Mam problem natury psychicznej. Rozmawiam z jakąś dziewczyną i przeważnie mam wrażenie że zupełnie jej nie obchodze. Np. W pracy. Daje jej sie wygadać, probuje rozbawic. Nie chce o sobie mowic, bo, wedlug mnie jest to malo atrakcyjne, a po drugie nie mam za bardzo czego ciekawego powiedziec. Mam jakies pasje ale też 100 procentową pewnosc ze jej to nie obchodzi wiec i wyjde na błazna ni z tego ni z owego mowiac o tym. Pozniej czuje zażenowanie ze probowalem porozmawiac, jakoś to pociagnąć na siłę i zostalem zlany cieplym moczem. Jak przestac miec poczucie błazna i pajaca będąc desperatem-zagadywaczem? Wiem ze nikt absolutnie nie bedzie chcial sie do mnie dosiąść wiec sam to robie. No o pozniej mysle ze moze lepiej gdybym sie nie dosiadał. Czy mimo wszystko zachowywac inicjatywe? Czy dziewczyna czasami wklada wiecej do relacji?
No siema.
Przede wszystkim problem siedzi w Twojej głowie, masz blokadę oraz poczucie niskiej wartości. W związku z tym najrozsądniejszą opcją byłyby czynności oczyszczające Twój umysł i nastawienie się inaczej na większość sytuacji.
Medytujesz? Jeśli nie to spróbuj może pomoże.
Praca nad sobą szczególnie w takiej sytuacji bywa dosyć długa.
Zawsze też możesz wybrać się do psychologa.
Happiness is nothing
"Daje jej sie wygadać, probuje rozbawic."
Po pierwsze nie powinnieneś się starać rozbawiać kobiet, przecież kurwa nie robisz na etacie klauna! Pozytywna aura ma po prostu emanować z Ciebie, bez żadnych chorych oczekiwań, że kobietę rozbawi Twoja historia. Jeżeli Ciebie ona bawi, to po co ma Ci zależeć, aby kobietę to bawiło? Jeżeli nie masz ukrytych oczekiwań do kobiet – a to czego pragniesz werbalizujesz – to świat staje się piękniejszy i kobiety absorbują Twoją energię i również się świetnie bawią przy Tobie. Oczywiście nie zawsze... Jak któraś ma chujowy dzień, zdechł jej kot, czy facet ją zdradził, to trudno od niej wymagać, aby się śmiały i były zadowolone.
Faceci, którzy chcą na siłę zadowolić kobiety są żałośni i one to czują, stawiają kobiety na piedestale, a później leczą kaca na pornhubie.
"Nie chce o sobie mowic, bo, wedlug mnie jest to malo atrakcyjne, a po drugie nie mam za bardzo czego ciekawego powiedziec."
Wiadomo, że ludzie kochają rozmawiać o sobie, ja sam nie dużo mówię o sobie, jednak rzucam jakąś przynętą i tyle, jak kobieta jest zainteresowana i w miarę rozumna jeżeli chodzi o inteligencję emocjonalną, to sama dopytuje, pyta itd. Wniosek: warto również czasami zmienić target. Nie jest zainteresowana – jej strata.
Kurwa nie masz o czymś rozmawiać? To rusz dupe, a nie żal się. Wyjdź do ludzi, czytaj interesujące Cię książki, wprowadzaj rady w życie i patrz na efekty. Nie ma co opowiadać? A masz zrobione listę celów? Do czego dążysz? Plan w jaki sposób to osiągnąć? Jak planować?
Myślę, że jakbyś się szczerze zastanowił, to masz o czym opowiadać, tylko tak boisz się dezaprobaty kobiet, że ich nie zainteresujesz, że sam siebie wtedy blokujesz, zastanawiając się: "Co powiedzieć, aby nie wyjść na frajera?", tylko nie wiesz jednego, że w tym momencie, kiedy zadajesz sobie to pytanie – stajesz się frajerem.
WNIOSKI:
1) Nie ma prostego wyjścia, pobawię się we wróżbitę Macieja, natomiast stawiasz kobiety na piedestale, ponieważ w dzieciństwie zostałeś nauczony takich wzorców, trzeba się ich wyzbyć, co jest trudną harówką. Poszukaj na forum: literatura, blogi ...
2) Ja bym na Twoim miejscu na chwilę 1 mc, 2 odpuścił kobiety i zajął się całkowicie samym sobą,
3) Zacznij coś w życiu robić, nie definiuj siebie jako ofiara – czytając posta powyżej czuć, że się tak identyfikujesz – dołączyłeś do grona podrywaja, grona zwycięzców Ci którzy pracują, aby dostać w życiu to lepsze – bez narzekania.
4) To TY jesteś w TWOIM ŻYCIU NAJWAŻNIEJSZY. Stawiaj Twoje pragnienia, Twoje potrzeby na PIERWSZYM MIEJSCU przed kobietami. Egoistyczne? Takie kurwa ma być. Masz być egoistą i dostawać tego czego chcesz od życia i również możesz innym ludziom wiele dawać, ale nie oczekuj nic w zamian, bo to najbardziej unieszczęśliwia ludzi.
Cześć
To nie jest jakaś uniwersalna rada, napiszę Ci tak, jak ja to widzę, na podstawie tego, co u mnie działa, ok?
Zatem, przede wszystkim... ciut za bardzo się tym przejmujesz.
(tak, wiem, że łatwo o tym powiedzieć, a trudniej to zmienić)
Chodzi o to, że niezależnie od tego, kim byś był, jak byś wyglądał, jakie miał pasje, jak bardzo byłbyś na szczycie... i tak jedni Cię polubią, inni nie, jedni oleją od razu, inni będą patrzeć z zafascynowaniem. No nie do końca będziesz miał wpływ na to. Dlatego najlepiej to... olać. Być sobą. Oczywiście, że podejść, zagadać, kiedy masz na to ochotę. Jeśli się spodoba, co mówisz, jaki jesteś, to super. Jeśli nie, no trudno. Zawsze można gładziutko zakończyć rozmowę i zawinąć się z powrotem, nic na siłę
W każdym razie ja Ci naprawdę polecam z całego serca dosłownie odsunąć na bok rozkminy, co kto sobie pomyśli, i działać. Mówić, poznawać, ryzykować
Pewnie na początku będzie Ci szło jak po grudzie, ale sam się nie obejrzysz, jak z czasem będzie to dla Ciebie lekkie i łatwe.
Ty też taki będziesz! Po prostu trzeba odsunąć od siebie jak najdalej rozkminy. Nie zajmować się tym. Kiedy zbędne dywagacje przychodzą Ci na myśl, olej je. Nie skupiaj się na tym, jak Cię dziewczyna odbierze, ale co chcesz jej powiedzieć, o co ją zapytać, o czym z nią porozmawiać. Im mniej skupiamy się w rozmowie na sobie, tym czasem lepiej. Mi to na początku bardzo pomogło, mam nadzieję, że Tobie też się przyda. Powodzenia!!!
U mnie tak było. Pamiętam taki okres w życiu, gdzieś około 23-24 lat. Dżizas... Cisza na randce... strach się odezwać... przekonanie, że jak coś powiem, to będzie za nudne, zbyt głupie, może nawet śmieszne i zacznę się jąkać... Straszne to było. Naprawdę, straszne.
A dziś uchodzę za gadułę i duszę towarzystwa