Wyjechałem na niecały tydzień z koleżanką w Bieszczady. Jak to się stało? Ta koleżanka to moja menedżerka z pracy, ja 22 lata, ona 30. Jakieś zainteresowanie z jej strony od dłuższego czasu widziałem, ja w sumie na to odpowiadałem małym zaangażowaniem.
Pewnego razu padła propozycja z jej strony, żebyśmy pojechali we dwójkę na domek odpocząć. Myślę sobie: ja pierdole, to przecież mogła mi wprost powiedzieć "chodź jedziemy się pobzykać". Mówię jej, że od dawna marzą mi się Bieszczady i jak chce to możemy jechać, ona się zgodziła bez większej dyskusji. Ogarnąłem cały wyjazd na tip top i pojechaliśmy. Mnie niestety w dwóch pierwszych dniach wyjazdu złapało przeziębienie, co w oczywisty sposób wpłynęło na moje samopoczucie, ale ona podeszła do tego z pełnym zrozumieniem.
Dzień trzeci, rozpalam w kominku, a ogień ciepłym i przyjemnym światłem rozświetla drewniane ściany chatki. Odpoczywamy po dniu wędrówek, ja - w już lepszym humorze - przygotowuję grzane wino, ona kolację. Włączam Milesa Davisa, za oknem hula wiatr i skwierczy mróz. Klimat jak w niejednym zajebistym romansidle - myślę sobie. Po kolacji odpalam laptopa i włączam film. Tak sobie go oglądamy bez większych uniesień, nie czuję żeby w powietrzu wisiał seks, atmosfera sielska - tak po prostu. Ona co chwilę przerywa bieg filmu swoimi wtrąceniami, pytania i komentarzami, czyli wszystko jest klasycznie i w porządku. Przez chwilę mam wrażenie, że pominęliśmy wszystkie etapy i już jesteśmy razem, w związku i tak sobie leżymy, jak to pary mają w zwyczaju.
"Co jest do chuja wafla" - myślę sobie rano patrząc przez okno widząc tym samym malujące się w oddali górskie szczyty, biorąc przy tym duży łyk gorącego erl greja. Siadamy do śniadania, przykrywamy się kocem. Przypadkiem dotykam jej biodra, kiedy już leży na boku i głośno wyrażam swoje zdziwienie, że wystaję tak bardzo, jakby było osobnym elementem ciała. Oczywiście moja natura empirysty nie pozwala mi tego tak zwyczajnie zostawić i muszę sprawę obadać osobiście, co też jest pretekstem do wsadzenia tam mojego łapska. Dotykam bioderka, żadnego sprzeciwu, dotykam brzucha - "masz zimne ręcę!" - krzyczy. To nic, chwilę później badam jej żebra, ponownie kolistymi ruchami zjeżdżam do brzucha, niby że muszę obadać jak idą jej postępy w crossficie (a szły naprawdę zacnie!), co ona kwituje pięknym uśmiechem, bo uśmiech to akurat piękny ma. Taki z dołeczkami. Moja ręka wędruje niżej i zatrzymuję się gdzieś na wysokości poniżej pępka i gumki od piżamy, gdzie ona nagle stwierdza, że czas się przygotować do wyjścia. "No cóż... nie od razu Rzym zbudowano" myślę sobie i na razie się nie przejmuję.
Podróże po ośnieżonych Bieszczadach dostarczały mi wiele śmiechu i kilku błyskotliwych zaczepek rzucanych to z mojej, to z jej strony. Dużo jedliśmy w knajpkach i czerpaliśmy z tego wspólną radość. Może momentami trochę za dużo gadała, zupełnie jakby zerwało jej się połączenie między mózgiem, a językiem, co ja najczęściej zbywałem albo milczeniem, albo krótkim komentarzem, często uszczypliwym. Ale to nic, przecież to kobieta - mówię sam do siebie - to normalne.
Wieczora kolejnego już nie odpuściłem, położyłem się z nią pod jedną kołdrę i przystępuje do rzeczy. Zaczynam masować ją dłonią po plecach - żadnego sprzeciwu. Mówię jej, żeby się obróciła na plecy, ale ona po chwili obraca się na bok, więc brzuch jako kolejne miejsce intymnych zalotów jest najoczywistszym wyborem. Gdy zbliżam się do piersi ona nagle bierze moją rękę, jakby się nią opatula, lokuje pod swoją brodą i mocno ściska. Ogarnia mnie niemały szok i dezorientacja. Pytam jej: czemu wzięłaś moją rękę? Co jest nie tak?, na co ona odpowiada: tak mi było niewygodnie. Po chwili dodając: nie bądź smutny. Myślę sobie "z waty jesteś czy co?", bo mi jaja już prawie eksplodowały. Poczułem się jak Titanic, co to właśnie jebnął w górę lodową.
Następnego poranka herbata już mi tak nie smakowała, a góry były jakieś takie brzydsze i szare. Postanowiłem, że ja już od tej pory z inicjatywą nie wychodzę i jeśli ma na cokolwiek ochotę, to teraz ma to być jej zasługa. Reszta wyjazdu minęła nam na jej przytulaniu podczas oglądania filmów, wspólnym spaniu i obejmowaniu.
Powrót minął nam w pozycji, w której ona kładła głowę na moim ramieniu i obejmowała moją rękę w okolicach bicepsa, czasami gładząc swoją dłonią moją dłoń, a ja trzymałem ją miedzy jej udami. Na koniec pożegnałem ją buziakiem w policzek. I tak o to minęła ta podróż, w której mieliśmy się bzykać na każdym meblu, a zwłaszcza przy kominku, a tymczasem nawet nie dotknąłem jej tyłka, czy też nawet nie pocałowałem, bo też ani razu nie czułem z jej strony pełnej na to zgody, ani też nie widziałem inicjatywy z jej strony.
Opcji jest kilka:
1. Nie pociągam jej fizycznie
2. Ona czuję coś więcej i nie chciała siebie oddawać od razu
3. Jakby nie patrzeć jest wciąż moją menedżerką i bała się, że to zaburzy nasze relacje w pracy (co swoją drogą mi też siedziało cały czas z tyłu głowy i trochę blokowało podejmowanie pewniejszych decyzji)
4. Ma mnie po prostu za przyjaciela
Co sądzicie Panowie?
Myślę, że zabrakło konkretnego działania. Co ty myślałeś, że rozłoży nogi i powie wskakuj? Trzeba było zaatakować jak facet a nie tak się czaić.
Stary Wąż
Spierniczyles książkowo. Ona 30lat a nie 22 miała nadzieję wybierając się z Tobą sam na sam z własnej inicjatywy że wyruchasz ja gdzie i w co się da a Ty nie doprowadziłes przez kilka dni nawet do lekkiego nakrecenia jej..
A próbowałeś ją całować w ogóle? Dla kobiet to bardzo ważne
"Może mój świat marzeń być jak głupia historia
Po to mam wyobraźnie by bujać w obłokach"
~ Vixen - Myśl co chcesz
Gdybyś domknął pierwszego wieczora, to meble miałyby co oglądać, a tak cóż, może jest wyrozumiała, a może wylądowałeś już w jakiejś szufladzie z cyklu jak mi nie wyjdzie z jakimś męski i pewnym siebie, to może jeszcze dam mu szanse.
Na przyszłość - dwa kroki do przodu i jeden do tyłu i tak aż do skutku.
Myślę że powinieneś pierwszego wieczora nacisnac pauze , zabrać z rak jej kieliszek i wcisnąć jej język w usta.
Na przyszłość nie zwlekaj z takimi rzeczami
Spaliście w jednym łóżku, romantyczny wyjazd we dwoje i nawet jej nie pocałowałeś?
Jakbyś był zwykłym kolegą do którego nie czuję mięty to do wyjazdu nawet by nie doszło.
Za szybko chciałeś, może ona z tych co długo się nagrzewa a macanki były za szybkim przeskokiem. Drugiej szansy możesz już nie dostać.
Pocałowałeś ją?
Dokonałeś niemożliwego!
No bo mi się do tej pory wydawało, że to niemożliwe, żeby być z laską, która na Ciebie leci, sam na sam, na kilka nocy, w jednym pokoju, z daleka od codzienności, w pięknej scenerii i jej nie wyruchać.
Toż to w takich sytuacjach, laski które nawet nie czują specjalnego pociągu do faceta się mu oddają.
Nie wiem. Może Ciebie jarało sączenie erl greya, palenie w kominku, drewniana chatka, mróz za oknem, i leżenie pod kocykiem, a jej to kompletnie nie ruszało.
Widać w Twoim opisie sytuacji, że masz w sobie duszę artysty i poruszają Ciebie takie rzeczy, ale z doświadczenia wiem, że kobiet to nie jara, jak facet się jara takimi rzeczami w szczególności bardzo młody facet.
Może ona chciała zaszaleć. Klaps w tyłek, głębokie pocłunki przejęcie kontroli nad sobą. Daj się kobiecie rozczulać nad krajobrazem gór, a facet zamiast być ULTRA romantico, dżentelmen, że nawet kobiety nie pocałuje bez pozwolenia, niech idzie po to co jest mu podane na tacy.
I tak samo jak Ty sobie powiedziałeś "ja już nie będę się starał, foch i chuj", tak samo ona sobie mogła powiedzieć, że ona się nie będzie starać, jak jaśnie Pan nawet nie próbował mnie pocałować. Czyli znowu, zachowałeś się tak, jak zachowują się kobiety.
I na koniec. Jak chciałeś ją rozpalić to nie z biodra do cipki, tylko usta, szyja, ramiona, kolana, uda, tyłek potem może ewentualnie cipka. Oczywiście mowa o dotyku i pocałunkach. No ale tego wszystkiego tu zabrakło.
Kurwa, ale zjebalem. Aż mi głupio. Ale może to nic straconego, bo panna do mnie non toper wypisuje na fejsie
Dubel
masakra
jednym slowem teraz zauwarzam swoja dojrzalosc
Kuuuurde, teraz już mi nie jest głupio że psułem nie które akcje
Wygrywasz, albo się uczysz.
Żyj tu i teraz.
