Siema wszystkim. Zaprzepaściłem panowie kolejny dzień, jak prawie każdy nie potrafię się zmotywować od jakiegoś czasu. Po prostu rozleniwiłem się. Zostałem dzisiaj w domu aby się pouczyć do ostatniego tygodnia szkoły, ale wiecie jak wyszło? Nie otworzyłem nawet zeszytu, nie zrobiłem po prostu nic.Kiedyś uczyłem się, ćwiczyłem, więcej wychodziłem do ludzi. Aktualnie rzadko robię którąś z tych rzeczy.
Nie wiem jak wrócić do tego, żeby się uczyć, ćwiczyć itd. Jest coraz bardziej szaro, nie mam pasji nic mnie nie kręci. Wybrałem złą szkołę, w której nauka mnie męczy i nie cieszy w żadnym stopniu.
Cóż ja mogę począć?
Proszę tylko bez hejtu i bez odpowiedzi, że jestem leniem itd. Ja to wiem, to jest jedyny plus tej sytuacji.
O kobietkach nie wspominam, bo szkoda ich do mojego burdelu wprowadzać jeśli by któraś chciała
Jest dwudziesta (z groszami).
Wstań, ubierz się wygodnie i zrób 20 okrążeń wokół bloku (lub 50 wokół domu). Biegiem.
Od razu Ci się polepszy.
I nie - nie żartuję
Chwilowo się polepszy, ale dalej nie zrobię nic produktywnego oprócz spalenia paru kalorii
Szczerze? miewam ostatnio podobnie, ale staram się coś działać mimo wszystko. Małymi kroczkami do przodu. Po Twojej odpowiedzi na posta Elby, chyba kluczową rolę odgrywa Twoje nastawienie. Sluchalem kiedyś audycji jak słuchacz zadzwonil , powiedział jak jest chujowo. Zaczęły się urywać telefony, ludzie motywowali , opowiadali różne historie, podawali gotowy plan, a gość i tak twierdził, że jest chujowo i to , że on to zrobi niczego nie zmieni. Chyba masz podobnie..
Nic z tym nie zrobisz . Niestety jeżeli nie masz wytyczonego celu do którego chcesz dążyć to dupa , będziesz marnował czas i żaden bieg wokół bloku tego nie zmieni . I nie mówię o celu w stylu "chcę być lepszym człowiekiem " tylko o czymś konkretnym , czymś do czego według Ciebie warto dążyć. Wiesz ,rzuciłbym ci jakiś motywacyjnym tekstem w stylu " MEMENTO MORI " czy "Jesteś kowalem swojego losu ", ale to na dłuższą metę gówno da bo motywacja to coś co wypala się w sekundę , ty potrzebujesz determinacji . Reansumująć : nie dostaniesz tu złotej wskazówki która rozwiąże problem , ani ode mnie, ani od nikogo innego .
Przeglądając Twój profil nie widzę ani jednego pozytywnego wpisu. Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale poddając się temu ŚWIADOMIE wprowadzasz się w jeszcze większą dupę.
Ryjesz sobie głowę, a to potem zostaje na długo i coraz ciężej jest wrócić do normalności - czyli bądź, co bądź szczęścia. Też byłem i nadal częściowo jestem w takiej sytuacji, ale recepta zawsze jest jedna - trzeba ruszyć dupę. I nie zaraz, tylko teraz. Konkretny plan.
Siedzenie na dupę jest wygodne. Boli, ale jest wygodne i z biegiem czasu jest się warzywem.
Time is a flat circle...
