Wiitajcie.
Na początek rzucę to : http://www.podrywaj.org/blog/daj...
I to będzie tego kontynuacja. (Nie mówię tutaj o wielkiej miłości, związkach, ślubach itd itd)
Minęły od napisania bloga jakieś 3 miesiące, nie wiele czasu to prawda. Ale zastanawiam się co jest nie tak?
Te kontakty z laskami robię tak na siłę, nie wiem dlaczego niby to lubię ale robię z przymusu, dlaczego? Nie wiem.
Tak jak pisałem przecież nie jestem jakimś cyborgiem bez uczuć. Czasami robi mi się smutno, przykro, wesoło wiadomo.
Ale nie ma tej "miłości", zaangażowania.
Dziewczyny mi się podobają, gejem nie jestem na pewno.
Czy może być to problem z ukazywaniem tych emocji? Tłumię je w sobie dosyć często. Nie potrafię ich do końca przekazać. Nawet jak się śmieję/uśmiecham to wstydzę się tego trochę??? I to się jakoś wiąże?
W szkole miałem dwa dosyć ciekawe targety, udało się z nimi zapoznać u jednej widziałem mocne zainteresowanie ale po pewnym czasie nawet nie chciało mi się mówić do niej "Cześć" gdy ją widziałem, nawet patrzeć mi się na nią nie chciało.
Niektóre laski podobają mi się bardzo, ale po zapoznaniu się z nimi już mi tak nie odpowiadają. I nie jest to ich wina, że są jakieś "inne" to chyba jest moja wina. Nie potrafię tego ogarnąć.
Ostatnio wszystko staram się poprawiać. Lepiej się czuję, akceptuje siebie w większej mierze, więcej się uczę, lepiej jem, pracuję nad moimi marnymi kilogramami. Czasami pracuję, gdy mogę zastąpić kumpla w pracy i to mi daję ogromną frajdę! Ale brakuję mi właśnie tej "miłośći"
Dodam, że moje zachowanie jest dziwne. Bo mega przystojny habeboj1000 nie jestem, więc powinienem brać to co mi się nawinie a nawijają się ładne laski ale o nie muszę się lekko (i tutaj serio lekko) postarać, bo brzydkim koleżankom moich targetów się podobam. ///// Ten tekst nie jest po to, żeby się chwalić bo nie ma nawet czym////
PS. Nie walę konia. Trochę bełkot przepraszam. Dziękuje 
Uważam, że po prostu nie akceptujesz siebie, jesteś "needy". Zauroczenie, miłość i reszta tych bzdet przyjdzie sama z czasem. Ale pamiętaj - aby pokochać drugą osobę, musisz najpierw pokochać samego siebie. Weź się po prostu za siebie i nie rozkminiaj za dużo, tylko po prostu działaj. Zbyt spore analizowanie tylko pier*oli nam w głowie, uwierz.
"Nie bierz życia zbyt poważnie, bo całkiem z Ciebie ujdzie."
Pierwsze zdanie wyciągnąłeś chyba z poprzedniego tematu
Gdzie jestem "needy"? Bo mi się nie chce z laskami spotykać po krótkiej chwili?
Ja się zastanawiam dlaczego tak jest? Dlaczego nie chcę się zaangażować i mi się nudzi? To taka reakcja obronna, że niby boje się odrzucenia?
Mi się wydaję, że "needy" nie oznacza tylko próbować ciągle podbijać do lasek, może w końcu któraś da, albo najlepiej powiem jej od razu że szaleje za nią. Być needy, oznacza też niedostatek - chciałbym mieć dziewczynę, nudzę się, fajnie byłoby z nią. Nie jesteś needy, kiedy olewasz to i czerpiesz życie pełnymi garściami, a na pierwszym miejscu stawiasz samego siebie, o
"Nie bierz życia zbyt poważnie, bo całkiem z Ciebie ujdzie."
Miałem tak samo. Totalna wyjebka. Olewanie spotkań, spóźnianie się, zero zaangażowania z mojej strony. Podejście "nie podoba się - to spierdalaj" to granic możliwości.
Mam 21 lat, od roku w związku, zaangażowany jak sam skurwysyn, czasem nawet zdarza mi się być zazdrosnym - kiedyś byłoby to dla mnie nie do pomyślenia. Nie martw się
90% of a woman's emotional problems stem from feeling unloved. [D.Deida]
baby potrafią cuda ze swoim deklem robić... [gen]
Skuteczność kosztem swobody? [Vimes]
Blog ANDREW
O czyli muszę dalej czekać.
Tak jak pisałem, nawet bym nieszczęśliwie się zakochać zobaczyć jak to działa. Tak jak to gen napisał:
"
Ty to kurwa trochę romantyk jesteś, ale to nic złego, trochę niewygodne, ale da się z tym żyć"
W sumie to chuj, aż tak bardzo nie cierpię z tego powodu. Ale czasami ktoś ciepły by się przydał.
A mi się wydaję, że masz po prostu swoje wymagania, wiesz że stać cię na wiele i nie zadowolisz się pierwszą lepszą laską. Wg mnie to bardzo dobrze i nie masz się czym przejmować jeśli to właśnie o to chodzi. Bo to jest pozytywne, że widzisz wady danej laski i jej nie idealizujesz i nie biegasz za nią. Trzymaj tak dalej i poznawaj tyle lasek na ile masz ochotę, a w końcu i tak natrafisz na taką która ci w głowie zawróci. Wtedy dopiero będziesz miał zmartwienie
Dzięki.
