Witam,
Od razu zaznaczam, nie chce być źle zrozumiany, wszystko to, co napiszę, jest tylko po to, aby utwierdzić się, poznać swój dalszy plan działania. Nie chodzi o temat "o boże! rozstałem się z dziewczyną, co robić?", tylko coś bardziej w kierunku pokazania problemu i spojrzeniu na to z innej perspektywy.
Zatem...
Byłem w trzyletnim związku, rozstałem się niedawno, bo kilka dni temu. Mieszkaliśmy razem już dwa lata, więc spokojnie można powiedzieć, że relacja pomiędzy nami była bardzo poważna. W naszym związku, wiadomo były gorsze dni, ale też jak u większości występowały także te dobre momenty. Rozstaliśmy się przeze mnie, tylko, że nie chodzi o to, iż byłem uległy, pieskowałem, byłem za mało pewny siebie. Ogólnie rzecz biorąc, to ja kierowałem tym związkiem.
Problemem było to, że byłem wobec niej chamski, zdarzało się, że w jej stronę leciały wyzwiska, często płakała przeze mnie. Różnie to wyglądało, z perspektywy czasu, wiem, że to co robiłem było karygodne. Wybaczała mi tysiące razy, mówiła wielokrotnie, że dalej mnie kocha, tylko nie akceptuje mojego zachowania. Powtarzała mi także, iż jak nie zmienię swojego postępowania, to po prostu w końcu ona nie wytrzyma i odejdzie ode mnie, co oczywiście w końcu nadeszło.
Próbowałem z nią rozmawiać, że teraz to już ostatni raz na pewno (jak dziecko, wiem, ale człowiek uczy się na błędach i docenia, co stracił, kiedy już tego nie posiada), oczywiście tym razem nie słuchała, powiedziała, że za dużo tego i ja to doskonale rozumiem. Nie miała innego wyjścia. Zachowywałem się jak debil, to w końcu nadszedł kres mojego postępowania.
Teraz, oczywiście, kiedy ona napisała mi smsa cyt."nie szukaj ze mną kontaktu, nie nachodź mnie", w ogóle kompletnie nie mam z nią żadnej styczności, zresztą sam bym tego nie robił, bowiem wiem, że gdy ktoś zawinił dużo w swoim związku, to potrzeba trochę czasu, aby w ogóle ten kontakt został wykonany.
Nie piszcie, jakim to jestem palantem, bo ja to wiem, tylko pytanie do Was jest następujące - czy w ogóle po takich słowach z jej strony, jest sens próbowania wykonywania czegokolwiek w jej kierunku? Ona nigdy nie powiedziała o naszych relacjach nikomu, choć to nic nie zmienia, bo ona i tak czuje się pewnie całkowicie źle z tym wszystkim. Wiem od jej ojca, że cały czas płacze i mówi, że wyrządziłem jej krzywdę i bardzo się na mnie zawiodła.
Jest sens w odbudowywanie tego? Jak tak, to po jakim czasie się do niej odezwać? Kiedy jest dobry moment? Nawet, jakby nie chciała wrócić do mnie, to chciałbym jej osobiście powiedzieć, że bardzo żałuje, bo o tak, trzech lat w związku nie da się zapomnieć. Chciałbym ją za to wszystko przeprosić, tylko nie chce, żeby wyglądało to sztampowo. W jakim kierunku w ogóle podążyć, aby mogło cokolwiek zmienić się z jej strony?
Dzięki i czekam na jakieś konstruktywne odpowiedzi.
Dobrze Ci tak. Skrzywdziłeś ją i zamiast myśleć nad zmianą samego siebie, myślisz o powrocie.
"Nawet, jakby nie chciała wrócić do mnie, to chciałbym jej osobiście powiedzieć, że bardzo żałuje"
Żałujesz rozpadu związku czy tego, że jesteś chamem?
"Ona nigdy nie powiedziała o naszych relacjach nikomu"
Relacjach? Jakich relacjach? Zastraszałeś ją?
Człowiek zrozumie drugiego człowieka, tylko wtedy gdy znajdzie się w podobnej do jego sytuacji.
Ja wiem, że dobrze mi tak i całkowicie się z tym zgadzam. Oczywiście, teraz chce zrobić, to co podczas związku nie zawsze mi się udawało. Wracam na treningi, odbuduje dawne znajomości, popoznaje nowe dziewczyny i oczywiście od momentu rozstania pracuje nad sobą, myślę, co robiłem źle, ale...
...chcę, aby ta zmiana była dla mnie, a w dalszej perspektywie także dla możliwości powrotu do związku z nią.
Co do twojego pierwszego pytania, to w pierwszej kolejności żałuję, że jestem chamem, bo to przez moją postawę, zerwała ze mną, mniej więcej na tym samym poziomie żałuje także rozpadu związku, bo trzy lata to nie jest taki mały okres, zwłaszcza, że razem mieszkaliśmy.
