Cześć,
Jestem w 11 letnim związku jak dotąd wiadomo były wzloty i upadki.
Od 4 lat jesteśmy narzyczeństwem, jak poruszam temat ślubu, bo tak chcę zostać mężem i założyć rodzinę, temat jest ucinany, słyszę że moja narzeczona nie jest jeszcze gotowa i nie wie czy będzie ale jeszcze nie teraz "nie czuje tego".
Pochodzi z rodziny gdzie rodzice się rozwiedli i ma z tego bardzo złe wspomnienia, jej matka zrzuciła na nią problemy małżeńskie bo w owym czasie nie miała zbytnio przyjaciółek. Długa historia 
Ja natomiast dopiero teraz czuję że do tego dojrzałem i chciałbym być mężem i może kiedyś ojcem mam 32 lata.
Czy jest ktoś kto miał podobne doświadczenia, lub Wasi znajomi.
Podpowiedzcie jak tamte sytuacje się skończyły, dajcie jakiś Swój komentarz co uważacie.
Pozdro 
Moja siostra.
Pół roku temu rozstała się z chłopem, teraz ma nowego.
Jak ktoś po 11 latach nie jest pewien i nawet nie ma zarysu czy jest pewien...
Podejrzewam, że jesteś bardziej przyzwyczajeniem, bezpiecznym przystankiem niż przyszłym mężem. Wspólne cele podstawą. Ile lat ma panna?
BArdzo dziękuję za tą wiadomość
.
Ma 30 lat
Jak chcesz być mężem/tatą szkoda twojego czasu.
Zgadzam się.
Jesteś jak ten stary fotel w którym po robocie siedzi się najwygodniej. Co z tego że już dawno powinien iść na wymianę.
Mam znajomych co po 12 latach się rozstali. Ona też dzieci i ślubu nie. On, że chce, że czas.
Ona zaraz poznała nowego, rok później ślub i w następnym dziecko.
On też ma Już Nowa rodzinę i nie czekał lat naście.
Jak mówi że nie chce ślubu i dzieci to nie że ogólnie, tylko z tobą tego nie czuje.
A z jakiej przyczyny chcesz podpisywać cyrograf?
Dzieci można trzaskać bez ślubu.
Chyba, że dzieci też kategorycznie nie chce. To wasze cele się definitywnie rozmijają.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Nie chce mieć dzieci wg.
Ja nie mówię nie dzieciom, więc tak jak napisałeś cele się rozmijają.
"A z jakiej przyczyny chcesz podpisywać cyrograf?"
Na pewno są plusy i minusy małżeństwa, zresztą jak wszędzie.
W wieku 40 lat nie chce mówić "moja kobieta" , "partnerka", tym bardziej konkubina ( niebieska karta i te sprawy
).
Moge ubezpieczyć żonę, wspólnie sie rozliczyć z podatku i jest więcej plusów. Nie każdy chce żyć na kocią łape. Mowie to z perspektywy osoby, która juz założyła rodzinę i widzę dużo plusów małżeństwa. Oczywiście widzę też minusy, których też jest dużo. Ja nie neguje ani jednego, ani drugiego stylu zycia.
a dlaczego ten temat wychodzi po 11 latach związku?
Nie mieliście jakiejś rozmowy np w 2 lub 3 roku związku gdzie ta cała relacja była jeszcze na innym etapie?
Już się dziś dowiedziałem ocb
Po 2 latach wychodzę z depresji po utracie pracy i kasy.
Przez ten czas zapuściłem się, nie mam hobby „to nie jest atrakcyjne”, „nie mam życia prócz pracy”, nie ma chemii
Pytanie czy da się to odbudować czy to już skończone ?
Powiedziała że popracujemy razem nad sobą.
Nie ukrywam czuję się jakbym dostał cegówką w głowę bo wiem że ma w wielu aspektach rację. I nigdy nie czułem tego co dziś…
Bylo o kroczek od skończenia tej relacji
Kup sobie teraz rower, obcisłe białe spodnie rowerowe przez które przebija interes, i opowiadaj każdemu kogo spotkasz że rower to nie środek transportu, a styl życia.
