Panowie. Jestem w 1,5 rocznym związku, moim pierwszym tak długim (mam 20 lat), z kobietą, tak sądzę;D mojego życia. Wiecie sytuacja była praktycznie standardowa: zanim związałem się z moim kochaniem prowadziłem bogate życie towarzyskie, miałem pasje, byłem zadowolonym i szczęśliwym człowiekiem (no poza tym, że właśnie chciałem się zakochać i być kochanym). Pierwsze pół roku to były prawdziwe fajerwerki ;D ja - raz skurwiel, raz romantyk, który zabierał ją w mnóstwo ciekawych miejsc, z którym robiła coś czego nigdy wcześniej. Ona - zakochana po uszy, planująca całą przyszłość ze mną ;D. Panowie, a seks, który często nazywacie wisienką na torcie, był kurwa całym wielkim, zajebistym tortem
(no i w sumie nadal jest). Jak się domyślacie, w końcu to się musiało spierdolić. W trakcie trwania związku całe swoje życie uzależniłem od niej i strasznie je zaniedbałem. Przestałem studiować, bo mi się studia nie podobały, miałem chujową pracę, która mnie wkurwiała, nie miałem czasu na znajomych i na sport, na pasje (ani nawet chęci, tak bardzo lubiłem z nią ciągle przebywać), przestałem nawet słuchać konkretnej muzyki, czytać książki. Jednym słowem zaniedbałem na prawdę wszystko. Oczywiście, początkowo było i tak bardzo dobrze, do pewnego momentu - zauważyłem, że zaczęła się ode mnie oddalać, zaczęła chodzić na taniec, gdzie poznawała nowych typów co mnie doprowadzało do szału jak tam szła, mimo że chciałem by robiła to co lubi. Z czasem pojawiła mi się nerwica i depresja. Trzymało mnie to z dobre pół roku, teraz czuję że powoli z tego wychodzę. Nie uwierzycie, ale mimo tego, że moje kochanie nie jest silną kobietą, jakimś cudem wspierała mnie przez ten cały czas, nie zostawiła mnie, ba cały czas jesteśmy ze sobą. Wiecie, nie jest to łatwe: z jednej strony chcecie odbudować swoje życie i normalnie widywać się z ludźmi, a z drugiej jesteście tak silnie uzależnieni od niej, że dzień, którego nie spędzam z nią wydaje się stracony... ;/ Powoli odbudowuję swoje stare kontakty, zacząłem nowe studia (niestety zaoczne), szukam nowej pracy. Mam nadzieję, że sie uda, ale nie po to piszę tego posta. Chciałbym zapytać Was o parę rzeczy, jak Wy macie w swoich związkach i czy to jest normalne, że tak jest. ;D
1. Dzwonimy do siebie codziennie, jesteśmy ciągle w kontakcie, w miarę możliwości widujemy się codziennie, chociaż na godzinę. Wiem, że przez to tracę jakąkolwiek tajemniczość, jej tęsknotę, ale i ja i ona chcemy być ze sobą codziennie, max blisko... Co o tym myślicie?
2. Nie wiem dlaczego, ale kiedy nie widzę się z nią jakieś 2 dni lub więcej, to kiedy ponownie się spotkamy potrzebujemy jakieś 2 godziny, czasem więcej by "odbudować" bliskość. Nie do końca wiem jak to wytłumaczyć, ale nie macie tak że kiedy długo, powiedzmy te 2 dni nie widzicie panny i kiedy się spotkacie to przez pierwsze parę minut jest tak dziwnie?
3. Lubię słyszeć, że jej na mnie zależy itd. z resztą jak każdy z nas
. Czasem jest tak, że kiedy dzwonię do niej, albo się spotkamy ona ma zajebisty humor, tak zajebisty że czuję, że jest taka jakby na mnie wyjebana, obojętna. Uśmiecha się, jest niby miła, ale jednocześnie tak strasznie pewna siebie i sprawie wrażenie takiej obojętnej na mnie, że strasznie mnie to wkurwia i przez to często się kłócimy, pytam ją wtedy czemu jest taka obojętna itd... Panowie, jak z tym walczyć, czy też tak macie?
4. Najlepiej czuje się z nią, kiedy jesteśmy sami, czasami w towarzystwie bliskich znajomych. Ale strasznie nie lubię chodzić z nią na imprezy: czuję się wtedy jak najmniej kurwa ważne ogniwo, podczas gdy ona jest wtedy skupiona na wszystkich dookoła tylko nie na mnie i irytuje mnie to... Panowie... Zdaję sobie sprawę, że tak też raczej nie powinno być... Chciałbym móc chodzić z nią na imprezy i czerpać z tego przyjemność. (ona z resztą nie jest mocno imprezowa).
5. Kocham ją bardzo, ale czasem jej zachowanie tak mnie irytuje, że zastanawiam się czy tak powinno być i co jest tego powodem... Myśle, czy to że spędzamy ze sobą za dużo czasu, czy to że mamy inne charaktery czy cholera tysiące innych rzeczy... Pomóżcie, jestem ciekaw waszych opinii...
Byłem 2 lata w prawie identycznym związku z "kobietą mojego życia", zresztą opisywałem to już chyba gdzieś, w końcu zrozumiałem, że muszę wybrać, albo kobieta mojego życia, albo moje życie
Relacja w której teraz jesteś jest zajebista i silnie uzależniająca. Do teraz bardzo często nachodzą mnie wspomnienia, pamiętam jak bardzo mnie kochała, jak było nam dobrze, i jaką cipą wtedy byłem.
Moja rada, zacznij poznawać inne dziewczyny, nie po to by je podrywać, nie musisz nawet flirtować jakoś z nimi, po prostu rób sobie masę koleżanek, pośród których ona będzie tylko wyjątkową koleżanką na specjalnych prawach, a nie sensem twojego życia.
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
Nie czytałeś chyba wcale jego wypowiedzi.. (za to dogłębnie przeczytałeś moją, za co bardzo dziękuję
)
autor wątku pisze:
" zaczęła chodzić na taniec, gdzie poznawała nowych typów co mnie doprowadzało do szału jak tam szła"
oraz:
"Ale strasznie nie lubię chodzić z nią na imprezy: czuję się wtedy jak najmniej kurwa ważne ogniwo, podczas gdy ona jest wtedy skupiona na wszystkich dookoła tylko nie na mnie i irytuje mnie to"
Zatem ona JUŻ ZACZĘŁA poznawać nowych kolesi, co zresztą, jest naturalne, bo jesteśmy istotami społecznymi (nie mówię tu o zdradzie żadnej), sam wielokrotnie puszczałem moją lubą na piwko 'one by one' z jakimś kolegom i nie było problemu, warunek był jeden, że musiałem go wcześniej poznać. Na tych samych warunkach ja spotykałem się z koleżankami (nie fuck-friends czy potencjalnymi konkurentkami mojej lubej, ale z koleżankami)
Dlatego właśnie namawiam twórcę tematu do poznawania nowych KOLEŻANEK ponieważ zauważyłem, że takie związki często rodzą się u facetów którzy generalnie mają mały kontakt z kobietami (bez urazy) i potem biegną co dzień do tej swojej nie tylko po sex, pieszczony, intymność, ale nawet po samą rozmowę, którą przecież można odbyć też z inną kobietą
btw:
Twoja reakcja na to co napisałem potwierdza jednoznacznie:
Ty naprawdę jesteś teraz w takim związku
Pozdrawiam
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
"Zaczela poznawać nowych kolesi? ... nieswiadoma moze jest tego ze szkodzi to zwiazku?"
To nie szkodzi związkowi, to oczywiste przecież że się poznaje nowych ludzi.
