Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Wzrost poziomu życia i własne mieszkanie

20 posts / 0 new
Ostatni
Gazda1415
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 28
Miejscowość: Poznań

Dołączył: 2017-11-11
Punkty pomocy: 233
Wzrost poziomu życia i własne mieszkanie

Cześć,

Moje pytanie nie ma nic wspólnego z podrywaniem, ale na tym forum jest dużo mądrych ludzi więc uznałem że może ktoś coś podpowie.

Całe życie się bujam gdzieś w okolicy średniej krajowej, aż znalazłem odpowiednie dla mnie miejsce pracy, w którym "rozłożyłem skrzydła" i zaliczyłem awans i potężną podwyżkę, i aktualnie mój dochód netto to koło 12k.
Tak nagle, praktycznie z dnia na dzień moje zarobki wzrosły o jakieś 100% i staram się znaleźć sposób jak wykorzystać ten hajs efektywnie, do podniesienia mojej satysfakcji z życia.
Wiadomo że mogę se kupić lepszy samochód, albo kupować ubrania w droższych sklepach, pić droższe piwo i jeść sushi za 2 stówy zamiast tego żabkowego.

Ale to co mnie najbardziej zastanawia, i to co bym najbardziej chciał nabyć to mieszkanie. No więc odpalam internet i sprawdzam ceny mieszkań i coś się tutaj nieźle zbugowało.

Mieszkania w starych blokach z wielkiej płyty, od patrzenia na które dostaje depresji to jest aktualnie koło 700k w moim mieście. Te same mieszkania które moi rodzice sprzedali za 250k 20 lat temu.
Natomiast mieszkania w wyższym (nie wysokim, ale wg mnie "normalnym") standardzie, z metrażem żeby pomieścić w miarę komfortowo 3 osoby (ja baba i kaszojad), to jest jakieś 1,2 miliona złoty. Jeżeli doliczymy koszty kredytu, to realnie do zapłaty będzie ponad 2 miliony. Ale na potrzeby obliczeń uprośćmy że będą to równe 2 bańki.

Teraz robimy matmę. Jeżeli oddam pół swojego wynagrodzenia, czyli rocznie spłace 6 x 12, to wychodzi 72 tysiące rocznie.
Co oznacza, że spłacenie 2,1 bańki kredytu, zajmie mi 30 lat.
Teraz mam 32 lata, co oznacza, że zakładając że moje wynagrodzenie nie wzrośnie, żeby mieć swoje mieszkanie w Poznaniu, musiałbym oddawać 50% swojego wynagrodzenia przez resztę mojej aktywności zawodowej. Co jest wg mnie jakieś pojebane, bo wg statystyk, zarabiam aktualnie dwukrotność średniej krajowej. Zawsze sobie myślałem że ludzie na tym poziomie drabinki społecznej, to nie za bardzo się muszą martwić o spełnianie podstawowych potrzeb.

Ale poszedłem dalej z obliczeniami. Sprawdziłem jakie są maksymalne stawki na rynku dla ludzi z mojej branży i to około 20-22k netto miesięcznie. Jakbym się bardzo postarał, to wydaje mi się że jestem w stanie wskoczyć na ten poziom w półtora roku.

Ale nawet wtedy, zakładając że jestem na poziomie 20k miesięcznie, czyli jakaś trzykrotność średniej krajowej, to i tak żeby spłacić kredyt na ku*wa mieszkanie w 20 lat, musiałbym oddawać 50% dochodu, czyli około 10k miesięcznie.

Kto dzisiaj jest w stanie sobie kupić mieszkanie, i na jakie ustępstwa w związku z tym idzie? Czy naprawdę żeby komfortowo kupić se zwykłe mieszkanie trzeba mieć 40k netto? Albo brać kredyt ze współmałżonką licząc, że przez następne 30 lat się nie rozejdziecie i mieszkanie nie stanie się obiektem sporu? A może ludzie z desperacji podpisują jednak cyrografy i oddają przez całe życie połowę wynagrodzenia za kawalerki albo jakieś relikty epoki słusznie minionej?

No mając 32 lata, chciałbym mieć swoje M4, bo to jest status, bo to dobrze brzmi że ma się swoją chatę, i dlatego że mi osobiście jest trochę wstyd mieszkać w tym wieku na wynajmie.
No ale z drugiej strony kogoś chyba z tymi cenami do reszty popie*doliło.

Jak Wy się na to zapatrujecie? Ktoś znalazł jakieś rozwiązanie? Coś mi umyka?
Zastanawiam się misie, jak to jest.

Mendoza
Portret użytkownika Mendoza
Nieobecny
Ogarnięty
Ta osoba pomogła w składce na serwer
Płeć: mężczyzna
Wiek: 33
Miejscowość: Nigdzie na stałe

Dołączył: 2012-10-28
Punkty pomocy: 2751

Olej mieszkanie, szukaj działki, buduj dom, odkładaj hajs i jak najdłużej bez kredytu. Koszt pożyczenia złotówki to dwa złote (przy dobrych wiatrach), dolicz przyszłą inflację, nie opłaca się w chuj

Budowę domu dzielisz na etapy, jeden sezon działka, drugi rok papierologia, przyłącza, projekt i może poziom ,,0,,, mury, dach, okna, itd. będzie trwało prawdopodobie kilka lat. Ale masz go dożywotnio, nikogo na ścianą, ogród itp. itd.

Działka Ci starczy 6-10 Arów. Szukaj w mieście lub blisko miasta. To ważne. Bo jak zbudujesz np 20 km od miasta, dom będzie Ciebie kosztował tyle samo ale jego wartość na rynku będzie o połowę mniejsza niż ten wybudowany w mieście Smile.