11 lat to szmaaaaaat czasu. A 2 letnia depresja to mniej niż 20% całego tego okresu.
Tu jest coś więcej. Czemu nie było ślubu 5 lat temu?
Nie wygląda to dobrze. Wygląda jakby miało jebnąć.
Może to moje zboczenie. Ja zbyt dobry w ltr nie jestem, więc może moje spojrzenie jest krzywe.
Ale w momencie w którym związek się "wypalił", nie ma emocji, ale są za to rozczarowania, to nagła próba ratowania relacji przypomina mi desperacka próbę resuscytacji trupa. Skapneliście się że zaniedbania itd doprowadziły do zgonu, i teraz wielkie "ło matko", obietnice miłości, pracy nad sobą i innych bzdur.
Nie wiem co bym zrobił na Twoim miejscu, bo 11 lat to w chuj czasu. Mój rekord to 5 i wiem jak wtedy było ciężko się rozejść i pogodzić z porażką. Zajęło mi to lata. Twoje życie, Twoja baba, Ty wiesz pewnie lepiej jak to wygląda "od kuchni". Upewnij się tylko że jest faktycznie co ratować, i że nie kieruje nią i Tobą po prostu strach przed rozstaniem. Że ona i Ty już dawno w serduchach nie macie tego dość, i że nie trzyma was ze sobą tylko wyparcie tego stanu rzeczy i
strach przed rzeczywistością.
Powodzenia byku.
Dzięki za ten wpis, dużo mi dał. Serio
Dziewczyna bardziej 5/10. Skoro jeszcze przy Tobie siedzi, ładniejsza z opcjami już dawno by uciekła.
także zakasaj rękawy i do pracy najcięższej (czyli nad sobą).
Jest bardzo ładna na pewno nie jest 5/10
Działam
"Dziewczyna bardziej 5/10."
Dla niego może być 10/10 więc bez sensu gadka z twojej strony. Ucieknie z chujowej relacji ten kto ma więcej oleju w glowie. Niekoniecznie ten co ma ładną buźkę.
Powiem ci, że moja dzidzia ma juz 5,5 miesiąca. Dziecko to ciężki kawałek chleba, ale i motor napędowy. Niczego nie żałuję i jest to piękne jak sie dziecko do ciebie śmieje na głos. To juz jest inny level i jak juz zakładać rodzinę to z odpowiednią osobą. Ty nie jesteś odpowiednią osobą dla swojej kobiety, ona dla ciebie też nie.
Wasze priorytety się mijają, a czas leci do przodu. Zaraz sie okaze, że bedziesz mieć 35-40 lat. Polowe zycia z jedną baba i finalnie urodzi dziecko komuś innemu. Po mojemu strata czasu. I nie mam na myśli tego, że poznasz kogoś innego i od razu dziecko robić. Pamiętaj, że po tak długiej relacji będziesz potrzebować dużo czasu do regeneracji.
Możesz zacząć o siebie dbać itd, ale rób to dla siebie, a nie dla was.
Przechodzony związek. Za długo. Za późno. Jej już się nie chce czekać. Ona już CIEBIE nie chce, a nie ślubu i dzieci. Te jej gadki o matce to wymówki. Rodzinę zakłada się z osobą, która wie, że tego chce (ten sam kierunek patrzenia, podobny etap w życiu, po prostu to się musi fajnie zgrać) i ona to zrobi kiedyś, ale z innym i wiele lat szybciej... Z Tobą nie czuje bezpieczeństwa i stabilizacji. Kto normalny siedzi w narzeczeństwie 4 lata dajcie spokój. Chyba tylko z lęku przed samotnością i braku opcji. Andrzej, to jebnie.
Kiedyś poznałam parę, na tamten czas byli ze sobą chyba 11 lat. Potem widziałam na FB, że gość wstawiał zdjęcia z nową i bardzo szybko wzięli ślub i dzisiaj mają dwójkę dzieci. Takich historii jest tysiące.
