lubi wykorzystywać, ale dla Ciebie? Chcesz być dalej wykorzystywany, czy może wolny i szczęśliwy? To, że obecnie jesteście razem, nie znaczy, że macie być za sobą za tydzień lub miesiąc. Zauważ ile starań włożyłeś w to, żeby się poprawiło, a ona nadal robi Ci wyrzuty.
Jeżeli na spotkania z Tobą ubierała się przeciętnie, a do pracy, baru, czy klubu zakładała inne, lepsze ciuchy, to zapewniam Cię, że nie ubiera się w coś fajnego dla siebie, tylko dla innych. Robi to po prostu pod publikę, bo jeśli naprawdę miałaby zachciankę pt "chce wyglądać zajebiście dla siebie i dla nikogo więcej", to na spotkanie ze swoim chłopakiem założyłaby jeszcze lepsze ciuchy, a nawet pożyczyłaby od innych koleżanek coś zajebistego, aby mało tego, żeby podobać się sobie, ale też swojemu facetowi, aby po prostu go dalej kręcić, podobać mu się itp. Ona robi odwrotnie, więc coś tu jest nie tak. Wniosek? Przestaje jej zależeć.
Zauważ ile ona inwestuje w waszą relację, a ile Ty. Te proporcje są zajebiście mocno zachwiane. Mało tego, Ty ciągle utrzymujesz swój stan wkładu w wasz związek, a jej jedynym zaangażowaniem w relację są kłótnie i fochy. Przeanalizuj sobie, czy to ma w ogóle jakiś sens. Kryzysowe momenty podbudowują, łączą dwojga ludzi, mogą sprawić, że staniecie się jeszcze lepszymi partnerami dla siebie, jeszcze bardziej będziecie się kochać i obdarowywać siebie szczęściem, ale jeśli jedna ze stron dalej chce toczyć wojny i nie chce zmian, to niestety, czas się po prostu rozstać, bo szkoda czasu i energii tej drugiej strony, która może poukładać sobie życie z jeszcze lepszym partnerem lub partnerką.
Możesz z nią jeszcze o tym porozmawiać, czy jest po prostu sens to dalej kontynuować. Zauważ, że ona powiedziała Ci, że chcesz ją manipulować, a jak myślisz, co ona obecnie robi z Tobą? No właśnie... Nie bądź z kimś, kto Cię niszczy, kto ciągnie Cię w dół. Szczera rozmowa, kolejna szansa i wizja tego, jak Ty i ona chcecie, aby wyglądała wasza relacja. Jeśli nic nie zmienicie, to lepiej dla Ciebie jeśli się rozejdziecie. Jej mi jakoś nie szkoda, a bardziej jej przyszłego partnera, który pewnie podobnie jak Ty będzie miał lekko przejebane - jeżeli będzie się stawiał, chyba, że będzie pieskował, to wtedy tak - będzie zajebistym, kochanym, pluszowym misiem. Nie bój się też, że skwalifikuje Cię jako swojego dawnego faceta, który ją zdradził - to już nie Twój problem, bo Ty wiesz, że byłeś w porządku, starałeś się, chciałeś poprawy, a to ona wszystko spierdoliła.
Decyzja należy do Ciebie. Myślę, że podejmiesz właściwą.
Pozdrawiam!
PS. Zerknij na mój blog "Psychologia Inwestycji cz.2" - może Ci coś rozjaśni.
"Nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawajcie!"
love, Redds
"Daj jej swoim zachowaniem do myślenia, wręcz zmuś ją do tego, aby pierwsza się odezwała, spraw, żeby to ona wykazała jakąkolwiek inicjatywę. Przyzwyczajaj ją stopniowo do tego, że nie tylko Ty jesteś w tym związku, ale również ona."
Naprawde dziękuje za odpis i za bloga.O to właśnie chodziło.Nic dodać nic ująć.
heh ojaa też taki kiedyś byłem
stare dzieje ...
To wynika z twego braku pewności siebie, jej ubiór to twoje zagrożenie, brak szacunku, brak zaangażowania itp.
Ona widzi że ciebie to wk... i jedzie dalej z koksem
Lekarstwo ?
Proste
Ludzi na dłuższą metę nie da sie zmienić, możesz wprowadzać zasady, prowadzić związek, ładnie pięknie, ale jak ma zjebany charakter, wulkan wybuchnie znowu
Ona ma taki charakter, jest przyzwyczajona do twoich reakcji.
Nie zmienisz jej, jeśli nie chce kompromisu (ty również-ciuchy buty) to możesz za nią latać do usranej śmierci.
Także jeżeli uważasz że jej charakter pozwala na wasze porozumienie, jest nadzieja na poprawę, to lewa strona i do boju, da to plus bo sam dla siebie ogarniesz temat, przy okazji może naprawisz te relację i pokaż jej kto jest liderem w związku (nie myl tego że masz zawsze racje!)
Jesli sie nie uda to niestety ... szukasz dalej
Podsumowując, nerwy na wodzy, odpóść z ciuchami, jesteś pewnym siebie facetem
jesteś ? nie jestes, pracuj nad sobą !
they hate us cause they ain't us
Oh my God..
Okey, laska znudzona, ma Cię trochę gdzieś, nie inwestuje w związek, ale nosz kurna. Stary - robisz jej problem o to że wyższe buty zakłada do sklepu? I że ma z półki w sklepie zalozyc sobie jakieś
? To są jakieś jaja albo ja źle zrozumiałem...
