Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Jak toksyczna relacja może zniszczyć. Przestroga.

19 posts / 0 new
Ostatni
Krzysiek_zbl
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 89
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2019-02-13
Punkty pomocy: 293
Jak toksyczna relacja może zniszczyć. Przestroga.

Witam Drodzy Panowie.
Mój wpis będzie swego rodzaju spowiedzią, lecz przede wszystkim chciałbym, aby był on przestrogą dla wszystkich, którzy tkwią w toksycznych relacjach, a nie wykończyły ich jeszcze psychicznie. Bądź też dla tych którzy mimo przeczytania mojej "spowiedzi" będą mieli wątpliwą przyjemność w niej tkwić.
Ostrzegałem.
Również bardzo chciałbym, aby wypowiedziały się osoby, które mają za sobą taką relacje (o zgrozo, albo więcej niż jedną), aby uzupełnić wątek.
Każda relacja jest inna, lecz w większości przypadków mają coś ze sobą wspólnego.
Osobom, które nigdy nie doświadczyły toksycznej relacji chciałbym pogratulować. Niezależnie, czy jest to dziełem przypadku (trafienie na odpowiedniego partnera) czy też świadomym wyborem i odcięciem się w miarę szybko.
Zazdroszczę wam.

Dobrze, więc zaczynajmy.
Na wstępie chciałbym się przedstawić.
Nazywam się Krzysiek, mam lat 18. Chodzę do trzeciej klasy szkoły średniej.
Od najmłodszych lat cierpiałem na nadwagę. Podchodziło to nawet pod otyłość stopnia pierwszego.
Średnio byłem lubiany przez rówieśników, przez to trochę zamykałem się w domu i bardzo dużo grałem na komputerze (nie żeby ten układ mi nie odpowiadał. Uwielbiałem grać).
Podstawówkę skończyłem z bardzo słabymi stopniami.
Pamiętam, że z historii z której za niedługo piszę rozszerzoną
maturę miałem dwójkę (o zgrozo haha).
Średnio mi zależało na czymkolwiek. Po szkole jakiś komputer, do nocy i sumie we wszystko miałem wywalone.
Nauka była dla mnie słowem obcym i często symulowałem choroby, byle tylko nie iść do szkoły i grać cały dzień.
Mama regularnie musiała zostawać na wywiadówkach dłużej.
Generalnie nie byłem materiałem na nic wartościowego.
Pamiętam jak mając korki z matematyki w szóstej klasie nauczyciel powiedział, że jak pójdę do tego gimnazjum, to zginę i generalnie że jak skończę szkołę to będzie dobrze.
Coś we mnie wtedy pękło. Poczułem, że to tak nie może być.
NIKT nie będzie mi mówić, że skończę jako degenerat. NIKT.
Jednak, i tak to miałem to gdzieś. Wiedziałem, że jak będę chcieć to się nauczę. Aktualnie ważniejszy był minecraft i nowy ekwipunek.

Przyszedł czas wyników egzaminów szóstoklasisty.
Wynik tragiczny 14/40 punktów.
Gimnazjum rejonowe.
Szamrane typki tam trafiały.
Pamiętam, jak przyszedłem na rozpoczęcie.
Grubiutki, w niebieskiej kurteczce.
Czułem wtedy, że mam "świeżą kartę"
Dobrze zacząłem, dostawałem jakieś czwórki, trójki. Nawet wpadały jakieś piątki.
Fajerwerków nie było. Pierwsza klasa skończona z jakąś średnią 3,5. Nic wielkiego, ale jak wtedy na mnie to mimo wszystko było to "coś"
W drugim roku nie wydarzyło się nic szczególnego.
Trzecia klasa, to jednak przełom.
Ukierunkowałem się na Wos i Historię.
Szło mi bardzo dobrze z tych przedmiotów. Zamarzyła mi się kariera prawnika, jednak to był (i w sumie dalej jest) świadomy wybór. Nie podparty amerykańskimi filmami, tylko tym, że to naprawdę lubiłem.
Egzamin gimnazjalny, to prawdziwe przeciwieństwo egzaminu sprzed trzech lat.
Wyniki plus oceny pozwoliły dostać mi się do najlepszego liceum w mieście. Byłem w siódmym niebie. Czułem, że jakoś tak się zmieniłem.
Zacząłem nawet czytać książki.
Jednak to nie jedyna moja przemiana w tamtym roku. Rozpocząłem również odchudzanie. NIKT we mnie nie wierzył. Nawet moja mama, która mnie bardzo kocha.
Zrzuciłem 25 kilogramów w pół roku.

