Witajcie. Mam problem hamujący mój rozwój z kobietami przez który nie mogę ruszyć z miejsca. Czuje się jakbym cały czas drążył w skale, a skała jak była ,tak jest. Przy zagadywaniu na ulicy i w internecie odczułem, że odpowiedzi od lasek są takie zlewkowe. Tak się czuję choćby mi kazały od zaraz spierdalać. Chociaż nigdy żadna tak nie powiedziała. Po prostu wkurwia mnie, że ciężar rozmowy ma być po mojej stronie. A rozmowa się toczy tak, że 80 % ja mówię, a 20 % dziewczyna. Przez to nie podchodzę i stąd mam zerowy progres.
To, że ZAWSZE na początku Ty wkładasz 80% w rozmowę jest akurat nieprawdą. Sam się o tym przekonałem. Oczywiście, są takie sytuacje i powiem Ci szczerze, że jest to dobra opcja, żeby się przekonać "jak daleko" już jesteś i co potrafisz, bo na dłuższą metę nie chciałbym relacji z dziewczyną, która nie potrafi nic o sobie powiedzieć, albo nie chce - jeden chuj. W większości przypadków, gdy się z tym spotykałem, panna nie była już zainteresowana od samego początku, ale ciągnąłem rozmowę przez 5 - 10 minut, żeby sprawdzić samego siebie. I to pokazało mi dużo, zajebiście dużo. Kontaktu nigdy nie biorę od takich kobiet, nawet nie próbuję, bo raz - bym go nie dostał, dwa - sam bym nie chciał. Oczywiście, zaraz ktoś napisze, że mogę zburzyć ten brak zainteresowania. Owszem - mogę, ale gdy po jakimś czasie nic się nie zmienia, to po prostu nie chcę tracić czasu. Wbrew wszelkiej opinii trenerów uwodzenia, nie da się poderwać każdej. Dlatego nie bój się takich sytuacji, bo przy nich możesz się rozwinąć bardziej niż myślisz.

Podchodź, podchodź, a zobaczysz, że ile kobiet, tyle charakterów i możesz trafić na naprawdę wygadaną partię. A wtedy jest to niesamowita przyjemność z samej rozmowy
PS To ostatnie zdanie zabrzmiało jakbym był jakimś specjalistą, a sam się ciągle uczę i łapię doświadczenia. Być może jesteśmy w tym samym miejscu. Także życzę Ci powodzenia, bo po części Cię rozumiem
ABC - Always Be Closing. Bierz kontakty, chociażby po to, że mogłeś trafić w jej zły dzień, zły moment, cokolwiek. Jasne, on zadziała raz na kilkadziesiąt, ale po co pozbawiać się tej szansy?
a czego się spodziewasz, że od razu wyskoczy z majtek?
kolego, spokojnie, wyluzuj. prawdopodobnie przez takie myślenie masz zerowy progres. kobiety są 'różne' aczkolwiek na początku niemal zawsze inwestujemy bardziej, pokazujemy siebie, swoją atrakcyjność. jeżeli rybka złapie haczyk wtedy możesz zacząć odwracać ten stosunek, kwalifikować etc etc. zamiast się wkurwiać postarać się poczuć flow i mieć fun z rozmowy. zbuduj mocne dobre pierwsze wrażenie a otworzą się same 
Może to Twój wygląd, może Twoja postawa. A może sam sobie wmawiasz, że one Ci każą spierdalać, a w ogóle tak nie jest ? Nie każdemu udaje się od razu, a najgorsze co możesz zrobić to przestać próbować. To Ci nijak nie pomoże.
"Może mój świat marzeń być jak głupia historia
Po to mam wyobraźnie by bujać w obłokach"
~ Vixen - Myśl co chcesz
Jak do ciebie podbija jakas pracownica banku probojaca sprzedać cijjakąś ofertę to rozkminiasz czy aby na pewno w 50% angazujesz się w rozmowę? No właśnie. Podbijajac do laski na ulicy w pewnym sensie się sprzedajesz, to ty podbijasz bo czegoś chcesz. To normalne.
Może więcej emocji albo nie rozmawiaj nie wiadomo jak długo, chwila rozmowy też nie o dupie marynie tylko z konkretnym przekazem numer i uciekaj dalej
Coś w tym jest panowie
od następnego tygodnia ogarniam dupę i jadę z tematem. 
I tak trzymać! Pamiętaj, pierwsza minuta-dwie, to jest Twoja robota. Potem ona powinna więcej gadać, aż do momentu w którym zdecyduje, że jest Tobą zainteresowana (zada pytanie, rozluźni się i w widoczny sposób "zapuści korzenie", ten moment naprawdę da się wyczuć). Odtąd fakt, ona więcej gada, ale jak kończysz i bierzesz numer + robisz jakiś plan na przyszłość, to znów to jest Twoje zadanie.
Niektóre to gaduły, inne są bardziej skryte dlatego czasami max zaangażowania to 50/50, a czasami nie da Ci dojść do słowa.