Ostatnio miałem krotki moment zadumy nad ostatnimi relacjami. Zastanawialem się co sprawia mi największą trudność. Nie mam problemów z porażkami, potrafię też z godnością wygrywać.. problem pojawia się kiedy nie wiem czy już przegrałem i czas wyciągać wnioski , czy wstawać i walczyć dalej. Nikt nie gwiżdże nikt nie uderza w gong nie ma cholernej punktacji. Jak poznać, że już się przegrało, kiedy konstruowane są kolejne akcje, kiedy niby wszystko toczy się dalej tylko powoli (chyba) gasną światła ? Kiedy wy panowie odpuszczacie temat z kobietą, jaki moment dla was oznacza, ze już koniec spotkania, kiedy ona nie chce podjąć zadnego ruchu ale wciaz stoi naprzeciwko was.. Ja nie czuję tego momentu i chyba wale na bramkę jak ten brazylijczyk z doniecka.. czuje jak ona wychodzi na ring prowokuje i spierdala.. nie zadaje ciosów unika, stoi tam w rogu podchodzi cofa się, przyjmuje ciosy nie odpowiada znów wychodzi wie ze sie nie cofne ale walczyć nie zamierza.. dlaczego prowokuje wiedząc jak reaguje i ucieka ? Czy w ogole da się wygrać ? Poddać się jest głupio, przegrać bo się nie potrafilo kogoś trafić, zapewnić mu komfort wygranej za brak ruchu do przodu ? Moze trzeba wymusić na sobie nokaut żeby wiedziec że to jednak przeciwnik z innej wagi ? A moze to jakies chore podejscie.. kiedy rzucacie ręcznik ?


Życie to nie gra!!!! Zrozum tylko tyle, a zaprawdę powiadam Ci ,lżejsze Twe życie będzie...
Życie to gra ale bez zasad
Ale może być przyjemną grą albo nieprzyjemną. Obierz taką drogę aby to było dla Ciebie korzystne, przyjemne i dobre - a nie ciągłe zastanawianie się nad tym wszystkim, strategia, analizowanie. Wyluzuj przede wszystkim
A ten moment zawsze jest - kiedy zaczniesz się zastanawiać czy to teraz? Nie bój się go wykorzystać
.
panuje na tym forum szerokie przekonanie, że to facet ma być kierownikiem w związku. laski często nie wiedzą, czego chcą, a inne oczekują własnie od faceta przywódctwa i inicjatywy.
widocznie działasz zbyt mało ryzykowanie i też robisz jak laski. kurde, jak można kobietę bez emocji zostawić. przecież one są wulkanem emocji, są emocjami i albo szaleje za Tobą, pragnie Cię, albo mówi Ci spierdalaj w sposób dosłowny lub nie. one kochają emocje i jeśli tak stoi i nic nie robi, to widocznie ich nie dostała i twierdzi, że ich nie lubisz, a ma dobre serce, więc Cię nie zostawia od razu, tylko czeka, aż umrze to śmiercią naturalna z braku emocji.
rydzykant
No właśnie tylko jak to już prawie zdechlo nagle przylazi i pyta co robiłem w weekend, mówię że byłem na zajebistym koncercie.. wiesz dawno nie byłam na żadnym koncercie.. sluchaj jest świetny koncert w ten weekend zgarniam cię.. nie nie mogę bo coś tam.. wcześniej odmawiała 2-3 razym jak podbijalem normalnie ją podrywajac. Przestałem podrywac to tak mnie męczy. Nie wiem jak reagować na laskę która mnie legalnie olała, ale chce żebym miał z nią kontakt. I luz mogę mieć ale wystawia mi takie czysciochy i schodzi z pola strzału - nie reagować na te zagadywanki, mi to przychodzi na spontanie do każdej znajomej, poznanej fajnej dziewczyny byle nie bylej.. tej nie potrafię traktować jak byłej bo nie dała mi szansy a robi takie wstawki raz na jakiś czas..