Oczywiście, że jej nie zastraszałem. Chodziło mi o to, że nikomu nie powiedziała o tym, co dzieje się w związku. Choć nie, jedyną osobą, z którą rozmawiała na ten temat byłą moja matka.
Nie. Akurat, nic źle nie interpretowałem z tekstów, które kiedykolwiek przeczytałem. Przeciwnie, cały czas byłem sobą, tylko dużo było momentów, że ja sobie coś tam wymyślałem, twierdziłem, że to co myślę, to tak musi być na pewno i wtedy często zamiast ugryźć się w język, to niestety w jej stronę kierowałem wyzwiska. Zamiast wysłuchać jej, to działałem z marszu, a potem zastanawiałem się dopiero, co źle zrobiłem.
Z tego co piszesz, to dziewczyna jest wporządku i bardzo cię kocha, a ty jesteś zwykłym egoistą. Myślisz tylko o sobie.
Powiem ci, że nawet jeśli by wróciła, to i tak się nie zmienisz, albo zmienisz tylko na chwile.
Dziwie się, że dziewczyna tyle z tobą wytrzymała, jeśli tak się zachowywałeś. Jeśli ją kochasz, to daj jej spokój, zasługuje na kogoś kto będzie ją szanował, bo ty jedynie myślisz o swoich potrzebach jak widać.
Zmiana jest możliwa tylko długo to będzie trwało.
Jeżeli tak traktujesz kobiety to proponuje udać sie do psychologa by wydobył z Ciebie problem który w Tobie tkwi i pewnie narasta.
Człowiek zrozumie drugiego człowieka, tylko wtedy gdy znajdzie się w podobnej do jego sytuacji.
Dobrze, abstrahując od tego, że ona była w porządku ((bo była!) i że psycholog to nie byłoby złe wyjście, to napiszę coś, co napisałem osobie wyżej, odpowiadając na jego post.
Problemem było, to, że wymyślałem sobie różne historie związane z nią, często irracjonalne i traktowałem je jako ostateczną prawdę. Dostawało jej się za to, chociaż niczego nie robiła.
Wiem, że zmiana jest potrzebna, ale pytanie, mam takie jak na początku. W trakcie mojej pracy nad sobą, bo niewątpliwie tego mi szczególnie potrzeba, bo ona ani mnie nie zdradzała, ani nie wiem, nie olewała, czy jest sens, aby do niej się odezwać lub pojechać pod jej pracę/szkołę/cokolwiek (ona powiedziała, żebym jej nie nachodził, matka jej coś tam wspomniała o policji, żebym jej nie nagabywał)? Jeśli tak, to ile poczekać? Wiem, że mogę to wszystko naprawić, bo zdaję sobie sprawę, gdzie tkwi problem. W jakim kierunku pójść z tym wszystkim, oprócz pracy nad sobą. Zostawić w spokoju ją mogę, tylko pod jednym warunkiem - jak spróbuję naprawy tego wszystkiego i nic z tego nie wyjdzie. Jestem osobą, która lubi dążyć do celu, który sobie założyłem, więc choć chcę spróbować. Tylko właśnie, po to napisałem o problemie, aby dowiedzieć się, ile, co i jak, byście radzili.
ja bym zrobił coś w kierunku bycia po prostu lepszym gościem. Strzelam (bo nie mam lepszego pomysłu na szybko) - jakiś wolontariat, akcje charytatywne, może coś z kulturą, ew. młodzieżą, nie wiem buddyzm (?), bo wydaje mi się, że masz sporo energii, którą źle zarządzasz.
We wspomnianych sytuacjach pojawi się szansa na zaproszenie jej na jakiś event w roli gościa, zrobienie czegoś dobrego razem, pokazanie zmian jakie w tobie zaszły (jeśli zajdą).
Za swoje błędy się płaci i to czasem bardzo słono.
Byłeś jeban*m chamem i dostałeś to, na co zasłużyłeś.
Każdy ma swoją godność i honor. I tak dziewczyna z Tobą dużo wytrzymała.
Na przyszłość zanim Ci się zbierze na epitety i wyzwiska to się 100x zastanowisz.
Jeżeli naprawdę chcesz to naprawić i masz czyste intencje to dajcie sobie czas. Ochłońcie oboje a Ty wykorzystaj to do pracy nad sobą. Zawiniłeś ale plus dla Ciebie, bo wiesz co było z Twojej strony nie tak.
Teraz póki co, trzymają Cię emocje. Dodatkowo wraz z myślą, że to było Twoje jedyne zachowanie, które jej uwłaczało, daleko nie zajedziesz. W każdym bądź razie niczego nie naprawisz, mimo, że może teraz jesteś tego taki pewien.
