Temat czysto do dyskusji. Chciałbym poznać Wasze zdanie w tej kwestii. Otóż: Co sądzicie na temat zaprogramowania społecznego, które to wg wielu kobiet FACETOM nakazuje ciągłe starania się o nie i stałe wychodzenie z inicjatywą? Nie mówię tu o tzw. "pierwszym kroku", który wiadomo, że należy do nas, skoro jesteśmy zainteresowani niewiastą, ale o momencie, kiedy spotykacie się z kobietą już jakiś czas i łapiecie się na tym, że właściwie to Wy ciągle wychodzicie z inicjatywą spotkania, dzwonicie, żeby pogadać i właściwie jest wszystko ok, bo na spotkaniach jest zajebiście, gada się też świetnie, zawsze są tematy do rozmów, natomiast jest jedno ALE... Inicjatywa kontaktu zawsze wychodzi z naszej strony. Teraz pytanie: Czy wpływ na taki stan rzeczy ma ogólne programowanie społeczne, które głosi tym paniom, że to przecież facet ma stopniowo zdobywać kobietę, czy też panna chce po prostu grać niedostępną, zwiększając tym samym swoją wartość, czy w reszcie to my sami przyzwyczajamy ją do tego naszą "aktywnością", że to my zabiegamy o jej atencję, kontakt, spotkania? Jakie są wasze odczucia w tej kwestii? Czy macie jakieś sposoby na większe "zaangażowanie" dziewczyny, tak aby podjęła inicjatywę? Czy też zupełnie wisi Wam to, że to Wy za każdym razem składacie propozycje spotkań i, dopóki panna na nie przystaje, to wszystko jest ok.

Ja uważam że dużo dziewczyn (przede wszystkim ładnych) zostało nauczonych, (program społeczny i wielu facetów którzy zabiegają i kupują prezenty)że one są ładne i nic więcej nie muszą od siebie dawać bo faceci są wzrokowcami, chcesz to bierz nie to spierdalaj ja mogę mieć każdego. Jak zaczynasz za bardzo zabiegać i za dużo inicjować to ona myśli, że Cię owinęła w okół palca. Tak więc, na początku trzeba według mnie wychodzić z inicjatywą, do pewnego momentu (trzeba to samemu wyczuć) i przerwać wychodzić z inicjatywą . Jak się jej spodobałeś i fajnie spędzaliście czas to ona w końcu też wyjdzie z inicjatywą, chyba że to prawdziwa księżniczka bez majątku
Wg mnie "księżniczki bez majątku" to najgorszy typ dziewczyn, trzeba do nich podchodzić z dystansem albo unikać, ale zawsze warto czasem spróbować z taką bo można się miło zaskoczyć 
Never give up
W mojej opinii to w głównej mierze programowanie społeczne kształtowane na przestrzeni wieków. Do tego dochodzi ogólna opinia kobiet i ich wzajemne napędzanie.
Moja matka jednak co dziwne jest innego zdania. Może dlatego że miała 3 synów z czego dwóch robiło jak reszta społeczeństwa (czyt. pieskowali) i wcześniej czy później źle na tym wyszli.
Jeśli jednak nie to znaczy że istnieją jeszcze kobiety mające własne zdania, nie idące z zatartych szlaków społeczeństwa.
Faceci którzy nie mieli styczności z forami tego typu i wiedzą tutaj przedstawioną w większości też się do tego przyczyniają. Wśród znajomych mam wielu prawiących rady innym w temacie związków. Wszystkie prowadzą do "ostrego" pieskowania i napędzania poczucia księżniczki u kobiety.
Sposoby są różne, nie sposób ich tutaj wymieniać bo to zależy od typu kobiety, jej charakteru, trybu życia.
Są takie które po prostu muszą być prowadzone za rękę. Wszystko jest okej do momentu kiedy relacja jest zdrowa i dziewczyna zachowuje się w stosunku nas w porządku.
