Witajcie drodzy użytkownicy!
Zwracam się do was o radę w bardzo trudnej kwestii, która przydarza się każdemu z nas.
Jak radzicie sobie w trudnych chwilach, przede wszystkich tych "chwilach zwątpienia"?
Kiedy dowiadujecie się, że ktoś bliski zachorował, gdy kumple się od was odwracają, bo po prostu mają inne priorytety albo nie byli prawdziwi, kiedy napracujecie się nad jakimś zadaniem, a okazuje się, że szef mówi, że jest do kitu (faktycznie jest słabe). Co zrobić, kiedy założone plany nie wypalają, bo komuś coś wypadło, zawiedliście się na kimś bliskim itp.
Co zrobić w sytuacji doła, kiedy nasza podświadomość za żadną cenę nie przyjmuje uśmiechu i pozytywnego myślenia, że kiedyś się uda i będzie dobrze, bo już sami nie wierzycie w to kiedyś.
Jak radzić sobie w takich sytuacjach, szukać na siłę pozytywnych stron?
Zdaje sobie sprawę, że żeby osiągnąć sukces, trzeba wiele razy upaść, ale ileż można? Jak radzicie sobie z porażkami?
Otóż zadaj sobie pytania: "jak do tego doszło?", "co zrobiłem źle?", "jak mogę to zmienić?". Na każde znajdź 20 odpowiedzi. Sam jesteś odpowiedzialny, za to co Ci się przytrafia. Zmieniając myślenie, zmienisz to jak postrzegasz daną rzecz. Myśl pozytywnie, bo to jest najkorzystniejsze dla Ciebie. Po co się zadręczać, lepiej być po prostu cwanym i zamiast molestować się beznadzieją, to lepiej napędzać się pozytywnie, aby mieć więcej sił do spełnienia celu.
Nie liczy się nic więcej, jak TERAZ.
A bierzesz pod uwage, ze zle rzeczy sie nam czasem w zyciu po prostu przytrafiaja?
I ze nikt nie jest winny temu ze sie przytrafily? Co wtedy z pytaniami, ktore proponujesz koledze? I z 'pozytywnym mysleniem'?
Czasem myślę, że tak miało być. Myślę wtedy , że wszystko co mi się własnie przytrafiło, chodź bywa przykre, działa na moja korzyść i zbliża mnie do celu.
Sadownik
zależy od sytuacji:
Gdy ktoś bliski zachoruje - to najgorsze, co może się przytrafić, niestety parę lat temu zmarł mi Ojciec. Było ciężko, najgorsze to poczucie kompletnej bezradności - mimo, że wypruwałam sobie flaki w poszukiwaniu ratunku, pomocy itd... Nie ma tu żadnych pozytywnych stron. Nic nie zrobisz, jedynie co, to zęby zacisnąć i pozwolić tej osobie na taki komfort, że nie widzi Twojej rozpaczy (tę zostaw na później). Trzeba przeżyć żałobę. Czas leczy takie rany, choć zawsze zostaną blizny.
Gdy zrobisz coś źle, mimo starań i wysiłku (praca) - trudno. Trzeba zrobić jeszcze raz, pocieszające jest to, że z każdej porażki wyciągamy wnioski i naukę, to najlepsza lekcja życia, bo oparta na praktyce. Paradoksalnie - takie drobne potknięcia są dla nas błogosławieństwem, bo UCZĄ.
Sukces?
Ktoś kiedyś powiedział, że zanim go osiągnął, zbankrutował siedem razy - zawsze gdy coś się posypało (jakieś moje biznesy, lub męża) - przywoływałam tę myśl i odliczałam, jako jedną z tych siedmiu
Jak to mówią: Alleluja i do przodu, straty zminimalizować, emocje odrzucić, na faktach się skupić.
Zawód na kimś bliskim? Też przerabiałam. Boli bardzo. Co można zrobić? Nie zapiekać się w żalu i urazach, to nic nie daje. Tak naprawdę ta osoba sama sobie zrobiła największą krzywdę i bez obaw - świetnie sobie z tego zdaje sprawę. A Ty? Wyciągnij wtedy swoją dłoń do kogoś zupełnie obcego, nie związanego z Tobą emocjonalnie. Uśmiech tej osoby i wdzięczność od razu Ci polepszą samopoczucie.