Siema, jak widać po moim profilu, nie jestem osobą często zakładającą tematy, średnio wychodzi jeden na rok, a więc jest to coś dla mnie ważnego...
Otóż jestem w dość kłopotliwej dla mnie sytuacji życiowej, w którą sam się wpakowałem- celowo- i nie potrafię się ogarnąć. Jestem za granica, w mieście i kraju, o którym wielu marzy i spędzę tu jeszcze kilka miesięcy, jednak ni chuja nie potrafię z tego czerpać przyjemności i się tu odnaleźć. Po kolei, w kurwe ciężko tu ze znalezieniem pokoju na wynajem, tak więc od półtora miesiąca śpię po hostelach i u znajomej, z kasą różnie, jednak jeśli za tydzień czegoś nie znajdę to znowu ląduje w hostelu. Generalnie powinienem studiować, ale nie muszę się za bardzo przejmować uczelnią. Chcę znaleźć pracę krótkoterminowo, ale nie będzie to łatwe, bo nie znam języka. To taki krótki szkic mojej sytuacji, nie wdając się zbytnio w szczegóły.
W czym tkwi problem? Pojechałem tu, bo od 20- kilku lat usługiwała mi mamusia i chciałem się uniezależnić, zrobiłem to z wielkim impetem, bo jestem sam, za granicą (drugi raz w życiu), w kraju z językiem którego nie znam i inną kulturą. No i wynikiem tego pogubienia jest to, że nie potrafię się ogarnąć i zacząć normalnie żyć, prawie w ogóle nie wychodzę z domu, jeśli to robię to z konieczności czyt. na zakupy i od święta do święta na uczelnię. Poza tym imprezy w weekend. No ale kolejny problem jest taki, że nikogo tu nie znam. Ciągle sam się szlajam, lubię swoje towarzycho, ale bez przesady heh. Problem dla mnie jest taki, że z ludźmi z uczelni nie pogadam, bo mój angielski to taki b1, więc się dogadam, ale nie ma mowy o dłuższych, wyluzowanych rozmowach czy jakichś żartach. Z resztą też przyjechałem tu za późno i wiele osób się już poznało, było po integracjach, grupki się porobiły. No a swoją droga jakoś sztywni oni są, prawie nikt z nikim nie gada, nie organizują wspólnych wypadów na forum, każdy po zajęciach się rozchodzi w swoją stronę, zagadywałem kilka razy do różnych grupek ale bez szału. Generalnie, jak ktoś mówi takim angielskim jak ja to dla mnie jest to spoko taka gadka, dużo śmiechu. Gorzej jest z tymi, co mają perfekt język, albo są nativami, jacyś sztywni chyba są, bo nie widze w nich wyrozumienia dla pytania po raz dziesiąty "co?"- bo ich zwyczajnie nie rozumiem. Z miejscowymi też się nie dogadam (przynajmniej z wieloma), bo nie mówią po angielsku, a w klubach panują tu zupełnie inne reguły, nie ma takiej kultury podrywu na parkiecie jak u nas. Staram się poznawać jakichś Polaków, ale wiecie, jest ich mało, a nie z każdym chce się spędzać czas, w dodatku niektórzy z nich traktują innych Polaków jak gówno. Nie ma wiele Polek za granicą, dla których atrakcyjny będzie Polak 
Generalnie to chciałbym, żeby czas spędzony tutaj nie poszedł na marne, nie chcę kurwa przesiedzieć kilku miesięcy- w miejscu, o którym wiele osób marzy- w domu, nic nie robiąc. Jest chujowo, ale już stabilnie (nie łatwo się ogarnąć po kilkumiesięcznej serii porażek), jednak wolałbym, żeby było zajebiście i chcę zacząć czerpać z tego wyjazdu coś więcej. Ciężko mi się ogarnąć, bo nie ma niczego co by trzymało jakoś mój dzień w ryzach, swoich pasji z różnych powodów nie jestem w stanie tu wykonywać.
Liczę na jakieś rady życiowe, może doświadczenia podróżników, osób starszych, może i trochę motywacji. Pozdro 
cześć. Nie wiem ile już tam siedzisz, ale jeśli np. od początku października, to myślę że się zaaklimatyzujesz. Jeśli nie miałes problemów z jakimś zawieraniem znajomości w Pl, to tym bardziej.
Blokada językowa jest bardzo normalna, ale też człowiek, który zostanie rzucony na głęboką wodę szybko się przystosowuje.
Pamiętam, jak pierwszy raz poleciałam do Paryża przed 16 urodzinami. SAMA. mój angielski był bardzo słaby. Ludzi coś tam trzy po trzy rozumiałam, ale z już np. z powiedzeniem czegoś było mega słabo. Byłam tam półtora miesiąca i już pod koniec zaczynałam normalnie funkcjonować społecznie (myślę, że u ciebie to nastąpi szybciej - ja byłam prawie dzieckiem). Jak wróciłam tam po mieciącu, to już w drugim tygodniu normalnie zawierałam przyjaźnie itd. Z czasem było coraz lepiej, a każdy kolejny wylot świetnie wspominam.
Skoro jesteś studentem to nie możesz zamieszkać w akademiku swojej uczelni? Czy takowy po prostu nie istnieje?
Ja często jeżdżę do innych krajów (nawet w tym momencie jestem poza Polską:)) i zawsze pierwszą rzeczą jaką robię jest upewnienie się, że gdy przyjadę to będę miał gdzie mieszkać. Czy Ty zaś pojechałeś w ciemno? Zacząłeś szukać lokum dopiero na miejscu?
Jeśli chodzi o język to praktykuj jak najwięcej, bez przejmowania się ograniczoną jego znajomością. Moim współlokatorem jest obecnie Turek, który sam przyznaje, że zna angielski słabo. Ja uważam jednak, że mówi nieźle:) Trzeba przyznać, że zrobił zauważalny postęp w ciągu zaledwie 3 tygodni. Nie dostrzegłem, aby wstydził on się, że mówi gorzej niż ja czy inni. Na podstawie jego obserwacji twierdzę, że jeżeli przyznajesz się, że znasz język nienajlepiej i chcesz go poprawić to inni będą Cię wspierać:)
PS Jaki kraj?
Akademiki tutaj to koszt 800-1000 Euro, poważnie


Pojechałem w pewnym sensie w ciemno, ale okazuje się, że jest to jedno z niewielu miast na świecie gdzie po prostu brakuje mieszkań na wynajem, na jeden pokój jest z 10 chętnych, kto miał to niby wiedzieć
Hiszpania
Twoje miasto jest zatem nieźle oblężone. O Hiszpanii to ja wiem, że np. w Alicante to o mieszkanie jest łatwo. Przypuszczam że Ty jednak mieszkasz w którymś z większych miast. A ceny podane za akademik są w stosunku miesiecznym? Ja płaciłem w jednym kraju dużo mniej i narzekałem, że drogo. Widzę że mogło być gorzej:)
Teraz nie wiem co Ci poradzić, bo sam zorganizowałbym wyjazd inaczej. Przeglądasz grupy typu "szukam współlokatora" na Facebooku?
EDIT A jeszcze jeśli chodzi o język: naprawdę ludzie nie mają cierpliwości, aby Ci pomóc? Wcześniej przeskoczyłem ten fragment wzrokiem, ale teraz doczytałem. Jestem zaskoczony, zwłaszcza jak porównuję ze wspomnianym współlokatorem z Turcji, któremu każdy (w tym ja) chętnie pomaga.
Mój wyjazd od początku to katastrofa
Także organizacji nie było. FB jest spalony pod tym względem bo po 15minutach od pojawienia się ogłoszenia jest 10 chętnych, a ja zazwyczaj jestem najmniej atrakcyjny będąc facetem (laski dużo latwiej znajdą mieszkanie) bez języka.
Ale zależy o co chodzi z tą pomocą, ja sie spokojnie z ludźmi dogadam, ale chodzi o to, że wkurwia mnie jak mam iśc z angolem gdzieś pogadać to 1/3 nie rozumiem, a nie potrafie powiedzieć 2/3 tego co chcę.
Po pierwsze to ogarnij dupe, bo widze, ze Cie troche ponioslo. Fajnie zdecydowac sie na duzy krok w swoim zyciu, ale chyba dobrze by bylo byc konwekwentym jezeli juz sie chwycilo z zyciem za bary.
Co mam Ci napisac - zebys byl mężczyzna? Zebys zamiast pieprzenia o tym, ze kazdy marzy o tym by byc tam gdzie Ty, rzeczywiscie zaczął sie cieszyc tym, ze tam jestes? I nie patrzal na innych tylko wzial sie za siebie, bo na to wyglada, ze to Ty jestes w dupie, a nie inni.
Do roboty sie wez, a nie imprezki. Tak szybko zlapiesz kontakty. Mowie tu miedzy innymi o jakims dorywczym zatrudnieniu, praktykowaniu jezyka przy kazdej okazji, nawet kaleczeniu go na 100% - zauwaz jak kazdy o tym pierdoli, ze nie wazne co mowisz, ale w jaki sposob
Podryw zagranicą wyglada inaczej? Hehhe. Jezeli nie potrafisz podkreslic tego, ze jestes inny, wyjatkowy od reszty to sorry.
Robota i ogarniexie dupy. Bylem w Hiszpanii na delegacji, niezle tam jest. A Hiszpanki sa jednymi z bardziej otwartych i przebojowych kobiet na swiexie - na dzien dobry siadaja na kolanach, a jak sie im podobasz to one wyrywaja Ciebie, bo trzeba korzystax poki mozna, a nie poznawac sie pierw z rodzicami. Sam wiesz ocb. Pzdr. Kce.
Nie uciekaj od tych prefekt angielski i nativow, najlepiej jak byś z nimi przebywał dużo czasu. Nauczysz się szybko.
Skoro pojechałeś, żeby się uczyć to się ucz. Ustal sobie jakiś cel np. 20 zadań dziennie. Poszukaj w internecie stron na których możesz rozmawiać z obcokrajowcami (nie pamiętam już nazwy, tam właśnie chodzi o nauke języka), kiedyś sam trochę na takiej działałem i było nieźle.
Mi się nie chce uczyć ale muszę i jest dobrze.
Motywacja jest w całym internecie
Jak masz dużo czasu to odświeżaj cały czas stronę z ogłoszeniami i dzwoń od razu.
Nie wiem jak to tam u Ciebie wygląda, ale najlepiej gdybyś znalazł jakieś ogłoszenie w gazecie (mniejsza konkurencja) zazwyczaj takie ogłoszenia wystawiają osoby starsze więc później Cię nie wypierdolą jak jestes spokojny.
Zrób sobie codziennie spacer po mieście, może akurat trafisz na jakieś ogłoszenie.
Są tam jakieś polskie dzielnice lub coś w tym stylu? To tam leć.
Jeśli bardzo Ci zależy na mieszkaniu to szukaj tez na obrzeżach miasta (na pewno są tańsze), wydasz jakieś grosze na bilet i stracisz trochę czasu ale będziesz miał spokój.
Pierwsze banalne przykłady, ale mam nadzieję że trochę Ci to pomoże.
Odnośnie nauki języka - czegoś tu nie rozumiem... chłopak jest za granicą, ma lekkie "braki w socjalizacji" a Wy mu proponujecie wybulić kilkadziesiąt € na podręcznik, zamknąć się w pokoju i ślęczeć nad nim 1,5h dziennie... Kontaktów ten sposób nie nawiąże, a angielski podszkoli... ale tylko w teorii.
Tak "na sucho" to możesz się uczyć w domu, w Polsce, gdzie nie masz okazji do używania żywego języka. Poza tym ten sposób nauki jest po prostu nudny.
Ja na Twoim miejscu wykorzystałbym okazję przebywania za granicą i starał się uczyć jak najwięcej przez rozmowy, najlepiej z ludźmi na wyższym od Twojego poziomie. W ten sposób przełamujesz barierę językową, nabierasz płynności, rozwijasz swój wokabularz i poprawiasz gramatykę. Lepszej okazji do tego prawdopodobnie mieć nie będziesz... Do tego czytanie w celu budowania zasobu słownictwa. Do samodzielnej nauki i osłuchania się polecam też podcasty BBC, jest tego w sieci naprawdę sporo na różne tematy. Wrzucasz na telefon i słuchasz np. jadąc na uczelnię. Ja na Erasmusa też jechałem z angielskim B1, wróciłem z B2/C1.
Druga sprawa - angielski, wiadomo przydaje się, ale tam gdzie jesteś masz doskonałą okazję do nauki podstaw hiszpańskiego, który wcale nie jest trudny. Na początek naucz się kilku zdań. Po rynku mieszkań wnioskuję, że jesteś w jakimś mniejszym miasteczku, więc np. w sklepie czy na ulicy łatwiej dogadasz się po hiszpańsku niż po angielsku. No i może się przydać przy poszukiwaniu mieszkania.
to prawda, najlepiej uczyć się praktycznie
książki i pojedyncze słówka to są dobre na początku do podstaw
to jak z tą stroną, może poczytać blogi ale większość robisz sam w realnym życiu i sam podejmujesz decyzje (znaczy tak przynajmniej powinno to wyglądać)
they hate us cause they ain't us