od dawna mam ten sam problem: pierwszy seks z dziewczyną.
miałem kilka akcji po imprezach, kiedy lądowałem u laski i wszystko szło super. całujemy się, rozbieramy i w tym momencie mam jakieś krzywe myśli, wyrzuty sumienia (nie mam nikogo) itp.
to mnie kompletnie blokuje, nie mam ochoty na seks, dotykając i patrząc na nagą dziewczynę czuję jakby wstyd, skrępowanie
sam wyglądam dobrze, trenuję na siłowni i trzymam dietę, nie wstydzę się swojego ciała, ale (jakkolwiek to brzmi) obca dziewczyna jest dla mnie OBCA.
kiedy jestem z kimś, jestem zakochany itp. to wszystko jest ok, nie mam żadnych problemów.
takie schizy mam z laskami na 1 noc, ewentualnie przy pierwszym razie. za każdym razem robię to nie z chęci, tylko dla przełamania.
słyszeliście w ogóle o czymś takim? jestem niedojrzały?
mnie też to dziwi, ale zastanowiłem się i miałem tak 8-9x i nie chcę wciąż tego powtarzać
pozdro! 
to kwestia Twoich przekonań na temat seksu, zwiazkow, miłosci i kobiet. A od tego pochodzi dyskomfort z kobietą w kwestii seksu z nowo poznana kobieta. Albo robisz cos wbrew sobie (chcesz milosci, a tu masz seks). Zastanow sie czego chcesz?
a moze masz Last Minute resistnace
Zasady portalu | | Netykieta | Zgłoś nadużyc
znalazłem art na rational male, ale mógłbyś rozwinąć myśl nt. LMR?
zgadzam się. nawiązując do "How I met your mother" czuję się jak Ted, ale zachowuję jak Barney
a bierze się to z tego, że niedawno zakończyłem prawie 4-letni związek, który z idealnego przeistoczył się w toksyczny. ale nie potrafiłem się z niego uwolnić.
i dalej nie potrafię, bo pomimo braku kontaktu i racjonalnych myśli, że nie było wcale tak super,
bardzo często przypominam sobie te dobre czasy i w chuj mi tego brakuje. sam już nie wiem czy tej konkretnej dziewczyny, czy tego uczucia.
przez to szukam miłości, chcę się zakochać, żeby czuć się na tym haju, ale żadna z poznanych dziewczyn nie pasuje mi tak w 100%, że pyk i chcę z nią być. poznaję je, czasami idziemy do łóżka, ale czuję się pusty jak Warszawa w święta
a każda dziewczyna to jakaś kolejna, kompletnie nie mają dla mnie znaczenia.
-> bo mam wyidealizowany obraz (kurde, naprawdę to było idealne przez 2.5 roku z tych 4) tamtego związku i KAŻDA dziewczyna będzie gorsza od wyobrażenia
nie robię tego nawet świadomie, tylko kiedy zastanawiam się nad moimi relacjami z dziewczynami zauważam, że to robię
nie chcę być już z tamtą dziewczyną, uważam, że to nie miałoby już sensu,
ale jednocześnie chciałbym, żeby chciała do mnie wrócić i żeby było tak jak dawniej. uważam, że byłbym w stanie taki być, bo myślę o niej tak jak kiedyś, jakby wszystkie zjebane rzeczy przez 1.5 roku w ogóle się nie wydarzyły. wypieram je całkowicie
co zabawniejsze, będąc przez rok z tą dziewczyną, miałem w głowie wyidealizowany obraz poprzedniej. dopiero po roku właściwie zakochałem się w tej i byłem z nią "świadomie".
kolejnym moim problemem jest potrzeba akceptacji, takiej miłości matczynej, bezinteresownej, pewnej itp.
i kiedy dziewczyna zakochuje się we mnie w ten sposób i jednocześnie podoba mi się (głównie wygląd) to jestem w stanie skupić się na niej, zaangażować itd.
miałem kilka dziewczyn na 1-2 miesiące, do których niczego nie czułem, ale myślałem, że pomogą mi się ogarnąć, zakocham się i będzie ok. bo im zależało bardzo. aż za bardzo, co mnie odrzucało, bo były załóżmy 6/10, a ja chciałbym 8/10.
tak, jestem pojebany i to konkretnie (kompletnie)
dlatego średnio co 2 tygodnie zakładam sobie, że zero dup, skupiam się na karierze, samo się trafi...
