Ostatnio naszły mnie takie filozoficzne rozkminy. Z jednej strony mówi się "żyj chwilą" itd. a z drugiej "poświęć dzień dzisiejszy dla jutra", "najważniejszy jest sukces". Pokażę to na przykładzie dwóch osób. Pierwszy - zapalony sportowiec - całe dnie poświęca na realizowanie treningów i ciągłe doskonalenie swojego ciała, przy czym odmawia sobie codziennych przyjemnosci, argumentując to tym, iz na sukces trzeba cięzko tyrac. I druga osoba... podróżnik. Jeździ autostopami, śpi gdzie popadnie, je co popadnie, ale jakoś sobie tam radzi. Twierdzi, że czerpie z zycia całymi garściami, zobaczył pół świata i nie przejmuje sie niczym.
A jaki jest Wasz sposób na życie? W czym odnajdujecie szczescie?
9 miesiecy zapierdalania. Studia, praca, silka, walki, laski. Życie ustabilizowane, dorosłe. Potem przychodzi czas zabawy. 3 miesiące balowania, życia z dnia na dzień, robienia rzeczy, których nigdy bym nie zrobił, dziecinnej zabawy, ryzyka, przygód, adrenaliny, mówienia wszystkiemu 'tak'. Czy warto zapierdalać te 9 miesięcy? Warto. 3 miesiące 'resetu' są bezcenne.
3 miesiące resetu w ciągu roku... Wolałbym zdechnąć jak pies. Reset każdego dnia, to jest to, czego JA wymagam od siebie.
Każdy ma inne priorytety.
Studiujesz, czy pracujesz?