W skrócie - poznaliśmy się ze 2 tygodnie temu, w związku z pracą. Zaczęło się od... ostrej kłótni, z mojej strony padło trochę niemiłych snów, uraziłem kobiecą dumę, za nic nie przepraszałem i z niczego się nie tłumaczyłem.
Od tego czasu jest między nami dziwna relacja - z jednej strony wzajemne przyciąganie, łącznie z "przypadkowym" dotykiem, z drugiej strony wszelkie moje próby eskalacji trafiają na opór i agresywne teksty, żebym jej nie dotykał, raz nawet wyleciała mi tekstem (zupełnie od czapy, gdy się do niej odezwałem w jakiejś błahej sprawie) "mówiłeś wtedy, że byś mnie nigdy nie przeleciał, a teraz co, zmieniasz zdanie?!" - choć nigdy nie twierdziłem, że zmieniam
Laska otwarcie też deklaruje, że mnie nie lubi, ja deklaruję to samo, kłócimy się praktycznie non stop o byle gówno (laska jest zaczepna, ja nie pozwalam sobie w kaszę dmuchać), ale i tak wszyscy już widzą, że ciągnie nas do siebie i komentują to. I jak to dalej rozegrać? Bo traktuję to jak wyzwanie, a jak coś się przy okazji zadzieje, to tym lepiej.
Wydaje mi się, że zjebałem jedną rzecz - próbami eskalacji pokazałem, że mi zależy, ale nie zbudowałem comfortu, może nawet wyszedłem przez to na needy, nawet nie próbowałem budować comfortu i to chyba był błąd, zabrakło zwykłej rozmowy. Przez ostatnie dni, po sporej kłótni we wtorek, wychłodziłem relację, żeby nie wyjść na needy, zrobiłem się dla niej niedostępny, zero dotyku, totalny dystans. Ale co dalej? Czy teraz chwilowo być dla niej miły (co ją z pewnością zaskoczy), rozmawiać jak ze zwykłą koleżanką i budować comfort? Czy jeszcze inaczej? Widzimy się po weekendzie i wtedy muszę coś z tym zrobić. Co sądzicie?
Albo olać w cholerę, to też jest jakaś opcja. Ale raczej nie oleję, bo w sumie to pierwszy raz mam taki przypadek (nienawiść i jednocześnie przyciąganie) i nawet jak nie wyjdzie, to warto potrenować.
to co mówią chłopaki wyżej wydaje się sensowne. Jednak jest jeszcze opcja, w której w trakcie takiej wymiany zdań dajesz jej klapsa w tyłek i patrząc w oczy mówisz "no już cichutko"
Przy czym warto najpierw zarejestrować się na czymś w rodzaju pracuj.pl, gdyby plan nie wypalił..
Septo- dobra opcja
nawej just for fun- gdyby nie to że to koleżanka z pracy.
Jestes troche w patowej sytuacji, miałem kiedyś podbna akcje na studiach. Laska zainteresowała się mną, po tym jak zacząłem po niej jeździc i ją ostro negować. Było między nami mnóstwo napięcia, jednak ona była na mnie mimo tego bardzo cięta. Przez co ostro się broniła przed każdą formą eskalacji relacji. Pomogło mi ocieplenie stosunków i zbudowanie comfortu. Jak już obydwoje przyznaliśmy, że na siebie lecimy to poszło już z górki
Easy is good
Zrobiło się ciekawiej. Najpierw laska zaczęła się ode mnie odsuwać, ciężko było zagadać o czymkolwiek, widać było że coś ją gryzie. Znudziły mi się te gierki, olałem ją, trzymałem na duzy dystans. Dzisiaj wyszło, o co biega - oświadczyła przy mnie (w szerszym gronie, bo gadaliśmy w kilka osób), że rzuciła faceta w ten weekend. Równocześnie zaczęła proponować sama, że musimy gdzieś razem wyskoczyć po pracy, niby było to mówione w kontekście naszej pracowej "paczki", ale wyczułem to jako zielone światło, zwłaszcza że nasze rozmowy (rzadkie, bo rzadko się widujemy z uwagi na charakter pracy, dużo roboty w terenie) wciąż są pełne emocji i typowego koleżeństwa nie ma żadnego. Dostałem też parę komplementów dotyczących mojego zachowania w pewnej pracowej sprawie - że pokazałem męską postawę i dobrą inicjatywę w jednej kwestii.