Mi to nie zwisa i zwracam na to uwagę. Zaangażowanie powinno wynikać z obu stron, nie mówię tutaj o tym żeby mnie do wesołego miasteczka zabierała i kupowała mi watę cukrową, niańcząc jak dziecko
Powstałem z rynsztoku by nie żyć jak szmata.
Jest to bardzo złe. Spotykałem się jeszcze niecały rok temu z taką właśnie dziewczyną. Zero inicjatywy, szczególnie seksualnej. Wszystko musiałem zaczynać ja, ciężko było w ogóle prowadzić jakąkolwiek rozmowę dłużej, niż 3 minuty. Po 6 miechach nie wytrzymałem... Byłem wycieńczony. To jeszcze nic, jeśli zdajemy sobie sprawę z pochodzenia tych idiotycznych tendencji. Gorzej, jeśli mamy gościa, który nic nie wie o dynamice społecznej... Chłopak może się wystraszyć i sfrustrować całkowicie niepotrzebnie, nawet jeśli działał zajebiście.
Tutaj wkraczam w sferę Bitch Shield'a, który w ogóle należy unicestwić raz na zawsze :] Parę dni temu dziewczyna dała mi fałszywy numer telefonu, mimo, iż gadało się wyśmienicie. A wszystkiemu była winna obecność koleżanek. Ja rozumiem, że taka dziewczyna może się stresować, ale nie powinna za wszelką cenę zgrywać "trudnej i niedostępnej", bo przecież tylko może na tym stracić. Analogia: Po co trzymać forsę w skarpecie, gdy można przelać na lokatę? Kij, że oprocentowanie niższe, niż inflacja. I tak opłaca się bardziej.
Nigdy nie chciałem mieć dziewczyny. Zawsze chciałem umawiać się z prawdziwą kobietą. Szukam w niej niemalże takich samych cech, jakie staram się od lat wykształcić w sobie. Ma być pewna siebie, otwarta, radosna. Ma mieć wyje**ne na normy społeczne i kulturowe. Co najważniejsze, ma być jasna, rzeczowa i szczera. I ma walczyć o swoje prawa. Jeśli kiedykolwiek bym się ożenił, to tylko z taką kobietą... Nie licząc oczywiście jeszcze kilku dodatkowych cech, np. wyglądu ^^
Pomogło?
Powiedz: "dziękuję!"
Ja to mam tak, że lubię jednak widzieć, że kobieta inwestuje w relację, bo to oznacza, że jest zainteresowana i pokazuje tym samym, że może dać coś od siebie, a nie łaskawie czekać wciąż na dowody uznania ze strony faceta. Dlatego też, może to dziwne podejście, ale sam fakt fajnie spędzanego czasu z panną do końca mnie nie satysfakcjonuje, kiedy to ja muszę wychodzić z inicjatywą. Wiadomo, kilka pierwszych spotkań to jasne, niech zauważy, że jednak coś jest na rzeczy i nie traktuję jej jako zwykłej koleżanki- wtedy też dostaje pewnego rodzaju zapewnienie i furtkę do tego, żeby mogła uważać się za obiekt mojego zainteresowania. No i jest spoko, ale właśnie po tym, jak już dam jej trochę tego komfortu w postaci okazania jej moich intencji względem niej, to oczekuję, że sama też się trochę wykaże i jest to dla mnie dosyć istotne w dalszej fazie znajomości. Tak więc ja robię tak, że po prostu ucinam na jakiś czas kontakt, aby dziewczyna miała czas pomyśleć nad tym, że jednak coś się zmieniło, coś jest nie tak, żeby mogła zatęsknić i poczuć, że straciła ten kontakt, który do tej pory był dosyć regularny i, że brakuje jej tego. Oczywiście nie robiąc przy tym jej żadnych wyrzutów. Wtedy też w zależności od tego, czy sama wyjdzie z próbą kontaktu czy nie, dalej znajomość się toczy. Jeśli panna się nie odzywa, oczekując chyba w dalszym ciągu na oklaski, to kończymy zabawę, jeśli się odezwie, podejmuje działania, aby ta znajomość dalej się rozwijała, to jest to dla mnie sygnał, że w takim przypadku warto coś z ta osobą dalej tworzyć.