Jak ma wyglądać ta praca? Przede wszystkim musisz przemianować swój system wartości i nauczyć się szacunku oraz pokory. Panuj nad emocjami i właśnie to rozstanie będzie najlepszym dla Ciebie sprawdzianem.
Nie mówię, że będzie dobrze, bo z tą dziewczyną prawdopodobnie już nie będzie. Teraz chodzi o Ciebie. Nie możesz dalej przenosić tych wad w relacji z kobietami. Wyciągnij wnioski. Długotrwałe wnioski...
Co do konkretnego zachowania w stosunku do Twojej byłej. Prosiła Cię, żebyś jej nie nachodził i nie kontaktował się. Najlepiej zrobisz, gdy uszanujesz tą decyzję. Okazja do spotkania kiedyś się trafi. Ty masz za zadanie nauczyć się jej nie szukać.
"Problemem było, to, że wymyślałem sobie różne historie związane z nią, często irracjonalne i traktowałem je jako ostateczną prawdę."
Człowiek tak sie zachowuje gdy jest zazdrosny a to niszczy każdy związek.
Człowiek zrozumie drugiego człowieka, tylko wtedy gdy znajdzie się w podobnej do jego sytuacji.
Rady wasze są bardzo w porządku, tylko, że pojawia się pytanie - kiedy zrobić ten pierwszy krok? Wyznając zasadę, duża wina, więcej czasu, nie wiem miesiąc bez kontaktu, bo nie chce też przesadzić z tym czasem, bo okażę się, że ona w ogóle nie będzie chciała niczego ode mnie.
Druga kwestia - po prostu zadzwonić najpierw, czy przyjechać do niej i porozmawiać? Logiczny najpierw wydaje się telefon.
Trzecia - zaprosić ją na jakiś neutralny teren, tam gdzie nigdy razem nie byliśmy, aby nie kojarzyć miejsca z naszym poprzednim związkiem? Bo na pierwszy raz, wiadomo na ściankę wspinaczkową zabierać ją nie będę.
Czwarta - spotkać się, powiedzieć jak bardzo żałuję i co? Starać się, przekazać jej, że rozumiem, iż źle postępowałem, pokazać jej, że wiem jak się czuje? Potem luźno się z nią spotykać, bez wchodzenia w związek i powolne odbudowywanie jej zaufania i wywoływanie samych pozytywnych emocji?
Ona już straciła do ciebie szacunek,bo nie można szanować człowieka,który bezpodstawnie oskarża i w dodatku upokarza. I z twojej postawy odczytuję tylko deserację jak szybko wrócić do tego związku,nie wierzę,że możesz tak szybko zmienić swój charakter. Czuć tu jakiś fałsz,bo nie chcesz się zmienić by naprawić siebie,tylko chcesz szybko stworzyć pozory zmian by ją odzyskać. Korzysz się chcąc uzyskać szybkovrozwiązanie i dlatego z opisu ona jest wspaniała i bez wad, a ty to najgorszy drań. Daj dziewczynie spokój,a sam idź do psychologa popracować nad sobą.
I dzięki za to,że po przeczytaniu twojego posta przejrzałam na oczy w pewnej sprawie.
"Poginęły mi rady od mamy
By w zimie się ciepło ubierać,
Nie zadawać się z chuliganami.
Cholera!"
Tylko, że ja nie piszę, że jutro już, albo za tydzień zacznę z nią obcować, prosić o wybaczenie, wiem, że musi upłynąć w Wiśle sporo wody, zanim będę mógł wykonać jakikolwiek krok. Nie ma tutaj żadnego fałszu, tu nie chodzi o jak najszybszy powrót do związku, nawet powiem więcej, nic na siłę, bo wiem, że źle robiłem. Chcę zmienić siebie, ale chciałem uzyskać konstruktywne odpowiedzi na swoje pytania, żeby wiedzieć jak działać. Za szybko interpretujesz i ferujesz wyroki, tak jak ja do tej pory to robiłem. Chce uzyskać rozwiązanie, bo nie chce zepsuć tych trzech lat, chociaż już to zrobiłem, więc chce próbować naprawić to, co popsułem, a wiem, że gdybym inaczej postępował, to jest zawsze szansa na ponowny związek z nią, bo jak zinterpretować inaczej jej słowa cyt."tylko gdyby tego nie było, nigdy nie chciałabym od ciebie odejść". Chcę pracować nad sobą i to nie wynika z kajania się, bo gdyby rzeczywiście tak było, to do niej bym pisał czułe słówka, a nic by się nie zmieniło.
Jeśli, ktoś może jeszcze coś opiniotwórczego napisać, to byłbym wdzięczny.