Weź namiar na to, że niektórzy czują presję czasu i stąd ślubowanie z nowym partnerem następuje tak szybko. Jak poznaje laski po trzydziestce jedno z pierwszych pytań czy planuje rodzinę
I bardzo dobrze robią, że Cię pytają. Po co tracić czas na kogoś, kto ma inną wizję życia. Nie zdajesz sobie chyba sprawy, ilu jest mężczyzn, którzy też chcą założyć rodzinę i też dostawałam od nich takie pytanie. To normalne.
W każdym razie rozmowy o ślubie po 11 latach związku i 4 narzeczeństwa nie są normalne
A ja nie odpowiadam, bo jak znam kogoś tydzień to nie wiem czy zamierzam mieć z nim rodzinę, uważam to za pewien akt desperacji, ale fakt, skraca drogę do wymarzonego ołtarza.
Chodziło mi o coś zupełnie innego. po trzydziestce dziwnym trafem od razu czuć chemię, od razu "klika", wystarczy świadomość/wizja staropanieństwa/starokawalerstwa, by para dziewiątek w ręce miała większą wartość niż to, co kiedyś było czterema asami.
Bzdury
Przytaczasz te bzdury 3 komentarze wcześniej.
To są właśnie te magiczne dopasowania, kiedy ludzie byli całą młodość w jednym związku, który nie wypalił.
Totalnie nie rozumie jak mozna z perspektywy faceta chciec ślubu ,,, dla mnie jest to nie pojęte i nie zrozumiałe,,,
co innego jak urodzilas sie z macica to okey,,
ale z punktu faceta ni huja,,, dzieci okey ,, ale slub jakie daje benefity ,, żadne,, daje jedynie pewnosc=bezpiecznesto samicy,,,
a co cie interesuje samica? ja nie rozumie myslenia facetów i ich dobroduszności w stosunku do samic,,
wiecie ze ci z serduszkiem na dłoni są najbardziej yebani?
dzieci okey są w twoim intersie ale ślub po co sobie kaganiec na ryj zakładać to nic nie daje,,, ja rozumie ze laska ciśnie na podpianie wyroku w usc,, ale facet ,,, łot de fak
naucz się działać w SWOIM SAMCZYM INTERESIE,,, egoistycznie,,,
czy jest to moralne? nie nie jest ale zycie to nie bajka,,, a zaprawdę powiadam ci ze nie znajdziesz na tej planecie samicy która odda ci nerke,,, pomijajac ze samice mysla pragmatycznie DUZO BARDZIEJ NIZ FACECI,,, to nawet jesli robi cos co WYDAJE ci sie jest dla ciebie nie robi tego dla ciebie;) robi to dla siebie a posrednio dla ciebie,,,
nie zrozumiesz tego co do cieibe mowie nie wprowadzisz w zycie
= BEDZIESZ CIERPIAŁ ,,, poniewaz najwiekszym sukcesem samicy jest
znalezienie frajera,, który da jej BEZPICZESTWO ZAANGAZOWANIE,, a jeszcze jesli to chrisian grey,, to jakby wygrała w totka,,
niestety zycie pokazuej ze christian kocha ale krótko,, spelni swoje interesy czytaj jebanie/dzieci ,, i idize dalej do kolejnych samic ,, bo moze ,, bo ma branie i wykorzystuje to i naiwnosc samic,, a przewaznie bawia beta tamtpony ,, takie jest zycie,,
tylko w fimie konczy sie hepi endem,, w prawdziwym zyciu alfa szmaci beta płaci ,, zawsze,,
jedynym wyjątkiem od tej reguły jest alfa szmaci alfa płaci,,,
ale nie mozesz dac jej podpisu w usc,, bo to bedzie wyrok na siebie ona poczuje sie zbyt pewnie ,, a im wiecej pewnosci ma samica tym mniej sie stara ,, i koronka znika z reperturau,,
,,,
,, musisz tak rozdawac karty zeby samice zapierdalaly za tobą licząc na BEZPICZNESTWO I ZAANGAZOWANIE,, ty korzystasz z ich waginy,, one ci rodza,, i je olewasz i idziesz dalej,,
to jest sukces samca i dzialanie w samczym intersie,,
dawanie slubu wejscie w ognisko domowe itd itd,, to samicza narracja,, a jesli sa tam jeszcze dzieci NIE TWOJE,, to juz jest totalna totalna tragediiiiiaaaaa