LICEUM (krótko streszczę, ponieważ muszę przejść w końcu do głównego wątku, czyli toksycznej miłości)
Na początku liceum pierwsza dziewczyna mną się zainteresowała.
Jezus, jaki ja byłem zaskoczony. Pamiętam, jak napisała do mnie i zaproponowała kawę, czy zaprowadziła mnie do sekretariatu za rekę.
Myślałem sobie (ale jak to mną, tym Krzysiem?) W głowie dalej funkcjonowałem jako gruba osoba.
Poszedłem na pierwszą randkę w pierwszej liceum. Właśnie z tą dziewczyną.
Przez mój brak zdecydowania i generalnie, przez szereg różnych rzeczy nam nie wyszło (to ta dziewczyna, co opisałem ją tutaj dwa lata temu)
Wiem, że byłem bardzo bierny ale to dlatego, bo miała wtedy chłopaka.
Pamiętam, jak chciałem mu dorównać i zacząłem ćwiczyć na siłowni (on już trochę ćwiczył) och cholera!
Nawet trenera sobie załatwiłem. Ostro ćwiczyłem. Czułem się świetnie. Trener stał się moim kumplem.
Żyłem nadzieją, że ona jakoś się mną zainteresuje.
Nic z tego nie wyszło. Choć w sumie już mi nawet nie zależało.
No ale na siłowni zostałem. Bardzo to lubiłem. Czułem się tak fajnie.
Druga klasa Liceum, to dalszy rozwój. Dużo nauki, mało czasu wolnego. Pierwsze imprezki...
A może bardziej powinienem powiedzieć ciąg imprezowy.
Od stycznia, do grudnia (dnia dzisiejszego) opuściłem może z 4 piątki. Jak nie mniej.
W szkole wyniki przyzwoite. W klubach poznawałem kobiety. Nic na dłużej. Jakieś szybkie całowania. Źle się z tym czułem. Brałem numery, ale to były kobiety nastawione tylko na zabawę i po imprezie nawet nie chciały mnie znać. Ja chciałem poznać kogoś na dłużej. Uczyłem się relacji z kobietami.
W okolicach kwietnia poznałem Martynę.
Rok starsza, piękna dziewczyna. Nie pocałowałem jej na imprezie, bo bałem się, że będzie jej później głupio i się nie spotkamy po imprezie. A naprawdę po rozmowie jak i całokształcie mega mi się spodobała.
Mieliśmy się spotkać, ale ona miała maturę i jakoś nam nie wyszło...
Odpuściłem. Myślałem sobie "szkoda, fajna była. No cóż takie życie"
W czerwcu spotkałem ją drugi raz. Była z koleżanką. Koleżankę bardzo polubiłem. Z Martyną znów było super. Przetańczyliśmy cała imprezę.
Cholera! Jaki ja byłem szczęśliwy. Znów mieliśmy się ugadać, ale coś nam nie wychodziło. Bo ja wyjazd, ona wyjazd i tak dalej. Odpuściłem, ale czasem pisałem z jej koleżanką bo ją polubiłem.
Mówiłem, że Martyna to super dziewczyna, ale jakoś ona chyba jest na nie. Ona mówiła "Coś ty Krzysiek!! Nie jest to prawda"
Umówiliśmy się w lipcu.
I od tego czasu spotykamy się regularnie.
Zawsze było super. Od drugiego spotkania pocałunki i tak dalej.
Było super. Jakoś na 7 spotkaniu ustaliliśmy się, że spotykamy się tylko ze sobą.
Bywał czas, że dłużej się nie odzywaliśmy do siebie i bywało gorzej, jednak zawsze ona była w moim życiu.
Oboje inwestowaliśmy w tą relacje.
Formalnie nie byliśmy w związku, jednak było fajnie.
Ona odwoziła mnie do domu, dokładała się do spotkań. Była super!
We wrześniu przyszedł kryzys. Powiedziała mi, że nie może się ze mną spotykać, bo jej brakowało mojej obecności. Na spotkaniach super, ale potem znikałem (rzadko się kontaktowaliśmy między spotkaniami)
Skończyliśmy ze sobą, ale podczas powrotu jak ją odprowadzałem ciągle się całowaliśmy.
Było cudownie.
Jednak koniec to koniec. Powiedziałem sobie "Tak musi być"
Choć przyznam szczerze, że bardzo to przeżywałem.
Pamiętacie, jak na początku pisałem, że od małego miałem wszystko w dupie?
To półprawda. Miałem wszystko w dupie od małego, tylko nie... Martynę.
Powoli się odkopywałem z mułu.
Trochę zacząłem zawalać szkołę, stopnie się pogorszyły, ale bez tragedii.
Wspólna koleżanka trzy tygodnie po naszym "końcu" zrobiła imprezkę. Pytała się, czy mielibyśmy coś przeciwko swojej obecności. Nie mieliśmy nic przeciwko, bo nigdy się nie pokłóciliśmy.
Byłem Ja, Martyna i X (to nasza przyjaciółka)
Niestety...
Na imprezie doszło do czułości. Ze względu na obecność przyjaciółki skończyło się na pocałunkach ( w ukryciu) i podobnym.
Zaczeliśmy się znów spotykać.
Jednak Martyna przed tym powiedziała mi o dwóch chłopakach.
O swoim przyjacielu, z którym się pocałowała jak mieliśmy wyłączność i o gościu z którym się spotkała kilka razy, ale to już po naszym "zerwaniu"
Wybaczyłem.