"przeciez to oczywiste ze gdy zapiszesz sie np na karate, sztuki walki czy fitness tez poznasz tam nowych ludzi. Moze to autor poprostu przesadza? "
No właśnie

Czy przesadza nie wiem, ale właśnie o to chodzi by on też zaczął to robić, by zaczął poznawać nowe dziewczyny, nowych ludzi może ogólnie, bo po pierwsze jest to elementem ogólnie rozumianego socjal proof, a po drugie, towarzystwo kobiety przestaje być tak cudowne i magiczne gdy na co dzień spędzamy czas z wieloma kobietami (nadal mówię o piwku a nie sexie)
a gdy już wywalimy te całą magię, to wtedy można zacząć tworzyć normalną relację opartą na tym że oboje idziemy za rękę do przodu, a nie kurczowo chwytamy się siebie tak, by żadne z nas nigdzie już nigdy nie poszło
co do PS. to chodziło mi o ten fragment:
"nie widzisz ze typek nie chce poznawać inne laski ? pozatym po co ma wkurwiać swoja obecną kobiete i poznwać jakies nowe ( sadze ze predzej czy pozniej napewno dojdzie do klotni ) "
Pamiętam, że gdy sam byłem w takim związku to też miałem taki styl myślenia
-Nie chcę poznawać już żadnych nowych lasek bo ta mi starczy na zawsze i do wszystkiego
-Mam może ochotę kogoś poznać, bo lubię poznawać nowych ludzi, ale lepiej nie bo ONA się wkurwi
-Lepiej nic nie robić w sumie, bo jeszcze dojdzie do kłótni, a ja przecież nie potrafię się z nią kłócić, przecież ją kocham.
Znam ten styl myślenia, i to nie jest dobry styl
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
Tyle lat a tekst dalej nieśmiertelny. chyba większość z nas może to powiedzieć ;d
Panowie... Mimo, ze nie jestem w tak dlugim zwiazku to po czesci wiem o czym mowicie. Mozna powiedziec, ze uzaleznilismy sie od siebie. Sa plusy i minusy takich relacji :/ np. opuscilem sie w nauce.
Ja juz od jakiegos czasu dzialam jak poradzil wunderwafe. Poznaje nowe dziewczyny o ktorych ona wie bo jej mowie. Staje sie bardziej zazdrosna i ja zyskuje na wartosci
'Uwielbiam pierwsze tygodnie nowego związku
Jest romantycznie, zabawnie, ekscytująco
,a ona jeszcze nie wie, że jestem pojebany.'
;d
Tak to ty jesteś zajebisty !
Współczuje Ci, serio. Codziennie musisz się z nią widzieć? Przecież to na głowę idzie dostać. Ja się ze swoją widzę tak co 3dni czasami 4 i jest spoko:) Zajmij się znajomymi, na piwo wyskocz, książkę poczytaj. Dzwonienie codziennie też dziwna opcja ja dzwonie jak mam się umówić albo jak mam jakąś sprawę do obgadania z nią.
Co do tracenia bliskości to ciężko mi cokolwiek powiedzieć bo nie miałem tak nigdy w związku chyba, że po kłótni jakiejś. Co do imprez to za bardzo się przejmujesz tym. Nie idziecie na imprezę żeby tylko ze sobą gadać i się sobą zajmować ale żeby spędzić ten czas ze znajomymi. To normalne, że dziewczyna na poczatku poświęca więcej uwagi znajomym. Zrób to samo:) Jak dla mnie ty jesteś za bardzo w niej zakochany i to Ci ryje banie i stąd Twoje problemy. Dla Ciebie liczy się tylko ona. A Twoj własny interes to już Cię nie obchodzi:) Tak jak pisałem spróbuj więcej czasu ze znajomymi spędzać i swoimi pasjami zająć.
Dzięki za odpowiedzi
. Nie wiem czy ktoś z Was tak miał, ale w dużym skrócie sytuacja wygląda tak: kocham ją bardzo, ale ostatnio wkurwia mnie dosłownie wszystkim... Swoim tonem głosu wobec mnie, tym że czuję się niedoceniony (ciągle opowiada o innych facetach same superlatywy, ja dostaję zjebki) itp itd. Boję się, że mi się posypie związek, a nie wiem jak to naprawić tj. żebym czuł się znów kochany i żeby nie czuć do niej takiej złości... Nie fajna sprawa panowie ;/
Twoja kobieta zachowuje się tak, ponieważ wie, że może sobie na to pozwolić, wie, że może cię opieprzyć że nie jesteś tak bystry jak jej wykładowca z uczelni i tak dobrze zbudowany jak jej trener fitness, dobrze by dla ciebie było, gdyby twoja panna zwątpiła czy naprawdę może to robić...
