Siema! Dawno już tu nie pisałem, postanowiłem podjąć ryzyko i władować się w kolejny związek z 19 letnią kobitką. Ja miałem 25 lat. Trwał od ponad 4 lata, ponad tydzień temu go zakończyliśmy.
To będzie trochę nietypowy temat. Nie taki, jak większość o zerwaniach. Tutaj znalazłem ciekawą zależność. A może i straszną.
Cały związek fajnie nawet trwał do pewnego czasu. Jestem DJem, gram alternatywną muzykę. Poznaliśmy się kiedyś na bibce. POnad 4 lata temu. Zamieszkaliśmy po roku razem, a pod koniec naszego związku ja się wyprowadziłem.
Związek rozpadł się przez moją depresję, w której siedziałem wiele lat, od dzieciaka. Ale nie wiedziałem o co w tym chodzi. Nie wiedziałem, dlaczego mam taki obniżony nastrój. Wtrąciła się marihuana, alkohol i... onanizm. Tak, od dawien dawna uciekałem od czegoś onanizując się i popadając w coraz głębszą depresję. Ukrywałem to przez partnerką i jeszcze bardziej mnie to dobijało. W końcu nadszedł koniec, bo od 2 lat nie mogłem znaleźć pracy i ogólnie dużo rzeczy się nawarstwiło.
Podczas związku odkryłem coś szokującego. Czytałem sporo książek o psychice i ogólnie terapiach. Co z tego wynika? Ano to, że mój ojciec kompletnie się ode mnie odsunał za dzieciaka. Lał mnie kablem, kijem, pasem, laczkiem, straszył, wyzywał, poniżał. Gdy miałem 19 lat zasunał mi kopniaka bo się na mnie wkurwił. Powtarzał, że sobie w życiu nie poradzę, żem leń, nieuk, etc. Moja matka - totalny terror psychiczny. Gdy się uczyłem biła mnie pięściami po głowie. Darła się non stop. Wieczna inwigilacja i zamykanie w "akwarium" mentalnym. Najgorsze z tego wszystkie jest to, że mieszkałem na odludziu, prawie bez kumpli i koleżanek. Wioska z 3ma domami. Wszystko cisnąłem w sobie. Myślałem, że tak ma być.
Pod koniec związku, który się teraz rozpadł, już byłem pewien, że moja sytuacja życiowa się skrzywiła właśnie przez to. Ale niestety było już za późno. Laska miała dość mojej toksyczności. Tak, mam w sobie tyranie starego i kretynizmy matki. Niszczę tym swoje kobiety. Kurwa, to jest jakaś tragedia. Dziewczyny mnie kochają i muszą się rozstawać, bo jestem zły.
Ogólnie rozstałem się bardzo pokojowo. Bez żadnych farmazonów. Powiedziałem lasce, że nie mam żalu, że się wyprowadzę, bo nie mam pracy. Nie było żadnych próśb o powrót, nic. Musiałem wrócić na tą samą wieś. Jestem znów w tym samym domu z tyranami. Po 11 latach. Matka się zmieniła, jakby trochę zaczaiła co zjebała. Ale stary jest bucem. Dalej czuję w powietrzu przeszłość. Czuję smutek, bo straciłem naprawdę fajną dziewczynę, która mnie wspierała i broniła przed starymi, ale i wkurwienie na rodziców.
Doradźcie mi ludziki. Mam w planach iść na terapię. Mam w planach wyjebać to wszystko starym w twarz. Mam w planach zapisać się na szkolenia i dostać dobrze płatną pracę, po czym powrócić do miasta. Nie wiem tylko co z ex. Jak ją traktować? Co myślicie o tym?
To już postanowione - idę na terapię, jak najszybciej. Od dawna się wybierałęm, ale nie wiedziałem, czy mój przypadek jest na serio taki zły. Toksyczność moja polegała na nieodzywaniu sie i zmiennych nastrojach przede wszystkim. Raz rozbiłem kilka naczyń, to było najgorsze. I właśnie to doprowadziło ostatecznie do rozstania. Dziewczyna pękła. Ale trudno, jest nadzieja na ogar ostateczny. Dzięki za posta PHARAOH.
