Siema.
Ogólnie moja sytuacja wygląda tak. Umiejętności rozmowy mam, potrafię żartować, droczyć się, etc. Ale kur*a, mam problem z podchodzeniem. Czasem uda mi się podejść i zagadać, ale z reguły pojawiają się myśli, że co ktoś sobie pomyśli, myśli o odrzuceniu, itp.
Jak u Was to wyglądało? Ile wam zajęło zwalczenie strachu przed podejściem i jak do tego doszliście?
DF
Chwilę. Dosłownie. Jeśli raz się wydygasz to potem też się DALEJ będziesz bał. Chyba nie o to tutaj chodzi. Najlepszy sposób by wyjść z tego błędnego koła? Praktyka praktyka praktyka. Doświadczenia kolego, nie kupisz. Przełam swój strach, postaw wszystko na jedną kartę a po X podejściach zobaczysz, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Nie wiem czy aby na pewno pomogłem ale wez stary kurwa w końcu podejdz i przestać należeć do drugiej grupy mężczyzn, czyli tych co walą konia. Krótka piłka, albo ruchasz albo będziesz sobie fapał fap fap fap
powodzenia
pss aaa i po czasie zobaczysz, że owe podchodzenie sprawia wielką frajdę
pozdro
O czym myśliciel myśli, empiryk udowadnia