Hej.
Czy macie jakieś porady/triki psychologiczne/ ćwiczenia jak w życiu mieć bardziej "wyjebane"?
Nie mam na myśli tu całkowitego podejścia do życia co ma być to będzie.
Wielokrotnie się łapie, że sam się nakręcam złymi myślami, dzielę włos na czworo w powiedzmy trywialnych problemach.
Pierwszy przykład z brzegu. Coś mi nowy służbowy samochód zaczął źle pracować. Ja już oczywiście, że to dwumasa, silnik do wymiany i chodzę w stresie cały weekend, że nowe auto "dowaliłem".
Na płaszczyźnie z kobietami tracę grunt, gdy mi zaczynam się wkręcać.
Zgaduję, że to rzutuje na to jak mnie postrzega kobieta.
Czuję, że nie mam takiej przestrzeni wolnej do zamartwień czy to praca/sikorka/życie. W ostatnim czasie trochę się nazbierało i psychicznie czuję się wykończony. Jakoś mega źle nie mam w życiu, a wiecznie widzę świat pesysmistycznie. Kiedyś miałem epizody parodniowe i przechodziło. To co kiedyś mi sprawiało radość i było swego rodzaju ucieczką od codzienności przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
dzięki za dotrwanie do końca
Siema
To w jaki sposób się ukształtowałeś nie będzie łatwe do zmiany, ale możliwe. Przeczytaj sobie kilka książek o przekonaniach i nawykach.
Na początek może być Potęga Podświadomości Murphy'ego.
Nie śpiesz się, to długi proces. Niektóre wątki trzeba przemyśleć dokładnie - czasem trwa to nawet parę tygodni. Co ciekawe nie zawsze trzeba świadomie o tym myśleć, czasem mózg wykonuje robotę 'na tyłach' i po pewnym czasie przychodzi olśnienie
Jeśli natomiast chodzi o sposoby instant, to mogę polecić: alkohol, narkotyki i psychodeliki
Natomiast bardzo NIE zalecam 
Żyj chwilą, ale myśl perspektywistycznie
Odpuść.
To tyle i aż tyle.
Odpuść potrzebę kontroli. Daj se siana z tym, na co nie masz wpływu.
Nie da się kontrolować co życie przyniesie. Jedyne co się da, to mieć na to odpowiedź.
Skup się na tym co masz do zrobienia, na tym co jutro i do czego dążysz. Pomyśl z czego możesz być dumny. Nakieruj myśli. Nasz umysł jest tępy, jak go nie pokierujesz to będzie hasał niczym teletubiś. Mam to samo, ogarniam projekty, śpieszę się, potem zamiast myśleć, co o mnie sądzą, myślę, że są zadowoleni że w ogóle robię robotę. Zwalniam.
Twoja nerwowość nikomu nie służy. Auto się rozjebie to dostaniesz inne, to nie Twoja głowa.
Zastanów się co się stało w życiu, że masz wyuczone poczucie winy. Będzie ciekawie.
PS. Zadawaj sobie różnorodne pytania i dojdziesz do podobnych wniosków. Bombarduj swoje myśli z różnych stron póki Ci wobraźni starczy.
Też mam auto służbowe i jak coś nie dyga to jadę na serwis, a fakturę kieruję na firmę, i jeszcze zadowoleni są, że sam to ogarnąłem.
A może przewrażliwiony jesteś?
PS.2 "Mieć wyjebane" to powierzchowna interpretacja zachowań. Są ludzie, którzy pomyśleli o ciągu przyczynowo skutkowum i ci śpią spokojnie. Jeślo nie zaczniesz myśleć, to nerwowy będziesz chodził do śmierci.
________________________________________________________________
Jeśli nie wiesz gdzie chcesz dojść, to dojdziesz gdzieś indziej.
Słuszne uwagi. Często się łapie nad tym paskudnym poczuciem winy za rzeczy, które powinienem mieć w dupie. To chyba trzeba ze specjalistą przepracować.
Nie nazwałbym tego przewrażliwieniem. Coś w tylu takiej uwięzi, która mnie trzyma. Miewam dni, że czuję się no fantastycznie. Naturalnie zagaduję ludzi na ulicy i bije ode mnie pozytywnyu vibe. Niestety ich jest coraz mnie ich miejsce zajmują dni, kiedy jestem jak zbity kundel.
Hmmmm
Lepiej nie mieć wyje
Tu masz cały blog na ten temat, niestety obecnie nie jest już dostępny, ale od czego jest webarchive
https://web.archive.org/web/2011...
Wiesz, nie trzeba brać wszystkiego. To jak z ludźmi. Brać w przenośni to co może się przydać, coś co jest dobre(dla danej osoby), a resztę odrzucić.
Hmmmm
Gosc majacy 16-17 lat zaczal miec wyjebane na wszystko az do skrajnosci, a raczej przestal myslec nad konsekwencjami itp nie jest to jakis dobry przyklad
Oczywiscie miej wyjebane jest zawsze radzone w kontekscie "nie przejmuj sie nadmiernie, nie mysl za duzo", a nie "przestan myslec"
A co do autora to poczytaj o autohipnozie, autosugestii na blogach. Bodajze trancer o tym pisal
Ludzie, którzy nie potrzebują innych ludzi, potrzebują innych ludzi, by im okazywać, że są ludźmi, którzy nie potrzebują innych ludzi.
Pamiętam na studiach na drugim semestrze miałem 11 z 13 przedmiotów na wrzesień do poprawy.
Bardzo mnie to stresowało, że zawiodłem sam siebie i że jednak nie będę miał wyższego.
Na tyle mnie to stresowało że nie dawałem rady się efektywnie uczyć. Przez niska motywację, stres i ogólne takie zniechęcenie.
Aż jednego dnia uznałem że nie ma co się bac, bo to w sumie nieuniknione i że nie ma szans żebym dał radę 11 przedmiotów poprawić. Tym bardziej że przez powyższy mój stan, całe wakacje w sumie nic nie robiłem.
Zaakceptowałem że się nie uda, i wtedy jak ręką odjął stres zniknął.
Samo wyczekiwanie negatywnych konsekwencji było dla mnie 100 razy gorsze, niż zaakceptowanie ich.
Jak przestawiłem mindset na tryb "stało się" z trybu "boje się tego co się stanie", to nagle łeb mi się uwolnił.
Potem uznałem że skoro porażka i tak jest nieunikniona, to uznałem że co mi szkodzi spróbować. Najgorsze co się może stać, i tak już przecież zaakceptowałem.
W konsekwencji wszystko zdałem, i zupełnym przypadkiem wypracowałem też schemat myślenia który mnie bardzo często ratował z trudnych sytuacji i pomagał radzić sobie ze stresem.
Nie wiem czy Ci się to przyda i czy to dla Ciebie zadziała.
Po prostu pogódź się z tym że baba Cię oleje i przestań się tego bać. A jak już oswoisz się z porażką i przestaniesz się jej bać, to co Ci szkodzi spróbować? I tak nie masz nic do stracenia, i możesz tylko zyskać.
Potwierdzam. Kiedyś bardzo doświadczony i ogarnięty facet dał mi dokładnie taką samą radę. Wiem, że brzmi trochę kontrowersyjnie, ale kiedy zastosuje się ją w praktyce, naprawdę przynosi ulgę i zmienia mindset.
Więc podpisuję się pod nią rękami i nogami.
A ze swojej strony polecę jeszcze książkę "Jak przestać się martwić i zacząć żyć" Dale'a Carnegie. Mi kiedyś autentycznie pomogła. Jest jakoś tak napisana, że w trakcie czytania przestawia myślenie z:
"O Boże, jestem w czarnej dupie, wszystko mnie przeraża i nic nie ma sensu, a im bardziej się staram, tym gorzej wychodzi"
na:
"A w sumie whatever, moje życie już teraz jest całkiem fajne. To prawda, że w przyszłości wszystko się może zdarzyć, i dobre, i złe rzeczy, ale mam ochotę powalczyć o to, żeby było jak najlepiej".
(to nie są cytaty z tej książki, cytuję swoje własne myśli przed i po jej przeczytaniu)
Książka "filozofia fuck it"
Masz chwilowy kryzys i tyle normalne czasem słońce czasem deszcz,,,
Ostatnio usłyszałem taką myśl:
Łatwiej powiedzieć innym "nie" jeżeli masz ważniejsze dla siebie sprawy, którym mówisz "tak".
Tak więc jeżeli będziesz miał cele ważne dla siebie i na nich się skupisz przestaniesz się przejmowac tym co wokół. Nie będziesz tracił swojego czasu i uwagi na nieistotne sprawy jeżeli będziesz zdeterminowany żeby lokować swoje zasoby w swoje cele.
Żyj dla siebie nie dla innych.