Chcesz opinii, proszę bardzo... sama byłam w takiej sytuacji: pewny siebie w tym związku to ty raczej nie byłeś,bo pewni siebie ludzie nie wymyślają sobie niestworzonych historyjek by później w nie wierzyć i na ich podstawie posuwać się do przemocy psychicznej i upokarzania. Wyzwiska to agresja słowna,a agresja to przemoc. Sam osobiście musiałbyś przekonać się jak strasznie czuje się upokorzona i odarta z godności osoba co chwilę fałszywie oskarżana i poniewierana słoqnie przez kogoś kogo kocha,nie można sobie tego zwizualizować i uznać,że się zrozumiało,ale zawsze można spróbować.
"Poginęły mi rady od mamy
By w zimie się ciepło ubierać,
Nie zadawać się z chuliganami.
Cholera!"
Ktoś nazwał to w końcu po imieniu.
Tak, to jest przemoc psychiczna i nierzadko sieje ona większe spustoszenie w psychice niż przemoc fizyczna.
problem w tym Grish, ze Ty się nie zmienisz. Pod wpływem jej odejscia cos tam chcesz sobie "przypudrować", zakryć farbką... To wszystko na pokaz, sztuczne... Drobny deszczyk i wszystko wróci do normy... Dla Ciebie jakaś DDA bylaby dobra!
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Jak przeczytałam to, co tu napisałeś jakbym czkawki dostała... Dlatego przepraszam Wszystkich, jeśli coś "palnę", a tym i Ciebie Grish, bo jednak Cie nie znam, ale skoro napisałeś...
Hmmm... Mogłabym powielać to, co inni słusznie napisali, albo niechętnie przypomnieć samej sobie jak to wygląda z jej strony, a potem podzielić się z Tobą wszelkimi opiniotwórczymi myślami, ale hmmm, NIE. Nie dlatego, że to nie ma sensu. Może jakbyś tysiąc razy przeczytał jakim jesteś delikatnie mówiąc, "palantem", to byłaby to dla Ciebie forma terapii? Może? Ale nie, nie w tym rzecz...
Ad rem.
"Jest sens w odbudowywanie tego? Jak tak, to po jakim czasie się do niej odezwać? Kiedy jest dobry moment? Nawet, jakby nie chciała wrócić do mnie, to chciałbym jej osobiście powiedzieć, że bardzo żałuje, bo o tak, trzech lat w związku nie da się zapomnieć. Chciałbym ją za to wszystko przeprosić, tylko nie chce, żeby wyglądało to sztampowo. W jakim kierunku w ogóle podążyć, aby mogło cokolwiek zmienić się z jej strony?" - nie; po żadnym; nigdy.
Wyrządziłeś jej krzywdę, potraktowałeś kogoś, kto Cię prosił, ostrzegał i kochał Cię, nawet jeśli jednym wyzwiskiem - to jak gówno ludzkie. Po prostu.
Masz rację, że tych 3 lat związku nie da się zapomnieć. Ja po 8 latach, tamte 2,5 roku pamiętam. Oj, dużo rzeczy pamiętam, za dużo, ale o dziwo z czasem stałam się bardzo wdzięczna tamtemu gnojowi, bo wiem, że już nigdy nie wpadnę w to samo szambo. Jeśliby to czytał - serdecznie pozdrawiam, krzyż na drogę.
Dlatego - "W jakim kierunku?" Przeciwnym. Bądź po prostu szlachetny na sam koniec, skul ogon pod siebie i po prostu - bez urazy - zrób jej prezent i się odpi***ol.
“If she's amazing, she won't be easy. If she's easy, she won't be amazing. If she's worth it, you wont give up. If you give up, you're not worthy... Truth is, everybody is going to hurt you; you just gotta find the ones worth suffering for.” - Bob Marley
znałem kiedyś pewną parę w której relacja przebiegałą podobnie, gość ze swoją dziewczyną postępował podobnie jak ty, dochodziło nawet do tego że wśród znajomych nie miał oporów aby laske zmieszać z błotem właściwie bez powodów(nawet raz dostał w pysk od kumpla za to że nie potrafił się ogarnąć). Dziewczyna była słaba psychicznie i bardzo mu uległa a on nie potrafił docenić tego że ma taką oddaną mu osobę), jego charakter pchał go do jakiejś chorej dominacji, dziewczyna wytrzymała i tak z nim długo bo pare latek im razem zleciało, aż w końcu nie wytrzymała i uciekła od niego dosłownie, znalazła sobie gościa z podobnym charakterem do niej przy którym mogła w koncu odpocząć od głupich jazd. A co się stało z gościem ? A ma teraz laske (obecnie już żone) która jednym spojrzeniem potrafi mu pokazać gdzie jego miejsce. Może tobie też taka kobitka by się przydała?