Dlatego lepiej dorzucić trochę siana do działki.

Szukaj działki od Komornika, Publicznych przetargów, PKP, Policja, Wojsko, Urząd miasta itd to może uda Ci się wyrwać na za połowę rynkowej ceny.

Budowa domu to wyzwanie. Ale opłacalne, i idzie się dużo nauczyć.

Tak, ceny popierdoliło, moja nieruchomość zwiększyła cyferkową wartość dwukrotnie w ciągu zaledwie kilku lat.

PS. Nie ma co brać kredo na bańkę, by czuć się lepiej, mieć m4 i bank chuchający na kark.

Na upartego po kupnie działki zbudujesz tymczasowo mały domek letniskowy na zgłoszenie (do 35m2) (oficjalnie możesz w nim mieszkać do 6 miesięcy w roku), i mieszkać tam na wydrę, by pozbyć się koszta wynajmu. W międzyczasie budować dom, a domek letniskowy w przyszłości rozbierzesz, albo zostawisz jako garaż/pom gospodarcze/sypialnia dla gosci itp.
Meldunek i numer działki też nie będzie problemem.

PS2. Budujesz oczywiście tyle ile możesz gospodarczo, bierzesz mirków na godziny do pomocy i sam też zasuwasz. Dzisiejszy koszt robocizny to niemalże drugie tyle co materiał, jeśli nie więcej.
Kalkulator to będzie Twój najlepszy przyjaciel. Oszczędzanie to podstawa. Warto pomyśleć by jak najszybciej pozbyć się wynajmowania, dlatego mowa o domku letniskowym, jeżeli mieszkasz w poznaniu to myślę wynajem m3 stoi 2k miesięcznie co daje 24k rocznie i 120k w 5 lat.

________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.

Eis
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 29
Miejscowość: .

Dołączył: 2011-12-09
Punkty pomocy: 83

Tak na prawdę u nas w Polsce jest ten dziwny klimat z mieszkaniami . Nie wiem skąd się to wzięło, może te lata komuny spowodowały ,że presja społeczna jest taka aby każdy miał coś swojego? Sam jakiś czas miałem dziewczynę która próbowała przekonać mnie do kredytu(sama miała swoje mieszkanie ale kupione przez bogatych rodziców). Jedyny argument jaki miała to "No przecież musisz mieć coś swojego".

Patrząc na inne kraje które są bardziej rozwinięte(Niemcy, Szwajcaria). Mieszkanie na własność ma kilka procent ludzi. Ludzie od lat tam wynajmują i nie ma z tym żadnego problemu. Nie jest to żaden wstyd.

Fajnie jest mieć swoje mieszkanie, kupione za gotówkę albo z jakimś małym kredytem. 30 letni kredyt jednak to duże obciążenie, finansowe jak i psychiczne.

Mimo ,że pracuję w jednej najlepszych branż jakie są teraz na rynku, posiadam 10+ lat doświadczenia, to w tym roku zostałem prawie z dnia na dzień zwolniony dzięki finansowej niewydolności firmy. Ponowne znalezienie pracy zajęło mi pare miesięcy ponieważ wiele osób na rynku było w podobnej sytacji. Nie chce nawet myśleć jakbym się czuł mając na karku ratę 6-10 k miesięcznie w tym czasie.

Gazda1415
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 28
Miejscowość: Poznań

Dołączył: 2017-11-11
Punkty pomocy: 233

Ta, ja wiem jak to jest na zachodzie.
Cena metra kwadratowego mieszkania w Londynie to prawie sześciokrotność średniego wynagrodzenia netto w WB.

Ale osobiście nie za bardzo mi to leży, to że swoja chata to nagle jest towar dla "arystokracji". 20 lat temu mogłeś se kupić chatę i spłacić ja w normalnym czasie zarabiając średnią. Dzisiaj status właściciela mieszkania jest zarezerwowany dla nielicznych i nie podoba mi się to.

Zamiast całe życie ładować pieniądze z wynajmu komuś do kieszeni, wolałbym je władować w coś, co mogę komuś bliskiemu później przekazać.

Myślę że się chyba zainteresuje jakimiś aukcjami komorniczym, albo jak ktoś umarł mając chatę a niemając spadkobiercy, plus to z tymi działkami od policji i straży pożarnej.

Wizja bycia zepchniętym do statusu osoby żyjącej na cudzym jakoś mi nie leży.
Taki status trochę niewolnika. Nic nie mieć i żyć na cudzym, albo mieć coś swojego za cenę połowy swojego dochodu.
Jakiś taki wewnętrzny sprzeciw odczuwam przeciwko akceptacji tej sytuacji.