...a do tego właśnie przydają się inne kobiety w twoim otoczeniu
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
2. Nie wiem dlaczego, ale kiedy nie widzę się z nią jakieś 2 dni lub więcej, to kiedy ponownie się spotkamy potrzebujemy jakieś 2 godziny, czasem więcej by "odbudować" bliskość. Nie do końca wiem jak to wytłumaczyć, ale nie macie tak że kiedy długo, powiedzmy te 2 dni nie widzicie panny i kiedy się spotkacie to przez pierwsze parę minut jest tak dziwnie?
miałem podobnie, lecz tylko z jej strony, powiem że jeśli musicie odbudowywać bliskość to oznacza że tej bliskości tak na prawdę nie ma ...
osoby szczere, otwarte na siebie nie muszą niczego odbudowywać co kilka dni.
Poczytaj blogi, musisz prędko odnaleźć siebie, pasje zainteresowania, pewność siebie, bo jak cie panna w komis jebnie to sie długo nie pozbierasz mistrzu
they hate us cause they ain't us
Byłem w związku 2 lata, co prawda na początku widywaliśmy się codziennie ale później zmaiana szkoły i widywaliśmy się tylko na weekendy, to też nie zbyt dobre rozwiązanie. Ale widywać się co 2-3-4 dni jest dobrze. Zajmij się swoim życiem, poznawaj dziewczyny, zacznij Ćwiczyć. Trening jest jednym z lepszych zabieraczy czasu! Zadbaj o Siebie żeby móc się latem pokazać. Nie daj się zwariować, bo jak Cię zostawi to stary nie widze Cię..
DO DZIEŁA!
Co do "odbudowywania bliskości" co kilka dni...
-Moim zdaniem panna już autorowi szykuje miłe miejsce w garażu tego komisu...
-Stary!! ogarnij się, bo zaraz się rozbijecie i będzie rozstanie i płacz!!! Daj jej teraz z tydzień wolnego od siebie, Jebnij jej chłodnik czy co chcesz, bądź zimny dla niej a najlepiej zerwij kontakt, przez ten czas zastanów się co się zmieniało i jak możesz odbudować swoją atrakcyjność! Pozwól dziewczynie zatęsknić za sobą i zastanów się nad sobą i szacunkiem do siebie... Powodzenia życzę
Dzięki za te wszystkie wpisy
powiem Wam szczerze, że to wszystko co napisaliście już dawno chodzi mi po głowie, ale dopiero kiedy się usłyszy to od paru osób jest takie PIERDOLNIĘCIE
. DZIĘKI! Wiecie co jest najtrudniejsze? Że po wszystkich, zajebistych, cudownych chwilach, jej ciągłych zapewnieniach o miłości kiedy tak jak od Was, słyszę w ogóle taką opcję jak rozstanie, to aż ciężko w to uwierzyć, a gdy się człowiek zastanowi to ta opcja jest bliżej niż się wydaje. Na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie życia bez niej, więc rozstanie na pewno zniszczyłoby mnie na bardzo długo, dlatego muszę odbudować siebie i postaram się mimo wszystko, jeszcze powalczyć o ten związek, (tj oczywiście poprzez odbudowanie siebie, spróbuję znów być skurwielem i romantykiem jednocześnie) :)bo kocham ją całym, kurwa, jebanym sercem. A na razie, rzeczywiście czas na odpoczynek od niej... Kiedy człowiek pomyśli i przyzwyczai się do myśli, że to jest właśnie TA, ta na lata, na życie to potem ciężko zmienić i siebie, i myśli i odbudować życie.
tak rozstania są ciężkie, wiadomo, ale masz 20 lat, nawet jak by odeszła albo sam byś chciał to zakończyć to spójrz ile życia przed tobą. Chcesz się zamartwiać, umartwiać przez jedną dziewczynę. Musisz koniecznie wrócić do swoich pasji i zainteresowań!!!!
