Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Jak zmienić toksyczną relację związaną z klasą?

4 posts / 0 new
Ostatni
Temura
Nieobecny
Wiek: 00
Miejscowość: xx

Dołączył: 2012-08-22
Punkty pomocy: 18
Jak zmienić toksyczną relację związaną z klasą?

Nie wiem czy to pech, przeznaczenie, czy coś, ale zawsze, zawsze jestem w chujowej klasie. W temacie wcześniej wspomniałem żałosnej sytuacji z kolegami w klasie, którzy delikatnie mówiąc, nie traktowali mnie zbyt poważnie.

Najlepsze w tym wszystkim jest to że potrafię się dogadać z każdym, jestem całkiem lubiany itp. ale zawsze, ale to zawsze nie mogłem nigdy dogadać się z chłopakami w mojej klasie.

Zaczynając od podstawówki i gimnazjum - byłem jedyny z innego miasteczka, więc wiadomo jak to się mogło skończyć. Nigdy nie byłem lubiany w mojej klasie, w rówieśniczej wręcz przeciwnie. Zazwyczaj z nimi spędzałem przerwy itd. - do czasu. Ale ten etap mam już za sobą, myślałem że w liceum w większym mieście coś się w końcu kurwa w końcu zmieni. Żmudne nadzieję.

Pierwszy dzień w nowej szkole - do klasy w której ja jestem dochodzi kolega z mojego miasteczka, z którym po prostu się nie lubiliśmy. I nie polubiliśmy się do dzisiaj. Pal licho wie, czy on coś na mnie nagadał czy coś, ale znowu skończyło się na tym, że tamten dołączył do grupki tamtych, a ja zostałem uznany za kogoś gorszego. Z dziewczynami dobrze się dogaduje, lecz tutaj też porobiły sie grupy, każdy każdego obgaduje, ogólnie jest chujowo. No ale jednak. I tak trwał gdzieś z rok. Potem doszedł jeden gość do mojej klasy z którym się zakumplowałem i z nim się trzymam. Ale jednak niedosyt pozostaje, zważywszy na to że większa część szkoły mnie zna i mnie lubi, a chłopcy klasowi nie mówią tego wprost ale chyba uważają mnie za jakieś ścierwo. Mało kiedy się witamy, prawie w ogóle nie rozmawiamy. No i dzisiaj przychodzi WF, akurat musiałem grać z nimi w piłkę. Co z tego że jestem jednym z lepszych, skoro najlepiej w ogóle nie podawać do mnie... Cóż, szala goryczy się przelała, a ja wpadłem w taki zły humor, że aż trzyma mnie do teraz. Po prostu mam dość sytuacji, w której nawet nie mogę porozmawiać normalnie z osobami ze swojej klasy i muszę uważać na każde słowo, bo jestem po prostu wyśmiewany.

Jeszcze bym się nie przejmował gdyby była to jakaś grupa z zewnątrz, od której zawsze mogę odejść - widzę ich codziennie. Został mi jeszcze rok ale... No właśnie. Sytuacja z podstawówki i gimnazjum się powtarza - dobrze dogaduje się z ludźmi z rówieśniczej klasy, z którymi mam wf. Przypadek?

Po prostu już nie wiem co robić, jak złapać kontakt a bynajmniej jak mogę się tam wyluzować. Cały dzień z nimi napawa mnie tak chujową energią, że po prostu później mnie wszystko denerwuje... Cóż mogę zrobić? Nie chce najlepszego okresu mojego życia spędzić w takiej dziurze, a w 3 klasie się raczej do innej szkoły nie przepiszę. Nawet nie mam innych ciekawych alternatyw.

W dodatku rozwaliłem (nie przeze mnie) parę innych relacji w moim miasteczku, przez co nie jestem zbyt mile widziany w "swoim" kręgu, że tak powiem, więc naprawdę jest chujowo.

I wszystko sprowadza się do tego, że po prostu czuję się gorszym człowiekiem, choć dobrze wiem że tak nie jest. I choć na codzień jestem uśmiechnięty itd., to czasami przyjdzie mi taka chandra jak dziś, że po prostu to jest paradoksalne.

Cały czas do przodu.