Później znów trzy tygodnie sielanki.
Dla kontrastu- spotkanie na którym mi oznajmiła, że nie potrafi się zakochać. Czuje, że byłaby ze mną bardzo szczęśliwa, ale ona nie potrafi. W dalszej części spotkania znów się całowaliśmy i było fantastycznie.
Całkowicie się poddałem. Wtenczas psychicznie byłem już wrakiem. Pomimo tego, że zazwyczaj byłem silny psychicznie tutaj wysiadałem.
Nie uczyłem się do szkoły. Nie mogłem o niczym myśleć.
Wiedziałem, że to nie koniec naszej historii, bo... zgodziła się dwa tygodnie przed tym, żeby iść ze mną na studniówkę!
Po półtorej tygodnia braku kontaktu napisałem do niej, czy na pewno idzie ze mną na studniówkę bo podaje preferencje żywieniowe partnerki.
Zgodziła się bez problemu (co do cholery?)
Zaproponowałem ćwiczenie poloneza. Zaprosiła mnie do siebie, żeby "poćwiczyć".
Żadnych prób poloneza nie było. Po około 10 minutach rzuciliśmy się na siebie i zaczęliśmy się całować. Był peeting.
Powiedziała "brakowało mi ciebie"
Przez te półtorej tygodnia spotkała się z jakimś gościem, ale nic do niego nie czuła.
Jestem jedynym chłopakiem z którym tak długo ma relację. Zazwyczaj uciekała do 5 spotkań.
Spotkaliśmy się teraz w sobotę. Super spędzony czas, sama znów łapała za rękę, całowała. Sielanka.
Nawet żartowała i mówiła Martyna (moje nazwisko) haha .
Pytała się, czy ma zacząć brać tabletki antykoncepcyjne, czy będziemy się inaczej zabezpieczać (rozmawiamy o seksie, ma ochotę na to)
Wieczorem pisała, żebym wpadł w przyszłym tygodniu. Była pijana.
Potem poszła z X na imprezę.
Dziś wieczorem napisała o to, żebym wysłał jej nasze wspólne zdjęcia. Ugadaliśmy się na jutro.
Dziś od X dowiedziałem się, że Martyna ma Tindera.
Dowiedziałem się przypadkiem, bo Martyna sparowała się z kandydatem na partnera X
Testowała go poprzez pisanie sprośnych wiadomości.
Aha, no i spędzamy w czwórkę sylwestra (Ja,Martyna,X, "Luby" X)
Zapowiada się zajebiście. Gościu będzie mieć ochotę na dziewczynę, która przyjdzie ze mną.

