Witam, mam problem z pewną dziewczyną i chciałbym abyście mnie jakoś nakierowali, coś doradzili, z góry zaznaczam że nie jesteśmy parą i raczej nie bedziemy, chodzi mi tylko o to żeby wbić jak najwięcej expa na kontaktach z dziewczynami i wyciągać wnioski.
Poznałem ją na imprezie podczas tańca, przetańczylismy troche, potem wymieniliśmy się messengerem, na koniec były już pocałunki, ale musiała spadać bo była że znajomymi i tak się rozstalismy, na następny dzień pisaliśmy chwilę, potem w tygodniu jakoś też parę razy pisaliśmy i umowilismy się że w sobotę ona przyjdzie z koleżanką na tą imprezę, ja przyszedłem z kolegą i tak się rozkręciło że jej kolezanka poszła do domu ja zostałem ona i mój kolega który gdzieś tam się krecil, bawiliśmy się jak nigdy, tańczyliśmy cały czas, patrzyliśmy się sobie w oczy, namiętnie się całowaliśmy podczas tańca, tak się rozkręciło że aż nagle ja patrzę a tu już nikogo nie ma i słońce świeci i już było po 6 rano, patrzę mój kolega napierdolony jak stodoła, ja już bez kasy, mój kolega tez byliśmy w czarnej dupie, mieszkamy poza miastem jakieś 9km i był problem, postanowiliśmy że idziemy z buta bo nie było innej opcji, po drodze odprowadzilsmy ja do domu (ona mieszka w mieście) co chwilę zatrzymywaliśmy się i się całowaliśmy nagle ona mówi żebym szedł do niej ale ja nie poszedlem, teraz trochę tego żałuję ale miałem kilka powodów żeby nie iść :
Ona była pijana
Ja byłem pijany
Ona nie mieszka sama
Ja dzien wcześniej cały dzień zapiepszalem na budowie i już nie miałem na nic sił jakbym się położył to bym od razu zaspał
Mój kolega był pijany, ledwo stał na nogach nie miał nic kasy i musiał iść z buta głupio mi było go zostawić jeszcze by go auto potrąciło i bym miał go na sumieniu więc poszedłem z nim.
Następnie spotkaliśmy się w tygodniu już sam na sam, przyjechałem po nią autem posiedzieliśmy pogadaliśmy na koniec było trochę całowania i przytulania, potem następne spotkanie tym razem jakos wyszło bez całowania tylko rozmawialismy, ona dużo mówi więc ja głównie słucham, potem jeszcze jedno spotkanie, ostatnio mi napisała żeby się spotkać w sobote, ona chciała potańczyć więc umowilismy się na festynie ale ze pogoda okazała się deszczowa postanowiliśmy iść na tą imprezę gdzie się poznalismy. Teraz coś o niej: 23 lata, dość ładna, inteligencja nie grzeszy, ćpa najprawdopodobniej jakiś mefedron albo chuj wie co (to mnie najbardziej przeszkadza)
Ma pojebanego kuzyna od którego aż wali patologia na odległość, cpun, pijak i wszystko, nawet ma wyrok za pobicie własnej babci :/do tego prawie że ją prześladuje
Ona w ostatniej chwili napisała że przyjdzie z kuzynem :/ ale ok, spotkaliśmy się na początku było w miarę ok, potem oni chodzili na palarnie palic, ja powiedziałem że nie chodzę bo tam nie ma czym oddychać a ja nie pale, tam chyba była jakaś awantura pokłóciła się z jakąś dziewczyną ta na nią piwo wylała, potem już się tak nie bawiliśmy na początku, zrobiło się trochę nieprzyjemnie przynajmniej dla mnie, ona cały czas przeżywała że ta ja oblała i przeklinała na cały głos że zajebie ta sukę i tak w kółko, ten jej kuzyn to znowu chodzil cały czas i każdemu się chwali że ma zawiasy i że nie może nic odjebac a co chwilę szukał z kimś zaczepki i każdego by chciał bić, nawet była taka sytuacja że siedziały sobie 3 babki i rozmawialy a że były już trochę podpite to zachowywały się głośno a on do nich, zamknijcie sobie pysk
