Zakochanie i samotność to dwa bieguny tego samego.
Nie można się zakochać, jeśli wcześniej nie czuło się samotności.
Nie można czuć samotności, jeśli wcześniej się nie zakochało.
To jakby naczynia połączone, gdzie energia przepływa od jednego do drugiego. Każdy zna osoby, które wciąż się zakochują, potem są okropnie samotne, a potem znów się zakochują. Ze skrajności w skrajność, raz mają haluny i fiksują na temat drugiej osoby później to mija i przychodzi obojętność ,,o Boże jak ja mogłam/em sie w niej/nim zakochać??!!"
Trochę mi to przypomina chorobę dwubiegunową - od euforii do depresji i z powrotem.
Gdy zjawia się tzw. odpowiednia osoba - Zakochanie jest tym silniejsze, im silniejsza była samotność.
Samotność jest tym silniejsza, im silniejsze było Zakochanie - gdy odpowiednia osoba odchodzi...
Sztuka balansu między jednym a drugim wydaje się jakąś opcją. Pytanie - czy jest trzecia droga? Czy można żyć poza tym systemem? Czy można sie zakochać nie tracąc ramy, nie wpadając w needy?
Zakochanie, zależy od charakteru danej osoby, zresztą zakochanie oznacza chwilową fascynację, nie mylmy z miłością.
Dla jednych zakochanie to bardziej seks, dla innych uczucia.
W raz z doświadczeniem mozna bardziej "zakochanie" kontrolować, czynić bardziej mądrym, kierunkować je w zdrowe emocje i uczucia
they hate us cause they ain't us
Twoje całe założenie jest nieprawdziwe. Przelatywanie z samotności do uzależnienia to zachowanie typowe głównie (a mam nawet nadzieję - tylko) dla tych potrzebujących, "needy". To nie jest tak, że ktoś "zakochuje" się i staje się needy, on jest needy cały czas.
"It’s a strange and wonderful skill if you can be gracious about receiving a girls desire to be affectionate."
Wszystko zależy od człowieka, taka jest prawda.. jeden może żyć bez tego, a drugi po prostu nie da rady...
** PAMIĘTAJ!: Jutra może nie być...
Lepiej żałować tego co zrobiłeś, niż tego czego bałeś się zrobić..
**
Ja tam sie zakochałem ostatnio w nieodpowiedzniej osobie ale mam swoje zajęcia i daje rade. Wcześniej załamka, ale powiedziałem dość i na luzie z uśmiechem na twarzy.
Co do tematu to tez zależy jak dana osoba to odbiera.
W każdym bądź razie zakochanie, czyli częste myslenie o danej osobie i idealizowanie jej.
Wydaje mi się że kazdego to dopada, ale czy nie da się bez tego życ??
Z braku obecnosći danej osoby się nie umiera i da się funkcjonować, a samo pojęcie jakim jest zakochanie jest tylko stanem umysłu. Jedni potrafią się zackochać platonicznie i umią z tym żyć a inni rozpaczają i nie daje im to spokoju. Moim zdaniem dużo zalezy w tej kwestii od siły charakteru danego człowieka.
Najlepiej w takich przypadkach głowa do góry, banan na ryju, koko jumbo i do przodu !! ;P
POzdrawiam
________________________________________________________
Strach jest tylko iluzją w Twojej głowie. To on blokuje ludzi przed spełnianiem celów. Nie pokonasz go..to będziesz tkwił w tym gównie w którym jesteś!
Wyjebane miej, sie śmiej ;D
.
Ciekawe rozmyślania.
Niemniej jednak zauważyłem błąd. Kiedy rozstajesz się z dziewczyną, którą kochasz - to nie jest samotność. Samotność jest szerszym pojęciem - brak - tęsknota - pasuje mi bardziej. Samotność to tak straszna sprawa, że jeżeli ktoś rzekłby, że jest samotny, bo zerwał z kobietą, to powiedziałbym mu, żeby przestał uprawiać martyrologię i docenił rodzinę, przyjaciół, samego siebie.
Rozpatrywanie zakochania jako system jest moim zdaniem niszczące. System ma działać, spełniać określone funkcje, poszczególne elementy powinny współpracować. Zakochanie...gdyby to traktować jako naturalny fragment naszej, ludzkiej egzystencji/natury. Rzecz, która się przytrafi i/lub minie za życia?
Można się zakochać nie wpadając w bycie 'needy' i nie tracąc ramy. Jeżeli ktoś boi się zakochać, by nie stracić ramy lub nie stać się ' needy ' to oznacza, że nie wypracował w sobie stabilności.
Zdrowe zakochanie? Miłość, pasja, poświęcenie, idea...granice między zdrowym a nie zdrowym zaciera się. Analizować, rozbierać na czynniki pierwsze - oddzielać zdrowe od niezdrowego? To chyba właśnie ta różnorodność emocji, nieprzewidywalność, rozmach, czynią wyżej wymienione tak potężnymi i mogącymi kierować naszym życiem, decyzjami, niekiedy stanowić tego życia sens... Panowanie nad wszystkim, każdym uczuciem spowodowałoby, że uczucia przestałyby być uczuciami, a przeobraziłyby się w funkcjonalne podzespoły..
Dobry temat, ja jednak uwazam ze mozna kontrolowac zakochanie a najlepszym nauczycielem sa blendy popelnione w przeszlosci.
Jezeli choc raz ktos sie przejechal na jakim kolwiek zwiazku, to powinno motywowac do bycia bardziej uwaznym.
Uwaznym nie tylko na to ze mozna byc skrzywdzonym, wypasc jako "needy", ale byc uwaznym na to zeby ta osoba postrzegala nas jako osobe pewna swoich czynow. Dzieki temu mozemy brac ze zwiaku i dawac tyle samo bez stania sie ofiara wykorzystywania przez ta druga osobe...