Siema 
Od dawna nie zaglądałem na forum.. Staram się radzić samemu z problemami ale w tym przypadku może ktoś poruszy mój umysł choćby jednym zdaniem.. Jestem na studiach II rok. Dziś zaczyna mi się sesja poprawkowa, która zakończy się za tydzień. Jak narazie 2 egzaminy i 2 zaliczenia w plecy. Faktycznie może nas trochę cisną bo jest to kierunek ścisły a na roku nas bardzo dużo. I nawet ludzie z zamawianymi i naukowymi mają jakieś egzaminy w plecy. Moja sytuacja jest trudna ale jest dużo osób w podobnej. Mało terminów.. Nielicznym udało się zdać odrazu. Przejdę do rzeczy. Czegoś mi kurwa brakuje. Po przerwie świątecznej nie mam wewnętrznego impulsu do nauki. Chciałbym dotrwać kurewsko i zrobić tego inżyniera bo to jedno z moich marzeń ale od 1,5 miesiąca nie mam tej woli walki, takiej wewnętrznej siły. Wcześniej jak mi nie szło nawet nie dopuszczałem myśli, by odpuścić. Widzę też jak inni się wykruszają i może to źle na mnie działa. Od 3 miesięcy ćwiczę kalistenikę i codziennie potrafię wygrać ze sobą odnalazłem w tym coś co mi się podoba. Chciałbym aby ten dawny impuls i wola walki powróciły bo zajebiście chcę studiować, chcę mieć inżyniera i pracę w Polsce. Nie chcę za miesiąc wyjeżdżać za granicę. Bo jeśli nie zdam i taki los może mnie spotkać. Powtórzę, trwa to od świąt. Nie znam przyczyny. Nie wiem kompletnie. Pogoda? Przemęczenie? Gorszy okres? Szczęścia też mi brakuje jeśli chodzi nawet o pytania bo często mi nie siadają... Przechodził ktoś przez taki okres? Może ktoś potrafi zadziałać na moją psychikę by powróciła na dobry tor.. Może wystarczy jedno słowo. Jedno zdanie. Próbuję i poprzez forum bo mimo braku sił próbuję walczyć.. Sory ja nie chcę próbować. Ja chcę tego bym znowu chciał musieć 
Z góry dzięki i pozdrawiam
Nie wiem czy tak jest w Twojej sytuacji akurat, bo nie siedzę w Twojej głowie, więc opiszę tylko jakieś tam moje spostrzeżenia, co do zjawiska, które obserwuję od jakiegoś czasu- na stronie i nie tylko. Otóż od ciula tematów na forum przewija się i traktuje wokół wzniosłych treści typu "brak mi motywacji do działania", "nie mam sensu w życiu" etc. W tych tematach autorzy rozwodzą się i piszą elaboraty zawiłych treści, jak to im źle i niedobrze w życiu. Kreują się przy okazji na pokrzywdzonych przez los i wielkich pechowców, niejako też bohaterów tragicznych, coś a'la Makbet, czy też Edyp. Oczekują też na końcu swoich wywodów wirtualnego poklepywania po plecach. Kurde, ktoś kiedyś w jakimś blogu to tak pięknie ujął, nie wiem czy nie była to przypadkiem MeanGirl, o ocieraniu męskich łez wzruszenia. A mnie coś tak swędzi pod skórą, że pod płaszczykiem wzniosłych słów o braku sensu w życiu, kryje się nie mniej, nie więcej, jak zwyczajne lenistwo i brak tzw. jaj, żeby chcieć coś konstruktywnego zrobić ze swoim życiem. Tylko no jak to, gdyby ktoś tak trywialnie napisał, że po prostu nic mu się nie chce, bo jest śmierdzącym leniem, to przecież chłopaky na forum zjechaliby go od góry do dołu jak burą sukę. Nie wiem co się dzieje dzisiaj z tymi facetami, ale coraz więcej jest takich romantycznych werterów, którzy do każdej, nawet najgłupszej, najbardziej prozaicznej błahostki dopisują ideologię rodem z harlequinów, bujają w obłokach, rozmyślają, rozgrywają w swoich głowach niezwykle wybujałe scenariusze, zamiast zwyczajnie wziąć się w garść i zacząć działać, jak przystało to na faceta. To przecież domena babeczek- takie romantyczne, słodkopierdzące snucie wizji oderwanych od rzeczywistości. Facet, to ma być jednak facet i basta. Coś czuję, że zamiera w naszym gatunku coraz bardziej taki instynkt zdobywcy, twardziela, kolesia, który uparcie, konsekwentnie i twardo brnie do przodu, mając wyraźnie i jasno nakreślony cel. Parcie na sukces- coś, co powinno nas cechować, ostatnimi czasy bardzo często ogranicza się jedynie do szukania usprawiedliwienia w czynnikach zewnętrznych dlaczego nam się nie udało, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Nie potrafimy przyjąć na klatę paru słów krytyki, takich nieco bardziej "żołnierskich", surowych słów, bo przecież jak to- lepiej żyć w tym swoim wyimaginowanym świecie, w którym "ja jestem zajebisty, a wszyscy inni są beee, to nie moja wina, że się zesrało, winni są inni". Przykładem "panowie", którzy usuwają tematy- nie pomyśli jegomość, że to, o co pyta, jest wręcz idiotyczne i irracjonalne, ale gdy tylko pojawi się parę wpisów uświadamiających takiemu chłopcu, że "jest miękką pipką", to co ten robi- idzie w zaparte, że nie jest, że wszyscy inni zawinili, on sobie nie ma nic do zarzucenia. Po czym, gdy jednak te opinie się intensyfikują- nasz autor usuwa temat- potwierdzając tym samym słowa userów, że jednak tą miękką pipką rzeczywiście jest.