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
Tak poprzednicy maja racje...jesteś już na skraju przepaści tego związku...Zostałeś jej przyjacielem/kolegą do toważystwa, seksu...ona nie widzi w tobie faceta, obiekt porządania, kogoś kogo może podrywać....POCZUŁA ZE JESTEŚ JEJ , ciasno owinięty wokół palca, e to ona rozdaje karty....tak samo dałem się owinąć jak ty....da bumm tsss...i nagle nie mam laski ona już rwie do innych....szczerze nie wiem do końca co bys mógł zrobić by jak najlepiej to rozegrać...na pewno zerwanie kontaktu...ochłodzenie relacji ale z umiarem....ona musi poczuc ze może cie stracic...ze nie jesteś owinięty wokół palca...odmów jej kilka razy, przełóż spotkanie, powiedz ze widzisz sie ze znajomymi....dawaj jej rzadkie ale niezapomniane spotkania....bądź tajemniczy,to sprawi że ona odzyska zainteresowanie twojej osoby....bedzie znów chciała cie podrywać,ale to nie takie proste....bo jestes jej kolega w gównie po uszy....gdy widzicie sie codziennie i nagle jebniesz niespodziewanie chlodnik ona będzie cie bombardowac testami, głupimi testami...prawdopodbne że nawet sie pokłucicie ...tak jak zawsze w zwiazku dobrze działać spontanicznie tak w takiej sytuacji trzeba obmysleć każdą sytuacje, kazdy swój ruch jesli chcesz to uratować, bo na pewno jest szansa. Powodzenia i pozdro !
Miałem taka samo! Prawie 2 tygodnie temu mnie zdradziła.. Tylko ja nie zareagowałem odpowiednio wcześnie, nie trafiłem tutaj i nie wiedziałem, że to może się tak skończyć. Owinęła mnie wokół palca, byłem cipką.
Była dla mnie całym światem, tą jedyną, ja dla niej zresztą też. Widywaliśmy się codziennie, musieliśmy to robić bo nie mogliśmy bez tego żyć.
A na imprezach było z jej strony to samo co u Ciebie. Przestawałem być w centrum uwagi, była otwarta dla innych ludzi, chłopaków bolało mnie to.. Kłóciliśmy się o to prawie zawsze po imprezie, raz był moment że powiedziałem dosyć, że robimy sobie tydzień wolnego. Wytrzymałem 5 minut.. Bo ja nie mogłem wytrzymać bez niej jednego dnia. Znowu się pogodziliśmy i jej zapewnienia, że się poprawi. Gdybym wtedy to zrobił.. Dzisiaj nie bylibyśmy osobno.
Po tym co zrobiła, prosiła mnie żebym wybaczył, żebym do niej wrócił, bo byłą pijana i bardzo tego żałuje. Bardzo tego chciałem ale nie mogłem się poddać! Mogę wrócić, ale za 3 miesiące jak będę dalej czuł to co kiedyś i nie nawinie mi się żadna fajna laska.
Już prawie 2 tygodnie od rozstania, nie jest aż tak źle, w miarę się trzymam co 2 dzień gdzieś wychodzę ze znajomymi, których teraz nie zaniedbuję. Tylko kurwa ile to pochłania kasy.. Muszę jakąś pracę znaleźć, bo nie wydolę finansowo.
Także posłuchaj rad i zrób z tym coś, bo na prawdę jest źle.