PUAvet
Nieobecny
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 31
Miejscowość: Katowice

Dołączył: 2020-09-23
Punkty pomocy: 453

Myślę, że Eis mówi dobrze.
Ja od siebie dodam, że warto żyć tak, że jeżeli w dowolnym momencie życie stracisz pracę to twoje wszystkie koszta pokryje najniższa krajowa. Mam tu na myśli życie wolne od kredytów, zobowiązań, leasingów itd. Max co Cię interesuje to koszty utrzymania auta, jedzenie, czynsz, alimenty(jeżeli masz dzieciaki)

Obecne ceny mieszkań połączone z wysokimi stopami procentowymi to moim zdaniem szczyt bańki na nieruchomościach.
Ludzie nie zarabiają po 12k netto miesiecznie, nawet jeżeli nie jest to typowe "do łapy" tylko musisz z tego zapłacić jeszcze dochodowe i składkę zdrowotną na b2b to nadal jest bardzo dużo.
Matematyka jest dość prosta - stopa procenta 5,75% + około 2-3% marży bankowej. Od każdego pożyczone 100k oddajesz średnio 8-9% ROCZNIE.
Nawet jeżeli kupujesz to inwstycyjnie to nie wiem czy kogoś zadowoli bycie breakeven, 2% rocznie na plusie. Lokata płaci więcej.
Nieruchomościami interesują się wszyscy, bo to teoretycznie najprostsze. Kupie mieszkanie bo zawsze rosną, wynajmę - bede rentierem. Potem będę nauczał innych jakie to proste i zarabiał na szkoleniach. Oni wszyscy są profesjonalistami na rynku, który rósł dynamicznie paręnaście lat.

Ja na twoim miejscu (sam tak robie) inwestowałbym w mniejsze rzeczy - akcje, obligacje, krypto. Strategi jest sporo ale metoda uśredniania ceny zakupu jest chyba najłatwiejsza. Po prostu regularnie co miesiac kupujesz jakiegoś ETF, albo cały czas tego samego i zapominasz. Przy okazji się edukujesz, szukasz trendów itd. Myślę, że żadna nieruchomość w czasie nie zrobiła takich wyników jak np. najprosty ETF na SP500.
Czym głebiej wejdziesz w temat tym zauważysz lepsze perspektywy. Może nawet trafisz perełkę typu kolejna nvidia, tesla, netflix itp. Świat ma mega dużo możliwości, Ci co go marnują na bycie królem kawalerek to Ci sami co zadowalają się UGami na apkach randkowych.

Pjetrek
Portret użytkownika Pjetrek
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 97'
Miejscowość: Dziki wschód

Dołączył: 2017-06-22
Punkty pomocy: 260

Teraz tylko złoto, srebro, btc... Analiza techniczna, unikanie kredytów jak ognia, benjamin graham, marcin iwuć, trader21, 321crypto. Sprawdzcie sobie wkład kredytów w giełde - sp500 rośnie praktycznie tylko z kredytów i na bańce AI - https://www.advisorperspectives.... . Straszą krypto a na regularnej giełdzie czasem większe wachania jak na shitcoinach... Teraz jest ogromna chciwość, na szczescie rynek bardzo brutalnie to weryfikuje - zobaczcie sobie dane z 1929... Wielu mówi że jesteśmy w przededeniu podobnego krachu... Wtedy można było kupić całą kamienice za 1 uncje złota (nie namawiam do kupna złota, ale do obiektywnego myślenia). I tak uważam że najlepsza inwestycja to inwestycja w siebie. Jak jesteś z IT to przekmiń opcje pracy bez pośrednika jakim jest pracodawca - można klepać apki bezpośrednio bez pijawy na plecach niż zgarniać jakiś marny procent. Ew. Zrobic wlasnego SaaS i z niego trzepać hajs na startupie. Andrew Tate na TRW ma zjebiste kursy w pigule, giełda, crypto, dropshipping, porady biznesowe etc. Z całą grupą wsparcia do pogadania i porady.

Defacto etat to niewolnictwo. To jest zarabianie floty w stylu - jazda cały czas na finansowej jedynce - silnik pracuje na pelnych obrotach ale nie jedzie szybciej. Pracodawca zarabia na tobie nieokreśloną kwote, utrzymują cię plus panstwo bierze 50% kwoty jaką pracodawca cie utrzymuje (dochodowy, vat, zus), na b2b jest to 32% na ryczalcie 12%, a jak masz spółę to jeszcze mniej - spółka to narzędzie bogoli bo placisz podatek tylko za to co na niej trzymasz, wiec jak masz obrot to możesz robić wały. Nie wiem jak w polskich spółach ale zdrowotnego placisz z 20zł (jednorazowo), a reszta to chyba sam vat (poprawcie mnie jak cos, nie jestem doradca podatkowym...) a kredyt czy wynajem to jest to samo - i tu i tu nie jesteś wlascicielem - gdy będzie zalegać hajs w banku to oddajesz klucze z automatu. W usa wystarczy ze je oddasz bankowi i jestes wolny, u nas musisz oddac klucze i równowartość długu który im wisisz, ale za brame i tak wypierdalasz i maja w dupie jak z frankowiczami - takie lekkie uściślenie... Świat jest brutalny i trzeba kombinować albo ułożyc sie wygodnie w iluzji jaka stworzyli dla 99,99% bogole tego świata. Ale to trzeba cały czas iść na przód, nie bać się wiedzy, ludzie koncza szkoły a w raz znią naukę. Najbardziej aroganccy to ci co zarabiaja najmniej kasy, nikt kto zarabia jakis hajs nigdy cie nie wysmieje, ze chcesz coś zrobić. Naprawde mały odsetek jest osob zamożnych ktore jednoczesnie sa aroganckie. Pieniędzy trzeba sie uczyc cale zycie i koniec kropka. Wojna o pieniadz Song Hongbinga.

Życie w wiedzy to życie pełne wielu wyrzeczen, bierzesz na bary bardzo duże obciążenie i nowe zainteresowania odcinaja cie od starych znajomych a czasem nawet od rodziny, samotne wilki szybko umieraja dlatego trzeba mieć grupe wsparcia, wiekszosc ludzi woli zyc w wygodnej iluzji bezpieczenstwa. Najlepsze jest to że słowo work/job to w jezyku angielskim kiedyś bylo synonimem określenia "życia na skraju nędzy" co jest prawdą jakby nie patrzeć, bez ironii.