Dobra, bo odjechałem dosyć mocno jednak od tematu, ale tak, jak pisałem na wstępie, autorze nie bierz tego do siebie, bo to tylko moje luźne skojarzenia pod wpływem nasilającej się fali podobnych treściowo tematów na forum. Być może więc Twój problem jest zupełnie inny, a ja trafiłem, jak kulą w płot.
P.S. Pewnie większości nie będzie się chciało tego czytać, bo jak zwykle piszę alaborat, a to nie jest jednak pokolenie czytających coś dłuższego, niż 160 znaków w SMSie. Otóż, do czego zmierza, do czego zmierza mój wywód? Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale często zwykłemu lenistwu przypisujemy ideologie wręcz nie z tej ziemi, nadajemy czemuś tak zwyczajnemu i- co by nie było- z natury rzeczy niedoskonałemu, rangę niemalże zjawiska nadprzyrodzonego. Zamiast powiedzieć, że zwyczajnie nie chce nam się ruszyć dupy, oszukujemy wszystkich wokół i przede wszystkim samych siebie, mówiąc, że "życie nas nie oszczędza", "życie jest ciężkie"- bo pękł mu paznokieć... I jakoś o wiele bardziej byłbym skłonny uwierzyć w takie słowa mojej 88-letniej babci, która przeżyła zsyłkę na Sybir (Syberią), straciła dwoje dzieci i męża. Tylko, o dziwo, od niej takich słów nigdy nie usłyszałem.
"Kiedyś były inne czasy"- często wkurza nas taki tekst. Ale czy bardzo odbiega on od prawdy? W sumie co może na ten temat wiedzieć 22-letni z kolei gówniarz. Ano trochę posłuchałem, zasięgnąłem tematu z wielu źródeł. "Kiedyś jak coś się zepsuło, to się to naprawiało, teraz kupuje się nowe". Kurde panowie, wybaczcie, że to powiem, ale wyrasta (już wyrosło?) nam pokolenia chujowych facetów. Teraz szczytem dylematu jest problem czy założyć dzisiaj zielone, czy czerwone rureczki. Źle układająca się grzywka to dramat, który doprowadza do czarnej rozpaczy, bo przecież "ja nie wyjdę tak na miasto, bo co ludzie powiedzą"... Nie wiem, ja nie chcę się godzić na postępujące "frajerzenie" się mężczyzn, zwyczajnie mi się to nie podoba. Chociaż z drugiej strony może warto mieć to gdzieś- przynajmniej będę miał mniejszą "konkurencję".
"Don't trust the smile, trust the actions"
Do tego elaboratu dodam, że ludzie zamiast nazwać rzeczy po imieniu wyszukują na siłę jakichś usprawiedliwień, chorób psychicznych, na które zwalają winę, w tym przypadku jest to... prokrastynacja! Ładne słowo, nie jestem leniem, tylko jestem chory, i już mogę spokojnie leżeć przed TV
Do Twojego dodatku do elaboratu dodam tylko, że sam Mateusz Grzesiak - najpopularniejszy chyba polski autor książek o samorozwoju - na swoim forum napisał kiedyś wielki hejt na wszystkich, którzy przychodzą do jego gabinetu z różnymi tego typu problemami. Napisał, nie przebierając w słowach i może trochę na wyrost, że depresja to zwykle nic więcej, niż po prostu nieumiejętność zagospodarowania własnego czasu.
