Postaram się opowiedzieć to jak najkrócej się da. Otóż w klasie mam koleżankę, która mi się spodobała. Było to zeszłego roku w okresie wielkanocnym, podryw podrywem, wszystko szło dobrze, nawet ona mnie podrywała. Niestety niedługo potem się skończyło, rozstaliśmy się. Najgorsze jest to, że się w niej zakochałem. Myślałem, że mi to przejdzie. W połowie wakacji ta sytuacja mocno dała mi w kość, ponieważ ja(jeszcze w niej zakochany) przez ponad tydzień byłem całkowicie sam, przyjaciel uciekł za granicę, brat do pracy wyjechał, rodzice pracowali do późna... Jak trochę moich ludzi wróciło, odżyłem zapomniałem o dziewczynie, cieszyłem się z wakacji. Nadszedł wrzesień, znów ją zobaczyłem i od razu mi się wszystko przypomniało. Uznałem,że mimo tego co czułem nie warto, zakochanie minie. Nic nie robiłem w tej sprawie, poznawałem inne dziewczyny. Ją traktowałem jak koleżankę, a czasem nawet gorzej, byłem w niej zakochany, a jednocześnie jej nienawidziłem za danie złudnej nadziei. Kiedyś usłyszałem jej rozmowę z koleżanką, wynikało z niej to, że "koleżaneczka" jakby jej odradziła umawianie się ze mną, z początku nie dowierzałem ale zawsze patrząc w oczy mojej byłej widziałem ten błysk, wiedziałem po jej spojrzeniu, że ona mnie chce. Po tym incydencie było identycznie. Nadszedł luty, a mianowicie okres przed walentynkowy. Czułem, ze była daje mi znaki abym coś zrobił, długo się nad tym zastanawiałem i w końcu postanowiłem jej wysłać walentynkę(co mogłem stracić? nic), napisałem w niej co czuję, była ona oczywiście anonimowa. Wiecie głównie z jakiego powodu ja wysłałem? By potem nie żałować, że nie spróbowałem, jest to nasz ostatni rok w szkole i wiem, że jej potem nigdy nie zobaczę. No więc poczta walentynkowa, dostarczyła jej walentynkę, poprosiłem przyjaciela by sprawdził jej reakcję jak ją przeczyta(niestety ja w tym momencie nie mogłem tam być). Powiedział, ze była bardzo szczęśliwa i aż się zaczerwieniła. Kilka godzin później do niej podchodzą i wyjawiam, ze to ode mnie, z początku wiedziałem, że już jest coś nie tak. Pod koniec zajęć jeszcze raz do niej zagadałem. Ona krótko mówiąc powiedziała żebym "spierdalał"(nie w dosłownym sensie). Byłem po prostu wtedy wkurwiony, wiec żeby jej dokuczyć polazłem z kumplem na dyskotekę. Potem ona mnie przepraszała za swoje zachowanie i ze nie ma czasu na związek... Niestety zakochanie nie minęło nawet po tym. Kilka dni temu była studniówka(od razu powiem, że mieszkam na wsi dlatego tutaj studniówka jest w czerwcu, a nie styczniu). No wiec na tym balu po prostu się bawiłem, nie interesowało mnie otoczenie, obtańczyłem wszystkie koleżanki, niektóre same mnie prosiły do tańca, poznałem kilka nowych dziewczyn, po prostu się bawiłem aż nie poprosiłem do tańca byłej. Znów zobaczyłem ten błysk w jej oczach... Tak wiec dobrnąłem do dnia dzisiejszego. Minął ponad rok i się nie odkochałem, teraz się zastanawiam i zwracam się z tym pytaniem do was: czy warto spróbować ten ostatni raz? Za wszelką cenę potem nie chcę patrzeć w przeszłość i żałować, że czegoś nie zrobiłem, zwłaszcza, że zapewne już jej nigdy nie zobaczę.
nie ma zadnego błysku w jej słodkich oczkach, wyidealizowaleś sobie ją.. przestań!
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Stary to jest jak z hazardem, możesz sobie cały czas powtarzać, że bedziesz żałować jeżeli nie spróbujesz TEN ostatni raz. Na tym automacie się już nie odegrasz, na pewno nie wyjdziesz na czysto. Musisz się z tym pogodzić, zgarnąć resztki godności i sie wycofać.
Koncert miał dziwnie nieskładne brzmienie:
wpierw grały zmysły, potem sumienie.
A ja w życiu wysłałem tylko jedną walentynkę... swojej mamie jak byłem mały ;p No stary odpuść już, i tak się z nią nigdy nie zobaczysz do tego ona mówi żebys spierdalał. To chyba wystarczające powody żeby odpuścić. I tak jak Anarky pisze wyidealizowałeś ją sobie i ten błysk w jej oczach który widzisz to jest odbicie twoich oczu.
Pamiętam, jak ugrałem jakoś niezdarnie swoją pierwszą.
Oczy miała jak latarki, tak się jej świeciły, tak się błyszczały jakbym posypał brokatem...
Później przeczytałem, że to odbicie moich własnych oczu.
To tłumaczyło dlaczego ona nazywała mnie "zakochańcem" huahauh
Czy w takiej sytuacji warto przebaczyć?
"Oznaką największego heroizmu
jest przyznanie się do własnych słabości."
Jeśli dziewczyna mi by powiedziała spierdalaj,nie gadał bym z nią już,a druga sprawa po pierwszym koszu z jedną panną, nie mam ochoty na kolejne z jej strony,wole dostać jeśli już mam kosza dostać to od innych.
Żyj tak byś miał co wspominać!.
delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete delete
Nie chodziło mi by znów do niej startować(Boże broń!), także mi nie powiedziała dosłownie bym spierdalał, raczej, że z nią nie będę.
Ale teraz to już nie jest ważne, sprawa się zakończyła z dużą korzyścią dla mnie
"Oznaką największego heroizmu
jest przyznanie się do własnych słabości."
obciągnęła ci czy dała piczki?