Od dawna już MYŚLAŁEM nad tym by napisać na forum
Ogólnie nie wątpię w swoją przemianę bo jest naprawdę wielka od 2010 roku stworzyłem siebie innego i sporo się nauczyłem. Upadałem, podnosiłem się blablabla... no wiadomo. Jednak mam obecnie taki stan dosyć drętwy. Ponieważ wbrew pozorom... żyję z dnia na dzień tadam. 3 lata rozwoju i Dex dochodzi do genezy całej sprawy.
Chociaż okłamuję sam siebie i mówię sobie dziennie: "oj tam Dex, masz świetne życie czego jeszcze chcesz? Podążaj dalej tą drogą!"
Jedyne co mi w życiu działa na pełnych obrotach to pasje. Bieganie od pn do pt po 6km dziennie, Piłka nożna (tu mam plany coś osiągnąć chociaż czasami zachowuję się tak jakbym bał się spełnić marzenie), siłownia - ostatnio nawet zainwestowałem w kreatynę i mam specjalną dietę. Dla zabawy mamy z kolegami własną amatorską federację wrestlingu - co piątek się spotykamy i działamy, nawet mamy widzów więc jest motywacja by dalej kręcić. Dodatkowo od czasu do czasu gitara + keyboard.
To wszystko wyżej mogę was zapewnić lubię robić i robię to tylko i wyłącznie dla mnie.
Mam wrażenie, że zbyt przejadłem się zdaniem "musisz mieć pasję to podstawa! reszta przyjdzie sama".
No i żyję sobie tak z tymi pasjami, do dziewczyny ostatnio podszedłem w styczniu i teraz mówię sobie "stary podszedłeś w styczniu przecież to było nie dawno, podejdziesz za jakiś czas dzisiaj już Ci się nie chce, jedź do domu".
Potem miałem dwie sytuacje "internetowe", jedna to taka, że poznałem dziewczynę mieszka blisko mnie, pisaliśmy sobie, wszystko fajnie i Dex zrezygnował. Napisałem ostatnio do niej 31 stycznia i słuch o mnie zaginął. Im Dead.
Druga to taka, że miałem szansę pociągnąć znajomość z dziewczyną z pobliskiego miasta poznaliśmy się w okresie świąt i tu suprajs na YT, wspólne pasje, gitara, bardzo ładna. No ale tam Dex sobie wymyślił, że ma czas, że kiedyś tam się odezwie i słuch o nim zaginął. Swallowed in the sea.
Dlatego dziewczyny jak nie było u mojego boku tak też nie ma tu kolejny suprajs - podchodziłem nie raz teraz mam znowu jakiś blok wewnętrzny no cóż.
Często jest też tak, że wszystko odkładam. Jestem w sklepie mam zaoszczędzoną forsę, widzę fajne spodnie, wiem, że je chce, pasują do mojego stylu ale... nie przyjadę kiedy indziej i kupię. Teraz nie. Bo nie. Czemu? No nie, teraz nie. Wolę patrzeć jak banknoty wystają z portfela niż je wydawać.
W ostatnim roku miałem dwie poprawki w technikum, zdałem je a potem nie wyciągnąłem żadnych wniosków jak widać i jeżeli niczego nie zrobię to będzie słabo z ocenami w czerwcu.
Poza tym wciąż myślę, analizuję, myślę, myślę i rozkładam na część każdą sytuację jaka mi się przytrafi. To męczące.
A jak patrzę na takie filmiki: https://www.youtube.com/watch?v=... wiem, że moje życie jest konkretnie nudne a ja tylko wmawiam sobie, że tak nie jest.
Jestem daleko ale chcę iść jeszcze dalej. Co polecacie? 
Wiecej rob a mniej mysl. Zamien i bedzie ok;)
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
hej!
Bardzo fajnie, że masz swoje zainteresowania, pasje, czyli wszystko to, co zajmuje Ci czas, ale jednocześnie daje wiele przyjemności, masę pozytywnych emocji, co po prostu pozwala żyć, żyć szczęśliwie.
