Witam, jestem nowy na tym forum także proszę o wyrozumiałość. Czytając tą stronę, forum, blogi... zauważyłem, że większość jest zdania mianowicie: jeżeli coś mamy robić to róbmy to dla siebie. Jeżeli chcemy się zmienić, zmieniajmy się dla siebie, kształtujmy swój charakter dla siebie, pracujmy nad sobą dla siebie. Nie wiem, może źle zrozumiałem. Każdy przecież widzi świat przez pryzmat własnych doświadczeń, wartości i przekonań. Po swoim zachowaniu stwierdzam, że NIGDY nie zmieniamy się dla siebie. Rzuca nas dziewczyna (to tylko przykład!) i co robimy czytając porady na tej stronie, pracujemy nad sobą ale nie dla siebie tylko dla niej. A to znaczy że dalej jesteśmy od tej osoby uzależnieni? Czy ja czegoś nie rozumiem? Poza tym JA rzuciłem palenie dzięki swojej rodzinie. Powiedziałem dla swojego brata, że rzucam palenie i że daje słowo. A że mam zasady i jak daje słowo to tego się trzymam choćby nie wiem co (bo tak powinien postępować każdy prawdziwy mężczyzna) tego słowa dotrzymam. No i co? Znowu jestem od niego uzależniony? Bo robię coś dla niego? Tyle razy próbowałem zmieniać się dla SIEBIE, by być lepszym człowiekiem dla SIEBIE i mi nie wychodziło. Pytanie czy można zmienić się dla siebie? To raczej jest nie możliwe, bo w każdym wypadku jest jakiś motor napędzający tą zmianę. Na tej stronie jest są to zazwyczaj kobiety, którym chcemy się podobać. Jeżeli ktoś ma inne zdanie na ten temat i widzi, słyszy, czuje to inaczej proszę o wyrażenie swojego zdania. 
"Poza tym JA rzuciłem palenie dzięki swojej rodzinie."
No dobra, ale kto na tym skorzystał?
Rodzina owszem (mniej smrodu w pomieszczeniach), ale głównie TY. Zrobiłeś to dla Siebie.
Gdy rzuca Cię dziewczyna, bo załóżmy byłeś agresywny i postanawiasz nad tym popracować, nauczyć się lepiej kontrolować - kto w ostatecznym rozrachunku skorzysta z tego najbardziej? Otóż Ty właśnie, bo kolejna dziewczyna nie odejdzie z tego powodu.
Ale...
Gdybyś zmienił się chwilowo (ograniczył agresję wyłącznie w stosunku do tej jednej, konkretnej osoby, a do innych, kolejnych dziewczyn nadal odnosił się agresywnie) - wówczas jest to rzeczywiście zmiana dla tej dziewczyny, nie dla siebie.
Normalnie muszę Cie pochwalić, bo jesteś pierwszą kobietą od której słyszę, właściwie to widzę logiczną odpowiedź. :)Snoofy, nie chcę mi się pisać kolejnego komentarza, także piszę poniższe zdania również do Ciebie. Elba, mimo iż ja na tym skorzystałem to nie zrobiłem tego, bo powiedziałem sobie, że rzucam palenie tylko dlatego, że powiedziałem to komuś. Mogę śmiało powiedzieć, że to co robimy dla samego siebie i to o czym nikt nie wie, że nad czymś pracujemy nie daje takich samych rezultatów jak robimy to samo z rzekomym wsparciem drugiej osoby. Jesteście stare wygi (bez obrazy
) także na pewno zauważyliście, że sami sobie zakładamy na ręce kajdany funkcjonując w społeczeństwie kontrolując jak jesteśmy przez innych spostrzegani i nie uwierzę w to, że ktoś jest inny i ma "wyje*bane". "starania podejmowane dla siebie samego, z myślą o sobie, powinny mieć wystarczające umocowanie, żeby po trupach do nich dążyć. Takie starania są oderwane od obiektów zewnętrznych i posadzone na dobrym, właściwym fundamencie." - no wiesz... dobrze prawisz tylko jest jeden problem. Załóżmy, że podejmuję decyzję "będę chodził na siłownię, żeby poprawić swoją sylwetkę" albo "będę chodził na treningi boksu żeby lepiej się bić". Pojdę na jeden trening, drugi, trzeci i nagle stop. Coś mówi, że dzisiaj odpuszczam, bo jestem zmęczony i nie dam rady. Pójdę jutro. Przychodzi to jutro a trening znowu odkładam bok, bo zwyczajnie mi się nie chce. Inna sprawa jest kiedy mówię komuś, że będę trenował. Chodzę na treningi i znowu przychodzi taki moment, że mi się zwyczajnie nie chce. I nagle w głowie pojawiają się myśli "stary jak nie pójdziesz to co oni sobie pomyślą? Że jesteś słaby, dobra idę na trening". Rozumiesz? To tak jakbyśmy byli uzależnieni od innych, bo żeby nie oni to nic byśmy nie zmienili. A za nic w świecie nie mogę sobie z tym poradzić... to tak jakby być więźniem na wolności.
