Witajcie. Poniżej chciałbym przybliżyć wam mój poprzedni związek i to, jak mniej więcej on wyglądał, oraz to jak to wygląda do chwili obecnej. Możecie mnie zjechać za poszczególne zachowania, ale raczej chciałbym usłyszeć konstruktywne opinie żebym mógł ewentualnie wyciągnąć lekcje na przyszłość. Po prostu chciałbym wiedzieć co zrobiłem dobrze a co kompletnie schrzaniłem.
Z moją byłą dziewczyną byłem krótko, bo 4 miesiące z hakiem. Ja wiem, to nic w porównaniu do poważnych związków, ale chciałbym wyciągnąć z tej lekcji jak najwięcej (każdy z nas jakoś zaczynał). Kręciliśmy od maja zeszłego roku, dogadywaliśmy się świetnie. Po drodze dziwne perypetie (czasami wspominała mi że np. jej były się do niej odzywał czy coś, byli ze sobą dwa lata, nie wiem do końca jak się rozstali ale mocno to się na niej odbiło, bała się wejść w coś nowego), pod koniec wakacji zostaliśmy parą... Wiecie co odwaliła po tygodniu? Stwierdziła z wielkim żalem że ona nie jest na to gotowa. Po tygodniu. Poczułem się jak w pieprzonym gimnazjum (chociaż obecne licea niewiele się różnią od gimnazjów, niestety). Cóż. W takim razie wal się, nie to nie. Jakoś półtorej tygodnia minęło zanim jej się odmieniło. Znowu razem. Tak przez cztery miesiące z hakiem. I szczerze, to był beznadziejny związek. Popełniałem regularnie duży błąd, bo dawałem zbyt dużo do tej relacji w stosunku do niej - ona dawała bardzo mało. Nie potrafiła sama okazać czułości (czasami gdyby nie to że ja się do niej pofatygowałem i poprosiłem o atencję to nawet by się nie przywitała), nie mówiąc o jakimś zwykłym całusie czy chwyceniu za rękę. Czułem się z nią jakby robiła mi łaskę (Ł), a sama czerpała niezbyt wiele przyjemności. Nie byłem aż tak maksymalnie frajerem, cały czas pokazywałem jej że mam swoje życie i swoich kumpli od piwa, ale czasami tez dawałem dupy i za bardzo byłem dobry zamiast po prostu dać chłodnik. Były chwile ze było okej - i dni że było żałośnie. Tu nie chodzi o to, że w szkole nie okazywała mi czułości - to mogę zrozumieć. Ale brak jakiegokolwiek ''związkowego'' zachowania poza nią (ewentualnie szczątkowo) to przesada. Bardzo często odnosiłem wrażenie jakby interesowali ja wszyscy dookoła, przyjaciele etc. zamiast mnie. Denerwowało mnie to i dawałem jej to odczuć, tworzyło się błędne koło. Najdziwniejsze jest to, że za każdym razem gdy był problem najzwyczajniej w świecie spotykałem się z nią i starałem się porozmawiać. Nie musze chyba mówić, że miała to troszkę gdzies. Najgorsze było i tak z jej byłym. Kilka razy była sytuacja że nie dało się z nią rozmawiać, a potem mi pisze że się do niej odezwał. No super. Najgorzej na sylwka - poryczała mi się, że on już nigdy do niej nie zadzwoni bla bla bla. Jaki to był super. Normalny facet by ją zostawił z miejsca, ja przytuliłem. Tego żałuję najbardziej. Cóż. Potem kilka dni było okej, aż ostatni tydzień przed zerwaniem... przed weekendem powiedziałem jej trochę jakie rzeczy mi się nie podobają, jak mnie traktuje itd. Obraza. Przez tydzien nawet nie potrafiła się przywitać, nic. Zupełnie. Pod koniec tygodnia powiedziałem jej że się musimy spotkac. Wyjasniłem jej na spotkaniu co mnie boli, co mi się nie podobało, że też popełniałem błędy ale uważam że z takim podejściem z jej strony to nie ma sensu, skoro tak żyje przeszłością itd. i zakończyłem. Poryczała się strasznie. Zapytała czy pocałuję ją po raz ostatni - ''Za kogo ty mnie masz?'' odparłem i odszedłem w rytmie ''Alive'' Pearl Jamu w