Temat finansow jest obecnie tak ocenzurowany, że budzi ogromne emocje, rozumiem, że wielu może się z tym niezgodzic, ale jakbys powiedzial to jakiemuś etatyście zbychowi to poczulaby sie conajmniej dziwnie - prawie tak jak neo przy prezentacji działania matrixa przez Morfeusza....

Przed powstaniem rezerwy federalnej w USA istniał system pro-ludzki bazujący na deflacji i parytecie złota, ale potem sławny człowiek rockeffeler powiedział - "nie chce kraju myślicieli tylko kraju pracowników", zostały stworzone szkoły z pruskim rygorem, kraj został zadłużony (przez pewną angielską rodzinę z siedzibą w londynie) a finanse stały się tematem tabu i dzisiaj jak patrzysz na bilbord najbogatszych ludzi świata to widzisz billa gatesa czy elona muska z jakimis gorszami... Tylko kto pożycza te pieniądze: https://www.usdebtclock.org/worl... i dlaczego ludzie wierzą w iluzje jaką są pieniądze fiducjarne? Kto ma w tym interes? Kto ma interes w inflacji i dodruku hajsu? "Daj mi władze nad pieniądzem w danym kraju, to zobaczysz prawdziwą władzę..." Albo "who controls issueance of money controls gverment..." - Nathan M. R.

Pinochet
Portret użytkownika Pinochet
Nieobecny
Zasłużony
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: .
Miejscowość: Nigdzie na stałe

Dołączył: 2017-09-30
Punkty pomocy: 3716

Szukać działki pod miastem i budować dom. Wyjdzie ci o wiele taniej, niz kupowanie jakiegos mieszkania w mieście.

sniper
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Okolice LBN

Dołączył: 2013-01-16
Punkty pomocy: 9

Świat się zmienił przez ostatnie lata a wraz z nim wartość pieniądza. Realia są takie, że dzisiaj 10k pensja nie robi na nikim wielkiego wrażenia. Te opowieści, że 20 lat temu mozna bylo za 250k kupić takie samo mieszkanie świetnie to pokazuje. Myślę że 20 lat temu zalozylbys taki sam wątek że jak to 250k mieszkanie kosztuje jak Twoja prababka za 50 kupowała za komuny. Jest drogo a będzie jeszcze drożej, bo doganiamy zachód ze standardami (chyba że będzie wojna to wszystko się wywali). Dzisiaj trzeba się wysilić więcej, żeby osiągnąć taki sam standard jak 5 lat temu mniejszym wysilkiem - taki mamy klimat. Ludzi stać, narazie o żadnej bańce nie ma mowy, podwyżki w zakladach pracy są, pieniądz krąży i w takim otoczeniu żadnego krachu bym sie nie spodziewal. Odkladaj + inwestuj pasywnie a do tego rob wszystko by podwoić/ potroić zarobki. I nie mam tu na myśli pracy na 3 etaty bo to glupiego robota. Pomysl o jakims biznesie co sie skaluje i go rozwijaj. Będzie ciężko, ale kto chce kupic mieszkanie bez kredytu siedząc na cieplutkim etacie to spadł z konia. Taka rada, jak jesteś kumaty to zrozumiesz, jak nie to będziesz dalej narzekał jak mnóstwo osób w podobnej Tobie sytuacji.

Gazda1415
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 28
Miejscowość: Poznań

Dołączył: 2017-11-11
Punkty pomocy: 233

Tu jest problem gdzie indziej akurat i nie ma nic wspólnego ze spadkiem wartości pieniądza.

Wystarczy porównać cenę metra kwadratowego do średnich zarobków.
20 lat temu metr kwadratowy mieszkania był wart mniej więcej tyle samo co średnie wynagrodzenie.
Dzisiaj metr kwadratowy w tym samym mieście to jest jakaś 2,5 krotność średniej krajowej.

Pozostałe usługi aż tak nie wzrosły. Dalej należąc do klasy średniej nie masz problemy z prywatnym ubezpieczeniem, z kupnem samochodu itd. natomiast zakup własnego mieszkania "awansował" i zdaje się nie być już rzeczą dla klasy średniej dostępną, gdzie 20 lat temu to była oczywistość.

Co jest jakieś pojebane i nie wydaje mi się żeby ten proces był "naturalny" tak jak to przedstawiasz. Jeżeli zakup własnego M4 miałby wymagać ode mnie zarobków rzędu 4o krotności średniej, co oznacza że tylko jakieś 15% społeczeństwa jest w stanie sobie mieszkanie kupić a to już na 100% nie jest normalne, a na 100000% nie jest pożądane. A z czasem ten procent ludzi których stać na mieszkanie ciągle się zmniejsza. Doprowadzi to do sytuacji gdzie właścicielami mieszkań będzie jakaś oligarchia, zarabiająca nie pracą, a samym faktem posiadania pieniędzy. A reszta będzie ładować im kasę do portfeli albo za wynajem, albo za kredyty.