albo jakiś dziadek juz nawalony w trzy dupy sobie chciał usiąść koło nas a ten myślałem że go zajebie za to na śmierć, zaczął rękami machać i się drżeć "spierdalaj" az się telepal caly. Długo nie siedzieliśmy tego wieczoru, rozeszliśmy się gdzieś koło 3 każdy w swoją stronę bez żadnych całusów na pożegnanie ani nic. Od tamtej pory nie pisaliśmy nic, wczoraj pomyślałem że ostatnio ona zaproponowała spotkanie to teraz moja kolej, napisałem do niej wczoraj wieczorem czy widzimy się w weekend(szybciej sam nie dam rady) napisała że spoko tylko że w sobotę pracuje do 21 to albo w sobotę po jej pracy albo w niedzielę bo ma wolne, wybrałem niedzielę, wymieniliśmy jeszcze kilka wiadomosci, ona się pytała co słychać, ja też jej się zapytałem czy jest w pracy a ona nawet nie wyświetliła tej wiadomości i nie odpisała do teraz a najlepsze jest to że ona cały czas siedzi na tym messengerze nieważne czy 4 rano czy ktora, ona na tym towarze to mało co śpi, także mam mieszane uczucie z jednej strony umowilismy się na spotkanie a z drugiej przerwała nagle rozmowę chociaż dostała zwykle pytanie i nawet tego nie wyświetliła do teraz.
Teraz wy mi napiszcie jak się zachować gdyby się nic nie odezwała do niedzieli.
Teraz trochę z innej beczki, powiedzcie mi co mam zrobić żeby nie przejmować się tym wszystkim i nie myśleć o tym, wiem że z nią nic nie bedzie że chodzi mi tylko o doświadczenie a w glowie przejmuje się jakby to miała być moja żona. Czytam to forum już od dłuższego czasu i coś tam delikatny postęp mam, w tamtym roku to nawet nie potrafiłem zacząć pocałunku, teraz już mi to przychodzi bez większych problemów.
Teraz coś o mnie bo wydaje mi się że to może mieć wplyw na tą całą sytuację, mam 27 lat i jestem troszkę bardziej doświadczony przez życie jak inni, w domu za dziecka awantury i alkohol, gdy miałem 21 lat zachorowałem na raka jądra, było to dość poważne stadium z przerzutami, wziąłem kilka cykli chemii, potem kilka operacji i jakoś się z tego wykaraskalem ale po tej chorobie dużo się zmieniło, samoocena prawie na zero, schudłem strasznie, ważyłem 65kg przy 193cm wzrostu pewność siebie zerowa, czułem się aseksualny z powodu tej chudości, najbardziej odczułem to że stałem się mało odporny na stres przez to wszystko, badania, wyniki, niepewność z jednej strony zdaje sobie sprawę z tego że te problemy co teraz mam to jest pikuś przy tym co przeszedłem i gdy byłem chory to marzyłem o tym żeby mieć tylko takie problemy, ale jednak i tak się przejmuje pierdołami, ale postanowilem trochę zmienić w swoim życiu 2 lata już chodzę na siłownię ważę teraz jakieś 82/83 kg wiem że to mało przy moim wzroście ale jakiś postęp jest, dalej wyglądam szczupło ale już kości mi nie widac, jakiś tak zarys mięśni jest. Zauważyłem że u mnie wygląda to tak że utrwalilem sobie w głowie że już nie mam dużo czasu na tym świecie i że mnie coś dopadnie dlatego gdy kolejna okazja przechodzi mi koło nosa to strasznie się tym przejmuje że niedługo trzeba będzie się żegnać (chociaz lekarze mówią że ryzyko nawrotu jest bardzo niskie) a ja nie zdążę zaznać prawdziwej miłości i jest mi przykro z tego powodu.
