Witam!
Jest to mój pierwszy wpis, ponieważ dostrzegłem ostatnio okazję do rejestracji. Ze stronką jednak jestem już całkiem zaznajomiony i wydaje mi się, że to i owo już przeczytałem. Co więcej, zacząłem to od wakacji wtłaczać w życie.
Tutejsze rady dużo mi dały, a i doprowadziły mnie do związku. Nie znalazłem jednak podobnej sytuacji w której się znajduję, dlatego piszę ten oto temat.
Z dziewczyną jestem od jakiś 2 miesięcy, wszystko z początku cacy stuk stuk, wszelkie rady odnośnie traktowania kobiety w takiej relacji starałem się wprowadzać. Czy lepiej czy gorzej, zazwyczaj mi to wychodziło.
Mam jednak pewien problem, ponieważ damie zaczęła... "odje*** szajba". Mimo raczej niecodziennych spotkać, widywaliśmy się regularnie i z dosyć dużą częstotliwością. Jednak od jakiegoś już czasu, powiedzmy miesiąca, laska skarży się cały czas na brak czasu. Ma kiepską sytuację z nadgorliwością rodziców, pobrała na siebie, jak określiła, za dużo obowiązków i musi się teraz z nich wywiązać. Kilkakrotnie doszło do tego, że sama inicjowała spotkania po czym je odwoływała. Ostatnio stwierdziłem, że nie ma co się wkurzać i zastosowałem chłodnik z mojej strony - odezwała się po 4 dniach. Zainicjowała kolejne spotkanie, po czym znowu je odwołała.
Po mojej reakcji wskazującej, że nie będę jej niczego nakazywał, a zwłaszcza spotkań stwierdziła, że potrzebuje przerwy żeby się nad tym wszystkim zastanowić i chce zerwać przez ten tydzień jakikolwiek kontakt. Wyznaczyła termin spotkania, na którym... poznam wyrok? Chyba trafne określenie
cóż robić?
Po mojej reakcji wskazującej, że nie będę jej niczego nakazywał, a zwłaszcza spotkań stwierdziła, że potrzebuje przerwy żeby się nad tym wszystkim zastanowić i chce zerwać przez ten tydzień jakikolwiek kontakt. Wyznaczyła termin spotkania, na którym... poznam wyrok? Chyba trafne określenie
Chce Cię kopnąć w dupę, a jedyne co może Cię w tej sytuacji uratować to wyprzedzić jej ruch. Kiedy kobieta mówi, że potrzebuje przerwy by sobie przemyśleć/poukładać, to w 110% przypadków chce spierdalać!
Masz jaja, by ją uprzedzić? Rzuć "Nie jestem zadowolony z Twojego zaangażowania w związek, przestał mnie on rozwijać, pora to zakończyć".
Nic nie rób. To ona traci. Jeżeli nie chce się widywać życz jej powodzenia.
Uprzedz jej ruch. Dwa dni wczesniej przed jej "laskawym wydaniem wyroku" powiedz ze natychmiast musicie sie spotkac i wtedy z nia zerwij. I musisz byc wtedy super stanowczy, pamietaj. Jak juz ktos wspomnial, Ty juz kapitanem tego statku nie jestes, ale masz jeszcze szanse zejsc ze sceny niepokonanym. Jesli jednak dluzej na niej zostaniesz, to zniosa Cie z niej sami, a tego chyba nie chcesz, prawda?
,, i tak mam przeczucie, że
kapitanem nie jesteś, możesz śmiało spierdalać pierwszy"
ha ha MrSnoofie mistrz
popieram poprzedników ofc.
"Z dziewczyną jestem od jakiś 2 miesięcy, wszystko z początku cacy stuk stuk, wszelkie rady odnośnie traktowania kobiety w takiej relacji starałem się wprowadzać. Czy lepiej czy gorzej, zazwyczaj mi to wychodziło." - związek???, toż to raptem pogłębiona relacja, a to że się parę razy się dymneliście o niczym nie świadczy...
"Jednak od jakiegoś już czasu, powiedzmy miesiąca, laska skarży się cały czas na brak czasu. Ma kiepską sytuację z nadgorliwością rodziców, pobrała na siebie, jak określiła, za dużo obowiązków i musi się teraz z nich wywiązać." - a może to Ty masz problem, że wszystko musi toczyć się wokół Twojej osoby?, bo inaczej chłopczyk jest niedopieszczony...
idziesz na to spotkanie, te całe odwoływania, to przypominają skargę na ból głowy - na pięć minut przed krzesłem elektrycznym... co ma być to będzie - ucieczka ani uniki nic nie dadzą...
Ja bym znowu zrobił tak jak radzi zivetar/MrSnoofie. Możesz też odwołać spotkanie a potem dać znać, że kończysz imprezę i pożegnać się. Wyjdziesz na tym najlepiej, chociaż pewnie zrobisz i tak po swojemu albo posłuchasz "głosu serca".
a ja bym poszedł, sam piszesz że się dopiero uczysz, myślę że taka "lekcja" chociaż i nie miła, wiele cie nauczy odnośnie zachować dziewczyn i pozwoli na przyszłość zachować odpowiedni dystans, jak wiesz co będzie to na koniec uśmiechnij się czule i pożegnaj z klasą i wszystko ...
wtedy dupencja dozna szoku i zacznie sie konsternacja "jak to on nie rozpacza" i dalsza część gry
they hate us cause they ain't us
Stary ja uważam że tu nie ma sensu nic ratować,chyba że jak jej napiszesz że to koniec to się poczujesz lepiej,ale to najprostsza droga która niekoniecznie pokazuje że masz jaja.
Jeśli chcesz nabrać skillsów to nie baw się z nią w podchody kto kogo uprzedzi, tylko jak powiedział Ulrich idź na to spotkanie całkiem na luzie ( choć to może być trudne) popatrz jej prosto w oczy uśmiechając się jak będzie Ci opowiadać bajeczki, a potem powiedz że rozumiesz i pożegnaj ją na luzie, bez emocji i ciśnień.
Dużo więcej z tego wyniesiesz, uwierz mi.
Już widzę te zachowanie zimnej krwii, uśmiech na twarzy i brak emocji kiedy panna go odrzuci. Tym bardziej jak autor sam pisze jest początkującym w tych tematach.
a ja już widzę jak będzie unikał konfrontacji i mając 30 parę lat będzie chciał jednak spróbować i wyjdzie tak jak piszesz.....
Spotkaj się z nią i nie bądź cipką.
Okej, przeanalizowałem sobie to wszystko i powiem szczerze, że nie czuję wielkich nerwów i jestem gotowy na zakończenie relacji.
Najbardziej odpowiada mi opcja ze spokojnym wysłuchaniem i pożegnaniem się z klasą. Czemu?
Cóż, wyprzedziłem trochę posty i sam wpadłem na to, żeby po prostu zaproponować spotkanie i to zakończyć. Laska jednak powiedziała że po prostu nie może. Zauważyłem też już (nie teraz, a kiedyś) że kobita jest trochę niestabilna emocjonalnie i do końca nie wiadomo co wyniknie na tym spotkaniu. Tak jak napisałem, "odwalać Gustawa" nie zamierzam i jeżeli to ma być koniec to jestem na to spotkanie przygotowany. Czemu chcę posłuchać tej mowy trawy którą będzie miała do przedstawienia? Nie jestem jeszcze do końca przekonany czy tak właśnie postąpię i czy to będzie dobre, ale po szybkim zerwaniu wyjdę na skur*****, którego nigdy nie obchodziło co się dzieje. Nie jest to zły pomysł, ale w opcji "spokojnej" powiem zwyczajnie że rozumiem, a laska zamiast skierować w moją stronę złość, zacznie się zastanawiać dlaczego nie wybucham gniewem. Ja po prostu sobie na luzie odejdę.
Co w przypadku (wiem jaka jest szansa, nie żyję nadzieją) jeżeli ona stwierdzi, że chce to kontynuować i postanowi się "zreperować". Oczywista oczywistość, że ja muszę się zastanowić czy chcę to drążyć. Warto jednak wracać? Czy raczej kobita pod wpływem emocji zwyczajnie i tak niczego nie zrozumie i nic się nie zmieni.