ja Cie nie kopne w dupsko przez monitor bys odszedł od komputera i zaczal nakurwiać, albo sam przejrzysz na oczy że Twoje lenistwo doprowadzi do powaznych konsekwencji, w tym zajebanie roku(?), bo nie wiem czy studiujesz czy dopiero szkoła srednia. i ja teraz nie żartuje, ale tak sie stanie jak będziesz sobie bimbał, a niestety jak rok zajebiesz to w twoim przypadku tylko Cie to jeszcze bardziej zdemotywuje i pograzysz sie totalnie, dlatego rusz dupsko, chyba że chcesz sobie zjebać przyszlosc i skonczyc z zasilkiem z pośredniaka i tak przespać swoje życie, podczas gdy inni beda zdobywali to co beda chcieli ty bedziesz mulił pizde i sie staczał taka prawda, nie rezygnuj z kobiet, najgorsze jest jak czlowiek caly dzien siedzi na dupie alb lezy to mu sie bardziej odechciewa wszystkiego niz faktycznie wypoczywa, wypoczywac to Ty bedziesz w grobie, teraz masz zmienic nastawienie do wszystko, masz teraz wstac, zrobic 20 pompek, 30 brzuszków i 30 przysiadów, zaplanowac sobie jutro, to juz zalezy od Ciebie, przede wszystkim nie zamulaj w domu, kazdy sobie teraz wmawia że ta chujowa pogoda jest przyczyna chandry, ja jakos tego nie mam, bo sie nie masturbuje i nie siedze w domu tylko działam, ja nie wiem jak tak mozna zycie marnotrawic, zrozum Kazik że kazda sekunde ktora przepierdolisz na lenistwo i uzalanie sie nad soba pozalujesz kiedyś a dokladnie na łożu śmierci, zamiast spelniac swoje marzenia, nawet te ukryte albo chociaz probowac sie do nich zblizyc, zamiast korzystac z zycia pelnymi garsciami to szukasz złotego środka na forum dla podrywaczy, sorry ale nikt ci tego tutaj nie da, nie że skurwysyny jesteśmy, tylko nie znamy cie tak jak ty samego siebie, mozemy sie tu i tak produkowac i do jutra rana a ty wezmiesz sobie to do serca, ponapierdalasz z tydzien i ci ta "euforia" znowu przejdzie, musisz byc kompletnie zdeterminowany i zmotywowany w tych kryzysowych chwilach bo to wyroznia ludzi zwyklych od niezwyklych.
Zwycięzca powie : to jest trudne do zrobienia, ale nie jest niemożliwe, spróbuję !
Przegrany powie : być może i jest to do zrobienia, ale nie dla mnie..
Zwycięzca będzie szukał kropel wody na pustyni.
Przegrany doszuka się ziaren piasku pośród bujnej trawy.
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!
Nie wiem czemu zminusowaliście Elbę, ale w jednym jest racja. Jeśli sobie powiesz, a zaczynam od jutra to jutro powiesz to samo.
"Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest twoje."
Minusują dla zasady
ukryte za monitorami komputerów.
Samce Alfa
Ja zaproponowałam trucht wokół bloku, ktoś inny pompki i przysiady - ja dostałam minusy, a ten ktoś plusy.
Ten ktoś kto zaproponował pompki i przysiady , napisał też blok naprawdę motywującego tekstu . Poza tym opierając się na Twoim komentarzu, można by stwierdzić że problem jest niesamowicie trywialny i da się go rozwiązać lekką przebieżką w okół bloku
. Także ja te minusy troszkę rozumiem...
Nie zrozumiałeś idei.
Chodziło o zrobienie czegoś tu i teraz.
Natychmiast.
Wstać, zrobić coś.
Spontanicznie.
Od czegoś trzeba zacząć.
A bieganie na świeżym powietrzu uważam za lepsze w tej sytuacji (w trakcie ćwiczeń szybciej oddychamy) ze względu na dotlenienie mózgu.
Elbo ja zaproponowałem pompki i te inne ćwiczenia opierając się na Twoim komentarzu bo jednak wysiłek fizyczny wytwarza endorfiny i pomaga lepiej myslec
z tym że jeśli ktoś nie ma profesjonalnego sprzętu do biegania to wyjście i pobiegnięcie teraz tych kółek wokół bloku przy obecnej temperaturze to jest to troche szalone;p z tym że ja rączki umywam od tych minusów ;D
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!
Nawet przez sekundę mi nie przemknęło przez myśl, podejrzewać Cię o to

Kojarzę Twoje wypowiedzi i nie przypominam sobie, żebym się z nimi nie zgadzała.
Już ja wiem, kto daje te minusy
BTW
Szalone?
Błagam.