Dlatego napisalem o fundnieciu sobie k.o. czego skutkiem mogłoby być coś w stylu zakochalem się w tobie i takie pieprzenie wbija mi się cierniem w serce... tylko to jest porażka na życzenie. Bo to coś przychodzi do mnie i nie chce korzystać, nawet raz spróbować. Ja się nie proszę ale jak coś robię to czemu nie zaproponować i wtedy unik i znowu czuję się jak andrzej doslownie gołota
Jak Andrzej to chyba nie do końca, bo on zawsze miał pierwsze rundy rozpoznawcze, potem walił po jajach, uciekał, lub padał - Ty po prostu walczysz czysto, próbujesz wypunktować i liczysz na SD lub MD , a tu kończy się na no contest . Czasem trzeba trochę faulować, klincz, umiejętnie te 10-12 rd rozegrać, albo działać jak klasyczny puncher i szybko załatwiać sprawę. To już kwestia indywidualnych predyspozycji. Poza tym styl fighterów robi walkę, czyli po prostu z niektórymi zawodniczkami, pomimo nienagannej techniki, walka może nie porywać.
Momentem są Twoje odczucia. Jeśli chcesz to ciągnąc dalej - ciągniesz. Przestajesz chcieć - przestajesz ciągnąć. Przecież one robią do-kła-dnie to samo. Nie kierują się tym, czy akcja jest udana i czy Tobie się podoba. Kiedy przestaje się JEJ podobać, kończy albo się wycofuje. No przecież masz robić dokładnie to samo. Dlaczego uzależniasz poczucie sukcesu czy porażki od tego, co ONA robi/mówi/czuje? Ty wybierasz, ty zarządzasz, ty decydujesz. Kończ spotkania z własnej inicjatywy. Wymagaj odpowiadających tobie zachowań. Nie zwracaj uwagi na fochy i manipulacje.
Mam wrażenie, że nie przerobiłeś lekcji, kolego.
Brunonie, w tej kwestii masz pewnie niestety rację. Ale kwestia z moją byłą prawieżoną była oczywista (mimo dziecka). Koniec kropka, i kontakt z musu prawnego. Ale był wyraźny moment odcięcia. Trochę żalu, dwa dni wrzasku w poduchę i jest ok.
Tutaj się trochę gubię, bo dziewczyna daję do zrozumienia coś czego ja chyba nie rozumiem.
To tak trochę jak z tańcem - dziewczyna tańczy na środku wszyscy się boją podejść krążą (bo jest bez kitu 9 min.) Po czym wchodzę ja, tańczymy, po czym jestem nagle sam na parkiecie.. Wychodzę, ona zaprasza mnie (chyba) żebym wszedł, więc wchodzę, a po chwili znowu jestem tylko pośród innych gości.
Może to jakaś forma budowania swojego ego moim kosztem. Tylko dla mnie powinno być wyraźne - "z tobą nie zamierzam" to by był konkret. Jestem coraz bliżej stanu wkurwienia, ale jak się bliżej przyjrzeć to nawet nie wiem na co jestem wkurwiony - na nią czy na siebie ?
Tak jak ktoś powiedział, mam rozterki laski na testosteronie..
"Może to jakaś forma budowania swojego ego moim kosztem. "
Jedna z możliwości, ale całkiem prawdopodobna. Sam miewam tego typu sytuacje o których piszesz i właśnie taki wniosek jak powyżej często się nasuwa.
Tak mi się właśnie przypomniała sytuacja w temacie, która miała miejsce wczoraj.
Mam taką znajomą, z którą nie widywałem się już długo, natomiast utrzymywałem kontakt poprzez fb/gg. Był taki okres, że właśnie ja chciałem się umówić, to były wymówki. Co jakiś czas ona wychodziła z propozycją, ale przychodziło do konkretów to stosowała uniki. W końcu wczoraj, idąc do knajpy na piwo z kumplem, przypadkowo ją spotkałem . Nie poznała mnie (albo udawała), podszedłem zamieniałem parę słów i poszedłem w stronę knajpy. Za 5 minut telefon, że chce do mnie dołączyć. Grzecznie wytłumaczyłem, że to męskie spotkanie i niestety nie tym razem i że możemy się umówić kiedy indziej.
No i oczywiście nie zamierzam się do niej odzywać o to spotkanie - mam teraz ciekawe rzeczy, które mi zajmują czas, poza tym po takich akcjach to jak chce się ze mną spotkać to niech sama zabiega o to.
To nie jest jedyna, z którą mi się tego typu rzeczy przydarzają - także widzisz, problem nie jest nietypowy.
Szkoda nad tym w ogóle jakieś rozkminy większe robić.