piszę z pewną trapiącą mnie sytuacją,
jakiś czas temu poznałem super dziewczynę od razu zaskoczyło szybko poszło i po 3 tygodniach już pomieszkiwałem u niej. przez dwa miesiące zarówno ja i ona nie mogliśmy bez siebie żyć, dużo czułości itd.
aż nagle bum cos sie stało i z jej strony zauważyłem nagły spadek zaangażowania itd. nie jest tak jak dawniej, próbowałem z nią rozmawiać na ten temat. na co usłyszałem ze aktualnie ma dużo rzeczy na głowie i nie potrzebie biorę wszystko do siebie, bo ona długo nie była w związku i potrafi sobie radzić sama z problemami, fakt ma problemy w pracy i czeka ja trudna zmiana.
nie wiem co robić bo sytuacja jest taka sama caly czas, i nie wiem czy czekać az problemy w pracy z nikną i wtedy sytuacja się poprawi.
Może faktycznie jest tak jak mówi, może się już Tobą znudziła, może kto inny ją puka, takich może, może być setki.
Zastanawia mnie jak można z kimś zamieszkać po 3 tygodniach... Ja bym tam zaufania nie miał po takim czasie. Dość tak odważnie.
odważnie ale oboje tego chcieliśmy, więc nie widzę większego problemu. teraz teraz jestem już u siebie bo jak pisałem "pomieszkiwałem" u niej :]
no jak to "nie widzę większego problemu"!? A ten temat to co?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Za mało się znaliście, zanim zaczęliście wspólnie żyć. Bardzo dobrze to ujął MrSnoofie - zbudowaliście kolosa na glinianych nogach. Proponuję następnym razem trochę się wstrzymać z tak odważnymi decyzjami jak mieszkanie ze sobą
No faktycznie dawniej to były czasy dużo czasu budowanie tego wam zajęło
swoją drogą jakieś 7 lat temu taka para którą słabo znam w pół roku się poznali zamieszkali i wzięli ślub z tym że ona za chuda i piękna to nie była nie a on ani mądry ani piękny i nikogo wcześniej poza sobą nie mieli no i żyją po dziś dzień ale czy dobrze to już nie wiem wyjątki się zdarzają ale niezmiernie rzadko.
Ogólne mechanizmy, takie jak zobowiązanie itp. działają u każdego. Jednak każdy człowiek jest inny, być może twoi znajomi oboje uznali, że to jest to i już, po co zwlekać.
Ja mam przypadek kolegi, który nie mieszkał ze swoją dziewczyną wcale, po 3 latach znajomości, wzięli ślub i zamieszkali razem, po niecałym roku wszystko jebło i to z wielkim hukiem. Chłop strasznie przeżył, wrak człowieka, facet atrakcyjny, przy kasie, a laska moim zdaniem średnia i nudna, wg mnie nie mogła lepiej trafić. Każdy jest inny, nie wszystkie ogólne zasady będą działać na każdego.
--------------------------------------------------------
Jeśli powiesz "nie udało się" staniesz się 10 razy silniejszy, niż gdybyś miał powiedzieć "co by było gdybym spróbował..."
Ja tydzień po roku bycia z moja wziąłem ślub. 8 rok leci i jest dobrze tyle ze swoje zesmy przeszli. Kiedyś pewna pani psycholog, przy okazji psychotechnicznych do roboty, stwierdziła ze cale szczęście ze mamy wpojone z zona do głów "katolickie" podejście do małżeństwa bo normalni ludzie tego nie wytrzymują tak długo. I miała racje. Ja tam nie żałuje bo dziś jestem szczęśliwy ze jednak się nie pomylilem co do kobiety, ale można było dojść do tego bez kilku naprawdę meczacych i depresyjnych momentów.
gdy to ona się zastanawia-wygrales
gdy ty...zaopatrz się w apap bo pewnie będzie ja glowa bolec
i Panowie skończyło się tak że był to początek końca i po dwóch tygodniach nijakości rozeszliśmy się. powód nie zakochała się we mnie. choć ja miałem również inna teorie gdyż jakiś czas wcześniej siłowni poznała jakiegoś tam "kolege", na koniec pytałem czy jest ktos inny czy chodzi o tego "kolegę" prosto w oczy mi kłamała że nie itd.
minęły prawie dwa miesiące i się dowiaduję że są razem.