Hej wszystkim. Piszę w sprawie pewnego problemu który przez dłuższy czas zaprzątał mi głowę , a wczoraj nastąpiła kumulacja. Mianowicie, kobieta walnęła focha. O damski chuj jak to się mówi, ale nie o tym temat
(po części). Chodzi o to, że owa kobitka sama przyznała, że była rozpieszczana przez rodziców, na (prawie) wszystko jej pozwalali. Przedstawie po krótce schemat jej rodzinki : ojciec- strrasznie ugodowy, unikający WSZYSTKICH konfliktów, daje się olewać, uległy, mama- matka- polka, dobra kobieta do rany przyłóż ale jednak ją oboje rozpieszczali, można powiedzieć, że moja kobitka rządziła w domu, fochy częste, szczególnie jak była nastolatką( teraz ma prawie 25), sama przyznała, że zachowywała się paskudnie ale niby się uspokoiła. Szczerze? Na ponad 2 lata spotykania do zeszłego miesiąca przymykałem oko na jej nawet rzadkie fochy, zlewałem je słynnym "jak Ci przejdzie to daj znać", jak miała o co się fochać to sobie wyjaśniliśmy i było ok ale... Wczoraj mnie już to wkurwiło, przez cały dzień zlewałem jej focha ale wieczorem usiadłem i pomyślałem- jeśli na tym etapie LUBI się fochnąć a w domu nie miał jej kto zjebać i to ostro za zachowywanie się jak nadęta księżniczka to co by było gdybyśmy się pobrali, nie ukrywam , myślałem o niej poważnie aż do wczoraj. Z natury jestem spokojny i nie lubię konfliktów, nie mam zamiaru być jak jej ojciec- uległą ciapą , ale robić ostre zjebki przy byle fochu , nie mam na to siły. W zeszły piątek coś jej odwaliło, spotkaliśmy się, dostała zjebkę , na spotkaniu ze znajomymi była spokojna, już wesoła, kleiła się a na osobności czułe "przepraszam" i buziak. Ok , fajnie, słodko i miło ale wali mnie takie słodkie zachowanie które ma być poprzedzone sprzeczką o NIC POWAŻNEGO jak wczoraj, napisałem, żeby dała zbać jak jej przejdą fochy, od wczoraj zero odzewu , a mnie mimo , że czekam na jej ruch to korci mnie, żeby zadzwonić, bez ceregieli powiedzieć widzimy się tu i tu , muszę z Tobą poważnie pogadać i albo wóz albo przewóz, czy czekać, aż się księżniczka ogarnie, zobaczy co traci, co jej powoli zaczyna spierdalać i może przejrzy na oczy. Ci co mieli do czynienia z takim typem, proszę o rady.
Zapewnie zastanawiasz sie gdzie popelniles blad,jak to się stało etc.
Na pewno kwalifikowales ją podczas pierwszych spotkan i moim zdaniem tam leży pies pogrzebany.Sam wyybrales sobie taką kobietę z którą jak mniemam teraz sie męczysz.
Jesli kobieta nie daje Ci od dłuższego czasu szczęścia to zastanów się dlaczego z nia jesteś.Wypisz sobie na kartce wady i zalety relacje,nastepnie zrób sobie taką kalkulację czy byloby Ci bez niej gorzej a może wreszcie poczulbys ze żyjesz.
Do tego czasu relacje ochłodz a przy najbliższej okazji powiedz,ze jesteś zły i jej zachowanie Ci się nie podoba.
Miałem ostatnio taką klientkę w firmie. Rozpieszczona jak księżniczka, nawet imię miała jak trzecioligowa księżniczka. Mi tam nic do tego, to tylko klientka, rzecz w tym, że obserwowałem jej relacje z mężem - panowie powiem wam tyle - taka kobieta to dla mnie byłby jakiś pieprzony koszmar. Waliła fochy o byle co, mężuś nie miał nic do powiedzenia, próbował wywalczyć w zamówieniu które robili u mnie jakąś malutką cząstkę dla siebie - ni chuja mimo że mu wcześniej obiecała. Laska zrobiła totalny burdel w zleceniu które dla nich robiłem, w końcu wobec mnie też zaczęła walić fochy jak jej zwróciłem uwagę. A że miała zwyczaj spóźniania się z terminami, wypowiedziałem jej umowę z dużą ulgą. Ja mogłem wypowiedzieć, dla jej męża może to być trochę trudniejsze.
------
"Każdego dnia, w każdym momencie dokonujesz wyboru, który może odmienić twoje życie" - Biegnij Lola Biegnij
Jej nie zmienisz. W ogóle kobiet nie zmienisz, więc o ile nie trafisz na wyjątkowo uległą i patrzącą na Ciebie jak na herosa to zawsze będziesz miał fochy, gierki i emocjonalne zachowania (i z tego co piszesz - radzisz sobie z nimi bez problemu).
Wszystko kwestia proporcji i tego czy akurat z tą dziewczyną Ci dobrze. Jeżeli jej zachowanie odstaje od Twoich oczekiwań, to albo spróbujesz ją wychować (swoim zachowaniem, a nie rozmową - to bardzo rzadko przynosi skutek), albo sobie darujesz i szukasz bardziej kompatybilnej.