Te laski nie są najniższych lotów, ja bym je puknął na pierwszym spotkaniu jeśli bym potrafił
A ja uważam że wszystko u Ciebie jest normalne, wcale nie jesteś needy i nie masz problemow. Może masz dużo zainteresowań, może masz co robić i tak naprawde na tą jedną przyjdzie pora( mam na myśli zaangażowanie). Mój brat poznal dziewczyne majac 19 lat, a wcześniej to też miał takie podejście jak Ty. Szczerze to dla mnie nie ma tematu. To takie szukanie na sile problemów;)
Jak za 10 lat będzie tak samo to możemy radzić;)
Z tym szukaniem problemu na siłę to może trochę prawda, ale wolałem się doradzić/upewnić.
Właśnie zainteresowań, aż tak wiele nie mam. Szukam tej "pasji" która jest tak tutaj wychwalana pod niebiosy.
Czasami mam wolny cały dzień i się nudzę, a czasami nie wiem w co ręce włożyć.
No właśnie.
apropo Pasji...też nie ma sensu na siłę jej szukać. W Twoim wieku to życie dopiero się zaczyna. Często mając 18 lat wydaje się nam, że już wszystko się powinno "dziać". Jest to moim zdaniem taki fałszywy przelicznik czasu bo niby żyjemy 18 lat, ale bardziej świadome życie zaczynamy toczyć od powiedzmy 15-16 roku życia ( czasem dużo później. Potem mija kolejne 10 lat i na tle tego wszystkiego przeżywamy okres 3 razy dłuższy licząc świadomą egzystencje, gdzie de facto uczymy się bardzo dużo i mamy więcej możliwości. Dla przykładu u mnie wszystko się fajnie rozwinęło gdzieś po 22 roku życia. Oj przydało by mi się wtedy takie Forum....
Ale przydało by się robić coś ciekawego, dla samego siebie.
O tym wieku mądrze piszesz.
Niestety nie każdy ma możliwość, dojścia do "wiedzy" nawet teraz. Ale wszystko Ci się dobrze ułożyło
Tak piszesz, ze niby spotykasz sie z tymi pannami, ale za chwile masz dosc i nie masz ochoty na nie patrzec. Moze masz cos z takiego hmm... "Zdobywcy"? Wiesz, im trudnie,j tym lepiej. Moze nie spotkales takiej, ktora bylaby wystarczajacym wyzwaniem? Taka luzna teza, pierwsza na jaka wpadlem
Nie miałem ochoty patrzec na tamtą ze szkoły.
Syndrom Zdobywcy? Ale ja ich nie zdobyłem, nie "domknąłem".
Spotkałem wyzwania, nie wyszło z tego prawie nic. Ale byłem dzielny i nie płakałem
Witam, Mam tak samo stary. Poznaje laskę i 1 spotkanie, 2,3... No a później to zależy niekiedy na 1 już coś nie gra i out.
Ostatnie 3-4 miesiące (swieta, sylwestry, urodziny itp.) spotykałem sie z panną, dzieliła nas odległość 60 km. Na początku wszystko fajnie, sylwester spala u mnie, lecz nic nie ugrałem (cnotka, seks po slubie...) wtedy już mi km zaczęły przeszkadzać, zaczęło mi mniej zależeć, w końcu powoli zacząłem urywać kontakt i zakończyłem znajomość. Dziewczyna się wkręciła dosyc mocno, ale nic jej nie deklarowałem wiec nie powinna.
Pamiętaj, nic na siłę. Myśle ze Twój problem, a raczej to nie problem, to wysokie wymagania wobec kobiet. Po co mieć kobiete i próbować ją zmieniać, jeżeli można wybrać taką która będzie w większości Ci odpowiadać.
Nie martw się, jeśli będziesz spotykał się z kobietami to w końcu któraś zagości na dłużej!
Pozdro z popołudnia!
Mówisz, że te dziewczyny są z wysokiej półki, zaczynasz z nimi działać i nagle ci się nie podobają - albo wcale tak wysoko nie stoją albo masz tak, że po prostu boisz się zranienia więc odpuszczasz. Musisz się odsłonić, opuścić pieprzoną tarczę żeby ktoś mógł wejść do twojego serducha. Może i się narazisz na zranienie, kurwa jasne że ci się może przydarzyć, ale lepiej cierpieć niż nic nie zrobić
.
Nie mówię, że są to modelki. "Nie są najniższych lotów"-czyli są dobre, ale do Miss Polski im brakuje.
Właśnie, z tym zranieniem tak rozkminiałem.
Bo ja to trochę na siłę działam nawet jak mi się nie chcę
Przecież piszę, że są z wysokiej półki, ale nie najwyższej
.
"Właśnie, z tym zranieniem tak rozkminiałem.
Bo ja to trochę na siłę działam nawet jak mi się nie chcę "
Nie mów hop zanim nie zrobisz hip, albo jakoś tam to tak kurwa szło...
. Działasz na siłę - dobrze robisz. Ja słuchałem bzdet, że jak czegoś nie lubisz to tego nie rób i czekałem na mannę z nieba, no ale jak czegoś chcę mimo, że droga wydaje się ciężka, to nie będę grzał pośladów. Trzeba być dla siebie takim szefem, liderem, autorytetem, który powie ci "Wstawaj. Zlej te negatywne bla bla i idź dalej". Chyba największą naukę jaką wyniosłem z przemyśleń nad moim samorozwojem jest to, że najwięcej przyjemności i szczęścia czerpię z samej drogi do celu, a sukces to tylko formalność.
OK, po pierwsze, nigdy, ale to nigdy, nie stanie się tak, że jutro się obudzisz i poczujesz w brzuchu, uchu, głowie, majtkach, gdzieś tam, że jesteś odmieniony. O dziś się zakocham! Niestety. Przechodzę przez to samo. Każdy przez to kurde przechodzi