Co do programowania społecznego, zjawiska "księżniczek", to chyba właśnie w dużej mierze ma to swój udział w takim stanie rzeczy. Zabawne, że to przez nieudolne działania facetów, tego, że sami nadajemy im nad nami taką władzę, a także sami utwierdzamy je w przekonaniu, że ładna buźka to wszystko, co absolutnie wystarczy do tego, aby mieć od życia to, co najlepsze, z tuzinem najwspanialszych samców zabiegających o ich względy i płaszczących się przed nogami włącznie. Także chyba rzeczywiście to my sami naszym działaniem strzelamy sobie w tej materii w stopę.
"Don't trust the smile, trust the actions"
przesada w każdą stronę jest niebezpieczna: Narzucająca się dziewczyna, czy 100% inicjatywy faceta. Nie wyobrazam sobie sytuacji, w ktorej kobieta jest zupełnie bierna. Przy czym aktywnosc kobiety niekoniecznie musi sie przejawiac w np. planowaniu wieczoru i całej logistyce. Wystarczy, ze wysle oznaki zainteresowania, (ale nie tylko te niewerbalne
), czy wyrazi chęć spotkania.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Pytanie tylko co to są" Wystarczy, ze wysle oznaki zainteresowania" ? Bo jeżeli panna odpisuje aktywnie jeżeli ja do niej napiszę, odbiera telefony, ale sama nie dzwoni i sama nie pisze to mi już tak po 2-3 spotkaniu się odechciewa i nie wiem czy to ja przesadzam, a może nie wyłapuję tych delikatniejszych oznak zainteresowania.
No pewnie, na samym początku dobrze jest samemu wyciągnąć rękę, co by pokazać, że nie jest się w niechlubnym gronie piesków-lizodupców. Poza tym lubię czuć się mężczyzną i samemu inicjować nową znajomość. Masz rację, urwanie kontaktu to fajne posunięcie. Pozwala dziewczynie pokazać, że potrafi ruszyć odwłok i sama coś robić w kierunku rozwoju młodego jeszcze związku. Co więcej, jeśli dziewczyna rzeczywiście się odezwie, dostaniemy informację, że odnieśliśmy sukces w tej pierwszej batalii i stworzyliśmy zainteresowanie naszą osobą. Jeśli nie - widocznie coś poszło nie tak. I nie ma już się nad czym zastanawiać, czy w najgorszym przypadku - martwić.
Pomogło?
Powiedz: "dziękuję!"
http://www.youtube.com/watch?v=6... posłuchajcie sobie hehe, akurat wstawila na fb tą piosenkę dziewczyna ,z którą czasem kręcę ,ale to dama i często ucieka bez powodu (wsiada do autobusu i odjeżdża jeszcze oczekuję, że ją będę gonił
) Myślę, że ten kawałeczek ma dobry przekaz
Przypomina mi to myśli kłębiące się u kobiety podczas 30 sek kiedy zastanawia się czy chłopak, z którym zaraz się spotka jest odpowiedni
Never give up
Ja poradziłem sobie z tą inicjatywą w następujący sposób:
POWIEDZIAŁEM JEJ, ŻEBY ONA SIĘ ANGAZOWAŁA. Jeżeli nie to odejdę, bo to bez sensu, aby jedna strona w związku się angażowała. A moja niunia podzielała moje zdanie.
Teraz druga kwestia: jak pannie się pizdy nie chce ruszyć, żeby coś zrobić to mi sięnie chce z nią przebywać. A jak się boi, że coś zjebie, to zjebie naszą relację by się czegoś nauczyła.
I tyle w tym temacie. Wniosek: nie zaadaję się z pizdami co stękają i się nie angażują.
