Witam. Pierwszy post i od razu z głębokiej depresji ale śledząc to forum od jakiegoś czasu myślę, że tutaj uzyskam jakieś odpowiedzi i a nuż będzie to jakiś piorun (pozytywnie chociaż i opierdol jest dobry)...co ciekawe pisałem ze swoim problemem na forum bardziej "specjalistycznym" i...zero odpowiedzi. Problemów bez rozwiązania nie ma kurde nie.
Do rzeczy...pytanie jak w tytule tematu. Jak? Dużo już się naczytałem o rozwoju, o tym, o tamtym, psychologia, mózg bla bla bla. Wiedza teoretyczna jest. Świadomość swoich zachowań i reakcji głowy na różne sytuacje (np. strach przed wyrażeniem swojego zdania) powiększyła się mocno i aż śmieszne to jest, czego to moja głowa się boi
W skrócie, żeby nie pisać całej swojej biografii...moje "ograniczenia" to mieszanka wielu różnych sytuacji. Brak pieniędzy. Brak znajomych. Brak perspektyw i pomysłu na życie. W zasadzie wszystkiego brak. Nawet zdrowia. Odpada więc sport. Nawet kurwa lekki, tak, nawet 5 minut czasem to za dużo. Ale ale...mam podejrzenia, że to dużo z psychiką ma wspólnego, może w końcu trafię na lekarza, który to rozwiąże.
Moja wina? Ano też, mogłem to ruszyć wcześniej. Ale nie ruszyłem. Do tego dochodzi lenistwo ale szczerze? To się zaczęło samo wszystko nakręcać. Od dobrego humoru do marazmu a czasem i wkurwienia. Od motywacji do poczucia...w zasadzie też do wkurwienia.
Jako że to forum o uwodzeniu to liznę temat o kobietach...dziewczynach w zasadzie...nie ma. Odkąd zaczęły się problemy zdrowotne temat zanikł. Dokładniej pisząc...tak jak się zaczął tak się skończył. Dosłownie. Zainteresowanie widzę ale prócz "normalnego" problemu czyli lęku co mógłbym w końcu zaduszać jest wiedza, że to bezsens. Nic dalej nie zrobię, zresztą obecnie to nic nie mogę dać drugiej osobie poza pisaniem może przez internet. Piszę w dziale o rozwoju bo kobiety to jeden z aspektów, zresztą nie najważniejszy jak widzę, chciałbym siebie tu naprawić i zacząć korzystać.
Jakieś rady? Cokolwiek? Nie wiem w którą stronę ruszyć.
a jakie to masz problemy zdrowotne? na co chorujesz?
Dam Ci do myślenia
Masz 20 lat, więc tak zapytam - opuściłeś już rodzinne gniazdo? W sensie, czy Twoja edukacja dobiegła już końca, czy coś jeszcze w tym kierunku działasz? Jeśli nie, to jakie plany na przyszłość a'propos kariery? Wiesz już co chcesz robić? Czy może już gdzieś pracujesz i nie planujesz tego zmieniać? I dołączam się do pytania TYABa.
Nie, nie opuściłem m.in. przez sytuację w domu. Muszę na razie tkwić bo rodzic sam sobie nie poradzi.
Właśnie w tym też problem, że żadnych pomysłów nie mam. Szukać należałoby...no tak, ale mając 14 lat to się nie liczy z tym a reszta, czyli 6 lat to..hmm..istnienie, nie życie. Tak, tutaj moja wina, że nie ruszyłem zdrowotmych spraw od razu. Teraz jestem na kierunku, który mnie nie interesuje bo w zasadzie siostra mnie pokierowała i nie zostaje mi chyba nic innego jak skończyć to.
Problemy z sercem...odpada obecnie sport w zasadzie jakiejkolwiej postaci, do tego różne sytuacje niemiłe były w jakimkolwiek miejscu cokolwiek bym nie robił. Przestałem przez to wychodzić, upały źle znoszę, spanie na plecach odpada...paranoja. Najgorsze, że zanim zaczęło się to wszystko...normalnie godzinami biegałem za piłką i nie było absolutnie żadnych objawów, żadnych. Wszystko zaczęło się...z dnia na dzień, tak jak coś dziwnego wystąpiło znikąd tak już zostało. Obecnie łykam beta-blokery (drugi rodzaj już) + magnez i, cóż, nic nie dają, czekam na kolejną wizytę u innego lekarza, może będzie swoistym Dr. Housem.