Ja X powiedziałem, że mam jedną dziewczynę z którą się spotykam (od niedawna)
Zapytałem się, co ona o tym myśli. Co powinienem zrobić, bo lecę w sumie na dwa fronty. Choć z Martyną nie mamy ustalonych żadnych zasad. Bo nie jesteśmy razem ani nic (no ale za rączkę, to już łapie, całuje i tak dalej...)
Powiedziała, żebym Martynę traktował jako przyjemność.
Chyba dosadnie daje mi do zrozumienia, że ta dziewczyna traktuje mnie tylko i wyłącznie jako partnera do seksu.
Aktualnie jestem na huśtwace emocjonalnej.
Mój stan uzależniony jest od Martyny.
Od chłopaka atrakcyjnego dla kobiet, cieszącego się życiem, mającym plany stałem się... wrakiem.
Wrakiem, który poprzez miłość stracił siebie i wielce prawdopodobne, że zawali maturę. Oczywiście ją zda, jednak będzie to na słabym poziomie.
Przyznaję przed wami, a przede wszystkim przed samym sobą, że stałem się wrakiem. Nie jestem tym samym człowiekiem, co na przykład w maju czy czerwcu. Nie cieszę już się tak życiem.
Los trafił w mój najsłabszy punkt-zakochanie.
Nic mnie tak nie porusza. Mój stan emocjonalny jest uzależniony od niej.
Jutro mam kolejne testy w szkole, na które się nie przygotowałem. Jest późno, a ja piszę tą wiadomość. Jednak tutaj siebie usprawiedliwiam. Chce, aby inni mogli w przyszłości uniknąć tego, co ja przeżywam.
Najgorsze jest to, że mamy zupełnie różne cele w życiu. Brak wspólnych zainteresowań (oh sorry dowiedziałem się że lubimy podobny sposób uprawiania seksu), a ja skoczyłbym za nią w ogień.
Taka moja spowiedź.

Przejdźmy teraz do puenty.
Otóż drogie Panie. Chciałem wam zaprezentować skutki tkwienia w toksycznych relacjach.
Pomyślcie, czy dla kilku dobrych chwil chcecie poświęcać to co budujecie przez długi czas.
Budujecie siebie. Jeżeli jeszcze was toksyczna miłość nie wykończyła psychicznie, a macie jakieś przesłanki, że tak może być to skończcie to. Popatrzcie na siebie.
Ja niestety tego nie kończę, bo ślepo wierzę. Wierzę w to, że jeżeli jutro miło spędzimy wieczór (w planach pierwszy "stosunek") to może coś się zmieni. Jednak gdybym miał możliwość nacisnąć przycisk, który usunąłby z mojego życia tą piękną brunetkę to bardzo chętnie bym go nacisnął.
Jednak pierwszy raz w życiu brakuje mi… jaj, żeby to zakończyć.
I tak się bujam na huśtawce emocjonalnej. Zupełnie zniszczony, wyjałowiony. Oczywiście jak się z nią zakładam moją ukochaną maskę-maskę silnego chłopaka. Nabiera się na tą maskę, choć może to moje pozory.

Tekst pisany kilka godzin, z przerwami na przemyślenia.
Jeżeli choć jedna osoba wyciągnie cokolwiek z mojego wyznania będę bardzo szczęśliwy. Sprawi mi to wielką przyjemność.

Tak samo jak dziś. Napisała, ze jest chora i w sumie nie wie czy to dobry pomysł żebym wpadł. Powiedziałem, ze ok. Nie ma sprawy, zdrowie ważniejsze.
Po czym dostałem wiadomość, ze „pewnie byłoby mi świetnie po twojej wizycie, ale lepiej nie bo się jeszcze rozchorujesz”

Odnośnie zasad atrakcyjności i tak dalej.
Znam je, w miarę stosuje. Jednak jestem młodym źrebakiem, nie zawsze to wychodzi. Choć nigdy nie zachowywałem się jak pizda.

SiuX
Portret użytkownika SiuX
Nieobecny
Zasłużony
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 29
Miejscowość: Cieszyn

Dołączył: 2017-09-11
Punkty pomocy: 575

Wrzuć to jako blog, a nie temat na forum. Jeżeli nie masz wystarczająco punktów na to, aby umieścić bloga, to napisz jakiś komentarz poniżej i Ci zaplusujemy Smile

Krzysiek_zbl
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 89
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2019-02-13
Punkty pomocy: 293

Super, dzięki za wsparcie Panowie.
Pisze komentarz Smile i próbuje wrzucić to jako blog.

MrG
Portret użytkownika MrG
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 32
Miejscowość: Polska

Dołączył: 2019-01-11
Punkty pomocy: 668

Nie chce cie martwić ale to nie jest toxyczny związek. Nie mialbys zadnych problemow jakbys ją przeleciał, ale widać ze boisz sie to zrobić.
Przespij sie z nią to sie sytuacja poprawi

SiuX
Portret użytkownika SiuX
Nieobecny
Zasłużony
Wtajemniczony
Płeć: mężczyzna
Wiek: 29
Miejscowość: Cieszyn

Dołączył: 2017-09-11
Punkty pomocy: 575

Po przeczytaniu mogę powiedzieć Ci, że to nie jest toksyczna relacja. Gdybym Ci napisał jak wygląda prawdziwa toksyczna relacja, to prawdopodobnie spadłbyś z krzesła. To co ty opisałeś to wynik twojego niezdecydowania i zbyt wielkich oczekiwań.

Są trzy opcje:
- prześpisz się z nią i ona faktycznie zacznie za Tobą latać,
- prześpisz się z nią i nadal będzie traktowała Cię luźno,
- olejesz ją i znajdziesz jakąś ciekawszą kobietę.

Tak czy siak dopiero zobaczysz co to toksyczna relacja. Po tym jak piszesz (o swoich emocjach) mogę śmiało stwierdzić, że po tym seksie Martyna będzie miała Cię w garści i dopiero wtedy zrozumiesz czym jest toksyk. Zbyt wiele oczekujesz od tej relacji, a ona to najwidoczniej widzi Smile

Rozrywkowy
Portret użytkownika Rozrywkowy
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 29
Miejscowość: Katowice

Dołączył: 2017-02-07
Punkty pomocy: 460

Nie doczytałem do końca ale kojarzy mi się bardzo podobny temat. Ta studniówka, peeting, trzymanie za rączkę. Nie pisałeś podobnego tematy z innego konta?

Pomijając to nie jest toksyczna relacja. Nie zabrałeś się za nią i siedzisz zabujany po uszy. Toksyk to sobie sam stworzysz takim podejściem. Pozwalasz działać emocjom i to cie gubi. Co to dopiero będzie jak w końcu ci się uda z nią przespać... Ochłoń człowieku i się ogarnij bo robisz sobie tylko krzywdę. Idealizujesz ja i wkrecasz się bo nazwała się twoim nazwiskiem. Bo chciała wspólne fotki itd. Lapiesz się na takich pierdołach. Powinieneś działać z nią konkretnie i patrzeć na jej czyny a nie słowa i nie wkręcać się jak dziecko. Z takim podejściem źle to widzę.

_____________________________________

''Człowiek może powiedzieć Ci miliony pięknych słów, ale kiedy patrzysz na jego zachowanie, dostajesz wszystkie odpowiedzi.''

Nie ścigaj kogoś kto nie chce być złapany.

Matty
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: -
Miejscowość: Ostrołęka

Dołączył: 2018-01-14
Punkty pomocy: 17

Niee, Rozrywkowy to nie ja Tongue
Ja pisze tylko z tego konta.

scripo
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 24
Miejscowość: Częstochowa

Dołączył: 2011-03-28
Punkty pomocy: 140

Toksyczna relacje sam sobie wbiles w banke. Jesteś niezdecydowany i nie masz odwagi podejmować decyzji. Laska z tego korzysta bo ma Cię na zawołanie. Jeśli widzisz, że nic Ci to nie daje i tylko ciągnie cię na dno to dla własnego dobra miej odwagę powiedzieć jej "koniec. Bywaj". Masz 18 lat, całe życie przed Tobą i jeszcze masa ddo przeżycia. Ogarnij dupe i zajmij się sobą i nauka. Kończysz szkole, jeśli chcesz iść na studia to myśl o tym.

