A ja na Twoim miejscu bym wyszedł w tym momencie z propozycją spotkania. Jest taki "kwas" między wami, że moim zdaniem, dużo gorzej być już nie może. Ona się nie spodziewa takiej zagrywki z Twojej strony, więc w pewnym sensie ją zaskoczysz i dasz jej jakieś emocje.
Po drugie pretekst jest też dobry, bo zwyczajnym powodem może być chęć "oczyszczenia trochę tej złej atmosfery", gdyż wyraźnie rozmowy telefoniczne wam nie wychodzą.
Po trzecie przestań udawać na siłę "chama", a zacznij mieć po prostu wyjebane.
Skoro to co do tej pory robiłeś na nią nie działa bo miesiąc mija, a Ty dalej z nią tkwisz w tym samym miejscu, to może czas zmienić zasady gry?
Dzwonisz i mówisz dosłownie: "Zrobił się taki kwas między nami, że pomyślałem, że chciałbym trochę oczyścić tą złą atmosferę, dawaj lecimy gdzieś na kawę pogadać w cztery oczy, gdyż najwyraźniej rozmowy telefoniczne nam nie wychodzą i może czas już zakopać ten topór wojenny".
I basta. Pewny siebie facet leci po swoje. A jeżeli taką propozycję pojednania ona zleje, to masz jasny sygnał, że czas już zapomnieć o niej raz na zawsze na wieki wieków amen!
Dazwid - jeszcze przed pojawieniem się Twojego posta zrobiłem bardzo podobnie. Zadzwoniłem i powiedziałem krótko, że nie wiem skąd i po co ta atmosfera, nie chce mi się już lać wody przez messenger i jak będzie miała czas i ochotę to niech zadzwoni, spotkamy się i pogadamy jak ludzie. Chyba było słychać lekkie zdziwienie u niej. Od razu pożyczyłem jej miłego dnia i się pożegnałem.
No i niech się dzieje, co ma się dziać. Być może będzie jak 7 lat temu, po pierwszej rozmowie, że się nie odezwie W każdym razie nie czekam i nie liczę na nic i to mnie najbardziej cieszy.
W każdym razie opisywałem wszystko tutaj, więc jak coś się zmieni będę informował
Długo zastanawiałem się, czy zacząć nowy temat, czy odgrzać tego kilkuletniego kotleta. Zdecydowałem się na to drugie.
Tak, jestem autorem tego tematu, niestety nie byłem w stanie zalogować się na poprzednie konto, stąd konieczność założenia drugiego. Temat tyczy się, jak się zapewne domyślacie, jednej i tej samej kobiety - Eweliny.
Polecam przeczytać od początku, jeśli ktoś ma czas i chęci. W skrócie - opisywałem tu wieloletnie relacje z kobietą, dla której wówczas straciłem głowę, a która - mówiąc w skrócie - nie traktowała mnie wtedy dobrze.
Skończyłem pisać tutaj pod koniec września 2018 roku. Mieliśmy wtedy jeszcze kontakt, ale był zdecydowanie "zdechły" i bez większych emocji. Krótko po tym wróciłem do mojej kobiety, która obecnie... jest moją żoną. Jakoś na przełomie 2018/2019 roku byłem z Martą i znajomymi na imprezie. Ewelina napisała wtedy do mnie wiadomość z propozycją spotkania, którą przechwyciła Marta. To spowodowało, że mój kontakt z Ewelina, "bohaterką" tego tematu urwał się na kolejny, dłuuuugi czas...
Szybko stanąłem na nogi. Układało mi się z Martą, rok 2019 był dla mnie bardzo dobrym rokiem również pod kątem biznesowym i o Ewelinie nie tyle co zapomniałem, co uleciały moje uczucia do niej. Owszem, czasem pomyślałem o niej z ciekawością co u niej, ale to tyle. Zobaczyłem gdzieś, kiedyś na jej "socialach", że ma nowego faceta z którym - a przynajmniej tak to przedstawiała - była bardzo szczęśliwa. Spłynęło to po mnie jak po kaczce.