Nie mówię, że zawsze w każdym przypadku przy najmniejszych problemach należy sobie darować. Ale warto solidnie się zastanowić: czy jest szansa, żeby tu w tym związku było dla mnie dobrze? A jak nie, to po co się męczyć?
Ogólnie to dobrze się dogadujemy, podoba mi się i wizualnie , generalnie wszystko okej ale cierpliwość też ma swoje granicę. Hm czyli co proponujecie, tak jak pisałem, dzwonić, wyciągnąć ją gdzieś i konkretnie przekazać jak ja to widze?
Nie wiem jak z "spróbujesz ją wychować (swoim zachowaniem, a nie rozmową - to bardzo rzadko przynosi skutek)" wywnioskowałeś, że proponuję, żebyś to z nią przegadał. Konstanty to wyjaśnił jeszcze dokładniej. Rzeczowa rozmowa z dziewczynami nie ma sensu. U nich zwykle liczą się emocje (nawet chwilowe), a nie logika czy konsekwencje.
Tak się nauczyła za dziecka dostawać to czego chce, i tak została niedojrzałą 25 letnią manipulatorką.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Nie chcesz tego ciągnąć. Teraz zbywasz ją słowami "jak ci przejdzie to daj znać" ale jeszcze trochę i przestaniesz być neutralny, zaczniesz angażować się w kłótnie dobrze wiedząc co Cię czeka i próbując walczyć, bo pewnego dnia zauważysz, że dałeś się słownie zdominować i będziesz miał tego wszystkiego dość. Problemy odłożą się w głowie, nie będziesz miał umysłu ani do nauki ani do pracy ani przy znajomych. Przez coraz częstsze kłótnie zaczniesz być coraz agresywniejszy i przestaniesz przebierać w słowach. Mógłbym Ci jeszcze bardzo wiele na ten temat napisać ale wszystko to sprowadza się do jednego...
Ona ani trochę się nie zmieni i przestań wierzyć w to, że rozmowa cokolwiek jej rozjaśni, Ty zaś zaczniesz żyć w coraz większej frustracji i małymi kroczkami zaczniesz od niej uciekać. Im dłużej z nią jesteś tym bardziej ona nabiera przekonania, że znosisz jej fochy i tym gorzej dla Ciebie, bo zacznie Cię nimi bombardować.
Takie charaktery często potrafią kochać na zabój i szczerze nienawidzić jednocześnie. Z taką kobietą spędziłem 2 lata życia i jeśli chcesz wiedzieć więcej aby swój czas uratować to pisz na priv.
Moim zdaniem opcja rzeczowej rozmowy, jaką zasugerował marso, jest z góry skazana na porażkę.
Kobiety słabo reagują na takie logiczne, męskie gadki. Żeby coś do niej trafiło, ona musi poczuć na własnej skórze konsekwencje swoich odpałów. Stanie się tak, kiedy dostrzeże, że swoim zachowaniem traci sporo w Twoich oczach. Gadaniem nic nie osiągniesz, najpierw musisz ją rozmiękczyć, doprowadzić do momentu w którym ona poczuje że się odsuwasz, nawet nie tyle fizycznie co emocjonalnie, że dystansujesz się od relacji. Ona SAMA ma zacząć dopytywać się co jest nie tak i wykazać się większą inicjatywą niż tylko rzucić krótkie przepraszam misiaczku, dać buziaczka w policzek i już wszystko cacy. Sposób w jaki sobie z nią radzisz jest jak najbardziej ok, ale brakuje kroku numer dwa, chyba że lubisz mieć co kilka dni aferę o byle co, gdzie obok czeka masa prawdziwych problemów i wyzwań do ogarnięcia. Kij w szprychy.
Dyskutować tak jak z nami na forum, to sobie z nią możesz o tym jaki kolor kafelek dobrać do nowej łazienki, albo gdzie w tym roku pojechać na wakacje. Tematy związkowe, uczucia to nie miejsce na przedstawianie faktów, tylko dawanie jej odczuć tego co chcesz jej przekazać.
Jest to zresztą świetny sposób, aby zobaczyć czy masz do czynienia z dojrzałą kobietą, wartą postrzegania jej jako kandydatkę do czegoś poważniejszego, czy z emocjonalną nastolatką, która przy pierwszych poważnych kłopotach rodzinnych wbije Ci nóż w plecy, albo zajedzie jak kobyłę wymuszając szantażem emocjonalnym swoją wolę. Myślę, że sposób w jaki została wychowana zwiększa ryzyko tego iż jej charakter i tego typu zachowania są niereformowalne, a Twoje spokojne i ugodowe usposobienie, będzie z tym 'współgrało' tak jak ma to miejsce w związku jej rodziców. Stawianie teraz sprawy na ostrzu noża jest bez sensu. Ty czujesz, że przebrała się miarka więc jest to dla Ciebie oczywiste i racjonalne rozwiązanie, ale ona nie ma dostępu do Twojej głowy i uczuć, potraktuje to jak atak wzięty z kosmosu, obróci kota ogonem mówiąc, że wyładowujesz na niej swoje nerwy. Zamiast rzeczowej rozmowy dostaniesz jej emocje i zagrywkę w stylu kto kogo.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein