Bez pieprzenia . Prosze o rade tych ktorzy przez to przeszli lub to maja.
Boje sie konfrontacji Panowie....Facet,wrog od razu kojarzy mii sie z danym miejscem i boje sie tam jechac , mimo ze prawdopodobnie go nie spotkam. To jest od dawna... Idac do szkoly w liceum bylem strasznie zdenerwowany bo myslalem ze bede musial sie bic, i tak przez lata. Kumple wmawiali mi ze to szkola dla dresow i bede musial walczyc o swoje. To jest cholernie przykre dla mnie jako faceta ale musze to napisac. Mam wroga w pewnym miescie ktory jebna mnie z bara z raz .Za drugim razem jebna z bara i przezwal ja poszedlem dalej. Spotkalem go na ulicy rok po tym wydarzeniu,patrzylismy na siebie jak starzy wrodzy. Nie chodzi o ta konkretna osobe...zauwazylem ze boje sie i uciekam od niekomfortowch sytuacji kosztem swojej przyszlosci , a czemu chce podjac prace w tym miescie . Od razu nachodza mnie mysli ze bede musial walczyc...kurwa to naprawde meczace. NIe wiem jakim cudem to sie we mnie wzielo. Jestem po prostu urodzona pizda ? No bo jak to wytlumaczyc... Mam prawie 20 lat a szturchniecie z bara odpycha mnie od nowej pracy...i to nie jedyny przyklad. Mam wielkie ego, jak ktos na mnie spojrzy za dlugo to wkurwiam sie ze jak ten fiut mogl na mnie tyle patrzec a wiecie skad to sie wzielo ?
I tu paradoks....najsmiesznieje.... Trenuje sporty walki od 5 lat. Od mlokosa sparowalem z wieszkymi chlopami ,ciezkim tacy ktorzy mnie lali, jedzilem na zawody . Sralem sie jak nie wiem ,chcialem zeby odwolali kazde zawody ale oczywiscie tak nie bylo...na macie wchodzilem i sialem postrach ,doslownie pogrom...dopiero zaczynalem trener krzyczal tylko idz do przodu i wal (jak to pisze to lzy mi leca) a zawodnicy walczyli ale byli niesamowicie przestraszeni pamietam to ,bylem gotow ich rozszarpac. Kazdy na widowni widzial ze jestem swierzy ale nie pekam przed nikim. Skonczylem z tym . Przerwa 2 lata. Wrocilem ,zaczalem boksowac rowniez toczylem walki , jestem biedny i wedlug mnie jesli juz masz mozliwosc walczyc przed ludzmi to zrob to. Pokaz im ze jestes fenomenem. robilem tak , pierwsze 2 , wygralem . Bez robienia wagi . po 2 tyg treningu. Pamietam jak dzis , uderzam prawy na bebechy i mowie przy tym ,,kurwa" chce zeby padl. Po walce okazalo sie ze zlamalem mu nos juz w drugiej rundzie. NIesamowite spelnienie. Euforia po zawodach ,pewnosc siebie utrzymywaly sie ze 2 tyg . To uczucie. Jestem kozak ,w ogole nie do zajebania. Po 2 tyg pewnosc siebie malala ale po kazdym krwawym i dobrym sparingu mialem w huju to czy jestem dobrze ubrany czy gil mi leci z nosa. Spelnialem swoje marzenia... Przed kazda walka (czym dalej ) niesamowicie sie balem , kazdy z grupy w ktorej walczylismy wiedzial ze jestem niebezpieczny i potrafie dac dobra walke. Trener juz mnie rozszyfrowal ,wspanialy czlowiek. Powiedzial przy sniadaniu w oczekiwaniu na rozpiske walk ,, Piotrek da najlepsza albo najhujowsza walke , zalezy jak bedzie myslal" wiedzial juz wtedy ze roznie z moja psychika jest. Czasem na sparingu lalem 2 krotnego mistrza seniorow ktry mial 120 walk stoczonych a czasem trener musial mnie wrecz zdejmowac z ringu bo taki kiepski bylem.
CZy jestem pizda? Mam tak pojebana psychike...w glowie czego bym ja nie zrobil... Moze przez te 5 lat moja pewnosc siebie bazowala na walce, i jak burak myslalem ze jak umiem dobrze walczyc to kazdy powiniem mnie kochac i szanowac mnie. Mam wielkie ego,poczucie wlasnej wartosci...takie sobie... Nie wiem czym to jest spowodowane moge przypuszczac ...Nie wychodze z domu,w swoim zyciu bylem na 4 imprezach, dogadywanie sie z kolezankami tak sobie, nie mam kompleksow jakis wielkich . Jestem dobrze zbudowany , zeby ...nie jebie mi z mory, Zaczalem sie dobrze ubierac. NIe wiem czemu nie moge wejsc na ten jeden poziom a nie tak dziwnie to wyglada... Z dani na dzien zauwazam ze jestem bardzo podobny do ojca, On ma strasznie wrazliwy charakter, zawsze staram sie to jakos zniwelowac w sobie i byc bardziej obojetny na ten bol ludzki zeby nie byc rozplakanym facetem na stare lata. Moze to ze wale konia tez jest przyczyna tego strachu ,leku. Poradzcie mi ,wiem ze to nie jest byle jaki problemik (kazdy ma swoj) on siedzi w glowie , prosze o pomoc ludzi ktorzy maja ,mieli cos podobnego. Napisalem jakas ksiazke o sobie ,staralem krotko i na temat ale jestem gadula wiec i musialo byc tak napisane. Dzieki.
Miałem podobny problem co ty...

Koleś jak będzie sam to podejdź oznajmij koledze że dostanie wpierdol jak nie przestanie i tyle
Jak się rzuci na cb ... Wiesz co robić
Po pierwszych kilku zdaniach kolego miałem w głowie jedną poradę- sztuki walki. Jak przeczytałem że trenujesz to zgłupiałem..
Na swoim przykładzie mogę Ci powiedzieć, że u mnie bywało podobnie. W czasach gimnazjum podobnie jak Ty, miałem problem z 1-2 typami i ten strach przed konfontacją z nimi. Byłem niższego wzrostu, przeciwnicy co najmniej 10 cm wyższy. Kilka lat pierdolenia i ciotowania, unikania potyczek, ew. rzadkie ubicie podobnych do mnie (moj wzrost waga itp)
Pod koniec gimnazjum powiedziałem koniec, ruszyłem z siłownią. Szybkie przyrosty, lekki wzrost pewości siebie, ale to nie było to. Nadal nie czułem się tak pewnie jak chciałem, szacunek innych ze względu na posture wzrósł, ale wewnętrzna pewność nie za bardzo się zmieniła.
W moim przypadku praca nad przekonaniami, głową, pewnością i całym tym bajzlem trwała kilka lat, z różnym skutkiem.
Kończąc liceum przypadkiem wpadł na osiedlową siłownię jeden z największych bojówkarzy z mojego miasta, typ starszy ode mnie o jakieś 5 lat. Pogadałem z nim i usłyszałem kluczowe wtedy dla mnie słowa "Wiesz, po 3 miesiącach trenowania sztuk walki (kickboxing) czułem się o wiele pewniej niż po kilku latach siłowni"
Słowa te utkwiły mi w pamięci i na studiach zapisałem się na muay-thai. Jak dla mnie rewelacja. Jego słowa sprawdziły się w 100%, po kilku miesiącach moja pewność wzrosła gigantycznie. Nie mówie typowo o pewności siebie w kontakcie z kobietami, bo raczej one z pięściami do mnie nie startowały, ale chodziło bardziej o zachowanie wśród mężczyzn, od tego czasu byle kto nie może mi powiedzieć co mu się podoba, o wiele zmalał stres przy podejściach do kobiet (np. 2 kobiety na imprezie z 2 kumplami, żaden problem, albo poderwę kobietę albo konfrontacja z typkiem, obojętne mi było która opcja).
W Twoim przypadku kolego jest tak, że Twoja pewność siebie bazuje na opinii innych. Jeśli grupka facetów powie Ci że dobrze się bijesz, jesteś silny, czujesz się pewnie. Jak zaczną po Tobie jechać, mimo że połamałbyś ich wszystkich na raz, chowasz łeb w dół. Wbij sobie do głowy, że jestes charakternym gościem, wkurw się na siebie, wypij 1-2 bronksy dla odwagi i wyjdź na miasto. Siądź na ławce, pochodź po rynku, poczuj że to miasto jest też Twoje. Jak spotkasz tego typka, nie chowaj głowy w dół, jeśli nie wytrzymasz napięcia strzel faka i odejdź. Jak ruszy za Tobą albo coś zacznie gadać wkurwisz się na tyle, że rozwiążesz tą sprawę raz a dobrze.
Tu chodzi o twardy inner game. A nie o sztuczki walki i znajomości tajnego ciosu, coby wrogowi nos rozkwasić jak pomidora i mózg wyjąć... Tu chodzi o samoświadomość. Rzadko używaną terminologię na łamach tego forum. Samoświadomym można stać się spotykając "mnie" z "ja" i je konfrontując.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Z mojej strony wygląda to tak na pewno nie jesteś pizda bo każdy się czegoś boi każdy ma jakieś leki i demony w sobie. Po prostu musisz w sobie znaleźć prawdziwą ODWAGĘ, a nie głupotę . Prawdziwa odwaga jest wtedy kiedy przełamujesz własne leki i słabości a, nie rzucasz się na 100 gości sam. Pewien grecki filozo mawiał "w każdej sytuacji która wymaga jakiejś cnoty zachowuj się tak jak byś tę cnotę już posiadał a wtedy ją nabędziesz" Staraj się zachowywać tak jak byś już się tego nie bał, a śmierć strachu jest pewna. Jeśli ci to pomoże mózg ludzki w danej chwili może zajmować się tylko jedną myślą albo pozytywna albo negatywna. Zawsze pzed wyjazdem do tego miasta powtarzaj sobie głośno przed lustrem a potem w myślach "DAM RADE MOGĘ TO ZROBIĆ SPOJRZĘ STRACHOWI W OCZY I ROZWALĘ GO JAK SAMOCHÓD ROZBIJAJĄCY SIĘ O ŚCIANĘ" i tak z 10 razy na pewno coś pomoże.