Czas mijał. Drzemkę pewnego majowego popołudnia 2021 roku przerwał mi telefon. Odbieram i flashback - głos Eweliny. Zadzwoniła pod jakimś totalnie debilnym pretekstem. Jak się pewnie domyślacie, kontakt wrócił. Mając na uwadzę przeszłość i nie chcąc znów zaangażować się emocjonalnie, podchodziłem do tego z dużym dystansem. Może ten dystans, a może coś innego - nie wiem, sprawiło, że Jej podejście z czasem zaczęło być zupełnie inne niż to opisywane tutaj 4 lata temu. Kilka niewinnych spotkań w samochodzie, w końcu zimą 2021 roku pierwsze spotkania sam na sam. I to, czego nie było wcześniej - seks na najwyższym poziomie. Jest w tym zajebista, ale co chyba ważniejsze - to Ona przyznaje, że seks ze mną to coś, czego nie doświadczyła jeszcze nigdy. Pieprzymy się regularnie od miesięcy a ona za każdym razem powtarza mi to gdy jestem w niej.
Bardzo szybko zakochałem się w Niej znowu. Z tą różnicą, że teraz z wzajemnością. I mimo tego, jaka potrafiła być kiedyś (jeszcze raz zachęcam do przeczytania całego wątku), wiem, że to prawda.
Początkowo ciężko Nam było się spotykać, ze względu na Jej faceta. Kiedyś potrafiła mnie olać z byle powodu, teraz gimnastykowała się jak tylko mogła, żeby wyrwać dla mnie choćby godzinę. Dziś już tego problemu nie ma. Wynająłem mieszkanie, w którym regularnie się spotykamy, nawet kilka razy udało się nam "wyskoczyć za miasto".
Początkowo było sielankowo. Wzajemne uczucia, zajebisty seks, same pozytywy. Jej od początku w mniejszym lub większym stopniu "przeszkadzała" moja żona, mi początkowo jej facet w ogóle. Ba, nawet się cieszyłem, że jest u niej ktoś do kogo jestem "przyzwyczajony" i przynajmniej nie będę się wkurwiał, że ktoś nowy kręci się obok mojej kochanki. Niestety, tak było do czasu.
Miesiące mijały, ten pierwszoetapowy, zajebisty okres zaczął ustępować głębszym uczuciom i przemyśleniom. Zaczęły pojawiać się wyrzuty sumienia. U Niej większe, ale ja także nie jestem od tego wolny. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że na dłuższą metę to bez sensu. Jej facet jakby wyczuł pismo nosem, bo zaczął się bardziej starać. Imprezy, wyjazdy, kolacje. Zaczęło mnie to ruszać.
Ta relacja z ogromu pozytywnych emocji znowu mnie przytłacza i to coraz bardziej nieznośnie. Owszem, słyszę od niej, że mnie kocha, angażuje się w to (ona) a gdy jest przy mnie mogę zrobić z nią wszystko. Mimo to, wdarła się zazdrość, wkurwienie o Niego. I to paradoks, bo nawet gdyby Ona chciała, ja nie jestem w stanie (i nie chcę) zostawić dla niej żony. Co więcej, ostatnio mieli gorsze chwile, które teraz naprawiają na wspólnych wakacjach. Kontakt nam się ograniczył, wiem, że pewnie teraz wyrzuty sumienia ją męczą. Obawiam się, że koniec tej relacji się zbliża.
Nigdy nie spodziewałem się, że będę chciał skończyć z kobietą którą kocham i która kocha mnie. W każdym razie czuję, że dłużej tak nie potrafię. Dlaczego to pisze? Chyba potrzebuje potwierdzenia, że idę w dobrą stronę. Pamiętam, ze te 4 lata temu wasze posty, nie tylko ze wsparciem, ale i opierdolem, mocno mi pomogły.
Dodatkowo, po tych perypetiach w tej cholernie dziwnej, trwającej już w sumie 11 lat relacji, gdzie - jak te cztery lata temu - zachowywałem się czasem jak pizda, teraz wychodzę naprawdę z twarzą. Bez wchodzenia w szczegóły - nie chciałbym zgrywać chwalipięty - wiem, że ma mnie za prawdziwego, zaradnego faceta z krwi i kości, który dodatkowo rżnie ją jak nikt inny wcześniej tego nie robił.
Decyzje o skończeniu tego już niemal podjąłem. Potrzebuje potwierdzenia, że robię dobrze i może wskazówek, jak to zrobić, jakich argumentów użyć?
No i sugestie, jak to później przetrwać aż przestanie boleć, też pewnie się przydadzą.