Przecież nie ma trzaskającego mrozu
Wiesz jakie jest ukrwienie ciała w czasie takiej pogody?
Pełny bajer.
widze masz wtyki skoro wiesz kto Cie minusuje
hah nie no, a co do idei spontanicznego wyjscia pobiegać to na pewno jest spoko, ale ja się nadal trzymam swojego, to nie przejdzie w sytuacji jeżeli ktoś ma do dyspozycji krótkie spodenki albo zwykłe dresy, wysiłek na świeżym powietrzu to piękna sprawa, to jest lepsze niż dupcenie 2 godziny na rowerku i na bieżni w zamknietym pomieszczeniu ale jednak w taką pogodę trzeba zadbac o profesjalny sprzęt , ja niedawno poszedłem biegać w zwyklym dresie o godz 19 , nie dosc ze pizgało po ciele, nawabiłem się przeziebienia które co prawda szybko pokonałem ale było to jeszcze nie potrafilem zasnąć po tym bieganiu
letnie/wiosenne/wczesno jesienne wieczory to idealny czas do biegania 
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!
Stylowy Doktorze
bieganie w lecie ma jedną zasadniczą wadę - a mianowicie: stado komarzyc które ochoczo biegną (lecą) za nami 

Choć owszem, można je potraktować jako pakiet motywacyjny, zwłaszcza gdy bardzo wygłodniałe
Właśnie, wyznaczyć sobie cel. Tylko chłopaki... Jest problem ja nie wiem co będę robił za 2,5, 10 lat. Po prostu nie widzę siebie w żadnym zawodzie który mi się podoba. Już spierdoliłem sprawę z wyborem szkoły, w której się męcze.
Tak samo nie potrafię znaleźć pasji, nic...
Już nawet zauważyłem, że mam problem ze zrozumieniem materiału i zapamiętywaniem to oznacza że jest coraz gorzej.
Dziękuje za wszystkie odpowiedzi.
Spokojnie, masz 17 lat, czyli za rok kończysz szkołę - no góra 2, jeśli to technikum. Po maturze możesz iść na jakie tylko chcesz studia, więc jeśli się przyłożysz do przedmiotów maturalnych, to możesz zostać kimś od filozofa do inżyniera budowy kurwa atomów nuklearnych.
Więc kitu ze szkołą nie wciskaj.
Brak luzu w Twoim życiu i tu nie chodzi o wolny czas, ale o zbyt dużo wolnego, niezaplanowanego czasu.
Ja przez pewien czas byłem ślusarzem bez żadnej szkoły technicznej. Wyleciałem tylko ze względu na "kolegów" z pracy. Da się wszystko, jeśli się chce i się coś robi, żeby to urzeczywistnić.
Buduj pewność siebie, przekonanie, że to, co robisz ma sens i wtedy zarówno zobaczysz siebie w swoim wymarzonym zawodzie, zrealizujesz cele, które się pojawią i ogólnie będzie lżej.
Time is a flat circle...
Dokładnie dużo wolnego, niezaplanowanego czasu. Niby jest zaplanowany ale na planowaniu się kończy.
Ale pasji nie znajdziesz siedząc na dupie. Musisz zacząć coś robić by zobaczyć czy to Ci daje satysfakcje.
Co do wyboru szkoły jesteś jeszcze młody. Nie wiem gdzie się uczysz , ale jeśli to technikum/LO to przyłóż się do przedmiotów typu matma/angielski/polski , bo to się może przydać na maturze. Jeśli jakaś zawodówka to bym się nie pierdzielil tylko zmienił, ewentualnie skończył i zrobił potem coś uzupełniającego .
To zdanie , że się nie widzisz w zawodach , które Ci się podobają mnie śmieszy. Zadaj sobie pytanie co Ci się w nich podoba, co nie. Jakie masz predyspozycje, co musiałbyś poprawić w sobie, czego się nauczyć i jedziesz.
Jest jakiś plus tej sytuacji, że się wkurwiłeś i chciałbyś coś zmienić
Już wiem czemu tak nie chcecie kobiet na tym forum robią offtop (tak jak ja teraz).
Kobitka dostała 6 wirtualnych trójkątów w dół, i już aferę kręci. Pieprzona dyskryminacja, zawiadomię media.
Brakuje ci pozytywnego myślenia, optymizmu życiowego.
Też tak kiedyś myślałem i wkopałem się w depresje.
Każdy człowiek popełnia błędy, takie jest życie.
Poczytaj
http://www.podrywaj.org/blog/umi...
Pozdrawiam
.....
Z pewnością każdy z nas znalazł się na takim etapie w swoim życiu. W jakimś stopniu wpływ na to ma słaba sytuacja materialna, przebywanie w małym mieście, w którym brakuje rozrywki czy chociażby codzienna rutyna w jaką wpadamy. Nie ma się co czarować - pieniądz rządzi światem. Twoje nastawienie byłoby pozytywne, gdybyś w każdy weekend miał okazję wybrać się w góry, nad morze, po prostu w inne ciekawe miejsca. To jednak nie wyznacza naszego szczęścia. Opowiem Ci krótko o Boliwijczyku, którego miałem przyjemność poznać we Włoszech. Miał on wtedy 24 lata, a ja chyba 16. Boliwijczycy to niscy ludzie i pomimo swojego wieku określiłbym jego wiek na znacznie niższy. Mają charakterystyczne małe dłonie, ale za to wielkie serca, a przynajmniej ten z pewnością miał. Wtedy słabo mówiłem po włosku, a on prawie wcale, ale rozumieliśmy się, to co ważne i ogólne da się przekazać mową ciała. Jego rodzina obrała sobie Włochy, jako szansę na lepszy byt. W momencie gdy go poznałem w mieszkaniu przebywało około 7 osób. Od czasu do czasu zamawiali pizzę, która musiała wystarczyć na nich wszystkich. Jedyne co posiadał nasz bohater to piłka, z którą czynił cuda. Chodziliśmy po ulicach miasta, a on żonglował, nie tracąc przy tym piłki. Każdego dnia był uśmiechnięty, miał tylko piłkę i... szczęście w sobie. Potrafił położyć się na chodniku, patrzeć w słońce i uśmiechać się. To było dla mnie bardzo dziwne, ale i piękne, bo wiedziałem, że mnie jako człowieka europy nie stać na tak prosty czyn. Po kilku latach odwiedziłem go w Mediolanie. Miał pracę, skromny pokój i tą samą radość co dawniej. Miał też telefon z możliwością oglądania tv, sam nie pamiętam jaki telefon miałem w tym czasie, ale sam nie wiem czy mój miał chociażby IrDE. Zapytałem go o to jak długo musiał pracować na taki telefon. Jego odpowiedź była zaskakująca. Europejczyk zacząłby marudzić, że się trochę napracował, albo zacząłby narzekać na swoją pracę przy okazji. On odpowiedział z uśmiechem - "Długo się o niego modliłem."
Tamtego dnia zrozumiałem, że szczęście znajduje się w naszych przekonaniach, naszych myślach, marzeniach. Trochę mi wstyd, że tutaj jesteśmy tacy próżni i zniechęceni, niewiele potrafimy doceniać - sam też taki jestem.
Zrozum też, że znajdziesz się w takim momencie życia, w którym żałował będziesz tego czego nie zrobiłeś, a czego już nie będziesz miał możliwości zrobić. Dlatego warto się zmusić, chociaż dla stworzenia ciekawej historii naszego życia, a gdy braknie Ci motywacji, to pomyśl, że każdego dnia masz mniej czasu, by czegoś dokonać, mniej czasu, żeby coś osiągnąć, żeby być dumnym z samego siebie. Zmuś się choćby po to, by u schyłku swojej egzystencji nie musieć szukać nerwowo w pamięci zdarzeń, które były ciekawe i które uczyniły Cię fajnych człowiekiem. Bo masz jedną szanse na WSZYSTKO i chociaż na co dzień nie myślimy w taki sposób, to oczywiście tak jest. Motywuj się muzyką, ludźmi, telewizją, zwierzętami, książkami, czymkolwiek, bylebyś tworzył historię swojego życia.