Krzysiek_zbl
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 89
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2019-02-13
Punkty pomocy: 293

Dziękuje, za pozytywny odzew.
Wstawię to jako blog, lecz pod wieczór ponieważ dziś do niej idę.
Chciałbym jeszcze to zaaktualizować o to co się wydarzy.
Zgodnie z tym co piszecie będę dążyc do seksu.
Czy wyjdzie? Zobaczymy.

MrG
Portret użytkownika MrG
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 32
Miejscowość: Polska

Dołączył: 2019-01-11
Punkty pomocy: 668

Stary prosze cie...
Nie idziesz dążyc do sexu.
IDZIESZ JĄ PRZELECIEĆ

Krzysiek_zbl
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 89
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2019-02-13
Punkty pomocy: 293

Widzę, ze stary lis mówi jak jest.
Dziś rano w ogóle mówiła, ze niby chora jest, ze nie chce mnie zarazić.
Przełamałem ten opór, bo chciała odwołać dla „mojego zdrowia”

Dlatego napisałem, ze „Dążyć” bo brat będzie w pokoju obok, a ona trochę strachliwa. A w sumie w dupie mam tego brata.
Dzięki za otwarcie oczu.

MrG
Portret użytkownika MrG
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 32
Miejscowość: Polska

Dołączył: 2019-01-11
Punkty pomocy: 668

Nie to ze stary lis bo na koncie mam żenująco mało, ale ostatnio zacząłem nadrabiac zaległości. Miałem sporo spieprzonych fajnych akcji głównie przez moje nastawienie, które widze także u ciebie.
Nawet któraś koleżanka ci mowiła żebyś traktował ją jak przyjemność. Doskonała rada. Traktuj ją jak osobę która ma ci dostarczać przyjemności i nie rozkminiaj za dużo. Na bank jest chętna ale i tak będzie stawiała jakiś opór. Pierdol to i do boju.
3mam za ciebie kciuki

Krzysiek_zbl
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 89
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2019-02-13
Punkty pomocy: 293

Dzięki bardzo!

Rozrywkowy
Portret użytkownika Rozrywkowy
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 29
Miejscowość: Katowice

Dołączył: 2017-02-07
Punkty pomocy: 460

Dobra sherlockiem nie jestem ale coś czułem że tu coś śmierdzi. Nie myliłem się.

To cytat z tematu '' jak ja porządnie rozkochac'' niejakiego Matty

Po półtorej tygodnia napisałem do niej, ze muszę mieć pewność czy idzie ze mną, bo podaje preferencje żywieniowe partnerki.
Powiedziała, ze pójdzie tak jak rozmawialiśmy.
Umówiliśmy się na „próby poloneza” do niej do domu.
Jak nie ciężko się domyślić żadnych prób tam nie było.
Praktycznie po 15 minutach było już intymnie.

Dużo całowania, peeting (tylko peeting, bo bała się ze brat wbije do pokoju)
Ewidentnie ją spełniłem, bo po palcówce chodziła cała szczęśliwa i generalnie mówiła ze jestem dobry w te klocki (broń Boże się tym nie podniecam, ale tylko mówię jak było)
Jak leżeliśmy przytuleni, to powiedziała ze brakowało jej mnie.

Później jak rozmawialiśmy przez telefon powiedziała mi, ze przez ten czas jak zakończyliśmy znajomość (półtorej tygodnia)
Spotykała się z jakimś gościem, ale ona nie potrafi się zakochać i nic z tego nie wynikło. Poznala go na hallowen,( a zakończyliśmy spotykanie w połowie listopada) czyżby tylko tkwiła ze mną?

Wiem, że tylko ze mną ma tak długa znajomość.’
Zazwyczaj „uciekała po 5 spotkaniach, jak robiło się poważnie”
My spotykamy się (z przerwami) od lipca.

Wcześniejszy temat Mattyego to '' wypady dziewczyny na imprezę'' tam posluguje się imieniem Martyna.