Sorki że się tak rozpisalem ale ja tam mam że jak już pisze to cały esej 
Macie jakieś rady dla mnie.
1. Propsy za to że odprowadziłeś pijanego koleżkę zamiast iść do niej dobierać się do majtek.
2. Ona Ci nie odpisała/olała Cię i już wariujesz, według mnie to znak ostrzegawczy że możesz zacząć być needy. Rozwiązanie: znajdź jakąś inną koleżankę, alternatywę wtedy uwaga Ci się rozdzieli. Głowa Ci wystygnie.
3. Kontrolnie możesz w sobotę ją zapytać o ten niedzielny termin - tylko bez awantur. Krótko: niedziela aktualna? Jak nie odpiszę/zacznie ściemniać to sytuacja jest jasna - odpuść a jak potwierdzi to grasz dalej.
3. Wielkie miłości i inne gówniane oczekiwania od życia są wykreowane przez mas media. Nie bierz ich poważnie. Sam jestem po przeszczepie szpiku i trochę rozumiem twoją sytuację gdzie w głowie słyszysz "muszę się spieszyć, życie jest krótkie, jeszcze tyle przede mną a tu chuja, nic". Jednak w moim przypadku koncentruje się na tym na co mam wpływ: kariera, edukacja i sport. Angażuj się w rzeczy które możesz kontrolować np. w bycie najlepszą wersją samego siebie. Relację z kobietami, cóż bywają nieprzewidywalne także zmień punkt zainteresowań/przenieś mentalny ciężar.
---------------------------------------------------------------
Think different
No staram się poprawiać samego siebie, poszedłem na siłownię i chodzę tam pomimo tego że nie mam może najlepszych wyników ale chodzę i koniec, dużo mi to pomogło gdy ważyłem 65kg to moja pewność siebie była zerowa, u mnie pewność siebie wzrasta razem z wagą
mój największy problem to jest chyba to negatywne nastawienie do świata , dziwne jest dla mnie to że mam duże poczucie humoru wśród kolegow/rodziny a przy nieznajomych nie mogę się wyluzować, tak samo chodzę praktycznie cały czas uśmiechnięty a w głowie i tak mam czarne mysli.
Ta myśl o której napisales w 3 podpunkcie to trafiłeś w sedno nie może mi ta myśl z głowy wyjść ze nie mam dużo czasu a tu nie wychodzi i tak rodzi się u mnie frustracja która staje się coraz wieksza.
"mój największy problem to jest chyba to negatywne nastawienie do świata , dziwne jest dla mnie to że mam duże poczucie humoru wśród kolegow/rodziny a przy nieznajomych nie mogę się wyluzować, tak samo chodzę praktycznie cały czas uśmiechnięty a w głowie i tak mam czarne mysli."
Myślę że to nie jest tak że negatywne nastawienie jest czymś złym, patrząc na świat faktycznie jest to pot, krew i łzy i nie ma co się obrażać na siebie że umysł, mentalnie, nie chce Ci tego padołu łez przedstawiać w kolorach tęczy.
Uważam że punkt jest w tym aby zdać sobie sprawę że życie to męczarnia ale jednocześnie, nie zalewać się łzami i być pizdeczką tylko budować swoją pewność siebie na zasadzie: nie ważne jak by nie było źle, podniosę się, otrzepię z kurzu i dam radę. Na tym, moim zdaniem, polega problem współczesnych facetów, na braku świadomości że życie to smok, braku umiejętności brania życia za rogi i brudzenia sobie rąk.
---------------------------------------------------------------
Think different
Normalnie masakra, wysłałem jej wczoraj rano wiadomość czy aktualne spotkanie, ona nawet nie wyświetliła wiadomości na messengerze a była dostępna cały dzień, dzisiaj mi pisze "Hej, co tam ? Dlaczego się nic nie odzywasz ?"
Napiszcie mi jak to rozegrać, najlepiej to by było już więcej nie odpisywać i dać sobie spokój ale chciałbym wbić jak najwięcej doświadczenia...
Podpowiecie ?