słuchawkach. Dzień później napisała mi w smsie że to jest trudniejsze niż myślała. Odparłem że mi też nie jest łatwo na co ona ''smutno mi troche''. To była ostatnia wymiana zdań przez następny miesiac. Dostałem jedynie zaproszenie na jej imprezę osiemnastkową, nie poszedłem oczywiście. Zero kontaktu, traktowanie jak powietrze. Nasza wspólna przyjaciółka przekazała jej moje stanowisko w tej sprawie, że ja niczego nie przekreślam, że mogę porozmawiać na poziomie i wszystko raz jeszcze wyjaśnić, i tak dalej. Ona odparła ''Jak będzie chcieć, to się odezwie''. Nie odzywałem się. Jedynie wczoraj coś mnie wzięło że może powienienem zagadać, zobaczyć jak to wygląda. Dzisiaj do niej podbiłem, parę zdań, jakoś bez negatywnych emocji, jedynie uznała że nie jest tak pyszna jak ja (przecież ona nie odzywała sie tak samo jak ja, lol), powiedziałem jej wprost - kiedy ma czas żeby się spotkac i pogadac. Ogarnęliśmy niedzielę. Nie podaliśmy jednak miejsca. Stwierdziłem, że jeżeli się do tej niedzieli odezwie i spyta czy aktualne/spyta o konkrety to się spotkamy, jak nie - ja już się odzywać nie będę. I tak pewnie ma mnie w dupie. Jak oceniacie to wszystko? Jak ewentualnie powinienem przeprowadzić rozmowę, o ile do niej dojdzie?
Wątpię ,że dojdzie. Młoda laska w głowie ma siano, sama nie wie czego chce powinieneś to zauważyć.
Nie umie okazać tego co czuje, kolejne spotkanie z nią nic Ci nie da. Znów to samo będziesz jej tłumaczył, to jakbyś mówił do ściany.
Poznaj pare nowych dziewczyn a nawet nie zauważysz kiedy o tej zapomnisz. Szkoda czasu i nerwów serio.
"Pierwsza minuta może być ostatnią dlatego ceń jak ostatnią."
"Najgorzej na sylwka - poryczała mi się, że on już nigdy do niej nie zadzwoni bla bla bla. Jaki to był super. Normalny facet by ją zostawił z miejsca, ja przytuliłem. Tego żałuję najbardziej."
Oj, dajesz czadu. Jesteś bardzo wyrozumiały, jakieś sto razy za bardzo. Dlatego panna Cię nie szanuje, bo Ty sam nie szanujesz się ANI TROCHĘ.
Elba ja się tak trochę zastanawiam czemu Ty jesteś na portalu dla facetów? Udzielasz rady, czasem naprawdę sensowne, ale jakoś nie mogę zrozumieć po co?
Wiesz czego oczekujesz od facetów, wydajesz się pewna siebie, po co Ci to forum ?
Przypominam sobie, że co najmniej pięć razy odpowiadałam na to pytanie gdzieś na forum
Poszukaj jeśli bardzo chcesz.
Bez obaw. Każdy myślący człowiek, robiąc coś, robi to w określonym celu. Nie jestem wyjątkiem
Dzięki za: "naprawdę sensowne"
Szkoda, że poprzedzone słówkiem "czasem".
Ale spoko. Nie czepiam się drobiazgów.
To portal dla uwodzicieli (sensu stricte), i o budowaniu relacji międzyludzkich (więzi emocjonalnych). Wiesz jaki to ciekawy temat dla przeciętnej kobiety? Miodzio
Co do wyrozumiałości - wiem. To był straszny błąd z mojej strony, wiem, że już nigdy nie odwalę czegoś takiego. Aż mi wstyd.
Co do siana w głowie - serio, miała nasrane. Momentami nie ogarniałem jej zachowania. Wypominała mi że jak mi się tak nie podoba to mam uciekać do mojej przyjaciółki (takiej najlepszej z którą znam się dość długo i już dawno siebie nawzajem zfriendzonowaliśmy) a sama wolała się wygadać jakiemuś swojemu znajomemu niż mi.
shololo!
Byłeś typowym przykładem plastra - niestety. Plaster jak to plaster, rana się zagoi to bierzesz i do kosza. Nie bardzo kumam co jeszcze chcesz osiągnąć. Daj sobie spokój z tą panną... Są inne, wolne, bez bagażu i satelity w okolicach dupy.
Dokładnie do takiego wniosku doszedłem. Szkoda, że tak późno.
shololo!
Umiarkowany egoizm jest wg mnie jak najbardziej zdrowy, a ty dajesz się jej poniewierać strasznie. Widać to po tym jak piszesz, w ogóle nie pasuje ci to jak ona cię traktuje. Nie ciągnij tego, nie gwałć sam siebie psychicznie. Bądź większym egoistą, myśl bardziej o tym co TOBIE pasuje i z kim TY będziesz się czuł dobrze.
Możesz wyjaśnić po co chcesz się z nią spotkać? Udało Ci się to skutecznie zamknąć, jesteś wolny, możesz robić co chcesz. Po co szukasz z nią kontaktu? Myślisz, że porozmawiasz z nią, wszystko sobie wyjaśnicie, podacie ręce i będziecie dobrymi znajomymi? To tak nie działa, w szczególności z młodymi laskami. Tracisz czas zamiast iść do przodu.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
Dziwi mnie tylko jej stosunek do tego wszystkiego - zupełnie tak, jakbym to ja ją skrzywdził (jestem taki czy owaki bo zacząłem się spotykać z kimś innym, informacja od osoby z jej towarzystwa). Z jednej strony zachowywała się jakby miała mnie gdzieś, a teraz tak, jakbym to ja był tym złym. To mnie najbardziej denerwuje i skłania do tego, abym się odezwał i chciał to wyjaśnić - to mnie irytuje najbardziej. Wiem, nie powinienem tego robić. Chciałbym tylko aby te myśli dały mi spokój.
shololo!
a czyja ma być wina ?
no chyba nie jej
to ona ma ciebie rzucić, a ty masz sie pławić w bólu i rozpaczy, ona ci wytknie że histeryzujesz i jesteś zbyt agresywny
a obojętność boli najbardziej, bo wtedy ona zaczyna myśleć że może faktycznie zjebała, a to sie kłóci z jej malutkim rozumkiem
they hate us cause they ain't us
Powoli sobie uświadamiam, że laski w tym wieku, czyli przedział mniej więcej 16-18 to jest jakaś masakra. Sam nie jestem ideałem, wiele mi brakuje w każdym aspekcie, ale do jasnej cholery, jak z kimś jestem to dlatego że coś czuję i mam zamiar się angażować. Nie tak o, dla zabicia czasu.
To jest zabawne jak teraz czuję jej złość, pogardę dla mojej nowej znajomej, hejt którym mnie raczy. Cóż, teraz tylko siłownia, sport, dobrzy znajomi i osoby, które są wobec mnie w porządku. Szkoda sobie marnować czas na nią, niech się ogarnie. BTW dowiedziałem się w jaki sposób zakończył się ten jej poprzedni związek za którym tęskniła - poważnie zjebała. Nie była to zdrada, czy coś w tym stylu, ale zjebała strasznie.
shololo!
Kolego, ja tylko dopiszę, że ludzie traktują Cię tak, jak pozwalasz im się traktować. Pamiętaj o tym.
Kolejna sprawa: jeśli ona po rozstaniu rozpowiada koleżankom lub wspólnym znajomym, że to wszystko Twoja wina, lub jeśli w ogóle rozpowiada o Tobie nieprawdziwe historie, to (tak, wiem, to mega wkur...) najlepiej kompletnie na to nie reagować. Babranie się w tłumaczenia i wyjaśnienia będzie żałosne, nic nie zmieni, a tylko ściągnie Cię w dół do jej poziomu.
Najlepiej kompletnie zerwij z nią kontakt, żyj własnym życiem, rób swoje i zapomnij, zapomnij, zapomnij. Oraz wyciągnij lekcję na przyszłość, bo tym razem dałeś się wciągnąć w coś kompletnie niepotrzebnego.
Jeszcze jedno. Do mojego LO chodził kolega, który tak jak Ty chciał pocieszać jedną dziewczynę. Fakt, była piękna, więc wpadł po uszy. Tyle tylko, że kiedy już ją pocieszył, związała się z jednym, drugim, trzecim i dziesiątym chłopakiem, teraz kończy studia i ma już chyba nawet męża i dziecko. A tamten licealny pocieszyciel nadal jest sam.
Ostatnio dowiedziałem się kilku rzeczy a propo mojej byłej.