W tym temacie wspomina o jej bracie czyli kurwa te tematy są o tej samej osobie i ktoś tu robi w chuja! Wiedziałem że coś tu nie gra.
I tych podobieństw jest znacznie więcej aż nie chce mi się tego wypisywać. Dziwne zbiegu okoliczności no.

Żenada.

_____________________________________

''Człowiek może powiedzieć Ci miliony pięknych słów, ale kiedy patrzysz na jego zachowanie, dostajesz wszystkie odpowiedzi.''

Nie ścigaj kogoś kto nie chce być złapany.

Pckr
Portret użytkownika Pckr
Nieobecny
Ogarnięty
Płeć: mężczyzna
Wiek: '97
Miejscowość: 3miasto

Dołączył: 2019-06-01
Punkty pomocy: 910

Plusik że Ci się chciało prowadzić to śledztwo Laughing out loud


~Mówi się że Twoje hobby to kobiety, dziewczyny i panienki.
~I małolaty, nie zapominaj!

dodek3
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 40
Miejscowość: Chudów

Dołączył: 2018-12-20
Punkty pomocy: 287

Podstawa.
1 Związek + seks = ok
2 Seks - związek = ok
3 Związek - seks = error

Wydrukuj i powieś na ścianie.

Nie potrafi się zakochać bo jej jeszcze nikt porządnie nie przeleciał.

W tym jest cały ambaras, żeby dwoje chciało na raz.

Poolek
Nieobecny
Wiek: 28
Miejscowość: UK

Dołączył: 2017-07-02
Punkty pomocy: 113

Bylem w toksycznych zwiazkach i to nie jest toksyczny zwiazek. Nie uprawialiscie seksu dlatego ta relacja tak zjebanie wyglada. Wez sie za siebie i stan sie facetem, myslisz ze jakakolwiek laska chce goscia co nie wie jak ja dobrze urobic? Gwarantuje ci ze niedlugo sie zakocha, zgadnij dlaczego.

xxx23452
Portret użytkownika xxx23452
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 27
Miejscowość: Pomorskie

Dołączył: 2012-05-18
Punkty pomocy: 664

Przecież to można ująć w 5 słowach: Młody jesteś, świat stoi otworem.

Rozumiem jakbyś miał 35 lat, i był po rozwodzie. To bym wtedy mógł uznać za toksyczną relację.

Ale kto z nas w szkole nie przeżywał jakichś "własnych wyimaginowanych" miłości toksycznych? Ja pamiętam jak mnie w gimnazjum dziewczyna odrzuciła to mi się świat zawalił i żyć mi się nie chciało. Teraz jak na nią patrzę to się cieszę, że tak wyszło, haha.

Patrz w przyszłość.

"Jeśli nie chcesz być najlepszy to nawet nie zaczynaj"

Krzysiek_zbl
Nieobecny
Płeć: mężczyzna
Wiek: 89
Miejscowość: Warszawa

Dołączył: 2019-02-13
Punkty pomocy: 293

Cześć!
Jestem po wczorajszym spotkaniu.
Zgodnie z tym co mi zalecaliście - przeleciałem ją.
Na początku był opór, bo ciągle się dopytywała o dziewczynę z którą wie, że się spotykam.
Nie miałem problemów, żeby jej trochę opowiedzieć bo sama swego czasu powiedziała "możemy spotykać się z kim chcemy"
Wczoraj wykorzystywałem te słowa przeciw niej.
Takie gadanie, że jestem dla niej oschły "czuje, że mnie traci" "docenia się coś, jak się to straci"
Ona nie chce być tą trzecią.

Powiedziała, że możemy mieć układ.
Suchy seks, bez żadnych pocałunków, trzymania za rękę na spotkaniach i zachowywania jak "para" bo ona nie chce cierpieć (zakochać się)

Ja jej powiedziałem, że jak będę chcieć to ją złapię za rękę albo pocałuje. Będę robić to co chce. Na co od razu pytanie "ale to po co ja ci jestem, jak masz Zosię"

Myślę, że zaczęła tracić grunt pod nogami. Dziękuje za świetną poradę odnośnie seksu.
Gdybym nie napisał tego postu pewnie dalej siedziałbym w bagnie.
Staram się tak nie angażować emocjonalnie, zgodnie z waszymi poradami.
Dzięki !