Stary, na terapię czym prędzej. Będzie bolało, ale to trochę jak oczyszczanie rany spirytusem. Kurewsko bolesne, ale pomaga.
"Może mój świat marzeń być jak głupia historia
Po to mam wyobraźnie by bujać w obłokach"
~ Vixen - Myśl co chcesz
Welcome to the real World.
Tacy starzy Ci się trafili, bywa.
Twoja postawa dobrze wróży, kobietę traktuj normalnie, ale pamiętaj że drogi się rozeszły, masz plecak jeśli chodzi o umiejętności interpersonalne i nie byłeś gotowy, no ale chociaż zobaczyłeś, jak może być normalnie. O ile tak było.
Na start polecam Książkę "Żyj wystarczająco dobrze" by jucewicz i sroczyński. Bardzo przystępna i łatwa w przyswajanie.
Od starych woń i lepiej usuń ich z życia, znajdziesz mentalne zamienniki.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
No nie masz lekko...
Ja na Twoim miejscu szukałbym pracy, żeby mieć swój hajs i móc wynieść się z domu. Rodzice już się nie zmienią, ale Ty możesz zmienić swoje życie. Im dalej od nich, tym lepiej.
Depresja podła sprawa. Wiem, bo mój przyjaciel się leczy.... Z tego co się orientuję, to w większości przypadków potrzebna jest opieka psychiatry (zapewne leki z grupy SSRI oraz regularna lsychoterapia).
Po wyptowadzce z domu spróbuj zacząć uprawiać jakiś sport. Ja poleciłbym Karate Kyokushin. To wzmocni twojego ducha i ciało (o serotoninie, która wytwarza się w trakcie treningu nie wspominając).
Kolega wyżej słusznie zauważył, że nie warto wyhgarniać ojcu i matce. To nic nie da, a jedynie wywoła w Tobie negatywne emocje, których powinieneś teraz unikać.
Trzymam kciuki kolego! Przeżyłeś już tyle, że nic Cię już nie złamie!
Powodzenia
Dzięki chłopy za rady, można na Was liczyć. Załatwię sobię tę książkę, Mendoza. Del Boy, zawsze chciałem chodzić na karate, to jest myśl.
Tak, powinienem się wynieść z domu i tak zrobię. Chcę być niezależny i to może się teraz udać na dobre. Rodzicom nie będę nic wygarniał, swoje chyba też przeszli, skoro są jacy są.
Co do ex, chciałem wspomnieć, że w dzieciństwie była wykorzystana seksualnie. Pod koniec zaczęła mieć głosy w głowie, bo pewnie przez naszą relację sobie naotwieraliśmy furtek w mózgach. Według terapeutów ludzie przyciągają się zawsze pod względem wnętrza, psychiki. więc wydaje mi się, że przyciągnęliśmy się też trochę swoimi bagażami emocjonalnymi. Trochę to wyjaśnia.
Praca nad sobą! Praca PRAca PRACA!!! Stwórz się na nowo. Może to przykre, ale powinieneś poza terapią oczywiście wyrzucić wszystko z Twojego życia- tamtego życia. Rodzice to fakt, ich nie wyrzucisz. Ale jeśli faktycznie mają taki zły wpływ na Ciebie-ogranicz kontakt-nowy Ty. Znajdz prace-wyprowadz sie-nowe otoczenie-nowy Ty. Nowe zainteresowania-nowy Ty. Była ? Była i jej nie ma-nowy Ty. Chodzi o to, że tamto życie było dla Ciebie strasznie frustrujące więc nie możesz tym znów żyć. Odważ się żyć!
YOLO.
Gdy czytam takie historie, strasznie mi przykro. To prawdziwy koszmar
Myślę Autorze, że powinieneś zrobić wszystko, co w Twojej mocy, żeby definitywnie odciąć się od rodziców. Definitywnie i absolutnie. Wyprowadzić się, zerwać kontakt, przejść jakąś konkretną terapię i żyć własnym życiem.