Ja myślałem, że brak pocałunku na 1 spotkaniu to fail
umów się z nią i zacznij działać, tylko najpierw zapoznaj się dobrze z podstawami. Przez fb nie ruszysz z miejsca, w którym aktualnie jesteś.
Może i zjebales ale czytało się przyjemnie. Fajny styl.
Fajnie piszesz - i to na tyle pochwał
A z tą panną to zjebałeś chłopie po całości. Zabierałeś się do niej jak pies do jeża i ciężko będzie o drugą szansę. Jak była taka ,,oporna" to mogłeś chociaż kupić jakiś mocniejszy alkohol i ją lekko upić. Możliwości było 1000, a jestem pewien że ona chciała, żebyś ją zbolcował. Następnym razem bądź konkretniejszy w takich klarownych sytuacjach.
Nie ma sytuacji bez wyjścia
Jak pisze, to może krzta emocji jeszcze tam jest.
Weź się za to normalnie, bez podchodów.
Pójdź do sklepu, kup wino i prezerwatywy, i zaproś ją na film jak zwykły małolat - ot tak.
@vioqo wziąłem ze sobą na ten wyjazd, wyobraź sobie, całą butlę rumu z myślą właśnie o takim jej użyciu. Ale ona niestety nie pija wiele, a czasy imprez i upijania się - jak sama twierdzi przynajmniej - ma już za sobą. Zazwyczaj kończyło się na dwóch grzańcach, czy kilku kieliszkach rumu, co oczywiście nie było wystarczająca ilością do puszczenia hamulców. Chyba kluczowym czynnikiem był tutaj pocałunek, którego niestety zabrakło. Dziwiło mnie, że daję się masować po plecach, brzuchu czy dotykać po biodrach, ale jak już doszło do piersi to zamknęła dostęp, więc byłem trochę zdezorientowany. No ale to już napisałem, a wasze komentarze faktycznie rozwiewają wszelkie wątpliwości.
@shaker lubię twoje wpisy i zaangażowanie
) Napisała do mnie od razu jak dotarła do domu, że "dziękuję za podróż, było lepiej niż oczekiwałam", następnego dnia znowu "co tam, jak tam powrót do rzeczywistości" i takie tam zaczepkowe szmery bajery, żeby w końcu wysłać mi zdjęcie jak to szef kuchni naszego miejsca pracy wysyła do niej żartobliwego mejla z propozycją walentynkowej kolacji dla nas dwojga, i że każdy z poruszeniem mówi o naszej dwójce, więc ona "nie ma życia". Także dalej mnie to nieco dziwi, bo jakby była tak bardzo zawiedziona, że jej nie zbolcowałem na wyjeździe, to zakładam, że miałaby to wszystko kompletnie w dupie i nie zawracałby sobie więcej mną głowy. W czwartek idę z nią do teatru, bo na święta kupiła bilety dla nas dwojga, ale niestety dowiedziałem się ostatnio, że doczepiła się do tego wyjścia jej przyjaciółka. Niech to wszystko idzie swoim tempem po prostu, a ja postaram się dołożyć do tego w końcu swoją cegiełkę - tak myślę.
Skoro pisze, to znaczy że jeszcze jest nadzieja i nie skreśliła całkowicie tej relacji.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
w sumie wyglada na to że ona prowadzi relacje... ale podoba mi sie , również Twoje podejscie bo nie stawiasz się w swietle macho-ruchacza, tylko normalnie podchodzisz bez cisnienia,
Ładujesz sie we freindzone na swoje życzenie.
Kolega od podróży, teatru i trudnych spraw. Nie chce Ci źle wróżyć, ale jak na następnym spotkaniu chociażby jej nie przyliżesz to będziesz spalony.
Przekształć ten teatr w coś bardziej osobistego, żebyś śmiało mógł ją dotykac. Albo nawet po sztuce pójść do mieszkania.
Kup mąkę, jajka i zaserwuj pizze u Ciebie. Tylko nie zapomnij w czasie przygotowań zrobić chociaż 2 butelek wina dla rozluźnienia
Jak tak będziesz chadzał z nia i nic nie czynił w stosunku intymnym to będzies psiapsi z penisem
"To smutne, że głupcy są tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości."
Podsumowałeś i siebie i wielu chłopaków z forum, brawo(to ironia). Pamiętaj jednak, że domeną człowieka inteligentnego, jest szybkie wnioskowanie. Skoro do wyciągnięcia prawidłowych wniosków potrzebujesz rzeszy forumowiczów, odpowiedz sobie sam, kto tutaj jest głupcem a kto mędrcem.
Z tym trudnym zagadnieniem się prześpij no i naprawdę kolego mniej pychy w sobie, to, że jesteś pełny wątpliwości nie czyni Ciebie mądrym- to żaden aksjomat.Co się tyczy Twoich pożal się boże wypocin, to jak to mówił towarzysz Stalin "Dość pustych napuszonych frazesów a więcej rzetelnej pracy". W tym wypadku więcej pracy nad sobą życzę, mniej zadufania w sobie i więcej działania a nie pierdolenie o widokach za oknem.
Pozdrawiam
Stormbringer