Poruszam ten temat, bo od jakiegoś czasu - na pewnym etapie życia, każdemu pojawiają się wzmianki o śmierci, o tym, że kiedyś dobiegnie koniec na tym padole. Nasze działania na pewno nie są "u góry" wychwalane, bo większość z nas robi to, żeby koniec końców doprowadzić do seksu - co z jest grzechem, świadomym - więc już kumulacja na maksa. Z drugiej strony "carpe diem" - co dla mnie jest raczej niemożliwe, żeby robić to w zgodzie z "wyższymi prawidłami".
Kiedyś na YT widziałem filmik, typek miał na scenie taką linę, przynajmniej kilkanaście metrów, biała. Rzucił ją wzdłuż sali, a powiedzmy 10cm z jednego końca, było pomalowane na kolor czerwony. Koleś powiedział - to czerwone, to ten krótki epizod tutaj na ziemi, a reszta (której końca nie było widać) to wieczność. - Przerażające, wyobrażacie sobie coś, co może nie mieć końca? Przypomnijcie sobie największy ból jaki odczuwaliście, a potem spróbujcie sobie wyobrazić, że to nigdy nie mija. Dzień, za dniem, bez końca. - Mi się lasują zwoje. Nikogo nie chcę umoralniać, nawracać, cokolwiek.
Interesuje mnie po prostu Wasze podejście do tematu.
Jak dla mnei swietny temat, sam mialem takowy zakladac.
Szczerze - jestem w pelni swiadom ze za kazda prze*****na laske kiedys odpowiem przed tym na gorze. Koniec koncow jak napisales najpierw jest dazenie do seksu - potem zwiazek. Czy zaluje - hmmmm zaluje ze nie zaluje poza paroma wyjatkami
1.Mieć potomstwo żeby móc patrzeć na nich z góry i wierze że i da się pomagać być takim pomocnikiem anioła stróża.
2.To nic złego podrywać dziewczyny chodzić z nimi a jak do siebie nie pasujemy szukać innej, bo taki mamy instynkt.
3.Mieć cel i go zrealizować
4.Zostawić po sobie dobre wspomnienia.
Myślę że sex jest zbyt piękny aby był grzechem, ale jest wiele rzeczy w relacjach miedzy ludzkich co można by grzechem nazwać jak wykorzystywanie,kłamstwa itp.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
Grunwald pi******sz jak potluczony, ksiega ulicy mowi jasno: kazdy stosunek seksualny poza malzenstwem jest grzeszny, takie zasady, a mowienie "zbyt piekny zeby byl grzeszny" to usprawiedliwianie swojej duszy ruchacza oraz pozbywanie sie poczucia winy
proponuje kupić auto bez jazdy próbnej;)
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
Nie można porównywać miłości z kobietą do kupna samochodu
Lubię spuszczać się do buzi!
Moralności i systemów wartości nie mieszałbym w to, co robimy. Każdy ma je prywatnie na swój własny użytek. Ani nikogo nie przekonasz, ani sam nie zmienisz zdania.
zaraz Snoofie zamknie temat
Jak to nie miejsce na takie rozkminy? ;] Uwodzenie to nie tylko zagadnienia ze "stukania" po punkcie "G". To podejście holistyczne, rozwijanie się na wielu płaszczyznach. A kwestia duchowa to na pewno jedna z nich. Prędzej czy później takie pytania się pojawiają, chyba, że ktoś jest skończonym imbecylem i nie wykracza poza systemowe mury. ;]
www.noru7es.wordpress.com
Ustalmy jedno: nauki kościoła (specjalnie z małej) to jedno, a nauki Jezusa to drugie.
Uważam sex za narzędzie do pogłębiania relacji i tak go wykorzystuję. Nie bez powodu ktoś wymyślił, że jest to przyjemne: że powoduje wytwarzanie hormonów przywiązania, tak więc jest to dobre, potrzebne i wręcz konieczne, aby powoli budować coraz bliższą więź z drugą osobą i coraz bardziej ją pogłębiać. Gdzie tu zło? Sorry, ale nie ma tu zła. Jest tu dobro, miłość, przyjemność, bliskość oraz uczucia. Miłość dokładnie taka, o której powiadał chodzący po ziemi Jezus Chrystus. Miłość piękna, namiętna, romantyczna. Tylko tym pieprzonym zbokom-pedofilom coś tu nie gra.