W trakcie terapii można "wirtualnie" (czyli pośrednio) - wybaczyć ludziom, którzy Cię skrzywdzili (terapeuta wchodzi w rolę takiej osoby), oczyścić emocje z żalu, zresetować je (w pewnym sensie). Poszukaj jakiegoś dobrego terapeuty (ośrodka), zostaw cały ten koszmar daleko za sobą, nie próbuj dociekać przyczyn dla których ludzie, którzy są Twoimi biologicznymi rodzicami, tak się zachowują. Zapomnij o nich.
Po to, żeby być innym człowiekiem.
Mocno ściskam. Trzymam za Ciebie kciuki.
Powodzenia.
Dzięki za słowa. Wspierające. Najgorsze, że z automatu myśli się o powrocie do ex. Wiem, że już się z kimś spotyka, ale to normalne było. Bardzo jej koleżaneczki namieszały. Czasami doradzały jej, bym mnie pierdoliła i się nie frajerzyła, bo skoro jest z typem bez pracy, to się frajerzy (tu racja). Chujowo, że dziś mało kobiet doradza, jak coś naprawić, tylko żeby wymienić. Dziwna to faza. W każdym razie doszedłem do wniosku, że nie pozostaje mi nic, tylko skupić się na sobie. Wylądowałem w innej krainie i trzeba zbudować od początku swoje królestwo. Tylko że pewnie z ex się jeszcze pociągnie sprawa, one nie odpuszczają tak łatwo. Tymbardziej, że to ponad 4 lata było a ona była bardzo kochająca.
Skieruj energię (również tę negatywną) na poszukiwania dobrej pracy. Od razu poprawi Ci się samoocena.
Powodzenia
Ano dzisiaj zrobiłem sobie zajebiste statywy (stojaki) pod kolumny.
Teraz schną pomalowane na czarno A jutro lecę ogarniać sobie szkolenia na dobrze płatną pracę.. I tak jak mówisz, napewno się poprawi samoocena.;] Dzięki i pozdrawiam.
Być może masz syndrom DDA. Poczytaj o tym, prawie na pewno. Polecam Ci zainteresowanie się medytacją. Nie bierz żadnych psychotyropów jak Ci psychiatra zaleci. To gówno, które bardziej zaszkodzi. Najpierw poukładaj swoje życie, następnie zacznij rozglądać się za kobietami. Nie na odwrót.
"Kto próbuje przegrywa czasami, kto się poddaje przegrywa zawsze!"
Syndrom DDA nie istnieje.
Leki SSRI na rozpoczęcie terapii są najwłaściwszym rozwiązaniem: wraz z postępem stopniowo się je odstawia pod kontrolą psychiatry i psychoterapeuty. Dodają dużo energii życiowej, "wyłączają" ciało z odczuwania dołka i przede wszystkim stabilizują nastrój.
Zachowujesz się jak twój rodzic, ponieważ to kwestia działania Twojej nieświadomości. Wydaje Ci się, że tak nie jest, że absolutnie nie chcesz kopiować zagrywek rodziców, ale w tym właśnie szkopuł tkwi, bo nie mogąc tego zaakceptować, jednocześnie projektujesz niechciane i nieakceptowalne przez Ciebie stany na innych osobach - na dziewczynie. Stąd jesteś toksykiem. Pracą terapeuty jest Tobie to wszystko uświadomić.
Ano im bardziej będziesz dusił nienawiść do rodziców, tym bardziej będziesz ją odczuwał. Dlatego warto iść do terapeuty - i jemu wywalić to wszystko, co w sobie dusisz. Każda emocja jest ważna i każda poszukuje ujścia. Duszona i wypierana wraca z zwielokrotnioną siłą. A to już w ogóle wzmaga stany depresyjne itp.
Co do terapii - idź proszę jak najbardziej, ale do psychoterapeuty certyfikowanego, który ukończył szkołę psychoterapii i sam odbył własną terapię.
Problem w tym, że w PL nie istnieje ustawa regulująca zawód psychoterapeuty i każdy może się takim nazwać. Sporo jest więc szarlatanów. To identyczne, jakbym ogłosił się lekarzem, choć wcale nim jestem.
A więc terapia tak, ale u certyfikowanego psychoterapeuty PTP, który odbył własną terapię - chodzi o to, aby nie projektował własnych doświadczeń/emocji/sądów itp. na pacjencie.
Polecam nurt psychodynamiczny (psychoanaliza). O ile nie istnieją badania potwierdzające wyższość jednego nurtu psychoterapeutycznego nad drugim (są też terapie poznawczo-behawioralne, Gestaltowskie...), o tyle niemal wszyscy lekarze psychiatrzy uznają nurt psychodynamiczny za najbardziej słuszny.
Nie bez powodu Freud był 3-krotnie nominowany do nagrody Nobla.
oon24 i sirkaszanka - dziękuję za zainteresowanie tematem.
Jeszcze nie udało mi się dostać do psychoterapeuty, ale stawiam odpowiednie kroki ku temu, by się tam dostać. Ostatnio były straszne kolejki po skierowanie.
Sirkaszanka - zgadzam się z tym co napisałeś. Ja nawet wiem czasami co mną kieruje, ale frustracja tak rośnie, nie mając możliwości zwrócić tej złości oprawcom, że potem tracę kontrolę nad sobą i robi się dziwnie. Nie mogę się ładować teraz w żaden związek, bo wiem, że wszystko może się przez to popsuć.
Od ponad miesiąca praktykuję medytację, interesuję się ezoteryką i tam jest masa różnych technik medytacyjnych. Pomaga się wyciszyć i polepsza koncentrację.
Cały czas szukam dobrego terapeuty. Dobrze, że mi poleciłeś tych z PTP, bo mógłbym wtopić w jakiegoś szarlatana. Dzięki.
Mam jeszcze młodszą siostrę, ma 11 lat i ona też jest bardzo narażona na zło ze strony rodziców. Czasami słyszę, co jej gadają, to aż mi się co nieco przypomina z mojego dzieciństwa.
Ano czytało się o Freudzie, o Jungu... Psychoanaliza mi się podoba. Ale mam dziwne uprzedzenia do terapii w Polsce, bo ciąglę myślę, że stosuje się tu jakieś archaiczne techniki, chociaż nigdy nie byłem sobie tam ulżyć.
A, za to rodzice mogą mieć coś wspólnego z DDA. Ojciec matki umarł na zawał od wódki, ojciec mojego ojca alkoholik, rozwiódł się bo bił żonę i jakiś czas potem umarł, jego następca też alkoholik. Ogólnie 3/4 rodziny to alkoholicy. Moi starzy tylko nie piją. No ale dobra, wystarczy, bo zrobię tu kącik psychoanalityków, a to forum o podrywie i związkach.
"Od ponad miesiąca praktykuję medytację, interesuję się ezoteryką i tam jest masa różnych technik medytacyjnych. Pomaga się wyciszyć i polepsza koncentrację."
O super, że medytujesz. Polecam Ci Stronę omsica.pl, gdzie jest masa darmowych blogów o tym. No chyba, że ją znasz już. Książki i filmy E. Tolle, Osho, Moji. Medytacja wszystko zmieniła na + w moim życiu. Też kiedyś miałem problemy z samokontrolą poprzez wpływ matki alkoholiczki, mówiłem, że to syndrom DDA, no kolega wyżej mówi, że nie ma czegoś takiego.
Nie wiem, wiem tyle, że jest to wpływ rodziców i otoczenia w jakim się wychowywało. Jak zwał tak zwał. U mnie do 26 roku życia prawie nie potrafiłem zbudować relacji z kobietami, bo miałem niezauważalne dla siebie zachowania, które nasuwała mi podświadomość.
Medytacja spowodowała, że mam kobiety w swoim życiu, zarabiam dużo więcej, nie czuję niepokoju i nie wybucham agresją jak to kiedyś bywało. Nawet dziewczyna z którą się spotykałem w poprzednim roku, mówiła mi że czuć ode mnie taką empatię.