Cały proces można łatwo zatrzymać. Obecnie jakieś 40% mieszkań jest kupowanych na wynajem, albo jako inwestycję. I tylko 60% trafia do ludzi którzy chcą mieć gdzie mieszkać. Te proporcje się zmieniają oczywiście że strata dla zwykłych ludzi.
Nie możesz np wykupić wszystkich biletów na koncert, żeby je sprzedać z zyskiem, bo jest to nielegalne i UOKiK Cię za to dojedzie.
Ale mieszkania możesz już tak kupić bez problemu.
Masz luźne 300 baniek? To nikt Ci nie zabroni wykupić całego nowego osiedla i sprzedać je potem za 400 milionów.
Wystarczy wprowadzić regulacje dla mieszkań, takie same jak dla wszystkich innych produktów/usług uniemożliwiające wykup całego towaru żeby ceny podbijać + zabronić zakupu nieruchomości pod inwestycje (niech se ludzie inwestują w akcję, w złoto, w zegarki a nie w towary pierwszej potrzeby) + wprowadzi regulatora krajowego który by wydawał pozwolenia na kupowanie mieszkań na wynajem, żeby proporcja na rynku była zdrowa dla obywatela, a nie dla oligarchy.

No ale nikt tego nie robi, wszyscy gadają że "to norma bo na zachodzie tak jest" i powoli odbierają nam możliwość posiadania swoich domów, a bogaci się na tym bogacą, bo ostatecznie musisz im płacić haracz, czy to w postaci raty kredytu, czy w postaci opłaty za wynajem. Nie podoba mi się to.

Mendoza
Portret użytkownika Mendoza
Nieobecny
Ogarnięty
Ta osoba pomogła w składce na serwer
Płeć: mężczyzna
Wiek: 33
Miejscowość: Nigdzie na stałe

Dołączył: 2012-10-28
Punkty pomocy: 2751

Aaa, więc nie szukasz rozwiązania, tylko po prostu bulwers.

Kto ma pięniądz, ten się bogaci, biedni stają się coraz biedniejsi. Taki kapitalizm. Narazie lepszego systemu nie ma.

Jeżeli się mylę to proszę mnie poprawić.

________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.

sniper
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Okolice LBN

Dołączył: 2013-01-16
Punkty pomocy: 9

Nie bierzesz pod uwagę, że to nieruchomości z reguły najszybciej ogarniają inflację (wartość pieniądza), bo są dobrem pierwszej potrzeby i stosunkowo bezpiecznym aktywem inwestycyjnym. To że bilety czy inne ubezpieczenia nie wzrosły to jest po prostu kwestia tego, ze jest to dobro ostatniej potrzeby, zatem te porównania co podałeś niestety nijak się mają do rzeczywistości. Chcesz mieszkanie, to zakasaj rękawy i kmin jak sie wybić ponad przeciętne zarobki lub szukaj tanich działek jak koledzy wskazali i tnij koszty albo kupuj mieszkanie w małym mieście i pracuj zdalnie. Marudzenie nic tu nie pomoże.

Pjetrek
Portret użytkownika Pjetrek
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 97'
Miejscowość: Dziki wschód

Dołączył: 2017-06-22
Punkty pomocy: 260

Mieszkania to coś specyficznego. Ich wartość rośnie wraz z zadłużeniem (nie rozwijem gospodarczym państwa, lokalizacja - może to ma wplyw na 20% - 40% ceny). Już tłumaczę.

Im więcej ludzi weźmie kredyt tym więcej kasy (wydrukowanej / wyczarowanej z nikąd) ma developer - pierwszy wygrany. Bank który tego kredytu udziela - wyczarowywuje np. 1.2mln na podstawie 120tyś (chociaż te sto koła to i tak bardzo dużo) poprostu jak ty czy ja wrzucamy coś na lokate, to ten hajs już jest własnością banku i z tego tytułu robią z tego parytet. Dzięki temu rośnie również inflacja. Dzięki temu babcia jadzia nienawidzi PO (albo putina albo tuska - poprostu ironizuję, żeby podkreślić poziom zaciemnienia edukacji finansowej).

---
Dodam jeszcze EDIT: I dzieki temu rosna ceny mieszkan - im wiecej pobranych kredytów tym mniejsza podarz i większy popyt - bo większość idzie na skróty i generuja wieksze zapotrzebowanie. W polsce kredyt BK2% jeszcze dobił te ceny pod lico, banki we współpracy z rządem zagoniło reszte "produktywnych" owiec na wielkie strzyżenie które wyjaśniłem wcześniej. Gdy będzie krach - owce straca wszystko co zostało im dane ale przy okazji ceny spadna. Dzisiaj nikt nie chce sprzedac mieszkania w rozsadnej cenie, jutro będą sprzedawac po tanosci bo strach zawładnie rynkiem - tak pękają bańki spekulacyjne - i Mendoza wspomniał o tym ale powtórzę - lepiej wyjdziesz na tym zeby obczajac aukcje windykacji komorniczych, za nie dlugo będziesz miał mieszkania / dzialki / domy na promocji bo zwyklych ludzi którzy lecą na "dzwigni" poprostu wysprzęgli stary dobry rynek. Jeszcze nie ma tam tego aż tak dużo, ale obserwując sytuacje bo z tego co wiem to raty na bk2% już są kosmiczne, może być grubo.
---

Dzięki temu, że ludzie nic nie wiedzą o finansach - wybierają łatwiejszą drogę, co powoduje że Ty, czy Ja musimy zapierdalać, albo przyczynić się do tego aby nasze wnuki wraz z kredytem hipotecznym brały również w pakiecie hipoteke odwróconom po 60 latach splacania (na zachodzie już tak jest).

To nie wina oligarchów tylko rozleniwienia ludzi. Defacto "oligarchia" ma wpływ na edukacje gojów i wykorzystuje ten trik psychologiczny ucząc bardziej skomplikowanych rzeczy niż w życiu są potrzebne.

Tak jak też wspomniałem - rynek brutalnie weryfikuje. 2008 CDO i CDS w ameryce - wtedy zewykła Pani dziwka pracujaca w klubie gogo mogla wziasc na kredyt wille z zerowym wkładem własnym i bez spłacania co miesiąc. Szybko to legło w gruzach i mieszkania zaliczyły odwilż tak na 20% (polske to ominęło - byliśmy sławną zieloną wyspą). (Polecam film big short) Ludzie nazywaja ten okres krachem. Moim zdaniem jest to mini pyci kraszuś (albo wręcz retest) w porównaniu do tego z czym obecnie walczy gospodarka USA. Łańcuchy dostaw, ropa, konflikty zbrojne które pokazują prawdziwa sile NATO, konflikty interesów, etc. Nasza gospodarka leci na plecach amerykańskiej wiec jak dolar będzie miał problemy to PLN tak samo. Nasza rada polityki pieniężnej jest w 100% zależna od FED'u, RPP patrzy tylko w newsy na bankierze i na tej podstawie liczy stopy procentowe... Buhahah.

Co do zarabiania "prawdziwych pieniędzy" pasywnir.... na giełdzie robisz od 1.5 max 3x przy normalnych wiatrach, na farcie możesz przypierdolić nawet i 100x ale czesta to nie wynika z wiedzy tylko z dobrego trafu, jak dywersyfikujesz na inne aktywa. Żeby zarobić 100x na jakiejś spółce / tokenie / surowcu - trzeba mieć już kumpli w zarządzie albo w polu / kopalni albo dobre źródło newsów (alt coinów też sie to tyczy) musisz być pewny biznesu na 100 inaczej masz emocje jak w grze hazardowej i w rezultacie kończysz z niczym. No chyba że trzymasz 100tys/10k euro na kakale i czekałeś na to jak cena wywali w kosmos jak bylo niedawno (tam było to legendarne 100x) ale wątpie że ktoś takim fanem kakałka jest. Róznica jest np BTC bo tutaj nikt naprawde nie wie jak to działa, są tam cykle i inne zasady, ale dużo się zmienia co cykl
i halving już w tym roku zmienił date. Tutaj można sie bawic, ale wiecej jak 10% portfela bym tutaj nie wrzucal z rozsądku. Po za tym kilka tygodni temu uważam że trzeba było btc spieniężyć bo odwracał trend, jak zaczac zabawe to po retest który teraz będzie. I widzicie - ludzie ktorzy wierzą w halving teraz traca hajs - nazywaja to long termem - ja to nazywam naiwnością. Kolejna rzecza jest to że nie musisz sprzedawac akcji zeby zarobic - molochy dają sensowna dywidende wiec można to traktować jako cos spoko.

Najwięcej jednak zarobisz dając komuś WARTOŚĆ, giełda służy do mnożenia hajsu. Po za tym na giełdzie zarabia się poprzez oszustwo, jak sprzedajesz akcje to ktoś musi je od ciebie odkupić - znajdujesz jelenia.

Pasywny dochód jest popularny z tego samego powodu dla którego zbysiu rozkłada ręce i bierze kredyt. Z lenistwa, braku wiedzy, chciwości.

Dochod pasywny (chociaż ja bym go nazwał dochodem aktywnym) to jest checkpoint - zarobiles hajs z firmy / etatu / giełdy i wtedy rozdysponowujesz na aktywa typu mieszkania, akcje, surowce etc. - te aktywa przynoszą ci dochód. I wtedy to ma sens. Oczywiście rozleniwieni ludzie chcą przyśpieszyć proces, nie chca zapierdalać ale chca coś mieć.

Pasywem jest coś co tego dochodu nie przynosi - np. dom w którym mieszkasz a którego nie wynajmujesz, samochód, komputer, etc.

Ja bym tych midelów nie sluchal, oni zarabiaja hajs z yt za to że ktoś ich tam ogląda, nie chce sie też kłócic o słuszność w poglądach, te wszystkie rzeczy i dyscypliny zarabiania hajsu sa trudne, scieżkę się wybiera subiektywnie pod siebie i z giełdy i z pracy zarobisz hajs jak chcesz. Tylko żeby coś osiągnac w temacie trzeba dużo czasu w to włożyć i często obkupic to potem krwią łzami innej rady nie ma...

sniper
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Okolice LBN

Dołączył: 2013-01-16
Punkty pomocy: 9

Na gieldzie 1.5 - 3x? Chyba w perspektywie długoterminowej, a jak masz sposób jak to robic w perspektywie rocznej to jestem mega zainteresowany szczegółami takiej inwestycji wraz z konkretnymi realnymi transakcjami ( nie pokazując wykresu ze rok temu wchodząc w Będzin zarobilbys 100x tyle..). A i pomnożenie kwoty 500zl razy 3 to tez nie jest zaden miarodajny przyklad. Zrob 100k na 50% chociaż i to rok do roku a nie szczesliwym trafem to pogadamy.

Pjetrek
Portret użytkownika Pjetrek
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 97'
Miejscowość: Dziki wschód

Dołączył: 2017-06-22
Punkty pomocy: 260

Rozumiem, tylko skąd miałbym wiedzieć że będzin wystrzeli? jakbym wiedział to bym coś wrzucił. Jak trzymales tam hajs to gratuluje xD

Na polka dot mogłeś zarobić 2x przy samym liczeniu trendów. Na polygonie 2x, na samym btc i eth zarobilem 2x prawie - faktycznie jedyny long term bo ma z rok.
Na solanie 10x... Nie czekałem ze spieniężeniem długo w większości pół roku... No ale ja sie nie znam bo nie inwestuje na gpw.... Chcesz więcej? Na tesli jestem na minusie, bo niedawno kupilem, ale na nvidii spieniężyłem niedawno 2x. Sprobuj crypto, new connect'a, albo spółki wydobywcze... Tam jest fajna zabawa. Ostatniego twojego zdania nie rozumiem.

