Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Moja nietypowa historia

1 post / 0 new
Łokero
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25
Miejscowość: Podlasie

Dołączył: 2015-03-07
Punkty pomocy: 495
Moja nietypowa historia

Cześć wszystkim. Przeczytałem tu sporo wpisów i sam postanowiłem coś dodać. Być może historia jak wszystkie, być może znajdziecie w niej morał, cokolwiek co Was zainspiruje lub zachęci do refleksji.
Być może też, że uznacie to za stek bzdur, coś bezwartościowego. Anyway, niechaj zacznę.
Pominę całą historię swego życia, wychowałem się jednak w dość nieprzyjemnej rodzinie. Matka chorowita, często w szpitalu. Ojciec alkoholik, tragedia. Ale jakoś się żyło, w sumie to słabo pamiętam te czasy. Gdy miałem 9 lat to mama odeszła, wtedy ojciec zaczął picie na dobre. Przegiął i zachorował. Potem odszedł mój brat, miałem 11 lat, on 28. Było mi bardzo przykro, o ile wcześniej chodziłem do cerkwii i modliłem się, to po tym zrodziła się we mnie taka nienawiść do Boga, że za "coś takiego" to ja mu dziękować nie będę, o nie. Głupi nie jestem. Po tym wydarzeniu poszedłem mieszkać do starszej siostry, jej męża i syna. Było coraz lepiej, wychodziłem na prostą. Zaczęło się gimnazjum, świetny czas. Później szkoła średnia, wiadomo, zainteresowanie dziewczynami. Takie już na poważnie. Co ciekawe, każda dziewczyna, wypał czy nie, zmuszała mnie do zastanowienia nad sobą, co jest ze mną nie tak, co robię źle, co mogę lub muszę zmienić. Zawsze krytykowałem siebie, a nie innych, po głębszej analizie doszedłem do wniosku, że to afekt dzieciństwa. Wszyscy idealni, tylko ja najgorzej. Ciężko się z tym żyło.
Pamiętam jak poznałem taką bardzo fajną dziewczynę. Ciekawa osoba, samotna. Wydawało mi się, że się zakochałem, cały świat zaczął kręcić się wokół niej. Tu się pojawia osławione push&pull, którego wtedy nie znałem i kompletnie nie rozumiałem. Koniec końców jednak zostałem z niczym, smutny, wręcz załamany. Gadki typu "jestem do niczego" to była codzienność. Wtedy naprawdę pomyślałem, że muszę zmienić coś dla siebie. Zawziąłem się za sport. Stał się nałogiem, pasją. Dzięki temu czułem się świetnie (nawiasem mówiąc trenuję do dziś) i daje mi ogromn energii do wszystkiego co robię w życiu. Za to jestem tej dziewczynie wdzięczny. Dzięki niej podjąłem jedną z najlepszych decyzji w życiu. Tu ukłon w stronę wszystkich tych, którzy mówią, że pewne wydarzenia ocenia się właściwie dopiero z biegiem czasu.
A więc trenowałem, uczyłem się (za dużo powiedziane, nie lubiłem siedzieć w książkach) i tak mi to mijało. Jakoś pół roku później poznałem następną dziewczynę, nawet ciekawa relacja. Oczekiwałem czegoś więcej, pewnego dnia, przed urodzinami kolegi na które się wybierałem, dowiedziałem się, że poprzedniego dnia zaczęła 'oficjalny' związek. Jak to na mnie wpłynęło, nie muszę tłumaczyć. Nawaliłem się i dość szybko wróciłem do domu praktycznie na czworaka. Wyobraźcie sobie mój nastrój, gdy następnego dnia zmarł mi ojciec. Jaki był taki był, ale jednak ojciec. Zwyczajnie miałem wszystkiego dość. Ale jakoś niespecjalnie zwracając na wszystko uwagę, dalej trenowałem. Jakoś wtedy zacząłem czytać różne artykuły, na tą stronę trafiłem troszkę później. Niemniej jednak zauważyłem, że to daje ogromne efekty, nawiązywanie relacji staje się i proste, i piękne. Szło mi coraz lepiej we wszystkim. Miałem jakąś tam dziewczynę przez chwilę, ale nie było nam po drodze. Z szacunkiem się rozeszliśmy. Potem, w klasie maturalnej poznałem dziewczynę, z którą było mi.. z jednej strony naprawdę super, z drugiej beznadziejnie. Dobrze, bo (zabrzmi to melodramatycznie) w końcu przekonałem się jak to jest gdy ktoś Cię obdarza uczuciem. To było naprawdę piękne. A koszmarem stała się przeszłość, byłem z człowiekiem, który nie miał takich przeżyć i zmartwień jak ja. Cały czas było zamartwianie się, nienawiść "czemu ja miałem tak, a ktoś miał tak ? To niesprawiedliwe, nienawidzę tego świata !" Jednak na zewnątrz wszystko było dobrze, związek kwitł, relacje z innymi ludźmi też były lepsze niż mogłem sobie wymarzyć.
Wiecie wszyscy, że taka sielanka nie trwa wiecznie. Na dobre interesowałem się już wtedy psychologią i rozwojem osobistym, sam widziałem, że coś jest ze mną nie tak. Naprawdę nie tak. Czułem, że ta przeszłość to zbyt wiele. Okropnie mnie to męczyło. Pewnego dnia powiedziałem w złości "koniec". W życiu nie widziałem tak zdziwionego człowieka. Ale wtedy moje problemy sięgnęły apogeum, leżałem całymi dniami bezwładnie na łóżku, bez jakiejkolwiek ochoty do życia. To jak próbowaliśmy do siebie wrócić i "frajerzenie się" pominę, chociaż było tego sporo, a ponoć każdy musi się na własnych błędach nauczyć. Wspominam to nawet z uśmiechem, może nie do końca jeszcze szczerym. Akurat zacząłem studia, chciałem się z nią spotkać i w ogóle. Powiedziała mi 'że kogoś tam ma'. Przyznam szczerze, że to był dla mnie.. taki cios w serce. Stwierdziłem, że już za dużo bliskich osób mnie opuściło i mam tego dość. Byłem naprawdę smutny i przygnębiony, na zajęciach po prostu... siedziałem. Egzystowałem jak jakiś duch, widmo. Taki wrak. Ale nie poddawałem się, zacząłem dużo czytać (anthony robbins, mateusz grzesiak) co dawało mi ogromną siłę. Chodziłem też na treningi. Długi czas wychodziłem z tego dna. Bywało, że nie dałem rady wstać z łóżka, nie miałem na to najmniejszej ochoty. Ale dalej trenowałem, czytałem, pielęgnowałem relacje z ludźmi których miałem przy sobie. Dodam, że mam sporo naprawdę świetnych przyjaciół którzy nigdy nie pozwolili mi upaść, wiele im zawdzięczam. Było źle, ale czytałem, czytałem i czytałem. Dzięki temu wyszedłem z nastawienia w którym wszędzie widziałem negatywy i porażki, nie miałem nadziei na nic lepszego. Zacząłem wierzyć w siebie, odkryłem drzemiące siły. Może to banał, ale dla mnie wielkim sukcesem było zaliczenie sesji w I terminie, tym bardziej, że uchodziłem trochę za lenia i cały czas słyszałem "nie uda Ci się, nic nie osiągniesz". Odkryłem ogromny potencjał jaki drzemie w każdym z nas, który znajdujemy dopiero gdy okazuje się to konieczne. I tak oto jestem tu dziś i piszę do Was, zupełnie inny niż wcześniej, z pewnymi doświadczeniami, z bądź co bądź niezałataną dziurą w sercu, ale cała reszta mi się w życiu udaje. Bardzo łatwo nawiązuje mi się kontakty z innymi.
Mam przy sobie ludzi, tak jak ostatnio określiłem, dzięki którym człowiek uświadamia sobie, że ma skrzydła i może latać, tylko o tym zapomniał.