Przypomnij sobie siebie cofając się 3 lata wstecz, zanim jeszcze zainteresowałeś się rozwojem, relacjami itp. Czy gość, którym byłeś miał pasje? Czy był zadowolony ze swojego życia, czy zaspakajał swoje pragnienia? Czy robił coś naprawdę dla siebie, co dawałoby mu wiele szczęścia i radości? Ok, teraz wróćmy do teraźniejszości. Spójrz na siebie i odpowiedz sobie na pytanie: "Kim jestem?". Nieudacznikiem, nierobem, śmierdzącym leniem? A może spełnionym facetem z pasją, który ciągle się rozwija, a dodatkowo ma cele, pragnienia, marzenia, które stara się na co dzień realizować? Które życie dostarczało Ci więcej pierwiastka szczęścia? W 2010, czy 2013? Odpowiedź jest oczywista, lecz Ty nadal mówisz, że nie masz ciekawego życia i definiujesz to co robisz jako nuda, jak coś przeciętnego, normalnego. Swoje życie próbujesz porównywać z życiem kogoś innego, kto może mieć całkowicie inne warunki do tego, co obecnie robi, a Ty na razie ich nie będziesz posiadać. Oczywiście w przyszłości możesz te warunki zmienić, ale na razie robisz wszystko to, co jest słuszne - wiem to, bo gdyby tak nie było raczej nie pisałbyś o swoich zajęciach jako o czymś, co sprawia Ci radość, uśmiech i szczęście. Zajebiście, że masz swoje pasje, pielęgnuj je i odkrywaj nowe, abyś codziennie budząc się, był przepełniony ogromną ciekawością, odnośnie tego, co w danym dniu się wydarzy i co sprawi, że zapamiętasz go na jeszcze baardzo długo.
Podczas rozwijania siebie, zapomniałeś o jednym bardzo istotnym fakcie, mianowicie to, że masz pasje nie definiuje tego, że będziesz miał kobiety w swoim życiu dopóki, dopóty nie zaczniesz realnie ich poznawać. Wiesz, gadki przez internet są spoko - sam też tak poznaje kobiety, ale traktuje to jako dodatek, bo oprócz tego są kluby, jest uczelnia, jest ulica, bary, znajomi moich znajomych, domówki, jakieś urodziny, koncerty, a nawet zwyczajne wyjście na piwo z kumplami może skończyć się poznaniem nowej kobiety. To, że masz pasje to super, zajebiście, ale to nie sprawi, że laski wejdą do Twojego domu drzwiami, czy oknem. Pasja jest Twoja, tylko Twoja, możesz się z nią podzielić z innymi, może też stać się inspiracją dla poznawanych kobiet, obiektem zainteresowania i ciekawości, ale do chuja żebyś mógł się tym, czy tamtym pochwalić, musisz poznawać te kobiety, a nie zamykać się na to, że "dzisiaj nie podejdę bo jestem zmęczony lub spotkam się z nią kiedy indziej bo dzisiaj muszę zrobić to i to".
Jeśli ktoś Ci wmówił, że Twój zajebisty lifestyle sprawi, że będziesz mieć wokół siebie masę pięknych, napalonych na Ciebie kobiet to zrobił Ci psikusa, ponieważ to, czym się zajmujesz i co sprawia Ci radość podwyższa znacznie Twoją wartość, ale rzadkością jest, aby stało się to powodem dla kobiety do tego, aby sama do Ciebie na ulicy podeszła i powiedziała: "widziałam jak biegałeś wczoraj wieczorem, wpisz mi swój numer, to pobiegamy razem". To nie jest Californication, to jest Twoje prawdziwe życie, którym możesz zawrócić w głowie nie jednej kobiecie, o ile ruszysz dupę i zaczniesz realnie je poznawać.
Zauważ, że w 2010 roku znalezienie tych pasji, które masz obecnie było zapewne nie lada wyzwaniem. Wkurwiłeś się na siebie i po 3 latach możesz powiedzieć: "wow, zmieniłem się!". Czułeś ogromne pragnienie do tego, aby porzucić stary tryb życia i zacząć robić coś zupełnie nowego i wartościowego, czemu więc teraz nie zrobisz identycznie w relacjach damsko-męskich? Stać Cię na to, abyś się zmienił. Udowodniłeś to na przestrzeni tych 3 lat, to teraz czas na to, aby zmienić dzisiejszą stagnacje na coś, co będzie - tak jak Twoje pasje, dawało Ci masę radości, ekscytacji, spełnienia i szczęścia, to czas na kobiety, nowe znajomości, spotkania, seks, związki. Stwórz sobie cel: "Chce poznawać kobiety, spotykać się z nimi, uprawiać z nimi seks, wchodzić w związki" oraz rezultat: "Odczuwam niesamowite szczęście, że poznaje masę kobiet, spotykam się z nimi, uprawiam z nimi seks, to jest cudowne!" lub coś odnośnie długoterminowej relacji "Odczuwam ogromne szczęście, że jestem w zajebistym związku z piękną, atrakcyjną, wartościową i inteligentną kobietą". Kolejnym krokiem będzie zastanowienie się, gdzie spotkasz kobiety, w jakich miejscach, w jakich okolicznościach i ruszenie dupy w kierunku tych miejsc, gdzie ustalisz, że spotkasz płeć przeciwną.