Jak to wyglądało? Mniej więcej tak - zero kontaktu z mojej i jej strony, ja zacząłem spotykać się z pewną znajomą, całkiem się zbliżyliśmy, wszystko fajnie. Do tego jakieś imprezy, treningi, dużo nowych znajomych. Jakoś moje życie sobie kroczy do przodu. Mam kilku znajomych, którzy mają z nią jakiś kontakt, więc dowiedziałem się kilku rzeczy. Przede wszystkim, jest cholernie o mnie zazdrosna. Jak się dowiedziała że z kimś się spotykam, momentalnie laskę znienawidziła (kojarzy ją jako tako acz znać się znają z widzenia jedynie). Dużo o nią wypytywała mojego kumpla, a za każdym razem gdy pojawiał się jej temat to się strasznie denerwowała. Natomiast innego mojego ziomka wypytywała co u mnie, gdy nie było mnie w szkole to potrafiła pytać się co mi jest, kiedy wracam itd. Ale sama się nie odezwała ani razu. Co dziwne, bardzo często zacząłem łapać jej spojrzenia, zupełnie tak, jak gdyby mnie obserwowała, w taki dziwny, nietypowy sposób. Teraz odjechana część - perfidnie zaczęła kręcić z moim kumplem z klasy. Pierwsza baza za nimi, a teraz wszystko zmierza do ''związku''. I ta ostatnia rzecz mnie niemiłosiernie wkurwia. Chodzi mi o fakt, że kolesia uważałem za kumpla + wszyscy widzimy się dzień w dzień. I to będzie dla mnie chyba bardzo ciężka próba.
shololo!
Klasyka gatunku w wykonaniu emocjonalnej gimbazy.
---------
Nigdy porażka. Zawsze lekcja.
Ja wiem, że to strasznie dziecinne. Ale Chciałbym zawrzeć kilka moich spostrzeżeń. Czy byłem tylko frajerem, tamponem emocjonalnym? Ewentualne zbliżenia i tak były głownie inicjowane przeze mnie, gdybym jej nie przytulił/pocałował/złapał za rękę/przywitał się (Sic!) to rzadko kiedy sama by się zdobyła na takie podstawowe formy okazywania uczuć. Jak myślicie, ten jej obecny związek z moim kumplem może być stricte po to, żeby mnie zdenerwować? Ma wielu kumpli, adoratorów, niektórzy serio porządni, a wybrała faceta, który prezentuje zupełnie odmienny styl życia od niej (do tej pory wcale się tak nie prowadziła). Oczywiście zdarzały się jej jakieś wybryki, ale zamiast brania używek, picia po jakichś melinach/lesie wolała iść do teatru, kina, spacer, dość ułożona. Takie coś jej zapewniałem, bo była taką osobą. Mogłaby sobie znaleźć faceta choćby spoza szkoły, ale wtedy to by mnie nie zabolało, prawda? A koleś z klasy był na wyciągnięcie ręki, jarał się nią od dawna. Więc był dla niej łatwy, + mój kumpel, była pewna że wywoła to we mnie emocje. Prosiłbym was o radę, czy dobrze to rozumiem - W dniu kiedy zakończyliśmy związek, próbowała kontaktu, ja byłem stanowczy, nie i koniec. Zacząłem układać sobie życie, zapisałem się do drużyny futbolu amerykańskiego, siłownia, nowi znajomi, wiecie. Wiem że to dziecinne, ale po moim profilu na facebook'u było widać, że w moim życiu coś się dzieje, że jest fajnie i mam dookoła ludzi, ona to wszystko widziała. Ludzi w moim wieku, ludzi starszych, w tym także kobiety. Był krótki epizod z jedną dziewczyną (trochę napsułem, żałuję tego ale znam swoje błędy) w każdym razie, była o nią tak bardzo zazdrosna że szok. W międzyczasie wypytywała się o mnie, co u mnie sie dzieje i tak dalej (moich znajomych). Nawet pod koniec marca, gdy już prawie byli razem z moim kumplem, wypytywała mojego przyjaciela co ze mną. Dlaczego? Ja się o nią nie pytałem nikogo, ani razu. Wnioskuję, że to może być zrobione mi na złość. Raz jej zaproponowałem spotkanie, to się bardzo cieszyła i tak dalej, ale tego dnia nie mogła bo to był akurat dzień kobiet i jej ojciec coś zaplanował. Ale sama nie podała innego terminu. Cóż. Powiem tylko, że nadal wywołuje to we mnie emocje, momentami jest mi źle. Chciałbym już raz na zawsze z tego wybrnąć, ale mam problem nawet z wejściem w nowy związek. Choć z drugiej strony, nie powinienem przerywać ciekawego trybu życia, dla własnego szczęścia.
shololo!