Medytacja Cię wyciszy, będziesz czuł wdzięczność, i przede wszystkim będziesz miał samokontrolę, której nie miałeś kłócąc się z partnerką przykładowo i rozpadł się związek. Dodatkowo będziesz miał większą samokontrolę nad nałogami masturbacji, używek. Będziesz się panował.
Nie gnęb się za to, że odeszła. Daj sobie czas, tak jakbyś miał znów czystą kartę i z tym zacznij od nowa! Bądź tu i teraz w tej chwili, przeszłość zostaw za sobą, wiem, że nie jest to łatwe ale staraj się
"Kto próbuje przegrywa czasami, kto się poddaje przegrywa zawsze!"
"Ano czytało się o Freudzie, o Jungu... Psychoanaliza mi się podoba. Ale mam dziwne uprzedzenia do terapii w Polsce, bo ciąglę myślę, że stosuje się tu jakieś archaiczne techniki, chociaż nigdy nie byłem sobie tam ulżyć."
Dlatego mówię, tylko i wyłącznie certyfikowani psychoterapeuci, którzy ukończyli atestowaną szkołę psychoterapeutyczną.
Z psychoanalityków w PL najlepsi są po szkołach Laboratorium Psychoedukacji W Warszawie i z Krakowskiego Centrum Psychodynamicznego w Krakowie.
Poczytaj sobie książki Marshalla Rosenberga.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Widzę, że "Porozumienie bez przemocy" sobie chwalą. Masz coś innego jeszcze na myśli?
Tylko Rosenberg, to jest nr 1.
Nawet wykłady sa po polsku na YT.
Jeszcze "Asertywność na co dzień" Agnieszki Wróbel.
Takie oparte na logice: "Jak radzić sobie z życiowymi wyzwaniami" najlepszego terapeuty w UK, Windy Drydena.
Na nerwowość trening autogenny Schultza.
No i kontakt z takimi samymi ludźmi jak Ty ( a włąściwie my) - terapia grupowa.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Zaraz sobie obejrzę jakiś wykład Rosenberga. Z innymi pozycjami na chwilę się wstrzymam, bo już sporo takich rzeczy przerobiłem i nie chcę sobie namieszać. Mam całą półkę róznych ciekawych pozycji dot. ulepszania siebie. Ale pewnego dnia doszedłem do wniosku, że nastąpił u mnie przesyt informacji i czas przerobić to w realu.
W sumie jeszcze coś napiszę bo nastąpił rozwój sytuacji u mnie, może kogoś to zainspiruje do działania.
Tak jak pisałem, od dawien dawna czułem wewnętrzny gniew, przez który raniłem kobiety. Nie wiedziałem skąd to się bierze i dopiero po kilku latach intensywnych poszukiwać i wsparciu mojej ostatniej EX znalazłem problem. Wiadomo, każde czasy mają swój urok i w dawniejszych latach też nie było różowo. O wielu sprawach się nie gadało, żyło się w przeświadczeniu, że tak musi być i koniec.
Po wielu próbach wyjaśniania sobie tego, co się działo, gdy dotarłem już do ciekawych książek, bardzo dużo zrozumiałem. Przede wszystkim to, że moi rodzice też mieli przesrane. Ojciec z matką byli tzw. ofiarami - ich rodzice zrobili z nich takie swoje ofiary. No i trochę przełożyli to na mnie. ALE, zauważyłem, że wkurwiła mnie najbardziej jedna rzecz. Ano taka, że dawno temu, mój brat zrzucił nowe radio na podłogę, a mój ojciec zlał mnie za to kablem mimo tego, że byłem niewinny. Stałem tylko obok brata.