"Normalnie muszę Cie pochwalić, bo jesteś pierwszą kobietą od której słyszę, właściwie to widzę logiczną odpowiedź. :)"
Naprawdę?
Albo znasz bardzo mało kobiet, albo jaja sobie robisz
"stary jak nie pójdziesz to co oni sobie pomyślą?"
"Stary", a co Cię obchodzi, co inni o Tobie myślą? Bo nie bardzo rozumiem. Ty też na pewno coś o kimś myślisz, i wiesz gdzie ten ktoś ma Twoje przemyślenia (bez urazy)?

Więcej luzu.
Wszystkie większe zmiany przeprowadzałam w swoim życiu kierując się WYŁĄCZNIE własnym rozumem i odczuciami. I Tobie też polecam. Bo to Ty żyjesz ze swoimi decyzjami, nikt inny.
dubel, coś stronka świruje
Wszystko zależy kto ma jaką psychike
mi pomogło np zerwanie z ex żeby wziac sie za siebie, by znalezc nową lepsza dziewczyne dla siebie i przypierdolic z treningami by poniekad Jej utrzeć nosa, ale w glebi duszy wiedzialem ze nawet jesli ona to oleje to bede spokojny bo to co zdobede, jaki bede bedzie moje 
drugi zas bedzie stawal na głowie by ex zaimponowac a kiedy dostanie zlewke to poczuje sie jak przy ponownym zerwaniu.
jeżeli komuś coś wlasnie obiecasz np " od jutra nie pije i nie pale " to jest to podwójna motywacja
myślisz sobie, aa zapale sobie jednego, ja to jestem ja, nie mam wstydu przed sobą, ale przed tą druga osoba byloby już gorzej sie przyznac ze polegles, nie dales rady, obiecales a zjebales, Twoje wlasne Ja Ci to wybaczy, ale ego kiedy w oczach drugiej osoby stracisz na wartosci nie wybaczy Ci tego;)
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!
""Stary", a co Cię obchodzi, co inni o Tobie myślą? Bo nie bardzo rozumiem. Ty też na pewno coś o kimś myślisz, i wiesz gdzie ten ktoś ma Twoje przemyślenia (bez urazy)?" - mówi to kobieta, dla której opinia o własnej osobie jest ważna. Oczywiście jak to dla kobiety. Noo, chyba że nie jesteś kobietą a jakimś kastratem albo.. nie wiem nie wnikam w szczegóły. Chyba byś nie chciała, żeby każdy znał Cię jako ku*wę albo nie dobrą matkę, która źle wychowała swoje dzieci. Teraz mi nie powiesz, że "co Cię obchodzi co inni o Tobie myślą?" bo każdego obchodzi. Może nie być do końca tego świadomy, ale obchodzi.
Ego... jakże go się pozbyć?
DoktorStyle... wnioskuje z Twojej wypowiedzi, że brakuje Tobie i nie tylko Tobie, pokory i nieumiejętności przegrywania
"Chyba byś nie chciała, żeby każdy znał Cię jako ku*wę albo nie dobrą matkę, która źle wychowała swoje dzieci."
Heloł...
Jeśli ku*wą nie jestem, to chyba nikt mnie tak nie oceni, a nawet jeśli - to oznacza, że ma coś z głową
" brakuje Tobie i nie tylko
Tobie, pokory i nieumiejętności
przegrywania " - sorry ziom, ale faceci nie mają w genach zapisane by przegrywać, tylko by być najlepszym w tym co robią, tak już jest, jak coś komuś obiecujesz to nie zeby potargać lachę tylko zeby serio pokazać swoją wartość, spokornieje na łożu śmierci a nie kiedy mam coś do ugrania, oczywiscie co innego takie zlewki na ulicy, wiadomo są porażki które nalezy piepszyć, ale są sprawy i cele które powinniśmy zdobywać, pokazywać, , może ja sie mylę, ale facet to nie jest przegraniec ktory z pokorą przyjmuje swoje porazki do wiadomosci tylko który wygrywa, osiąga swoje cele, wygrywa różne zaklady, uciera innym nosa... Ale może ja inny jestem...
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!