Rozwój osobisty to nie tylko przekonania, pasje, wartości, czy ciekawe życie, to także relacje, kariera, finanse, zdrowie i wizerunek. Zadbałeś już o 3 płaszczyzny, pielęgnuj je dalej, ale teraz czas na relacje, może finanse(?). Decyduj: Ty w 2013r. samotny z zajebistym lifestylem, czy Ty w 2014, 2015, 2016+ z zajebistym lifestylem i z zajebistą kobietą u swojego boku. Wybór należy do Ciebie.
Trzymam za Ciebie kciuki i bardzo szczerze życzę powodzenia w tym, aby Ci się udało.
Pozdrawiam!
"Nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawajcie!"
love, Redds
Wiesz pasja pasją, ale zdac by sie przydało
"MrDexter" - pasja , tj, keyboard, bieganie to rzeczy jakie sam praktykuje... w dodatku zajawka na motocykle i uzależnienie od poczucia adrenaliny jest silniejsze ode mnie... to po prostu jest Twoim motorem napędowym.
Wstajesz rano i idziesz pobiegać (jak masz wolne) , potem np. jedziesz gdzieś na motorze, czy na rolkach chociażby, żeby poczuć prędkość, a jak jest zła pogoda, to wyzwalasz siebie grając - sam widzisz jak to można ładnie opisać i pokazać jakie pasję są piękne, nie rezygnuj z nich.
Co do kobiet. Mam podobnie, bo mieszkam w takiej okolicy, że nie ma zbytnio gdzie ich poznawać, ale zawsze masz jeszcze koleżanki w szkole, czy urodziny i domówki u kumpli. Fakt: "Nie rwij dupy ze swej grupy" , ale można też pobawić się po za swoją klasą, a w sumie trochę ryzyka z własną też nie zaszkodzi.
Trzeba umieć " tak przegrać, żeby wygrać". Długo tego nie rozumiałem, ale sam widzisz, nie masz kobiety, a jednak wygrałeś, bo się zmieniasz i masz pasje. Teraz idź krok dalej. Wygraj z tym co ma pasje a nie ma dziewczyny, czy z tym który ma dziewczynę a nie ma pasji - grasz w nogę to wiesz jak mobilizuje postawienie sobie celu; jak chcesz strzelić bramkę, bo musisz, to flaki sobie wyprujesz , ale to zrobisz, przecież wiesz...
Potraktuj podryw jak sposób życia, jak zabawę, jak swoją kolejną do bogatej kolekcji pasji. Uwierz, poczujesz się szczęśliwy.
Powodzenia.
"Nie ważny jest cel, ale droga jaką się do tego celu dąży".
"Ludzie znają Cie na tyle, na ile im pozwolisz".
Kurcze, czytajac, poczulem sie momentami jak bym ja to pisal... Mam wlasnie podobnie.
Moim marzeniem od dziecka bylo grac w reprezentacji Polski w pilke, takie moje marzenie i chcialem ta droga podazac. Gralem w ta pile caly czas, a jak mialem okolo 14 lat to zaczalem w klubie okregowym trenowac i na poczatku byly postepy, ale z czasem coraz gorzej bylo, trwalo to 2 lata. Potem mialem rok przerwy, bo poprostu nie mialem juz na to ochoty. Ale po tym roku znowu wrocilem do trenowania. Tym razem rowniez na dwa lata, bo stwierdzilem, ze w moim zyciu jest jak z kobieta. "Kocham" ja, ale bez wzajemnosci. I tak samo sadze bylo z tym sportem. Nie zaluje ani sekendy spedzonej na boisku, to bylo wspaniale doswiadczenie. Ale tak naprawde to sprawialo mi wiecej bolu niz przyjemnosci, bo sobie poprostu nie radzilem tak jak bym chcial. Pomimo, ze to moja milosc od dziecka. Teraz juzdalem sobie z tym spokoj i nie chce znowu sie w to pakowac. Chce poswiecic zycie na inne rzeczy.
Pare miesiecy przypomnialem sobie o czyms co robilem gdy bylem maly. Mialem taki maly, zielony akordeon i sobie na nim gralem. Poszukalem i udalo mi sie go znalezc i powiem wam, ze to naprawde cos wciagajacego dla mnie. Gram sobie dla przyjemnosci, daje mi to duzo radosci i lubie to.
To troche takich wypocin o mnie...
Z tego co zauwazylem nie wystarczy miec pasje i ja sobie realizowac, robic to dla przyjemnosci. Na poczatku rzeczywiscie jest niezwykle przyjemnie to robic, ale z czasem ta euforia przechodzi i zaczyna cos sie psuc. I z perspektywy czasu doszedlem do wniosku, ze samo robienie czegos nie wystarczy. Trzeba POSTAWIC SOBIE CEL zwiazany z nasza pasja. Cel musi byc ambitny, czasem troche nawet malo prawdopodobny, ale on musi byc postawiony. Bo mozna robic cos bezcelowo, po to tylko zeby to robic. Ale to sie nie sprawdza.
Podam przyklad, dzisiejszy. Jestem w klasie maturalnej, ale im blizej konca tym bardziej nie chce mi sie uczyc. Mam tak juz od ladnych paru miesiecy, masakra... Ale wczoraj postawilem sobie pewien cel, ze dzis chce dostac 5 z odpowiedzi z pewnego przedmiotu. Gdy postawilem sobie ten cel i wyobrazilem sobie jak dostaje ta 5, poczulem sile do nauki, zaczelo mi to wchoczic do glowy. I jaki byl efekt? Udalo sie. To byla troche naciagana ocena, bo sam sie zglosilem, a ten nauczyciel zawsze to docenia. Sam mam problem ostatnio w swoim zyciu, ale ta dzisiejsza sytuacja cos mi uswiadomila. Tak naprawde to nie jest jedyny przyklad w moim zyciu. Nie chce wiecej ich przytaczac. Staje sie coraz lepszym i ja to czuje. Ale ciagle mam cos co mnie blokuje w osiaganiu sukcesow, we wszystkich dziedzinach. Rozpisalem sie, ale mialem ochote na to i juz. Pozdrawiam;-)
To o czym piszesz to typowy problem- prokrastynajca. Ja miałem z tym olbrzymie problemy. Jedno pytanie do Ciebie - Jestes balaganiarzem? Pytam serio.
Ale pytasz MrDextera czy mnie? Co rozmumiesz przez slowo balaganiarzem, bo cos z tym mam wspolnego? Czesto cos rzucam byle gdzie nie mogac potem sobie przypomniec gdzie to mam.
Jeżeli o mnie chodzi to tak jestem bałaganiarzem. Ale zmuszam się do porządków, jest ok przez krótki czas a potem znowu jest kompletny burdel i znowu muszę robić porządek.
Na plaży napełniasz kubek wodą - nie ma w nim ryb, czy to dowód na to że w oceanie nie ma ryb? Nie! Trzeba zanurkować głębiej, zbadać większą część.
Dexter ja mialem cos podobnego jak Ty. I również byłem bałaganiarzem. Swojego czasu miałem wiele wspólnego zwojskiem i zapamitalemjedna maksyme: "od porzadku sie zaczyna". Usiadlem pewnego dnia i zobaczylem w jakims syfie mieszkam. Od tej pory dzień w dzień dbam o czystosc i porzadek. Co najsmieszniejsze wplynelo to na wszystkie dziedziny mojego zycia. Sprobuj, zobaczysz roznice. Warunek jest jeden. Przez 90 dni musisz dbac jak pojebany o czystosc. Niech to bedzie Twoja obsesja.
Widzę podobieństwo Twojego problemu w tym co bardzo często mówię ludziom, na temat czytania książek z rozwoju osobistego tzn. :
Nie zaczynaj czytać tej książki, jeżeli zamierzasz ją tylko przeczytać bez wprowadzania w swoje życie CZYNÓW i DZIAŁANIA.
Wtedy będzie to tylko strata czasu, energii jak i pieniędzy.
Z własnego doświadczenia wiem, że potężna wiedza na temat tego co chce się osiągać, robić jest nic nie warta, jeżeli nic z nią się nie robi.
Jedynie gdzie może Cię doprowadzić takie zachowanie to do frustracji i niezadowolenia z życia.
Teraz dostosuj to do tego jak się czujesz, jak nie robisz nic z wiedzą, którą masz a tak bardzo chcesz ją wykorzystać no i... DZIAŁAJ
Pozdrawiam i życzę sukcesów !