Dreamer4ever
Portret użytkownika Dreamer4ever
Nieobecny
Wiek: 20
Miejscowość: Łódź

Dołączył: 2010-02-23
Punkty pomocy: 385

Eh ja jutro mam zakończenie LO piękny okres masz rację. Chodziłem do dużej szkoły ale znałem stosunkowo dużo jeszcze z gim do klasy trafiłem z przyjacielem znamy się od 13 lat. My mieliśmy w 1 klasie wycieczkę integracyjną we dwójkę postawiliśmy na integracje z innymi klasami przecież z naszą zintegrujemy się na lekcjach wyszliśmy z takiego założenia i opłaciło się. Ja zawsze miałem szczęście co do klas i teraz mimo iż jak to zawsze podzieliła się na grupy klasa to każdy z każdym rozmawiał.
Tobie poradziłbym trzymanie się z ludźmi z którymi się dobrze czujesz czyli te inne klasy. Na siłę próbowanie zaskarbić sobie względy grupy tych chłopaków nic nie zdziałasz a nawet jeśli to powiedz sobie czy warto? Jak cię wyśmieje jakiś to zripostuj i odejdź nie wdawaj się w przepychanki słowne. Spotykaj się po szkolę ze znajomymi kolegami/koleżankami powinna wrócić ci pozytywna energia. A po za tym klasa to nie tylko cześć męska mówisz się, że z dziewczynami dobrze się dogadujesz to dbaj o zachowanie z nimi dobrych stosunków no i masz 1 zioma w klasie co się trzymacie, dasz radę stary wieże w ciebie.

Rise
Portret użytkownika Rise
Nieobecny
Wiek: 22
Miejscowość: P

Dołączył: 2010-12-08
Punkty pomocy: 717

Miałem podobną sytuację - w podstawówce nie byłem zbyt smialy, pewny siebie - i miałem kilku "kumpli" którzy lubili dokuczać tym 'slabszym'. Nie za bardzo radzilem sobie z docinkami, głupimi tekstami, parę razy w bijatyki się wdałem.

No ale też mialem nadzieję ze w gimbazjum bedzie lepiej dlatego wybralem dosc odległe od mojego domu gimnazjum z kolegą z podstawówki- jeszcze 2 kolezanki z klasy wybraly to samo gimnazjum i w 4 dostalismy sie do tej samej klasy. No i w gimbazjum juz duzo lepiej, ale oczywiscie tez ten kumpel, ktory niby byl spoko kumplem - okazal sie troche falszywy i zaczal rozpowiadac jak to bylo w podstawowce ;]. Niemniej juz mialem wiecej kumpli z ktorymi rozmawiałem (w gimbazjum dłuższa rozmowa z dziewczyną to była dla mnie abstrakcja jeszcze choć zdarzało się). No ale już na pełnej wyjebce myslalem ze w liceum będę samcem alpha Laughing out loud . Niestety jeszcze troche nie radzilem sobie z głupimi tekstami, czasem człowiek coś głupiego palnął - i potem nie umiał się dobrze obrnić, zaripostować na głupie docinki, czy coś. Jednak i tak było znacznie lepiej niż w gimbazjum. O dziwo również lepiej dogadywalem się z ludzmi z innych klas. Chociaz jednak liceum fajnie wspominam. Może nie byłem samcem alpha - ale tyl co się naśmialiśmy tez z ludzmi z mojej klasy, czy niezapomniane w-fy i przekomiczne sytuacje, plenery (najlepsze epizody w liceum..).

Jednak dopieroo na studiach osiągnąłem taki etap - szacunku, uznania. Mogę w pewnym sensie nazywać swoją postawę lidera grupy - nie miałem problemów wygłosić coś całej grupie na forum, oznajmić komunikat czy jak były wyjścia po wykładach zdecydować gdzie mamy iść grupą co robić. Wyrobiłem sobie takie uznanie - że często jak nie byłem na wykładach, to koleżanki same z własnej inicjatywy kserowały mi notatki, informowały na bieżąco o sytuacji, czy są zajęcia itp. Po prostu czułem się trochę jak starosta, mimo że starostą był inny znajomy (akurat kolega starszy z liceum Tongue ), czułem że mogę powiedzieć to na co mam ochotę i nikt nie spojrzy krzywo - choć też miałem w grupie taką pewną siebie koleżankę - która często sprawdzała moją reakcję - i przy wszystkich potrafiła sprowokować tekstem typu: "Kondziuu, no ale nie podrywaj mnie tak (chodziło o jakąś tam moją przypadkową zaczepkę, coś zwróćiłem uwagę na jej nowy kolor włosów czy coś.. nie pamiętam), przecież masz dziewczynę" i oczywiście całą grupa czekała na moją reakcję Smile - najlepszym wtedy było to, że byłem w pełni wyluzowany i ze spokojem i uśmiechem na twarzy pamiętam podszedłem dość spontanicznie chwyciłem ją, uniosłem (tak jak pan młody przeprowadza żonę przez próg) z krzesła i obróciłem z 2 razy Laughing out loud. Oczywiście ona zaczerwieniona a ludzie w śmiech Laughing out loud i pozytywna reakcja.

Wyrobiłem sobie taką fajną naturalną spontaniczność, która de facto we mnie drzemała przez podstawówkę, gimbazjum i liceum i dopiero obudziła się na studiach. Takie poczucie luzu że mam gdzioeś co kto inny sobie pomyśli, robię to na co mam ochotę, a do tego jestem pewny siebie.

Teraz choć zmuszony z różnych powodów jestem wziąć dziekankę na ostatnim roku i już nie będę mieć zajęć z moją grupą, i nie widziałem niektórych ponad 2 miesiące - same się do mnie odzywają gł. koleżanki z grupy kiedy na piwo, piknik, rowery, whatever.

Także można osiągnąć fajny etap - być sobą, nikogo nie udawać i czuć się komfortowo. W jaki sposób? Starać się eliminować czynniki zaburzające ten komfort. Jeśli kolega dokucza, a Ty nie masz rady i sił na niego - olej go. Jak Ci dogryza - ze stoickim spokojem uśmiechnij się i mów " No dalej stary, uwielbiam Twoje wiązanki, dawaj jeszcze Smile :)". Pokaż że Cię to nie rusza, że masz to gdzieś. Najsmakowitszym kąskiem dla takich dogryzaczy są osoby, które w jakiś sposób to dotyka, które cierpią na tym Smile. Gdyby cicha Kamilka z klasy 3c nie robiła się czerwona jak burak przy każdej głupiej zaczepce - nikt by jej nie zaczepiał. Parę razy spławiła by delikwenta i by się odczepił. A że Kamilka cały czas pali buraka, śmieje się tak jak reszta nieśmiało.. by próbować zaaklimatyzować się, ale widać że głupio jej - no to staje się idealnym celem Smile.

Wiem że to nie łatwe. Czasem lepiej zmienić towarzystwo po prostu. Bywa że w jednym środowisku jesteś pewny siebie, wygadany a w innym ludzie znają Cię z tej nieśmiałej strony i tam nie czujesz się już tak pewnie, uważasz na słowa i raczej z boku się znajdujesz.

Pozdr.

Hetero_Sapiens
Nieobecny
Wiek: 31
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2013-02-10
Punkty pomocy: 103

Miałem podobnie w liceum (kończyłem je 10 lat temu), z tym, że u mnie było tak: był jeden samiec alfa i większość facetów po prostu dobrowolnie zgodziła się być jego przydupasami, dochodziło do tego, że kiedy szedł po colę do automatu, zarządzał: idziemy po colę, i cała banda eunuchów mu towarzyszyła. To było bardzo żałosne. Ja nie chciałem się tak poniżać i po prostu trzymałem się raczej na uboczu. Ale nigdy nikomu nie pokazałem, że jest mi z tym źle i ludzie mnie szanowali, za to, że jestem indywidualistą i choć jestem typem samotnika, mam własne zdanie, nie boję się presji większości.

Ciężko mi powiedzieć, dlaczego tak Ci się akurat trafiało, że nie mogłeś znaleźć dobrego kontaktu z rówieśnikami - zastanów się nad następującymi rzeczami: jesteś konfliktowy? Zdarzają Ci się wybuchy, nie masz przypadkiem wybujałego ego, przez które wszystko, co powiedzą inni, traktujesz jako atak na siebie? A może masz nietypowe zainteresowania, sposoby spędzania wolnego czasu? Radykalne poglądy w jakiś sprawach? Nie mówię, że to, że tak jest, to Twoja wina, ale postaraj się poszukać tego w sobie. Dlatego, że wtedy będziesz wiedział, czy powinieneś próbować coś zmienić czy nie. Zastanów się, czy jesteś w porządku do innych.

Jeśli nie, postaraj się zacząć być w porządku. Jeśli tak, to nie zmieniaj tego, bo usiłowanie zostać zaakceptowanym przez grupę przy wyparciu się swoich poglądów to kiepskie rozwiązanie. Nie próbuj zmieniać się ze względu na innych, zawsze byłbyś sztuczny. Natomiast możesz zawsze starać się wykorzystywać te swoje cechy i zachowania, które ułatwiają Ci kontakt z grupą.

Przede wszystkim, nie sprawiaj wrażenia, że jest Ci źle z tym, że nie jesteś akceptowany przez kogokolwiek. Chodzi o to, że jeśli już jesteś w sytuacji, że grupa Cię nie akceptuje, nie powinno wyglądać to tak, że jesteś ofiarą, a raczej - indywidualistą i buntownikiem.To drugie zapewni Ci po prostu, jeśli nie sympatię, to szacunek innych ludzi.

Pozdrawiam i powodzenia.