Uwaga! Tematy odzyskiwania ex, powrotów do byłych kobiet - są tu zabronione i będą USUWANE. Jeśli już chcesz, to szukaj rozwiązania na www.jakodzyskacbyla.pl
A ja na Twoim miejscu bym wyszedł w tym momencie z propozycją spotkania. Jest taki "kwas" między wami, że moim zdaniem, dużo gorzej być już nie może. Ona się nie spodziewa takiej zagrywki z Twojej strony, więc w pewnym sensie ją zaskoczysz i dasz jej jakieś emocje.
Po drugie pretekst jest też dobry, bo zwyczajnym powodem może być chęć "oczyszczenia trochę tej złej atmosfery", gdyż wyraźnie rozmowy telefoniczne wam nie wychodzą.
Po trzecie przestań udawać na siłę "chama", a zacznij mieć po prostu wyjebane.
Skoro to co do tej pory robiłeś na nią nie działa bo miesiąc mija, a Ty dalej z nią tkwisz w tym samym miejscu, to może czas zmienić zasady gry?
Dzwonisz i mówisz dosłownie: "Zrobił się taki kwas między nami, że pomyślałem, że chciałbym trochę oczyścić tą złą atmosferę, dawaj lecimy gdzieś na kawę pogadać w cztery oczy, gdyż najwyraźniej rozmowy telefoniczne nam nie wychodzą i może czas już zakopać ten topór wojenny".
I basta. Pewny siebie facet leci po swoje. A jeżeli taką propozycję pojednania ona zleje, to masz jasny sygnał, że czas już zapomnieć o niej raz na zawsze na wieki wieków amen!
Dazwid - jeszcze przed pojawieniem się Twojego posta zrobiłem bardzo podobnie. Zadzwoniłem i powiedziałem krótko, że nie wiem skąd i po co ta atmosfera, nie chce mi się już lać wody przez messenger i jak będzie miała czas i ochotę to niech zadzwoni, spotkamy się i pogadamy jak ludzie. Chyba było słychać lekkie zdziwienie u niej. Od razu pożyczyłem jej miłego dnia i się pożegnałem.
No i niech się dzieje, co ma się dziać. Być może będzie jak 7 lat temu, po pierwszej rozmowie, że się nie odezwie
W każdym razie nie czekam i nie liczę na nic i to mnie najbardziej cieszy.
W każdym razie opisywałem wszystko tutaj, więc jak coś się zmieni będę informował
Witajcie,
Długo zastanawiałem się, czy zacząć nowy temat, czy odgrzać tego kilkuletniego kotleta. Zdecydowałem się na to drugie.
Tak, jestem autorem tego tematu, niestety nie byłem w stanie zalogować się na poprzednie konto, stąd konieczność założenia drugiego. Temat tyczy się, jak się zapewne domyślacie, jednej i tej samej kobiety - Eweliny.
Polecam przeczytać od początku, jeśli ktoś ma czas i chęci. W skrócie - opisywałem tu wieloletnie relacje z kobietą, dla której wówczas straciłem głowę, a która - mówiąc w skrócie - nie traktowała mnie wtedy dobrze.
Skończyłem pisać tutaj pod koniec września 2018 roku. Mieliśmy wtedy jeszcze kontakt, ale był zdecydowanie "zdechły" i bez większych emocji. Krótko po tym wróciłem do mojej kobiety, która obecnie... jest moją żoną. Jakoś na przełomie 2018/2019 roku byłem z Martą i znajomymi na imprezie. Ewelina napisała wtedy do mnie wiadomość z propozycją spotkania, którą przechwyciła Marta. To spowodowało, że mój kontakt z Ewelina, "bohaterką" tego tematu urwał się na kolejny, dłuuuugi czas...
Szybko stanąłem na nogi. Układało mi się z Martą, rok 2019 był dla mnie bardzo dobrym rokiem również pod kątem biznesowym i o Ewelinie nie tyle co zapomniałem, co uleciały moje uczucia do niej. Owszem, czasem pomyślałem o niej z ciekawością co u niej, ale to tyle. Zobaczyłem gdzieś, kiedyś na jej "socialach", że ma nowego faceta z którym - a przynajmniej tak to przedstawiała - była bardzo szczęśliwa. Spłynęło to po mnie jak po kaczce.