Sam też zauważyłem, że kiedy na studiach miałem sporo przedmiotów, które wiedziałem, że nie przydadzą mi się w pracy zawodowej - olewałem (co w moim przypadku oznacza 4.0 w pierwszym terminie - jestem dobrym studentem). A tymczasem kiedy oprócz studiów znalazłem sobie bardzo ciekawą i świetnie płatną robotę - nagle znajduje się czas i motywacja do wszystkiego, a i z laskami jakoś lepiej (choć dzisiejsze walentynki nie będą zbyt barwne ;/, ale bywa)
90% of a woman's emotional problems stem from feeling unloved. [D.Deida]
baby potrafią cuda ze swoim deklem robić... [gen]
Skuteczność kosztem swobody? [Vimes]
Blog ANDREW
A widzisz, co do tej pracy to jest właśnie fajne zjawisko. Taka samonapędzająca się maszyna, w sensie, że jak masz powiedzmy tylko te studia, gdzie odbębnisz programowo ileś tam godzin, a później idziesz gnić do domu, bo nie masz co ze sobą zrobić, to tak leżysz, no i człowiek przyzwyczaja się do bycia taką rozlazłą amebą i jest chujnia. Natomiast jak łapiesz się jakichś dodatkowych zadań, typu właśnie jakaś praca poza studiami, a opcji jest właściwie mnóstwo, jeżeli masz tylko trochę grosza (jeżeli nie masz- odsyłam do punktu "praca"), bo wówczas ogranicza Cię tylko Twoja własna inwencja, to jest zupełnie inaczej. No można naprawdę wiele: kursy językowe, warsztaty z samorozwoju, taniec (towarzyski lub jakiś solo), kurs barmański, siłownia, jakiś sport typu tenis, może sporty walki, co kto lubi, poza tym jest sporo opcji ogarnięcia czegoś bezpłatnie- no wystarczy odrobina chęci. No i im więcej łapie się takich dodatkowych rzeczy, które skutecznie wypełniają Ci 24 godziny na dobę (może przesada, ale dużo tego czasu w ciągu dnia masz po prostu zajętego), to jest po prostu niesamowite uczucie, nabiera się coraz więcej chęci do życia, jest mega. Tak, jak pisałem- samonapędzająca się maszyna, która zapieprza przed siebie do przodu, nie bardzo ma się nawet czas na głupie rozkminy nad "sensem życia". Jest pasja, są chęci, człowiek emanuje taką niesamowitą energią, którą daje aż na kilometr. Jeżeli ma się co robić, to również nie ma kiedy rozkminiać nad tym czy już, czy jeszcze nie- odezwać się do panny, nie ma czasu na zastanawianie się czemu ona się nie odzywa, dlaczego jest online na fb, a nie pisze. Poza tym facet z ciekawym życiem przyciąga też do siebie ciekawe kobiety. To wszystko jakoś tak samo się nakręca, ciężko to opisać. Im więcej robisz w danym momencie, tym masz wrażenie, że więcej jesteś w stanie osiągnąć, ogarnąć, poradzić sobie z większą ilością spraw, tak jakoś zaczynasz stopniowo zawierzać sobie w coraz większej sferze życia, pojawia się znacznie większa wiara w swoje możliwości, a także rośnie poczucie własnej wartości.
Poza tym jeszcze tak sobie myślę, że w sumie "męskość" powinna być definiowana przez to w jaki sposób potrafimy radzić sobie z różnymi przeciwnościami losu. To, że się one pojawią, jest niemal pewne. Prędzej czy później, na każdym etapie życia każdy trafi na mniejsze lub większe problemy i kwestią jest tylko to, jak silny ma charakter, jak odporny jest na to wszystko wokół i jak sobie z tymi problemami poradzi. Przytaczając na koniec cytat z takiego "śmiesznego" na pierwszy rzut oka filmu Rocky: "Nieważne, jak mocno uderzasz, ale jak dużo jesteś w stanie znieść i nadal iść do przodu."
"Don't trust the smile, trust the actions"
Dzięki kolego i mi się taki opierdol przydał.
Dodam tylko, żebyście wszyscy nie zapominali kim jesteście. Ostatnimi czasy popadałem w jakiś marazm, nic mi się nie chciało, co najlepsze - przestało mieć dla mnie znaczenie wszystko to, co wcześniej sprawiało przyjemność - rozwijanie się itd.