Podsumowując, co chcę Wam przekazać ? Często nieświadomie, ale szedłem z podniesioną głową przez życie. Dopiero później zacząłem widzieć niesprawiedliwość. Tak jak ktoś napisał, że kobieta jest lustrem. Taaak, to prawda. Ta ostatnia pomogła mi wiele zrozumieć, wiele zmienić w swoim życiu.
Chciałbym Wam powiedzieć, że nigdy nie można się poddawać, jak źle by nie było. Nie można tracić wiary i sił, zawsze skądś je weźmiemy. W moim przypadku były to książki i przyjaciele. Sport i muzyka. Nie komponuję jednak, tylko słucham ;P
Nie jest moim zamiarem chwalić się, żalić, nic z tych rzeczy.
Mam nadzieję, że dzięki temu, zrozumiecie, że życie jest takie jakie je sobie sami stworzymy. Wiadomo, czasem daje kopa. Mam nadzieję, że docenicie własne, bo zakładam, że nie każdy ma taką historię za sobą.
Czasem, gdy jestem smutny to użalam się, że przez tą przeszłość "jest tak jak jest", a gdy jestem zadowolony - jestem z tego ogromnie dumny, że poniekąd odniosłem "mały wielki sukces". Mam wokół siebie mnóstwo ludzi których kocham, którzy kochają mnie.
I z uśmiechem idę przez życie.
Pozdrawiam wszystkich Wink

"Może mój świat marzeń być jak głupia historia
Po to mam wyobraźnie by bujać w obłokach"
~ Vixen - Myśl co chcesz