To są MOJE ZASADY w MOIM ŚWIECIE. Do mojego świata wchodzą osoby, które sam wybieram.
Pytanie coachingowe:
Jeżeli masz problemy z kobietami, odpowiedz sobie SZCZERZE na jedno pytanie:
Czy gdybyś był kobietą i taki chłopak jak ty podszedłby do ciebie, to czy chciałabyś z nim być?
Brawo Fan. Mam to samo podejście do tej kwestii.
"Kto próbuje przegrywa czasami, kto się poddaje przegrywa zawsze!"
Na początku znajomości, to ja organizuję spotkania, wychodzę z propozycjami, ale z biegiem czasu daję do zrozumienia dziewczynie, że albo sama zacznie angażować się, albo koniec.
Obecnie spotykam się z dziewczyną, która to całkowicie rozumie i sama wychodzi z inicjatywą, dzwoni/czasami napisze, a w kwestii spotkań, to raz ja, raz ona coś organizujemy
"Jeśli chcesz człowieka uszczęśliwić, nie dodawaj nic do tego, co posiada, ale ujmuj mu kilka z jego życzeń."
Ciekawa kwestia.
Z jednej strony faktycznie fajnie jest zobaczyć i poczuć, że dziewczynie też zależy, poprzez to że sama zadzwoni czy też zaprosi w fajne miejsce. Jednak z drugiej strony bardzo często zdarza mi się, że gdy dziewczyna mocno się zaangażuje to moje zainteresowanie nią spada. Na zasadzie, że złapałem już króliczka i zaczyna mnie nudzić.
Wiele z nich jednak tego zainteresowania nie okazują, owszem np. świetnie się z nią gada, jest KC, seks itp. ale same nie mają za grosz inicjatywy. Być może ma na to wpływ zakorzeniony w społeczeństwie obraz, ale moim zdaniem równie istotne jest to, że panny bardzo często same nie wiedzą czego chcą.
Przykład z życia, kiedyś tam byłem z taką jedną, nie do końca do siebie pasowaliśmy, zerwała ze mną i jakoś po tygodniu gadałem z jej koleżanką. Okazało się, że dziewczyna cały czas coś tam czuła do takiego innego gościa, co kiedyś kręcili, ale on w końcu wybrał inną. I teraz najlepsze, zapytałem tej koleżanki, że skoro tamta go niby kocha (dawne dzieje, młoda była więc takie wyznania) to czemu do niego nie zagada, bo akurat był sam. To jej koleżanka stwierdziła, że nie bo jest "zbyt dumna".
No a najlepszą metodą na zmuszenie jej do inicjatywy to całkowite olanie. Jeśli zrobiłeś dobre wrażenie, to na pewno się odezwie i to szybciej niż myślisz.
wychodzi na to, że nieświadomie olewam laski albo poprostu nie mam dla nich czasu. spotykałem się w sumie z kilkunastoma i jeszcze się taka nie trafiła, która nie wychodziłaby z inicjatywą.
wręcz czasami się narzucały i myślały, że mam czas spotykać się co drugi dzień albo nawet codziennie na kilka h. te, co się narzucały, to chyba nie miały szczególnych hobby i im się nudziło, a ze mną zawsze ciekawie, chociaż niezawsze robiliśmy superciekawe rzeczy i nawet wtedy one proponowały plan dnia. natomiast te, które ewidentinie miały co robić też inicjowały, wtedy one chciały pokazać mi swój świat i to, co je najbardziej zajmuje.
rydzykant
Oczywiście macie rację z angażowaniem, czy też przesadą, ale czasami przyczyna bierności w relacji (rozmowy, pomysły, pasje) jest prozaiczna bo dziewczyna po prostu jest głupia i leniwa.
they hate us cause they ain't us
Hehe
"Dla faceta przygoda to skok na bungee, napad na bank, przeżywanie drogi od amatorszczyzny do zdobycia trofeum... Dla typowej laski przygoda to co najwyżej dwa czarne kutasy naraz..."
