witam wszystkich.
nie wiem czy moje wymioty myslowe beda przejrzyste, ale postaram sie W MIARĘ klarownie zwerbalizowac moje refleksje i problem, a piszę "w miarę" bo bede starala sie pisac to co mi najbardziej tkwi w głowie.
dotyczy to mojej persony. czasami nadchodzą takie dni w ktorych utwierdzam sie w przekonaniu, ze chyba mam jakies rozdwojenie jazni i czasami sama sie gubię kim naprawde jestem. wydaje mi sie ze powstaje konflikt miedzy tym, za kogo sie uwazam, a tym kim jestem. chociaz to są niby kwestie zalezne od siebie.
czesto mam wrazenie jakobym nie nadawala sie do podrywania. jakbym nie byla wystarczająco kobieca, zeby uskuteczniac rozne gierki (uwodzenie jest grą, nie zrozumcie mnie zle, nie chodzi mi o manipulacje) i jakbym się wstydzila i bala sie, ze wyjde na jakas desperatke oraz czuję się żałośnie.
z poczuciem wartosci mam mieco problem. z jednej strony intuicyjnie czuje, ze jest wysokie, cenie sie, nie dam sobie na glowe nikomu wejsc, a z drugiej... no właśnie.
mam tak już od dłuzszego czasu, że po prostu nie wiem co zrobic czasem, powiedziec -> z jednej strony nalezy kierowac sie intuicja, miec wyczucie, ale z drugiej powychodzic troche ze "strefy komfortu". w kwestii rozgraniczenia tego czesto mam klopot.
tu nie chodzi o aspekt wyglądu... nie chcialabym zabrzmiec nieskromnie, ale zwracam na siebie uwagę. ludzie się oglądają i tez obiektywnie potrafię ocenić. chodze wyprostowana, patrze sie w oczy, z pewnoscia nie jestem szarą myszką.
mam sporą ilość kumpli, moge odwiedzic w kazdej chwili, wpasc, pogadac kiedy chce i jest okej. ale czasem sa takie osoby plci meskiej z ktorymi bym sie tez zaprzyjaznila (zaraz powiecie, ze przyjazn damsko-meska nie istnieje) no dobra, to moze po prostu zakolegowala. pogadala czasem, napisala tak o zeby porozmawiac bo ktos slucha muzyki takiej jak ja, a wieczorem mi sie ponudzi. no i tu powstaje problem, z jednej strony pisac jak do czlowieka drugiego po prostu a z drugiej strony to tez jest jednak w jakis sposob relacja na tle damsko-męskim i te role trochę kolidują, bo ciagle jakos mam z tylu glowy przeswiadczenie, ze połechtam tym komuś ego, pomysli, ze lecę albo nie wiadomo co.
dochodzi jeszcze kwestia tego jak niektore zachowania kobiet mnie denerwuja. po prostu wkurwiają. foszki o byle gówno, taka uległość, nieumiejetnosc uargumentowania albo w druga stronę, reagowanie na jakies zaczepki, robienie burdy o to, że ktos cos im powiedzial zamiast skwitowac "jak uwazasz" i miec to gdzies.
pewnie moj wpis jest nieco nagmatwany, ale moze ktos sie polapie o co chodzi i wskaze mi jakąś drogę, albo potem jeszcze w komentarzach cos sprostuję czy dopiszę.
pozdrawiam
Wiem, że w przypadku kobiety, to do końca się nie zgrywa, ale...
Miej jaja by robić i mówić to na co masz ochotę.
PS. Na wszelkie kobiece rozterki polecam książkę - "Mądre kobiety, głupie postępowanie". Na prawdę mega eye-opener, a nie żadne tam feministyczne pierdolenie o tym dlaczego jesteś najważniejsza i jak zrobić, żeby wszyscy byli u Twych stóp. Polecam. Mi jako facetowi, dużo dało przeczytanie tej książki, a Tobie jako kobiecie na pewno pomoże zrozumieć, co się dzieje w Twojej głowie i jak możesz to ujarzmić. Super książka.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein