Byłem przedwczoraj na spontanicznej randce z koleżanką. Było naprawdę super. Laska złapała klimat. Zaproponowała wyjazd we dwoje i tak dalej. Poziom zaczepności też poszedł mocno do góry. O ile na początku to było fajne - droczenie się to super forma flirtu - to wczoraj był taki moment, że byłem tym zmęczony.
Po prostu mi się nie chciało i to też wpłynęło na samą dynamikę rozmowy. Nie da się być 24/7 w wybitnej formie. Co robicie w takich sytuacjach gdy laska ma ochotę na flirt, a Wy niekoniecznie?
robie przerwe
Pewnego dnia obudzisz się i okaże się, że nie ma już wystarczająco dużo czasu na zrobienie wszystkich rzeczy, które zawsze chciałeś zrobić. Zrób je teraz.
Powiedz jej to co nam tutaj. Najprościej i kulturalnie, złap ją za rękę w momencie zaczepek nie brutalnie ale stanowczo na tyle by wiedziała ,że jesteś Panem tej chwili ,kontakt wzrokowy by podkreślić pewność siebie. "Filtr zostawmy na pikantniejsze chwilę teraz powiedz mi coś..." w kropki wstaw co byś się chciał dowiedzieć co ją interesuję, co jej się śniło zainteresuj ją rozmową. To co powiesz jest mało ważne byle by swoją postawa zasygnalizować ,że nie tylko zaczepki i żarciki ci w głowie. Czuj się dobrze z tym ,że mam jaja by pwiedzieć jej co myślisz.