..
Akurat tutaj stary pojechales po bandzie
Związek długo nie potrwa, wisi na włosku - albo ona sprowokuje Cię żebyś to zakończył (wtedy poczujesz się męsko, że to niby Ty podjąłeś decyzję bo już Cię wyprowadziła z równowagi, a jej ulży że to niełatwe zadanie zakończenia tego zepchnęła na Ciebie skutecznie) albo sama zakończy chwyciwszy inną gałąź.
Tobie za bardzo zależy, jej nie zależy. Ty się starasz, ona nie. Przez to wychodzą spięcia awantury, widać że jej mocno POTRZEBUJESZ , widać uzależnienie i frustrację jak nie jest tak jak chcesz.
Proponuję usiąść spokojnie , wypić browarka - poczytać kilka tutaj blogów o zaangażowaniu się, proporcjach, o tym że kobieta nie jest pępkiem świata i nie należy jej stawiać wyżej od siebie, polecam obejrzeć filmiki Stilla z IU na YT i trochę ogarnąć myślenie, bo za bardzo się napinasz, jesteś zazdrosny, i za bardzo CHCESZ, a za mało masz wyjebane.
Jakiś czas temu dziwiłem się że mój znajomy, ktorego znam od lat - po roku spotkalem sie z nim przypadkiem w klubie latino , niezle wymiata w tancu w salsie naprawdę profeska - i ma zajeeebistą dziewczynę, energiczna, wesoła, przyjazna, b. ładna, zgrabna i inteligentna, no mozna powiedzieć super trafił
ale sie dziwilem co ona w nim widzi... koles niezbyt przystojny, jak sie z nim rozmawia to ma taki troche ugobi język ogólnie spoko ale pomyslalem sobie tam tyle kolesi na tej salsie duzo ciekawszych, ze mogla by byc z nimi - mało tego, jakis koles startowal do niej ale ona kurczowo trzyma się tego kolegi.
Dziwil mnie fenomen ze zawsze jak ich widzialem to ona sie do niego przytula, daje buzi w policzek, obejmuje, czy nawet wyciąga do tańca!
Otóż trochę poobserwowałem - i kolega najzwyczajniej w swiecie ma WYJEBANE - nie w sensie ze ma ją w dupie, ale po prostu jest sobą, robi to co chce, co lubi - ma wyjebane ze ona tanczy sobie z kims tam, nawet nie spojrzy na nich, gada z kumplami w tym czasie smieje sie - a ona po tancu przybiega do niego wesola usmiechnieta - buziakuje go - on czesto, "Kotku, no juz dobrze, daj spokój, gadam z kumplami". Po prostu gosciu nie stawia jej na piedestiale, i to ona za nim wyraźnie biega. Gosc jest wyluzowany spójny ze sobą, zadnych technik nie stosuje, wydziwnych. Wielu kolesi na jego miejscu podejrzewam ze by pieskowalo, zazdrosnikowalo, ciagle pilnowalo panne, albo sztucznie udawalo "brak zazdrosci", lub stosowalo smieszne i rzucajace sie w oczy lusterka szybko biegnac do innych panienek tanczyc podczas gdy jego dziewczyne ktos poprosil do tanca.
Po co to piszę? Zeby pokazać Ci diameetraalną różnicę!
Porównaj sobie siebie w swoim związku, a owego kolegę mojego i odpowiedz na pytania.
Pozdro
przykład spoko, ale gościu trafił na fajną laskę z normalnym charakterem, jak trafisz na psycho-księżniczkę to z piasku bicza nie ukręcisz
they hate us cause they ain't us
racja. Aczkolwiek normalna laska tez predzej czy pozniej moze sie znudzic kolesiem ktory angazuje sie zbyt mocno,i jest go zbyt dużo i zbyt często + jak zazdrość nad wyraz okazuje. One lubią tez trochę poczuc wyzwanie
.
oczywiste koleżko
they hate us cause they ain't us
A jak!
Napisałem że musimy się spotkać i porozmawiać , bez zbędnego tłumaczenia.Zaczęła pytać czy chce zerwać i to skończyć, nic na to nie odpisuje bo to i tak nic nie da, całe to peplanie. Trzeba to zrobić nie na poziomie swiadomym bo słowa nie trafiają do niej, olałem ją na pare dni i pisze jak pojebana, jestem oziębły i staowczy.Przyznam jej racje o butach i że niech sie ubiera jak chce. A potem przestane robic wszystkiego za nią. Teraz ona sie troche postara.I musze powiedziec że niektórzy tutaj nie mieli racji,zależy jej bo zaczyna się tłumaczyć i pisać litanie że ona nie chce rozstania itd. Więc teraz mój ruch.
Bardzo dobrze jesteśmy dumni alee
nie bądź oziębły, stanowczy jak najbardziej, tylko w granicach rozsądku
pamiętaj że to początek drogi, nie masz udawać, tylko sie takim stać
dawaj jej też pozytywne emocje, idźcie do kina, klubu, ty zaplanuj, weź ją za rekę i idźcie, ty kieruj, ona idzie za tobą
i spokój, zero zazdrości, to trudne, ale to ćwiczenie ci sie przyda na przyszłość
powodzenia
they hate us cause they ain't us