Jakbyś włożył po 1k euro do samych cryptosów co wymieniłem (5x 1k) miałbyś 20k €, przeliczajac na polskie złocisze plus minus 80k. ale to się raczej pewnie nie kwalifikuje w Wasze aspiracje Panie Prezes. Prosze nie powiadamiać skarbówki, sam sie rozliczam. Do widzenia, żegnam.

sniper
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Okolice LBN

Dołączył: 2013-01-16
Punkty pomocy: 9

Jak obracasz kapitalem rzedu 1k euro to nie mamy o czym rozmawiac. Jak będzie to 100k euro chociaż to mozemy rozmawiac jak Ci na polce lub innym shitcoinie spadnie z 100k na 50, gwarantuje Ci ze byś obsrał zbroję. Na gotowym wykresie każdy madry. W takie zabawy po 1k euro spoko, mozna sie bawic na zasadzie kup i zostaw, ale patrzac po wykresie jak Ty to robisz, mozna wskazac 100 sytuacji kiedy 5lat trzeba było czekac na wyjscie na zero, albo i się nie doczekać. Kij ma dwa konce, Warren Buffet robi standardowo 20% rocznie a wciagnalby Cię nosem wiedzą i doswiadczeniem a Ty opowiadasz o robieniu wielokrotności jakby to była codzienność. Udało Ci sie wstrzelic - graty, ale bie zapominajmy o odplywie i wtedy nawet pare lat moze sie nic nie zarobic (chyba ze shortujesz ale wtedy nie musimy o inwestycjach a o spekulacji)

Pjetrek
Portret użytkownika Pjetrek
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 97'
Miejscowość: Dziki wschód

Dołączył: 2017-06-22
Punkty pomocy: 260

Ty, ja ci w okna nie zaglądam i gówno mnie obchodzi twoj "szacunek". Chociaż wysoko mnie stawiasz w swoim ciasnym pułapie porównując mnie do buffeta, zaskocze cie, są lepsi od niego. Musiałem wywrzec na tobie niesamowite wrażenie. Jakbyś wiedział z kim piszesz to by Ci się smutno zrobiło. Oceniaj dalej i wydawaj werdykty, tylko uważaj na cięty język - kij ma dwa końce jak powiadasz, szkoda ze w większosci pierdolisz głupoty. Już sam fakt ze masz obsrana zbroje przy 100k pokazuje ze jestes cieniasem i nic nie rozumiesz. Różnica jest na bani jak 100k to twoje all-in przy 100k jako 10% majatku. Pomyliles chyba gielde z domem hazardowym człowieku, w twoim wypadku inwestycja w stabilna firme na sp500 byłoby jak maraton texas poker, w ogóle jestem w szoku jak wpierdalasz w swoim mniemaniu kokosy na jakies gówno na gpw i czekasz 5 lat na zwrot to co ty pierdolisz mi o odróżnianiu inwestycji od spekulacji? Ty wogole wiesz czym jest dywidenda? Geometria fibonacci? Lean thinking? Z czym ty mi wyjeżdzasz? Znasz na gieldzie kogos po za warrenem? Mam z ciebie beke człowieku. I jeszcze "100k to wtedy pogadamy..." Coś czuje że nie mierzysz ludzi nawet swoja miara tylko jesteś zwyklym trollem. Odpisales mi na komentarz, czyżbym wciągał Cię nosem jak twój idol? Czuję jakbym zniuchał krede z domestosem a nie koks.

Więcej już ci nie odpisze, choćbyś mi wyrecytował całą litanie, skoro obrażasz innych, i gardzisz nawet początkującymi co wrzucaja jakieś grosze żeby się czegoś nauczyć co pokazałeś w którymś ze swoich śmiesznych komentarzy - to ja gram w o wiele lepszej lidze i to ty musisz zyskać sobie mój szacunek. Ja sie dziele wiedza, ty mylisz hazard z giełda.

Jak ktoś to czyta i chce się bawić w giełde niech nie słucha tego przygłupa. Pieniędzy trzeba uczyć się cały czas i inwestowac tyle ile jest sie w stanie stracić. Analiza techniczna i analiza fundamentalna, lean thinking, jak zarobiłeś 500 zł z 200zł - wspaniale, ciesz się tym, kumuluj majątek, ryzykuj stopniowo, ucz się, poszerzaj horyzonty. Na giełdzie wygrywaja najmniej chciwi.
Akcje mozesz trzymac nawet i 20 lat jak zysk z dywidendy jest opłacalny. Spekulanci będą się wymądrzać ale to właśnie ich ignorancja jest ich wlasnym gwoździem do trumny, tacy sa wlasnie dawcy kapitału, ale to dobrze - dzięki takim zarabia sie sos. Tyle w temacie.

