Temat trochę kontrowersyjny i wielu z nas popełnia błąd już w "przedbiegach" uwodzenia. Z doświadczenia zaobserwowałem, że to - nazwijmy to zjawisko - wtłacza we własne życie.
Moim zdaniem to nie ma co się przyzwyczajać do nikogo i niczego. Trzeba traktować otoczenie z dystansem żyć normalnie bez zbyt dużego angażowania. Wydaję mi się, że podchodzenie do wielu spraw zbyt emocjonalnie z pewnymi obawami i nerwami sprawia że możemy to stracić to na czym się skupiamy.
W tym wszystkim sekretem jest.. umiar, korzystać z niego, bo po to jest. Zauważcie jak dużo tracimy podchodząc do życia bez umiaru..
Chciałbym poznać wasze zdanie na ten temat.
Pozdrawiam.
Są różni ludzie, warto mieć emocje na wodzy i umieć nad sobą panować aby myśleć logicznie i nie dać wyprowadzić się z równowagi. Kwestia charakteru i Twojego inner game ale po jakimś czasie spotykania z dziewczyną tak czy siak trochę się do niej przyzwyczaisz i myślę że to nic złego, inaczej byłbyś robotem.
No tak. Umiar i dystans to złoty środek. Do swiata i przede wszystkim samego siebie. Choc z drugiej strony jesli przekombinujesz i bedziesz wciaz w jakis sposob kalkulowal to tez niedobrze. Mysle ze czasem nawet trzeba dac sie ponieść emocja zeby zachowac równowagę, ot tak dla zdrowia
I to jest niestety balansowanie na krawędzi. Z jednej strony hamując emocje nie sparzysz się w razie wpadki/przykrego losowego zdarzenia. Druga strona medalu jest taka, że te emocje są przecież piękne i po to żyjemy aby ich doświadczać. Potem równie pięknie dupa boli. Abstrahując od dywagacji filozoficznych wolę wpierw mieć dystans do nowo poznanej osoby.
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
To i ja sie wypowiem.
Wyznaje zasade, ktorej sie oczywiscie trzymam: "wole podejsc z lekkim dystansem i dac pozytywnie sie zaskoczyc, bedac przygotowanym na gorsza opcje". Prosze nie mylic tego z byciem pesymista. Uwazam taki wariant za poprawnyw moim mmniemaniu. Oczywiscie, gdy przychodzi moment, dystans zmniejszam (jesli warto) badz zwiekszam sam, w zyciu roznie bywa. Oczywisice w gre wchodzi kolejne zasade kontrolujace "wszystko z umiarem i kalibracja". Wszystko jest dla ludzi, ale wszystko z umiarem i wtedy jest git! Czyz nie tak?
Pozdrawiam
COOL AS ICE - ICE-COOL!
"I think the most important thing is to be happy with yourself beacause if you're not happy with yourself you can't be happy with somebody else." - Solarstone-Greenlight (Original Mix)
Ja to się nie przyzwyczajam do ludzi, miejsc i rzeczy:)
''...Facet jesteś czy pipka? Jeśli facet, to weź samego siebie za mordę i ... nie oczekuj od życia zbyt wiele, bo rzeczywiście nie dostaniesz od niego więcej, niż sam sobie weźmiesz...."
Ice Man - rozsądne podejście. Lepiej jest przecież nie wyobrażać sobie za dużo żyć z pewną dozą wstrzemięźliwości.
Przyzwyczajanie się to już rutyna.. spotykasz się z dziewczyną każdego dnia, bo czujesz potrzebę, wszystko to samo i nie wyobrażasz sobie by było inaczej. Czujesz, że nic nie psujesz, ale jednak coś psujesz do cholery..
Każdy przecież prędzej czy później odejdzie a im mniejsze przyzwyczajanie tym większa pewność, że nie będzie żalu i rozpaczy. Bardzo to brutalne, ale według mnie złudne jest myślenie, że wszystko trwać będzie wiecznie.
Oczywiście zgodzę się z poprzednikami, że pewna doza przywiązania jest jak najbardziej na miejscu, bo nikt przecież nie jest maszyną..
Zastanawia mnie jedno, w którym momencie czuję się już to przywiązanie, czy da się nad tym zapanować ??
..więc kimże w końcu jesteś? - Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro -- Michaił Afanasjewicz Bułhakow
tak
Czemu taka jesteś?
- Jaka?
- Taka cholernie wrażliwa albo cholernie obojętna?
- Bo jestem cholernie inna niż te dziewczyny, które znasz.
To w ogóle jest dosyć interesująca sprawa patrząc pod kątem podrywu i związków. Jak to jest możliwe, że na przykład kobiety - ponoć osoby bardziej emocjonalne - znacznie rzadziej kompromitują swoją osobę po zerwaniu, mam na myśli znane (dziesiątki tematów na forum) próby zawracania kijem rzeki przez porzuconych samców? Wszystkie panny, z którymi to ja się pożegnałem, nigdy nie próbowały pieskować po zerwaniu. Co do kilku wiem, że męczyło je to bardzo, ale nigdy nie ośmieszały się jakimś płaszczeniem przede mną. Podobny wniosek wyciągam patrząc na relacje moich znajomych.
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
Ice Man dobrze pisze, zaangażowanie jest ok, w odpowiednim czasie, lepiej się miło rozczarować, oczywiście również nie ma co podchodzić z przeświadczeniem że każdy coś knuje i jest antychrystem.
Kalkulacja i analityczne myślenie jest dobre, ale co to by było za życie bez emocji pasji, uczuć i odrobiny szaleństwa ?
w końcu nie jesteśmy żywymi trupami żeby tylko jeść srać i spać, emocje i przygody to jest to co miło wspominam w zimowe wieczory
they hate us cause they ain't us
Nie można kochać trochę albo bardzo. Miłość jest niestopniowalna. Jest, albo jej nie ma. Można natomiast powiedzieć, że ktoś komuś podoba się, podnieca, pociąga go bardziej lub mniej. I w takich relacjach nerwy na wodzy są potrzebne, bo nie możemy sobie pozwolić żeby nie aż tak ważna dla nas interakcja rzutowała na nasze życie, sprawiała byśmy źle sypiali. Też są więc metody na to jak odwlec w czasie czy spowolnić emocjonalne angażowanie się.
Natomiast jeśli kochać to z całych sił. Więc jeśli się zakochasz, to nie będziesz musiał pytać "czy to już?" - bo będziesz wiedział sam. Na tym polega miłość.
Damian z MenPower