Martwi fakt, że Twój post jest tu jak najbardziej na miejscu. Ciężko rozmawiać z bardzo wieloma dziewczętami... Najbardziej wkur... mnie powtarzające się nieustannie zwroty/ wyrazy. To jeszcze nie tragedia, jeśli można pogadać o sprawach dot. różnych dziedzin życia. Najgorzej, gdy do tego dupencja obraca jęzorem wokół tylko [dajmy na to] dwóch tematów - kto się naje... lub to, jak nakładała sobie rano kielnią makijaż.
Kocham to wypominać; stawia mnie to na piedestale ^^
Pomogło?
Powiedz: "dziękuję!"
Mam zajebiste wrażenie że dzisiejsze kobiety są tragiczne. Próbują być wyzwolone, samodzielne, nie okazujące uczuć. Po prostu tragedia... Patrze na moją matke i ciotki to tęsknie za takimi kobietami. Prawdziwe kobiety! gdy mąż idzie do pracy i sie opóźnia z powrotem to wydzwania do niego kobieta, bo już się boi że coś się mu stało. Kocha swojego mężczyznę a nie patrzy na innych i to trwa już ile lat?!
Ja cenie sobie jeżeli dziewczyna jest inteligentna- to już dużo. Bo to zostanie na całe życie. A pustaki które robią z siebie boginie piękna za parę lat będą sflaczałe jak dętka od roweru. I bedą z jakimś pakerem który bedzie latał z innymi dupami, bo na tą swoją to ani patrzeć ani słuchać co gada.
Takie nasze życie że musimy zdobywać kobiety i inicjować spotkania. Od samego początku świata męzczyzna był władcą ziemi wiec nic sie nie zmieni... trzeba zdobywać kobiety!
"Sumiennie wszystko planuje. Inni zazdroszą mu farta, nie wiedząc, że on szczęściu pomaga, wybierając odpowiednie szkoły, zapinając pasy w aucie, a nawet planując dietę. Często samotny, bo nawet seks staje się dla niego jednym z zadań do wykonania."
Temat rzeka - jednakże jak bardzo interesujący. Ja nadal jestem zdania, że w większości winę za taką sytuację ponoszą stereotypy i samonapędzanie się płci pięknej nawzajem. Jakkolwiek jednak nie wpajało by im się tych bredni i tak zawsze "przegrają" z prawdziwymi uczuciami. Sądzę, że Tombeur najlepiej wyjaśnił pewną podstawę. Jeśli faktycznie ona czuje się z Tobą dobrze i zależy jej na jakimkolwiek kontakcie z Tobą, czy to pisemnym/telefonicznym/spotkaniu to na pewno wie jak do Ciebie trafić. I ten moment to chyba pewien przełom w znajomości bo wtedy obie strony zdają sobie sprawę, że jednak szkoda byłoby się nawzajem stracić.
Na własnym przykładzie mogę stwierdzić że puki dziewczyna sama myślała było wszystko okej. Minęły 3-4 tygodnie, wystarczył jeden grill z koleżankami na który poszła i coś jej się w cabanie usrało.
Już widzę te teksty koleżanek. "Jak możesz pozwolić że cię tak traktuje"
- Ale ja się przy nim fajnie czuję, pozytywny facet z pasją.
"Ta z pasją, ja bym sobie nie pozwoliła żeby nie poszedł ze mną bla bla."
I się zaczyna....
...lawina domysłów na które sama nie wpadła by nigdy. Przez te pierdolnięte koleżanki napędzane zazdrością same tylko komplikacje wychodzą.
Najgorsze te tłuste obleśne wyglądające jak schab bez kości które czekają na księcia z bajki. Te to do powiedzenia mają najwięcej a ostatni raz w związku to były w gimnazjum na szkolnej dyskotece.
Taka mała dygresja zagłębiająca temat związku na tle stereotypów i rad koleżanek.
Powstałem z rynsztoku by nie żyć jak szmata.