Seks po ślubie, seks przed ślubem = piekło, seks bez prokreacji - sorry, ale totalny wymysł chorego kościoła, który tak nawiasem mówiąc, ma w tych sferach spierdolone i sprane na potęgę mózgi.
Bo jak taki pajac w sutannie (o pedofilach nie wspomnę) ma nauczać o seksie, o tym czy kobieta może wziąć do buzi tylko trochę, czy jednak trochę bardziej?
Mnie to zawsze dziwiło i z tego też powodu jestem jeszcze bardziej anty. Idź do spowiedzi. Spowiednika wcale nie interesuje, że mąż napierdala żonę stołem w mordę, pije na umór i zatraca się w hazardzie. Batman zapyta o co? O SEKS: ile razy, gdzie, w co, z wytryskiem czy bez.
Ja lubię czasy średniowiecza. To wcale nie była ciemnota, bo płonące stosy i czarownice to nie czasy średniowieczne! W średniowieczu ojcem kościoła był filozof-zakonnik św. Tomasz z Akwinu, który znakomicie wyłożył ludzką indywidualność i wolność. Wprowadza on wolność w konstytucji samego człowieka. Najnowsza adhortacja papieska w tamtych czasach to powrót do średniowiecza i postawienie na piedestale INDYWIDUALNEGO SUMIENIA, które rozstrzyga o tym, czy się rozwijamy, czy też nie. Średniowiecze to najfajniejszy czas jeżeli chodzi o sprawy ludzkie, bo akcentowano WOLNOŚĆ i INDYWIDUALIZM jako składowe koncepcji osoby.
Kościół w obecnych czasach BARDZO potępia CIAŁO. Wtedy było inaczej, bo ciało faworyzowano. W średniowieczu mówiono inaczej - Tomasz mówił inaczej. Powiadał: dusza bez ciała jest „bytem wybrakowanym”, zatem, żeby była osoba, musi być ciało. To dobrze łączy się z problematyką zmartwychwstania tak btw. Dusza nie może spełniać swojej natury, bo z natury człowiek jest ISTOTĄ CIELESNĄ.
Św. Tomasz jest, przeciwko poglądowi, że ciało jest złe i jest również przeciwko etyce stoickiej, że emocje/uczucia są czymś złym. W średniowieczu to co cielesne, jest dobre, a etyka powinna być taka, aby włączyć uczucia, które są dla człowieka bardzo istotne.
Ojciec średniowiecznej filozofii oraz ojciec Kościoła mówi tak: Jestem człowiekiem, bo mam określony akt indywidualności. My jako ludzie istniejemy w sobie i dla siebie. I tak św. Tomasz charakteryzuje godność, która polega na tym, że człowiek z natury jest wolny i istniejący sam dla siebie, a nie dla celu GATUNKOWEGO.
O tym mówi art. 30 konstytucji RP tak nawiasem...
Ale tu już wchodzimy w godność, a nie w sumienie i cielesność...
Świetna odpowiedź, czegoś takiego właśnie oczekiwałem.
www.noru7es.wordpress.com
a chcesz wylecieć???
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Dobro i zło nie istnieje bo nic samo w sobie nie jest ani złe ani doobre. Poprostu jest i tego samego możemy użyć w dobrej wierze jak i w złej. Np. nóż jest nażędziem dobrym czy złym? Możemy nim pokroić chleb i nakarmić głodnych ale również możemy tym nożem pokroić tych głodnych. To taki już podręcznikowy przykład ale analogicznie odnosi się do wszystkich aspektów naszego poczynania. Jesteś wolnym człowiekiem i możesz robić co tylko chcesz i nic niemoralnego w tym nie będzie, nawet jeżeli kościół twierdzi inaczej. Dopóki swoim postępowaniem nie krzywdzisz innych to co kolwiek byś nie robił, nic złego w tym nie będzie. "Bo wolność każdego człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka". A tego co narzuca nam kościuł nie słuchaj bo kościół kłamie.
axl