Temat wyjścia podjąłem, dojdzie do skutku. Z uwagi na delikatność sprawy jak powinienem działać dalej? Póki co nie zrobiłem z siebie "pocieszyciela", zachowywałem się jak dawniej, okazalem trochę zainteresowania, ale nie presadziłem, działałem tak, jakby tego tekstu o rozstaniu z facetem w ogóle nie było i spłynęło to po mnie.
Co dalej z tym fantem zrobić? Działać zdecydowanie i dążyć szybko do spotkania we dwoje czy raczej posuwać się małymi krokami, stopniowo zwiększając zainteresowanie?
To drugie
Skoro tego tekstu o (byłym już) jej chłopaku nie było, to i też nie może być nagłej zmiany Twojego nastawienia
Trzymaj raz obrany kurs, i bez nerwowości. Cierpliwość popłaca!
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
To jeszcze jedno pytanie i więcej dupy nie zawracam - jak interpretować zachowanie laski w mojej obecności? Chodzi o to, że ciągle jest jakaś spięta, raz wysyła sygnały zainteresowania (wymachiwanie butem, zabawa długopisem, pierścionkiem i takie tam), a za chwilę postawa zamknięta, skrzyżowane łapy itp., wciąż tak na przemian, zero spokoju, ciągła nerwowość, napięta mimika twarzy. Toczy jakąś wewnętrzną walkę czy jak?
Bo że mnie na poziomie logicznym nienawidzi, to wiem
No namieszałeś jej ostro w głowie, nie wie co myśleć, po prostu rób swoje.
Zero smutków, zero złości
wyjebane po całości.
Na razie stanęło na tym, że wychodzimy w czwartek na wspólne wyjście po robocie, tzn. ja, ona oraz jeden koleś ze swoją laską. Jak mam to teraz rozgrywać? Bo na razie dziewczyna zachowuje się niespójnie, takie notoryczne P&P - raz szuka ze mną kontaktu, po czym zamyka się w sobie, ogólnie ciągle spięta i zdenerwowana, ale da się ją rozśmieszyć, mowa ciała co chwilę sprzeczna, dziś też wspomniała w rozmowie przy mnie po raz kolejny, że nie ma faceta (rzuciła go tydzień temu) - albo przypadkowo wspomniała albo nie, chuj wie. Ja póki co zachowuję duży dystans, ale czuję, że to jest ten czas, aby zacząć dystans skracać.
I jak eskalować dotyk, aby okazać zainteresowanie ale nie wyjść na napaleńca? Raz już przesadziłem (usłyszałem teksty o naruszeniu strefy intymnej), teraz nie chcę powtórzyć błędu.
Początkowe nagromadzenie negatywnych emocji z obu stron zaczęło mijać, więc czas najwyższy zadziałać, żeby nie skończyć jako kolega.
czytając twoje blogi (konto od 2010 !) nasuwa mi sie kilka spostrzeżeń:
podrywasz same panny z pracy, troche lipa (jak nie wyjdzie to kwas w robocie), nie ma innych ? dwa coś ci to nie wychodzi skoro wracamy do tego wątku kilkukrotnie
masz długo konto, masz swoje lata, jakie poczyniłeś postępy w relacjach skoro zadajesz podobne pytania ?
dziewczyna nie ma faceta tydzień, duże ryzyko plastra-zapchaj dziury, poczytaj wątki\blogi
nie musisz odpisywać, tylko przemyśl te zagadnienia
they hate us cause they ain't us
Tamtą wtedy poderwałem, byłem z nią prawie dwa lata po czym zerwałem.
A problemy to żaden wstyd, co szkodzi zapytać o radę, dla mnie lepiej jest się przyznać do słabości niż np. udawać guru uwodzenia, nie mając ku temu podstaw.
PS. Paradoksalnie moje problemy w uwodzeniu biorą się stąd, że mam bardzo wysoką umiejętność utrzymywania związków - wszystkie moje związki były długotrwałe (2 lata to minimum) i ja je kończyłem, kobieta rzuciła mnie tylko raz lata temu, po czym po 3 miesiącach wróciła z płaczem i jeszcze parę lat byliśmy ze sobą. Ale każdy kij ma dwa końce i dlatego trwanie w długich związkach rodzi pewne problemy z budowaniem kolejnych, bo jest mniej chęci i możliwości do treningu