Od tamtej pory tłumiłem w sobie masę gniewu. Ten gniew przysłaniał mi zaufanie do ojca. Miałem wtedy z 7 lat, teraz mam prawie 30. Po 23 latach, kilka dni temu, postanowiłem porozmawiać z rodzicami o swojej przeszłości. Grzecznie, bez obwiniania i kwasu. Po prostu wyraziłem swój punkt widzenia i swoje wkurwienie. Zrozumieli, wszystko się wyjaśniło. Nie było problemów. Porozmawialiśmy jeszcze o różnych sprawach, a po tym wszytkim tak bardzo ze mnie wszystko zeszło, poczułem mega wewnętrzny luz, który nastąpił dopiero po 23 latach, że to jest nie do opisania. Po prostu wyciągnałem lekcję z ostatniego związku i postanowiłem w końcu z siebie zrzucić ten balast. Opłacało się. Czekałem na tę chwilę długo. I wcale nie było tak strasznie. Dowiedziałem się np, że mój ojciec też był lany, ale w większości bez powodu. Teraz jest między nami luz. Reszta rzeczy jakoś mnie nie rusza ani nie przytłacza.
Drugą sprawą jest to, że intuicyjnie czułem się zobowiązany do poruszenia tej kwestii, ponieważ mam jeszcze 12 letnią siostrę i wolałem przestrzec rodziców przed takimi błędami, by ich nie popełnili wobec niej. To tak naprawdę było dla mnie priorytetem.
Miałem iść na terapię, zdobyłem nawet skierowanie, dzowniłem do kliniki, ale mają wielomiesięczne kolejki. A za chwilę rozmowy prywatnie chcą 130 zł. Więc postanowiłem po prostu pogadać z rodziną, a nie z obcą kobietą, która jeszcze bierze za to pieniądze.
Piszę to też bo doszedłem do pewnego wniosku. Oprócz różnych technik PUA liczy się przede wszystkim wewnętrzna spójność i harmonia. Będzie to zakłócone, jeśli mężczyzna ma problemy natury emocjonalno-psychnicznej czy coś tam nie przepracowane, nawet ze swoimi byłymi. I wtedy na dłuższą metę będzie wszystko się sypać. Żadne techniki nie pomogą. Naturalne zdolności podrywu przyjdą dużo łatwiej, gdy sami ze sobą żyjemy w pokoju. Dla mnie jest to instotne, bo po co dziewczynie facet z problemami? Może trochę w tym temacie czuć klimat forum psychologicznego, ale chodziło mi by pokazać, że jednak TO ma wpływ i tyczy się jakości relacji damsko-męskich. Różni ludzie mają różną historię. Niektórych dotyka ona albo wcale, albo mniej, albo więcej. Jeśli przeszłość zakłóca teraźniejszość, nie należy tego bagatelizować.
No, a oprócz tego znalazłem już pracę (spoko płatną jak na teraz) i niedługo się przeprowadzam. Ale już nie w formie ucieczki, czy ewakuacji. Mam wrażenie, że bardzo dużo załatwiłem przez mój kilkutygodniowy pobyt w domu. I o to chodziło. Przeczuwałem, że jeszcze kiedyś będę musiał wyjaśnić kilka artefaktów między mną, a rodzicami.
A co do ostatniej EX, to po prostu tak musiało być, teraz to rozumiem. Ten koniec pobudził we mnie silną energię, która popchnęła mnie do tych wszystkich działań. A to dopiero początek dalszej drogi.
Także dzięki kobity i chłopy za dotychczasową fatygę. :]
Idź do FACETA nie do KOBITY!!
Ty potrzebujesz otwartej komunikacji z męskością nie kobiecością!
Wiem, ze ciężko nie dać się wewnętrznym demonom.
Nawet mimo uświadomienia, 2 letniej praktyki medytacji myśli i tak powracają. Najważniejsze to nie dawać im wiary.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Otóż to. Wiary im nie dam.
Dostałem namiary na dobrą terapeutkę. Ale rzeczywiście, z facetem lepiej bym się dogadał. Dobra, to będę celować jeszcze w gościa. Ale na chwilę obecną muszę się skupić na sprawach bieżących. Dzięki za sprostowanie.
EDIT
Bo przecież znalazłem coś, co mnie trapiło i to rozwiązałem. Problem między mną a rodzicami chyba był prostszy niż mi się wydawało. Czasami wystarczy porozmawiać, zamiast uderzać na terapię. A dzisiaj wmawia się każdemu, że jest chory.
A i jestem na 90% przekonany, że nie zrozumiałeś do końca mojego posta.