Czas mijał. Drzemkę pewnego majowego popołudnia 2021 roku przerwał mi telefon. Odbieram i flashback - głos Eweliny. Zadzwoniła pod jakimś totalnie debilnym pretekstem. Jak się pewnie domyślacie, kontakt wrócił. Mając na uwadzę przeszłość i nie chcąc znów zaangażować się emocjonalnie, podchodziłem do tego z dużym dystansem. Może ten dystans, a może coś innego - nie wiem, sprawiło, że Jej podejście z czasem zaczęło być zupełnie inne niż to opisywane tutaj 4 lata temu. Kilka niewinnych spotkań w samochodzie, w końcu zimą 2021 roku pierwsze spotkania sam na sam. I to, czego nie było wcześniej - seks na najwyższym poziomie. Jest w tym zajebista, ale co chyba ważniejsze - to Ona przyznaje, że seks ze mną to coś, czego nie doświadczyła jeszcze nigdy. Pieprzymy się regularnie od miesięcy a ona za każdym razem powtarza mi to gdy jestem w niej.
Bardzo szybko zakochałem się w Niej znowu. Z tą różnicą, że teraz z wzajemnością. I mimo tego, jaka potrafiła być kiedyś (jeszcze raz zachęcam do przeczytania całego wątku), wiem, że to prawda.
Początkowo ciężko Nam było się spotykać, ze względu na Jej faceta. Kiedyś potrafiła mnie olać z byle powodu, teraz gimnastykowała się jak tylko mogła, żeby wyrwać dla mnie choćby godzinę. Dziś już tego problemu nie ma. Wynająłem mieszkanie, w którym regularnie się spotykamy, nawet kilka razy udało się nam "wyskoczyć za miasto".
Początkowo było sielankowo. Wzajemne uczucia, zajebisty seks, same pozytywy. Jej od początku w mniejszym lub większym stopniu "przeszkadzała" moja żona, mi początkowo jej facet w ogóle. Ba, nawet się cieszyłem, że jest u niej ktoś do kogo jestem "przyzwyczajony" i przynajmniej nie będę się wkurwiał, że ktoś nowy kręci się obok mojej kochanki. Niestety, tak było do czasu.
Miesiące mijały, ten pierwszoetapowy, zajebisty okres zaczął ustępować głębszym uczuciom i przemyśleniom. Zaczęły pojawiać się wyrzuty sumienia. U Niej większe, ale ja także nie jestem od tego wolny. Zacząłem zdawać sobie sprawę, że na dłuższą metę to bez sensu. Jej facet jakby wyczuł pismo nosem, bo zaczął się bardziej starać. Imprezy, wyjazdy, kolacje. Zaczęło mnie to ruszać.
Ta relacja z ogromu pozytywnych emocji znowu mnie przytłacza i to coraz bardziej nieznośnie. Owszem, słyszę od niej, że mnie kocha, angażuje się w to (ona) a gdy jest przy mnie mogę zrobić z nią wszystko. Mimo to, wdarła się zazdrość, wkurwienie o Niego. I to paradoks, bo nawet gdyby Ona chciała, ja nie jestem w stanie (i nie chcę) zostawić dla niej żony. Co więcej, ostatnio mieli gorsze chwile, które teraz naprawiają na wspólnych wakacjach. Kontakt nam się ograniczył, wiem, że pewnie teraz wyrzuty sumienia ją męczą. Obawiam się, że koniec tej relacji się zbliża.
Nigdy nie spodziewałem się, że będę chciał skończyć z kobietą którą kocham i która kocha mnie. W każdym razie czuję, że dłużej tak nie potrafię. Dlaczego to pisze? Chyba potrzebuje potwierdzenia, że idę w dobrą stronę. Pamiętam, ze te 4 lata temu wasze posty, nie tylko ze wsparciem, ale i opierdolem, mocno mi pomogły.
Dodatkowo, po tych perypetiach w tej cholernie dziwnej, trwającej już w sumie 11 lat relacji, gdzie - jak te cztery lata temu - zachowywałem się czasem jak pizda, teraz wychodzę naprawdę z twarzą. Bez wchodzenia w szczegóły - nie chciałbym zgrywać chwalipięty - wiem, że ma mnie za prawdziwego, zaradnego faceta z krwi i kości, który dodatkowo rżnie ją jak nikt inny wcześniej tego nie robił.
Decyzje o skończeniu tego już niemal podjąłem. Potrzebuje potwierdzenia, że robię dobrze i może wskazówek, jak to zrobić, jakich argumentów użyć?
No i sugestie, jak to później przetrwać aż przestanie boleć, też pewnie się przydadzą.
Po prostu, kto ma ochotę niech napisze, co mysli.
Dzięki.