...a kilka dni później piszę i spotykam się z kilkoma naraz, mam początkową euforię, która szybko się pojawia, szybko znika i dziewczyna z którą byłem 4 lata wynurza się jak kupa z przerębli
co zabawniejsze, będąc przez rok z tą dziewczyną, miałem w głowie wyidealizowany obraz poprzedniej. dopiero po roku właściwie zakochałem się w tej i byłem z nią "świadomie
miałem tak samo to chyba jest przyzwyczajenie i ja też nie moge zapomnieć o swojej byłej chyba jedyna droga to cały czas zaliczać inne i zająć się sobą xd
tomrom
Ciagle ja idealizujesz a pamietaj ze nie ma lasek idealnych zawsze jest jakies ale jakis defekt ktory jestes w stanie zaakceptowac badz nie.
Nie wazne co i kto ci tu napisze to i tak nie pomoze bo wciaz jestes w nia wkrecony, daje glowe ze gdyby sie odezwala polecialbys merdajac ogonem
Potrzebny ci totalny reset, moze poszukaj jakiegos specjalisty skoro sam sobie z tym nie radzisz.
Czlowieku idz do psychiatry albo dobrego psychologa nim se krzywde zrobisz
Frazy typu
"Potrzebuje matczynej milosci"
"Robie to zeby sie przelamac"
"Wyidealizowane obrazy"
"Po roku zaczalem swiadomie kochac"
Swiadcza o niezlych brakach i jakichs Twoich nieprzerobionych tematach z przeszlosci. Idz do profesjonalisty serio. I nie mam tu na mysli trenerow uwo czy innych kolczow, albo leczacych polipy technikami wyobrazeniowymi.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
@saverius trochę przesadzasz. Jeśli autor był ostatnich kilka lat w związku, to taki 'seks' smakuje trochę inaczej, niż onenightstandy. Oczywiscie 'kokblok' to dość ekstremalne schorzenie - biologicznie, jednak twój wojownik widząc nagą kobietę powinien być gotów do drogi. Tak jak pisał adept - kwestia przekonań. Najczęściej seks z nową poznaną kobietą po dlugim związku jest po prostu 'dziwny', no inny, bo to zwykła cielesność, bez uczuć. Na początku taki moralniak to coś całkiem normalnego - też tak miałem po rozstaniu, oczywiście bez 'kokbloka'. Seks był spoko, ale satysfakcja była po prostu znacznie mniejsza.
Albo zmieniasz przekonania, by nie mieć kokbloka czy moralniaka, albo zgodnie z swoimi aktualnymi przekonaniami, znajdź sobie kobietę do związku/stałą kochankę, w zależności od tego co preferujesz.
Do psychiatry bym jednak nie wysyłał
Cytując klasyka:
"Za przeproszeniem, ale co Pan kurwa pierdoli?"
Autor pisze o jakiejś "matczynej miłości", tworzy jakieś chore idealizacje, a przypominam, że dorosłość/dojrzałość oznacza umiejętność zakochania/miłości bez utraty własnej tożsamości. Wg psychologii to 19 rok życia!
Zajebiście. Niech sobie zrobi jakieś ćwiczenia na przekonania - to tylko pudrowanie problemu.
Jak dla mnie autor powinien się zgłosić do dobrego psychologa - co najmniej. Właśnie tu może być tak, że on się zgłasza z "problemem", a tak naprawdę może to co autor opisuje jako "problem" w rzeczywistości jest jedynie rezultatem problemu, który siedzi gdzieś głęboko.