Wiecej już nie odpisuje typiarzu, nie ta liga.

sniper
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Okolice LBN

Dołączył: 2013-01-16
Punkty pomocy: 9

Miałem nie odpisywać, ale co tam. Nie użyłem zadnego wulgaryzmu wobec Ciebie więc sory, ale nie moja liga by wogole sie odnosić do tych wypocin. Nie obchodzi mnie kim jesteś, pisze z literkami które tu wprowadziles a one wskazuja krzywy obraz szybkiego dorobku wysokiego procentu na giełdzie, z czym sie nie zgadzam (jest to możliwe ale nie jest to regułą), ale jest to moje subiektywne zdanie. Powiedziałem swoje, kto zechce wyciągnie to co trzeba z mojej wypowiedzi, kto nie niech liczy na szybki i łatwy zysk na krypto/giełdzie, powodzenia!

poeta16
Portret użytkownika poeta16
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 26
Miejscowość: Wrocław

Dołączył: 2011-10-25
Punkty pomocy: 21

Ceny mieszkań są skorelowane z zarobkami. Od kilkudziesięciu lat stosunek m2 do najniższej krajowej jest praktycznie taki sam. Rozumiem rozgoryczenie sytuacją ale nic tym nie osiągniesz. Właściwie to masz kilka rozwiązań. Uważam, że mimo wszystko najlepiej jest i tak zabrać kredyt na mieszkanie, bo lepiej spłacać kredyt niż płacisz komuś za najem. Dodatkowo obecnie najgorsze dla kredytobiorców minęło i stopy pójdą w dół, a co za ty idzie rata kredytu. Pamiętaj, że najtrudniej jest w pierwszych latach spłacania takiego kredytu, bo pensja będzie cały czas rosła, a wysokość rat w ciągu najbliższych lat będzie tylko spadać, wiec to najlepszy moment na kredyt. Sama wartość nieruchomości tez będzie rosła i za kilka lat takie mieszkanie będzie warte ponad milion i zawsze możesz sprzedać, kupić cos większego albo domek. Ważne, że będziesz na swoim. Osobiście nie inwestowałbym w domek jak inni radzą, bo to skarbonka bez dna. Musisz liczyć 2x tyle co na mieszkanie i nawet jak rozłożysz to w czasie to przy twoich zarobkach bez obrazy to cię nawet nie stać. Sama działka w dobrej lokalizacji to z 500 000 zł czyli albo za samą działkę będziesz płacił 3000 zł miesięcznie raty, a nawet nie będziesz tam mieszkał albo będziesz zbierać 6-7 lat po czym ceny wzrosną i nadal będziesz bez niczego.
Bierz kredyt, kupuj swoje mieszkanie będziesz wiedział na co robisz i miał motywacje do rozwijania się zawodowo. Zobaczysz, że za 5 lat będziesz zarabiał z 20 k, a rata spadnie do 4k i nawet jej nie odczujesz. Sam byłem w podobnej sytuacji i płaciłem 50 % wynagrodzenia na kredyt, a teraz to ledwo 10% i nawet nie odczuwam tego. Do tego komfort psychiczny, że to moje i nikt mnie nie wyrzuci, a jeszcze samo mieszkanie jest teraz warte 2 razy tyle co było. Rozumiem, że się boisz ale jeśli nie zarykujesz to będziesz dalej w tym samym miejscu i pamiętaj też, że ceny najmu też idą w górę i czy będzie cię stać na emeryturze wynajmować takie mieszkanie.

sniper
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Okolice LBN

Dołączył: 2013-01-16
Punkty pomocy: 9

Myślisz że te całe towarzystwo co sie zakredytowalo pod korek na zakup mieszkania to tak lekko przez to przejdzie i sie latwo wzbogaci? Powątpiewam, RPP nie chce ciąć stóp a cały czas jest otoczenie do wzrastającej inflacji a wtedy może być bardzo nieciekawie. Oczywiście nic nie jest pewne i nie wiem co będzie, ale każdy scenariusz trzeba brać pod uwage. Jedno jest niemal pewne, większość zawsze przegrywała na rynku i kapitał płynął od wiekszosci do tego 1% najbogatszych. Jeśli tym razem byloby inaczej to bylby to mega game changer w historii ludzkości, w co powątpiewam.

poeta16
Portret użytkownika poeta16
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 26
Miejscowość: Wrocław

Dołączył: 2011-10-25
Punkty pomocy: 21

Mój komentarz był do sytuacji autora postu, który sam napisał, że widzi możliwość zwiększenie zarobków. Posiadanie własnego mieszkania w tym przypadku może go dodatkowo napędzić, da komfort psychiczny i doda mu skrzydeł.

Jeśli chodzi o osoby, które zabrały za duży kredyt w stosunku do własnych możliwości to inna sprawa. Jednak rynek jest cykliczny. Mieliśmy wysokie stopy procentowe, później lekkie obniżenie, obecnie oczekiwanie na odczyty i prawdopodobnie jeszcze pod koniec roku zaczną się dalsze obniżki. Dlatego napisałem, że to dobry czas dla kredytobiorców, bo najgorsze już minęło i bardziej prawdopodobne jest, że rata kredytu będzie maleć.
Dodatkowo warto pamiętać, że kredyt się dewaluuje.

Osobiście uważam, że kredyt jest najlepszym wyjściem, bo wynajem jest w mojej opinii jeszcze gorszy, a zakup domu to skarbonka bez dnia i ja osobiście wolę mieszkać w centrum miasta ale rozumiem, że każdy lubi co innego i to tylko moja opinia.
Nawet jeśli ktoś zarabia tyle, że może zebrać gotówkę w 2-3 lata na zakup nieruchomości to i tak bardziej opłaca się kredyt, bo może od razu kupić i unika tym samym wzrostu cen nieruchomości, a zawsze może nadpłacic taki kredyt i w takim przypadku koszty kredytu są znacznie mniejsze niż wzrost cen nieruchomości.