Spektakor dzięki za ten wpis
dobrze czasami poczuć, że nie jest się samym ze swoimi problemami. Powiem Wam, że u mnie w dużej mierze przyczyną tego wszystkiego była moja nerwica i depresja, gdzie praktycznie codziennie żaliłem się mojej lubej jakie to moje życie, ja i wszystko inne jest beznadziejne + moje zapewnienia jak bardzo ją kocham i chcę z nią być + zero spotkań z innymi itd. Na przestrzeni czasu zacząłem się zastanawiać czy to właśnie ona i ten związek nie są przyczyną moich problemów ze sobą... Zawsze byłem facetem bardzo społecznym. Uwielbiałem spotykać się z ludźmi i mieć dużo znajomych, a od właśnie tego pół roku walnęło mnie tak potężne uczucie osamotnienia, że ledwo dawałem radę... Wunderwafe sądzę, że masz racje. Miałem kiedyś sporo koleżanek, a teraz lipton. Ciesze się, że zdecydowałem się by napisać do Was, bo próbowałem już od dawna w jakiś sposób zmienić swoje życie i tą relację, a teraz OD WAS dostałem dobrego kopa i trzymam się tego. Btw. wczoraj przed napisaniem tego posta była ciekawa sytuacja ;] i od tej sytuacji ciągnę chłodnik. Mieliśmy po jej zajęciach iść ze znajomymi na koncert. Miała kończyć o 17:00, dzwoniłem 5 razy, po czym o 18:30 zadzwoniła, stwierdziła, że właśnie skończyła i zapytała z kim jestem. Wymieniłem jej znajomych i stwierdziłem, że przed koncertem idziemy jeszcze na piwo. Ona wkurwiła się strasznie, powiedziała, że umawialiśmy się na koncert a nie na piwo, i że jedzie do domu. Powiedziałem: ok, papa. Cała sytuacja była bardzo przykra i tym bardziej daje mi powód by ochłodzić teraz relacje na conajmniej tydzień, a co będzie dalej - zobaczymy. Na bieżąco będę pisał Wam jak mi idzie, ale jestem dobrej myśli, bo już raz ją zdobyłem i rozkochałem w sobie i mam nadzieję, że uda się raz jeszcze.
PS: Podziwiam wszystkich, którzy się rozstali np. po 5-6 latach, albo więcej...
PS2: dostrzegam też systemy wczesnego ostrzegania... Od paru miesięcy, może dwóch jest tak, że... Są cmoki w usta, ale w ogóle sie nie całujemy. Kiedy coś mówię, ona to neguje, musi szukać pewności w ustach innych ludzi. Seks jest zajebisty, ostry, ale brak w ogóle czułości...
siema
ja po właśnie takich sygnałach ostrzegawczych+ciągłe awantury o nic+to ze przestawało mi zależeć i częściej chciałem być bez niej, odszedłem od dziewczyny z która mieszkałem 2 lata. Jeżeli zdecydujesz się odejść to dam Ci dobra rade. Napisz sobie na kartce dlaczego odszedłeś, plusy i minusy związku. Później jak ci przyjdzie idiotyczny pomyśl do głowy żeby się do niej odezwać, to czytasz kartkę;)
Siema koledzy.
Właściwie to szukałem czegos innego na forum, żeby nie zakładać od razu nowego tematu, który powtórzyłby się tu prawdopodobnie poraz setny ale ciesze sie ze znalazlem tą konwersacje, gdyz mniej więcej zanalazlem to czego potrzebowalem ! oho..no nieważne.. do rzeczy
Na początku krótko przedstawie moją sytuacje: bylem z dziewczyna 4 lata, widywalismy sie co weekend, co dwa, raz ja u niej raz ona u mnie było tak przez uczenie sie w dwóch róznych miejscach. Zaczelem pieskowac bla bla...zdrada z jej strony bla bla...kochalem po uszy bla bla... SMUTNY THE END. Taka jest juz chyba kolej rzeczy : ZAUROCZENIE -ZAKOCHANIE - MIŁOŚĆ - PIESKOWANIE - ZAZDROSC - KŁOTNIE - ZDRADA - KONIEC.
Mimo to, po kopniaku w dupe można sie wiele nauczyć. Mineło pół roku.. przez ten czas pracowałem nad sobą, nowe zainteresowania, bieganie, praca nad ciałem praca nad charakterem, odbudowanie PEWNOŚCI SIEBIE PANOWIE !
W sezonie letnim praca nad morzem i tu zaczeła sie bajka, nowa dziewczyna, nowa przygoda. To jak bylo pieknie zachowam dla siebie dla podtrzymania atmosfery zdradze moze jedynie ze odkrylem w sobie młodego Boga wariatów bo zapewniałem pannie takie atrakcje jak noc na plaży czy kąpiel w morzu nocą! Dodam że jeszcze zanim byliśmy parą i chyba to ją tak pchneło do mnie! Zaraz minie 5 miesięcy jak jestesmy razem.