4 lata w związku? - żaden argument, sory. Life's brutal.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
1. Patrząc na ten związek trzeba podzielić go na 2 części. 2.5 roku były idealne, 1.5 były chujowe, bo dziewczyna zmieniła się o 180 stopni.
czasami wyszła do klubu vs melanże 3x w tyg z afterami do 10 rano
siłownia vs ćpanie chlanie palenie
lubiła czytać vs zero książek
ubierała się ładnie, normalnie vs wyzywające ciuchy
marzyliśmy o ślubie itp vs żadnych ślubów, dzieci
chciała pójść na studia i normalnie żyć vs jebać studia, jakoś to będzie
tęsknię za tamtą osobą, za tą której już nie ma, która pojawia się na miesiąc z jakiegoś sentymentu, ale na co dzień to już ktoś inny
2. matczyna miłość - nie bierzcie tego dosłownie, chodzi mi o to, że jestem skrzywiony na słabe związki i będąc z kimś chciałbym, żeby obie strony były w miarę zaangażowane, żeby im zależało, bo ex rozgniotła mnie psychicznie i mam szambo w głowie
3. nie mam głodu miłości. po prostu chcę kiedyś z kimś być, tak jak każdy. ale nie potrafiąc przestać idealizować ex staram się poznawać dużo dziewczyn i traktuję je jako PLASTER. bo wciąż pamiętam o ex i porównuję. coraz mniej, ale wciąż tak mam.
4. gdyby napisała to miałbym satysfakcję, ale bym nie odpisał. wyświetla mi wszystko na insta i snapie, ale nie chcę już z nią rozmawiać. byłem za dobry, wierzyłem (chciałem wierzyć) w to co mówiła i starałem się zrozumieć. zła sytuacja w domu, brak hajsu, pojebało ją itp. ok, chuj, nieważne. zawsze kiedy chciała wrócić miałem wypierdolone max, z czasem zaczynałem być normalny, wcale nie jakoś super zakochany, gadaliśmy o tym, że pierdolić to co było, zaczynamy od 0, bo kochamy się i razem jest nam dobrze pomimo wszystkiego co się stało, były plany, jej zapewnienia...
mijał miesiąc i wszystko przekreślała mówiąc, że mnie kocha, ale nie możemy być razem bo nasi rodzice nas nienawidzą (po tych historiach to nic dziwnego) i ona nie może tak żyć
WIĘC:
problem na dziewczyna. sama ze sobą i straciła naprawdę coś fajnego, kogoś ważnego, najlepszego przyjaciela
ja zrobiłem 100000x za dużo żeby to naprawić, ale to nie pomogło
WIĘC:
wystarcza mi myślenie, że ona mnie kocha i bardzo chce do mnie wrócić, ale to ja już tego nie chcę.
patrząc na chłodno, chcę być z kimś innym niż ona. całkowicie. w niej kręciło mnie na koniec to, że była taka całkiem inna niż ja. toksyczny związek, który kręcił dzisiaj, ale myśląc o jutrze był bezsensowny.
a po tak długim trwaniu w chujni, każdy "normalny" związek wydaje się być nudny.
nie jarają mnie spoko dziewczyny, nawet ładne, z którymi mógłbym być i wieczorem oglądać tv. to wydaje mi się nudne.
ciągnie mnie do takich, które mają wyjebane, mają fejm, są modelkami itp. do tych niedostępnych.
dokładnie tak samo miałem przez związkiem z ex, kiedy miałem inną zjebaną relację.
mam po prostu chujowe doświadczenia z dziewczynami, za które czasami się obwiniam, doszukuję swoich błędów. było ich wiele, ale nie doprowadziły do tego co stało się później.
WIĘC:
a) mieć wyjebane na dupy, bo mam naprawdę dużo na głowie i mam czym się zająć
b) znaleźć dziewczynę, spróbować być z kimś innym
c) ruchać, bawić się i cieszyć świętym spokojem?