Skończyło się na tym, że jedyną moją atrakcją były kobiety i zacząłem się w tym jeszcze bardziej błąkać, bo ich coraz mniej się pojawiało. Skończyło się na tym, że straciłem głowę dla dziewczyny która wcześniej w ogóle mnie nie interesowała, której rok temu dałem "kosza". Teraz sama zaczęła ze mną pogrywać, a ja myśląc o niej cały dzień i nie mogąc spać w nocy, zastanawiałem się jak dalej grać, by ją zdobyć. Już kilka dni temu łapała mnie jakaś pieprzona depresja, bo napisałem tutaj temat, ale teraz z tą dziewczyną przekroczyło mnie samego.
Czas pierdolnąć sobie mocno w głowę, zwalić konia i zacząć żyć tak jak kiedyś. Biorę się za naukę do egzaminu, o dziewczynie zapominam, jutro godzina sportu, wypad na miasto i zapominam o tych chujowych ostatnich 3-4 miesiącach. Dzięki wielkie, brakowało mi tego.
Tym tekstem wygrałeś. Dzięki.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Chciałbym się odnieść do dwóch ostatnich wypowiedzi. Otóż w pełni się z tym zgadzam. Jak jest cały dzień zawalony jakimiś czynnościami to i nauka jakoś lepiej idzie. Faktycznie przed świętami był kurs tańca dwa razy w tygodniu, zajęcia do czwartku gdzie często kończyłem w godzinach wieczornych a zaczynałem nawet o 7 rano. Prywatny kurs angielskiego, gotowałem sobie sam jedzenie, ćwiczyłem wydaje mi się więcej. W weekendy imprezy. Nawet gdy wracałem na weekend do domu tam też chodziło się zawsze na imprezę czy nawet grzebało przy samochodzie jak się uczyć nie chciało. No i wszystko jakoś tak się fajnie kręciło i dziewczyny się same pojawiały, nowi ludzie nowe znajomości, mózg pracował. Nauka wychodziła sama automatycznie. Jak jest jakaś presja i mniej czasu to faktycznie "ja" działam lepiej. Teraz w sesji z tych wszystkich czynności została mi tylko nauka, taniec i ćwiczenia. Zajęcia się skończyły, angielski na czas sesji odwołany, na imprezy nie chodzę, do domu nie wracam.. Więc 99,5% w tym może tkwić problem. Za dużo wolnego czasu i człowiek się rozleniwia. Nic został mi ostatni tydzień, trzeba go przetrwać i wygrać to co do tej pory przegrałem, bo to tylko i wyłącznie moja porażka, z której być może inni będą się cieszyć. Dzięki koledzy bo być może tego było mi trzeba. Błąd popełniłem wcześniej bo 1,5 miesiąca temu. Mam nadzieję, że go naprawię.
U mnie na studiach sesja wyglądała tak, że dwa dni kuło się do egzaminu, zaraz po nim do baru i na imprezę, a kolejnego dnia nauka na kolejny egzamin. I tak w kółko, więc w sesji też dobrze skoczyć gdzieś na imprezę, żeby się odstresować
"Bo jeśli nie zdam i taki los może mnie spotkać."
Ale co Ty tu piszesz o losie, Kolego? Ty jesteś małym leniuszkiem i los nie ma tu nic do rzeczy. Sam sobie gotujesz ten los!
"Próbuję i poprzez forum bo mimo braku sił próbuję walczyć"
Taaaaaaa... A świstak siedzi i zawija je w te sreberka. Piszesz na forum bo to łatwiejsze niż nauka. Bo jesteś wygodnicki.
"Szczęścia też mi brakuje jeśli chodzi nawet o pytania bo często mi nie siadają..."
Hahahahahahaha, hehehehehehehe, hihihihihihihi, dobre
Chłopaku, zacznij się uczyć i przestań zrzędzić jak stara baba*.
_______________________________
* W razie gdybyś jednak nie zaczął się uczyć i dalej rozkminiał, skutkiem czego znowu nie siądą Ci pytania i wyjedziesz do tej Anglii czy gdzie indziej, to przynajmniej nie obwiniaj za swoją porażkę sąsiada, pogody, losu, rodziców itp. itd. Sam sobie będziesz winien.
Wiem o czym mówisz, ja mam tak od ostatnich 3 lat
W dzisiejszych czasach bycie prawdziwym mężczyzną to sztuka, którą pragnę zgłębiać.