Jest to ograniczenie bo tak jak wspominałem wyżej...świadomość wielu dziwnych lęków mam i mógłbym to zaduszać ale najczęściej odpuszczam bo nie chcę kolejnych niemiłych przygód. O odskoczni od monotonii w postaci sportu czy normalnego, nieskrępowanego wychodzenia nie wspominając.
usg serca? poziom d-dimerów?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Nie było takich badań zupełnie, jedynie osłuchanie i EKG.
E: do tego badania krwi, moczu i tarczyca - czysto
no to j.w. Do it!
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Chyba będę musiał sam poprosić bo coś wydaje mi się, że tak nie-prywatnie to prędzej zjem całą aptekę...chociaż mam małe doświadczenie z lekarzami i może po prostu na takiego trafiłem. Pytał jedynie czy miałem echo robione kiedykolwiek.
Poczytaj sobie Egorcyzmy Mateusza Grzesiaka.
Sam jestem chory i jest do dla mnie wyzwanie żeby temu skurwysyństwu się nie dać. Ostatnio jakiś użytkownik się dowiedział, że ma raka i zerwał z dziewczyną żeby jej nie narażać, więc wiesz..
Jeżeli Twoje ciało jest chore rozumiem, ale to nie pretekst żeby się poddawać czy użalać nad sobą. Jest facet bez rąk i nóg ma zajebistą żonę i kilkoro dzieci.
Lekarz czy ktokolwiek obcy nie rozwiąże za Ciebie problemów, bo ty musisz tego chcieć i DZIAŁAĆ W TYM KIERUNKU. Jeżeli to nie głęboka depresja lub jakaś poważna nerwica to sam możesz sobie pomóc zmieniając swoje podejście i kierunek myślenia ofiara/wojownik. Identyfikujesz się ze słabym kolesiem którego choroba skazała na niebyt. Pokieruj w drugą stronę, jest tylu zdrowych ludzi marnujących sobie życie, a Ci chorzy którzy mają pod górkę osiągają więcej ? Powiedz dla czego ? Mówisz o sobie
- jestem leniwy
- nie mam pomysłu na siebie
- ulegasz własnym iluzjom i lękom
- szukasz sobie wytłumaczeń
A może pora to zmienić ?
PRZESTAŃ SIĘ PRZEJMOWAĆ i tak umrzesz
więc co Ci ze zmartwień ?
Bądź takim rodzajem człowieka , że gdy Twoja stopa dotyka rano podłogi , diabeł w piekle mówi - " ooo kurwaaaa , wstał .. "
Egorcyzmy planuje przeczytać bo autora znam i zgadzam się w wielu sprawach (Alpha Human przede wszystkim).
Te nerwice całe...no, przyznam że nie mam takiej wiedzy by wyrokować ale cała rodzinka jest mocno...reaktywna na otoczenie. Siostra ostatnio też musiała sobie pomagać lekami ale ona uderzyła od innej strony - od psychiatry. Jakieś leki i objawy, jakieś duszności etc. minęły. Ja nie jestem lepszy ale już z więcej rzeczy sobie zdaję sprawę, fakt, łatwo się wkurzam wszystkim + cała ta sytuacja...gdzieś głęboko jest magma wkurwienia chociaż staram się z tym walczyć, wiem że to bezsensowne i nic mi nie daje.
E: no i co do ego to temat mocno znam, zresztą cała wiedza + praktyka medytacji pomogła w dostrzeżeniu wielu rzeczy i ogólnie większym chillu...co prawda robię to w sposób szarpany a największe efekty miałem na początku jak się wkręciłem w to...znów mój błąd bo chyba za szybko chcę widocznych efektów.
To wszystko to tylko wymówki. Nie masz pieniędzy i co? Liczysz, że ktoś ci je prześle albo, że ci rodzice dadzą? Idź do pracy. To chyba najważniejsze w twojej zmianie co możesz zrobić. Pieniądze dają szczęście i ci, którzy mówią że tak nie jest to kłamią. Dają szczęście, bo dzięki nim masz mnóstwo możliwości. Serce? Może to zwykła nerwica?
Pomogłem? Odwdzięcz się* *komukolwiek
Prawie całkiem zgadzam się z tą opinią, z tym że nie bagatelizowałbym sprawy serca. Pieniądze szczęścia nie dają, bo tak nas uczyli rodzice i w szkołach, ale brak pieniędzy nie tyle że nic nie daje ale dodatkowo bardzo dużo zabiera.
A więc najpierw: zdrowie, potem pomyśleć o karierze i finansach.
Drogi kolego - jeżeli nic złego nie wyszło Ci w badaniach to po prostu nerwica

Miałem to samo, wiem jak chujowo się czujesz, więc jak chcesz to pisz na priva. Ja sobie z tym poradziłem, było ciężko w chuj - powiem Ci szczerze, że lałem przez to łzy. Teraz moje życie się ułożyło, ćwiczę, mam piękną dziewczyną. Pisz co Ci tam konkretnie doradzę a postaram Ci się pomóc
Pozdrawiam,
Rev.
tak czytam te komentarze i jacy wszyscy bezproblemowi, jedynie tylko Guest napisał coś z sensem i TYAB zadał ważne pytanie, reszta powinna się mocno pierdolnąć w głowę, najlepiej czymś ciężkim
a Ty kolego który założył ten temat - weź się w garść i do kupy, idź do lekarza, zorientuj się co możesz a co nie, zastanów się czego chcesz a czego nie potrzebujesz, zbierz wszystkie informacje do kupy, stań przed lustrem, jebnij się mocno po pysku i krzyknij że możesz, a potem do dzieła - lekarz, leki i ciężka praca nad sobą
Jakbyś był tak miły, to napisz jeszcze jaką wagę ma mieć to coś, czym mamy się pierdolnąć? No i pozostaje kwestia przyspieszenia, czy ma być dowolne?
Pozdrawiam, ja.
nie będę miły - weź młotek i bij się nim po stopach z częstotliwością 5 uderzeń na sekundę
nie pozdrawiam, ja
A ty masz jakiś problem z samookaleczaniem, że wszystkim to doradzasz? Jebnij się, walcz bla bla same ogólniki. Rzeczywiście to da autorowi tematu pieniądze, znajomych i szczęśliwe życie bez ograniczeń. Niektórzy mu doradzają uprawianie sportu. Gość pisze, że jest bez kasy, więc równie dobrze może pocwiczyc w pracy i jeszcze dostać za to hajs. Jeżeli pójdzie do pracy to: pozna nowych ludzi, będzie mieć kasę na wyjścia do klubów itp, pozna jakąś dziewczynę, będzie czuć samodzielność i niezależność, zdobędzie doświadczenie, zmieni pracę, wyprowadzi się od rodziców. Problem rozwiązany. Jeżeli wyniki są dobre, to nie może być na tyle źle, żebyś robił z siebie niepełnosprawnego. A nawet jeżeli jest się chorym, to nie znaczy że jeszcze za życia trzeba zrezygnować z szczęśliwego życia.
Pomogłem? Odwdzięcz się* *komukolwiek
ON MA PROBLEMY ZDROWOTNE, najpierw musi zorientować się co mu dolega
GOŚĆ W ŻADNYM POŚCIE NIE PORUSZYŁ KWESTII FINANSOWEJ
o co chodzi?!
Poza tytułem przeczytaj też treść tematu.
Praca na razie odpada bo czasem i do szkoły z tego powodu nie szedłem. Zresztą, praca to jedno ale tak jak pisałem to mi utrudnia jakąkolwiek aktywność. Źle na mnie działała np. zmiana temperatury. Można niby się przemóc ale to tylko teoria...nigdy nie zemdlałem czy coś takiego ale jest to, no, nieprzyjemne i jednak człowiek stracha ma. Zaczęło się od kołatań, z czasem doszło dziwne odczucie inne...ostatnio nawet wyczaiłem, leżąc akurat spokojnie, że jakieś odczucie się pojawia jakby...z boku serca. Nie ono samo, normalny puls, rytm a jakby obok. Lekarzem nie jestem więc może i tu się mylę.
Co do podobieństw objawów jak u siostry...ona miała nieco inne, szybkie bicie, duszności etc., nie chodzi o to że mamy to samo (ona już nie ma), chciałem tu zwrócić uwagę na to, że u nas to rodzinne chyba...znaczy przejmowanie nadmierne. Gdzieś to zalega, wybuchowość do tego. Sam tak mam, ale od jakiegoś już czasu staram się to zwalczać bo widzę i wiem, że nic mi to nie da(je). Być może to przez to, zresztą wszystko się zaczęło w okresie...intensywnym dla młodego. W tym samym okresie przecież normalnie latałem za piłą.
Kwestie finansowe, potwierdzam, leżą także. W pierwszym poście o tym wspominałem.
Może to po prostu irytacja...ten temat. Wiem co najpierw powinno zostać rozwiązane - zdrowie. Wiem. Tyle, że wokół ludzie żyją a ja egzystuję. Nie mogę z niczego skorzystać. To irytuje, tym bardziej że i czas taki się zbliża gdzie powinienem sam zacząć płynąć. Zjebałem, bo to 6 lat a ja dopiero teraz za lekarza się wziąłem, wiem. Zastanawiam się jak i czy mogę coś zrobić w takiej sytuacji. Najbliższą wizytę mam w kwietniu.
Odsuwając dolegliwości zostaje gostek z takimi samymi problemami jak u większości...nieśmiałość (choć przed tymi tam dziwnymi rzeczami było, no, lepiej. Myślę, że gdyby nie to to mogłoby być nieco inaczej, choć kto wie..heh), niełatwy start + jeszcze dług na głowie (nie mój, a jakże), doczepiło się jakieś gówno zdrowotne i mamy nie wychodzenie, nie uprawianie sportu, zajomości nie ma a więc jakiegoś też wsparcia które jest wypadkową, irytacja monotonią, mieszkaniem, szkołą (bo kierunek nie interesuje mnie kompletnie), rodzicem w mieszkaniu bo ani tematów wspólnych a te z codzienności...rzygam tym, nawet drogą do niej czy meblami...idziesz spać i rano wszystko od nowa, żadnej odskoczni.
Chcę jakoś to wszystko przemóc i rozpierdolić ten bałagan co zalega mi nowe, inne ścieżki. Do tego najlepiej nauczyć się żyć z tym bo wiem, że przynajmniej w przyszłości przez to poradzę sobie na tym morzu, choćby huragan mnie otoczył...wiecie, uśmiech pomimo wszystko (+ działanie oczywiście) tyle że trudno to przychodzi...uśmiech sam spełza na drugi dzień. Zamiast akceptacji (nie mam tu na myśli olania) jest wkurwienie.
Tak jak kolega wyżej, także polecam psychologa. Najpierw zrób badania, idź do kardiologa. Jeżeli z twoim sercem będzie wszystko ok, to znaczy, że masz problem z samym sobą. Sam fakt, diagnozy może już ci pomóc. Mogę się założyć, że strach przed chorobą wzmaga jej objawy. Cały czas o tym myślisz, myśleniem powodujesz poczucie strachu, poczucie strachu sprawia, że objawy się nasilają. Gdy objawy się nasilają, twój strach wzrasta i tak w kółko. Napisz później czy jesteś zdrowy czy nie.
Pomogłem? Odwdzięcz się* *komukolwiek
Nerwice masz, ale zrób badania na wszelki wypadek.
Dam Ci do myślenia
Witam, jestem po kolejnej wizycie (tym razem u innego lekarza) i dowiedziałem się tyle, że objawy nie wskazują na żadną chorobę ale też tak lekarz nie powie od razu, że to na tle nerwowym. Mam brać dalej połówki + magnez. Postęp taki, że jestem zapisany na 24-godzinne ekg. Może akurat się "trafi"...whateva, mam też okazję skorzystać z psychologa...myślałem nad tym i nadal myślę chociaż nie wiem co mi może dać poza to, co sam o sobie wiem. Co robić teoretycznie też wiem. No zobaczę.
W jednym temacie wspominałem o swoim podejściu (w zasadzie pierwszym) i cóż, nic z tego nie wyszło (może lepiej bo nie wiem czy dalej bym chciał cokolwiek robić) ale zawsze coś + reakcja po całkiem normalna. Żadnych myśli, żadnego wspominania, ot, taka przygoda.
Nadal mam niechęć do wychodzenia, irytuje mnie jak już wyjdę aale...jakaś metoda małych kroków by się chyba przydała heh...taki stan na dzisiaj. Zobaczymy co dalej.
Jak tu wykorzystać ten wolny czas? Co dalej, gdzie dalej iść nadal nie wiem...nie umiem kompletnie określić.