Ale teraz koledzy..nie sztuką jest poderwać dziewczynę a prawdziwym dziełem jest UTRZYMAĆ ZWIĄZEK!
Obiecałem sobie że jeśli bedziemy razem to postaram sie być zawsze takim jakiego mnie poznała bo to dosyć logiczne! Ale już mamy za sobą pierwszą kłótnie, nagięcie przeze mnie jednej z zasad które wspólnie ustalilismy a mianowicie : zaufanie. Nie chce tego błędu powtórzyć. Duzo zawdzięczam doświadczeniom z tej strony ale są kiepskie dni w życiu że to wszystko wylatuje z głowy.
I WŁAŚNIE Chciałbym żebyśmy podyskutowali tu na temat tego JACY mamy być żeby LASKA NIGDY NIE CHCIAŁA OD NAS ODEJŚĆ, przyda sie to chyba każdemu userowi tej strony.
################
No tak...każda jest inna, ale i każdej może sie coś znudzic, tak jak dziecku zabawka.
Nie można przesadzać z pieskowaniem bo będzie Cie miała za cipe do potęgi.
Moja tez często chce żebym byl bardziej czuły ale gdy dasz palec bedzie chciala całą reke więc mam to pod kontrolą jednak nie jestm skończonym chamem.
Stosuje Push&Pull i wydaje mi się że jest to bardzo dobra metoda w podrywaniu jak i w związku.
Mam jednak kurwa cos takiego w sobie, że gdy jestem z nią na imprezie w gronie jej znajomych to właczaja mi sie różne filmy, bo widze że jest na sali kilku wolnych atrakcyjniejszych ode mnie typów i pali sie we mnie gdy widze jak biorą ją do tańca gdy ja na przykład pije. Nie potrafie sobie z tym poradzić, zaraz mi się wkręca że
"moze bawić sie z nim lepiej niż ze mną i niewiadomo co jej strzeli do glowy", zaraz się łatwo wkurwiam i nie potrafie nad sobą zapanować, trace pewność siebie. Wtedy już mam przejebaną całą impreze...tak mój mózg funkcjonuje.. Ma ktoś podobny problem ? Jak sobie z takim czymś radzić.
################
Byle do przodu
Panowie, ważne jest to ażeby każdy z nas miał swoje życie! Nie wolno uzależniać się od dziewczyny. Należy mieć swoje własne zainteresowania i poświęcać im 70 % siebie, trzeba pamiętać też o rodzinie, natomiast jedynie ok. 20 % poświęcać kobiecie. W ten sposób ewentualne kłótnie, rozstanie nie bedzie tak bolało bo będziemy znali swoją pierdoloną wartość !
Jestem w związku na odległość, ale poza brakiem częstego kontaktu fizycznego mam wrażenie, że ta odległość wcale nas nie dzieli, ponieważ postępuje jak należy, czujność i głowa na karku bez przerwy!
Przy sobocie stawiam browara koledzy!
################
Co do miłości na odległość, to w taką nie wierzę(choć pewnie będę musiał zacząć, bo moja ma w planach wyjazd do pracy gdzieś w Polskę) uważam też, że "czujność bez przerwy" jest chyba najważniejsza, ponieważ kilometry, a co za tym idzie również brak kontaktu i bliskości fizycznej potrafi jeszcze bardziej oddalić od siebie pozornie kochających siebie ludzi. Jeżeli naprawdę nam zależy na drugiej osobie, to nawet mimo bezgranicznego zaufania(którego nie polecam), zawsze będą pojawiać się obawy co tak naprawdę robi nasza lepsza połówka...No chyba, że ktoś jest w stanie zaakceptować zasadę "czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal".
Co do własnego życia, to zgodzę się, że należy je mieć i rozwijać swoje zainteresowania, oraz dbać o kontakty z własnymi znajomymi( o ile są tego warci), ponieważ w przypadku zakończenia związku kobietka nie zabierze nam wszystkiego łącznie z godnością i jajami, a jedynie miłe chwile spędzone z nią i opcjonalnie kota, którego kupiliście i razem faszerowaliście whiskasem.