Uwaga, kilometrowy post!
Asia ma 23 lata, nigdy nie miała chłopaka. Jest bardzo naturalna, nie maluje się i nie ma kolczyków. Super fit. Zafascynowana dyscypliną sportową, pracuje w hali jako trenerka.
Poznaliśmy się na paintballu, pod koniec wakacji. Zaprosiłem ją na randkę, zgodziła się od razu, a na koniec randki zaproponowała mi, bym kolejnego dnia pojechał z jej znajomymi potrenować do innego miasta. Ona nie miała wtedy jeszcze pracy ani uczelni, ja natomiast miałem poprawki i musiałem odmówić.
Obecnie Asia ma pracę jako trenerka, pisze magisterkę, studiuje dziennie i trenuje poza godzinami pracy, by przygotować się na Wielką Wyprawę w wakacje, która jest jednym z jej marzeń (chciałbym jechać z nią, ale nie zaczynałem tematu, bo nie czuję takiego poziomu relacji). Więc ma bardzo mało czasu. Ja natomiast mam najbardziej elastyczny semestr na całych studiach, bo piszę tylko inżynierkę (24/7), ale ponieważ nie obijam się i pracuję ciągle nad inżynierką (w domu), to nie mam problemu by znaleźć czas na randkę / trening (5 w tygodniu).
To sprawia, że ja mam ochotę spotkać się raz w tygodniu (2 razy byłoby zajebiście), a dla niej raz na 2-3 tygodnie to nie problem. I cały ten układ stawia mnie na pozycji potrzebującego.
Na 3 randce zabrałem ją do siebie, oglądaliśmy film na łóżku, a ja domknąłem dość namiętnym kc. Nie dążyłem do seksu, ale i tak wyczułem, że Asia ma drobne opory przed nim. Potem zacząłem przychodzić do niej na halę i nasze kolejne spotkania były bardziej w formie treningów. Na treningach raz, że zna połowę osób na hali, to dwa — zazwyczaj idziemy z częścią osób z sekcji.
Asia zawsze odpisuje mi od razu, gdy przeczyta wiadomość, a gdy wyświetli i zapomni, to później przeprasza. Piszemy prawie codziennie, czasem, gdy ja przestaję, to ona napisze sama kolejnego dnia. Jest zainteresowana tym, jak minął mi dzień itp.
Na powitanie jest pocałunek i... W zasadzie to tyle, na treningu idiotycznie byłoby wychodzić z czymś więcej przy masie ludzi dookoła, szczególnie że ona nigdy nie była w związku.
Jest natomiast problem z randkami. Dwa razy ona próbowała mnie wyciągnąć (raz miałem skręconą kostkę, to ją wziąłem do siebie; za drugim razem nie miałem czasu), a kiedy ja próbuję ją wyciągać, to w 90% przypadków ona nie ma czasu — więc spotkania (treningi) są wtedy, kiedy ona je zaproponuje.
Kiedy chcę ją pocałować w trakcie randki (z języczkiem), to mówi, że coś ją gardło bolało, może być chora itp. Kiedy powiedziała to za 2 razem, to stwierdziłem, że „biorę to ryzyko na siebie xD” i nie nuło problemów, no ale nie cisnę tematu, bo nic na siłę — widzę, że ma jakieś opory.
Ciągle mówi, że w styczniu będzie lepiej z czasem, ale wiadomo — zawsze słucha się takich wymówek z wiedzą, że gdyby chciała, to by wyskrobała i dla mnie czas.
Na ostatniej randce odpowiedziałem jej że spoko, w takim razie ja jej nigdzie przez grudzień nie będę zapraszał, żeby jej nie stresować (bez pretensji, tak na luzie), a jak ona będzie chciała się spotkać, to niech po prostu napisze (od tej pory były dwa treningi z jej inicjatywy).
Mam wrażenie, że ta relacja swoim ślimaczym tempem dąży do związku, ale na chujowych zasadach, które mi się nie podobają. Nie mieliśmy rozmowy o tym, co właściwie między nami jest i takiej rozmowy k*** nie będzie, dopóki ze spotkaniami jest tyle problemów 
Dziewczyna trochę traktuje mnie jako pewnik (for granted). Wie o wielu moich koleżankach, (i o takich szczegółach, że jedna z nich dzisiaj u mnie spała) jednak zawsze opowiadając takie historie, dodaję, że to TYLKO koleżanka (taka prawda).
Na ostatnim treningu zabrała mnie na bardziej zaawansowaną część hali i zamiast wytłumaczyć wszystko od razu, wytłumaczyła połowę i poszła ćwiczyć z ziomeczkiem (trenuje się w parach), który wszystko ogarniał, więc byłem tam trochę na doczepkę, nowicjusz wśród zawodowców. Ćwiczyłem z jakimiś jej znajomymi i jej przyjaciółką (która wyjaśniła mi drugą połowę). Asia podbijała co 15 minut spytać, czy wszystko spoko i że kolejne ćwiczenie zrobi ze mną. Wiem, że dla niej to treningi, które przygotowują ją do wyprawy, ale nie zmienia to faktu, że skoro już przyprowadza mnie, to powinna się bardziej zainteresować.
Nie opieprzyłem jej za to zachowanie ani za fakt, że najpierw zaprasza mnie na trening, a dzień przed mówi mi, że będzie 5 jej znajomych — nie wiedziałem jak opieprzyć ją na odpowiednim poziomie (nie przegiąć), stwierdziłem tylko, że czułem się jak 5 koło u wozu. Zamierzam odmówić jej kolejnego spotkania na trening, przez wzgląd na to zachowanie. Wiem, że Asi zależy na tym, bym polubił jej dyscyplinę - „jak Ci się podobało” / „jak wrażenia”, itp. po każdym treningu, więc może to jest jakiś sposób.
Szukam opinii kogoś z boku. Porady, co mogę zrobić, żeby lepiej to wszystko rozegrać, bo związek (wygrana) przy tak chujowej grze jest w dalszym ciągu jak przegrana 
Next.
myślę, że powinna pojawić się jakaś koleżanka/i, która/e wypełniłyby czas pomiędzy jej grafikiem dla Ciebie. Czasem też wpadnij na trening z koleżanką. Może opowiedz, jakie problemy ma Monika...
Taki trochę jesteś a la "odrobinę więcej niż kumpel"
No i nie rozumiem: prawie 4 m-ce i nie było seksu?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
freindzone...
musicie się umawiać poza treningami, na kawie, w kinie, cokolwiek ale sami we dwoje. Nie wierze, że ona nie może wygospodarować 2h poza salą treningową na rankę... tzn na pewno może ale chyba nie chce...